Ludwik Filip Czech – Bilans pór przejściowych

0
197

 

Ludwik Filip Czech

 

Bilans pór przejściowych

 

smierciochron   Najnowszy zbiór wierszy Wojciecha Banacha nosi tytuł “Śmierciochron“. Poeta jest autorem kilkunastu książek, laureatem istotnych, literackich nagród. Nie trzeba zgadywać czym jest tytułowy śmierciochron. Autor znakomicie go definiuje w wierszu otwierającym zbiór /”Poezja – próba definicji“/. Ten utwór dedykowany jest Wojciechowi Gawłowskiemu, ale jego adresatem mógłby być każdy artysta. Z oczywistych względów podmiotem lirycznym tego wiersza jest poezja. Magia słów, znaków, symboli, wreszcie aura aktu twórczego – to wszystko staje się tutaj nie tylko sensem życia, ale przede wszystkim instrumentami do jego zrozumienia. Swoistą książką kodów, rozwikłującą jego tajemnice i pułapki. Poezja to również cichy wspólnik w marzeniach o nieśmiertelności. Równocześnie główny animator naszego żałobnego konduktu. Jest ona zatem reżyserem życia, ale i umierania.

 Przytoczę cały wiersz:


 

Ze strachu

może trochę z nadziei

wymyśliliśmy sobie

śmierciochron

 

przez lata trzymaliśmy go

trzema palcami

delikatnie niczym pióro

płochliwego ptaka

czasem oburącz – jak wiosło

lub karabin

 

pomagał nam uwierzyć

w magię

zapisywania i odczytywania

znaków

w sens słowa

trwałość znaczenia

i choć wydawało się

że jest to sposób na życie

dalej umieramy

pewni wieczności z naszym udziałem

 

   Ale glejt na “wieczność z naszym udziałem” może niebawem stracić ważność. Kondycja poety ulega zmianom. Jego dotychczasowy wizerunek musi sprostać nowym wyzwaniom. Bo oto twórczość poety staje się zaledwie dodatkiem do jego  życiorysu, talent – pretekstem dla oczekiwanej przez tłum celebry. Za plecami autora czytającego wiersze mile widziany jest skandal. W “Spotkaniu z /nie/ ciekawym pisarzem” twórca staje twarzą w twarz z nowym typem odbiorcy. To miłośnik sztuki z obyczajową wkładką, obserwator drugiego, pikantnego planu. Banach ironizuje, łypie złośliwie okiem, studzi oczekiwania. Grzecznie prosi o dystans, rezygnuje z konfrontacji. Dopiero w następnym wierszu pozwala sobie na komentarz /”Wierność i cel“/. Tutaj “drżąca ręka” nie jest synonimem przypadłości wieku dojrzałego. Jest refleksją nad pytaniem – czy było warto? Czy owe “pory przejściowe” z kolejnego wiersza, czas poświęcony poezji, nie został zmarnowany? Ten znak zapytania wisi jak miecz Damoklesa nad tym zbiorem. Przytoczę fragment – “Czas /poezji/ w zawiasach“:

 

Nie ma kiedy

pisać wierszy

 

w dzień

trzeba pracować

trzeba zarabiać

żeby przeżyć

trzeba kurwa pracować

/ale po co?/

 

w nocy

trzeba odpoczywać

trzeba spać

trzeba pić wódkę

/ale po co?/

/…/

 

pozostają jeszcze pory przejściowe

ale są za krótkie

i naprawdę

nie ma kiedy pisać

tych pieprzonych wierszy

/…/

 

   Jeśli pytaniu o sens życia towarzyszy znak zapytania, to refleksji nad przemijaniem sekunduje zazwyczaj wykrzyknik. Autor nie odbiega w tej materii od innych poetów. Jego odrębność jest jednak wyraźna. Wynika ze słusznego wieku, talentu, dyscypliny. Młodości nie jest obcy patos. Lubi przywdziewać żałobne stroje, zwiedzać katakumby. Śmierć to dla niej mit, zbiór rytuałów, pretekst do odpalenia fajerwerków.

Dojrzały autor pisze o śmierci chłodno, bez pustych efektów, jakby pisał o dołowaniu ziemniaków. Tutaj zdarzenia oczekiwane, wyroki ostateczne, mają wymiar rzeczowego komunikatu. To relacjonowanie faktów, podsumowywanie strat,  bilans bez emocji. Choćby w “Mężczyźnie sześćdziesięcioletnim” czy pięknym tekście ” Zagubieni w języku“. Ten ostatni, posługujący się pokoleniową klamrą, jest wyjątkową robotą. Wyjątkowa jest również pogoda ducha tekstów pokrewnych. Źródłem takiego stanu, takiego postrzegania świata jest pasja. Tożsamość autora jest bowiem głęboko zakorzeniona w literaturze. Jest on jej zakładnikiem, długoletnim rezydentem jej salonów. Ale w tak jednostronnej relacji, w takim romansie, nie ma miejsca na osobiste wybory. Tutaj rządzi konieczność. Nawet w sytuacjach granicznych trzeba oddawać jej hołd.  Fragment wiersza “Przypadłości zdrowotne“:

 

Pod presją lekarzy i rodziny

zawiesiłem palenie

staram się stosować dietę

zrezygnowałem z cukru ograniczyłem sól

rozrzedzam krew przeciw zakrzepicy

ćwiczę kręgosłup z dodatkowym kręgiem

w górnym odcinku

/…/

 

jedynie

nie mogę pozbyć się

przewlekłej

choroby niespokojnych myśli i rąk

objawiającej się

poezją

/…/

 

Poetę interesuje również szeroko rozumiana współczesność. Rozterki duchowe, rozważania moralne nie przesłaniają mu widoku na dzisiejszość. Jest obserwatorem społecznych debat, recenzentem publicznych sporów. Nie stroni od bieżącej polityki. Tę ostatnią komentuje w typowy dla siebie sposób – z przymrużeniem oka, ironicznie, często odnajdując ją w krainie absurdu / “Ustawa“/. Jeśli jest orędownikiem zmian, nowych trendów, zjednoczeniowych wizji, to tylko tych zdroworozsądkowych, zakorzenionych w logice /“Poprawność“/. Dowcipnie opisuje nasze upodobanie do wielkomiejskiego blichtru /”Neon“/, bawi go wirtualny świat statystyk /”Prawdopodobnie i statystycznie“/. Celnie obnaża pretensjonalność  reklam /”Jak w reklamie“/. Jest jednak śmiertelnie poważny, kiedy dostrzega w medialnym tyglu dowody ludzkiego zezwierzęcenia. Nasze zamiłowanie do krwi, zemsty i mordu.  Mam na myśli wiersz “Kolorowy sen“. To świetna robota. Jedna z lepszych w tej książce. Przytoczę fragment:

 

Kiedyś zgodnie z zaleceniami

liczyłem szare owce

obecnie

gdy nie mogę zasnąć

pojawiają się

mężczyźni w czarnych strojach

idący piaszczystym brzegiem morza

oraz mężczyźni w pomarańczowych strojach

prowadzeni piaszczystym brzegiem morza

/…/

 

sprawdzam morze – nie znam nazwy

choć nagle wygląda na bardzo czerwone

 

chcę zasnąć

i obudzić się

w kolorze błękitu

na brzegu innego morza

 

 

   W poezji Wojciecha  Banacha nie ma miejsca na przypadek. Jest pomysł, konsekwentna realizacja, stylistyczny umiar. Autor wie, że cechą dobrej poezji jest jasny komunikat. Tą lekcję odrobił na piątkę. “Śmierciochron” ma jeszcze jedną, rzadko zaletę – nie tylko opisuje świat, również go uzupełnia. Czyni go bogatszym, pełniejszym, bardziej ludzkim. A to, przynajmniej dla mnie, bardzo istotne.  Nie sposób pomylić wierszy tego autora z pracami innych poetów. Pozostaje zatem czekać na kolejne publikacje sygnowane powyższym nazwiskiem.

   Książkę polecam.

 

 

Wojciech Banach

“Śmierciochron”

Galeria Autorska

Bydgoszcz 2017

 

 

str. 77

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko