Krzysztof Kwasiżur – Non omne, quod nitet, aurum est – czyli Donkiszoteria stosowana 5

0
283

Krzysztof Kwasiżur

 

Non omne, quod nitet, aurum est[1]– czyli Donkiszoteria stosowana 5

 

don kichot kwasizurOd kiedy wiersze nierymowane (świadomie nie piszę “białe”, bo napisanie wiersza białego wymaga zaangażowania, wysiłku) stały się bardziej  popularne niż rymowanki – piszą prawie  wszyscy. Aktorzy, piosenkarze, autorzy kryminałów, tylko dlatego, że mogą.

Fakt – mogą, ale czy muszą?

    Dawanie  sobie upustu w tego rodzaju  twórczości zawsze kończy się wieloma pochwałami, tym większą ilością im bardziej  popularna osobą pisze owe utwory. To już nie rodzina chwali, ale osoby trzecie, nieznane autorowi (Czyli teoretycznie – postronne).

 

Co zyska czytelnik wierszy znanego aktora serialowego chwaląc  jego  utwory, choć nie ma kszty wiedzy o poezji?  Niby dla siebie nic, ale jest duży procent szans, że skoro  zaangażował się w napisanie pochwał, to jest jego fanem. Nagroda? Samozadowolenie z połechtania swojego idola!  Innego rodzaju nagrody to:

pewność (czasami wystarczy szansa) rewanżu, gdy nasz pisarz kryminałów i twórca wierszy, gości na naszym Facebooku  (gdzie i my utwory publikujemy), przeświadczenie, że dobre być muszą, skoro inne rzeczy (czyli te, z których zasłynął) autor wierszy robi doskonale.

Zadałem pytanie: “Czy muszą pisać?”

To właściwie  pytanie: “ PO CO oni piszą te wiersze?”, czy jeszcze  ogólnej:  “Po co się pisze wiersze? Po co się tworzy?” Tu znowu czka mi malowidłami naskalnymi, które powstały dokładnie z tych samych powodów, co wiersze Miłosza, “Słoneczniki” van Gogha i IX Symfonia. Niewielka jest szansa, że będą to powody altruistyczne. Takie same powody miał artysta odziany
w skóry, co ten ubrany w surdut i perukę, jak i w garnitur; egoistyczna chęć wzbudzenia podziwu u współplemieńców lub nie mniej egoistyczna potrzeba rozładowania nagromadzonych emocji (niekoniecznie niezdrowych, może to być najzwyklejsza radość, czy miłość). Może to mniej egoistyczna chęć udokumentowania ważnego wydarzenia, którego ranga w ten sposób zostanie uhonorowana lub podniesiona (sceny polowania utrwalone
w jaskiniach przez ludzi pierwotnych), może jeszcze mniej egoistyczna potrzeba unieśmiertelnienia wydarzeń, które nie powinny być zapomniane (“Archipelag Gułag”). Istnieje jeszcze zaledwie kilka powodów, dla których mogły powstać najbardziej doniosłe dzieła myśli ludzkiej – czy to freski Michelangela Buonarroti, “Oda do radości”, czy “Iliada” i kolejność wymieniania jest jak najbardziej przypadkowa, bo z psychologicznego punktu widzenia jest to dokładnie ganz egal jaki wytwór kultury duchowej omawiany.

Zatem, skoro wszystko jedno z jaką muzą nasz SPEŁNIONY i znany już artysta bierze się za bary – byle by się połechtać w ośrodki przyjemności – dlaczego to zwykle jest Erato lub Euterpe? Czemu pisarka (rzadziej niż pisarz) nie zaczyna rzeźbić, grać na instrumentach? Zapewne dlatego, że te dziedziny podlegają szybkiej, bezpardonowej i okrutnej weryfikacji; nawet laik jest w stanie odróżnić kto ma talent, a kto go nie ma. Uprawianie wymienionych dziedzin jest również nieporównywalnie bardziej pracochłonne niż uprawianie poezji.

       Odnośnie odróżnienia wartościowej poezji od mało wartej masówki – nie istnieje szkoła poetów, po ukończeniu której dostaniemy certyfikat “Jan Kowalski, świetny poeta”. Zatem to rzecz uznania i bezwzględnej weryfikacji przez czas kto jest, a kto nie jest poetą. Czytelnik w sytuacji tak nieostrych definicji na wszelki wypadek traktuje wszystkich piszących wiersze jak VIP-ów. Tylko, że spora część tych przypadków (jakże to klinicznie brzmi) już jest vipami.

Przy okazji zyskujemy wiedzę, czy poeta jest kimś w dzisiejszym czasie. Sposób na rozpoznanie wartościowej poezji, każdy musi w sobie wyrobić sam, choć generalnie zawsze idzie o to samo:

 

Tak pisać aby nędzarz

myślał że pieniądze.

 

A ci co umierają:

że to urodziny.[2]

 

jak pisała Ewa Lipska i żeby ten wysoki poziom był jakością stałą, a nie wartościami skokowymi. Zapewne spora część do tego ideału dąży, jednak sama nagminność pisania wierszy niewiele (lub ani o jotę) nie popchnie tej sztuki naprzód, nie ewoluuje ona, bo piszącym niezbyt zależy na doskonaleniu własnych umiejętności. Powielają oni raczej własne wyobrażenia o poezji, niż tworzą własną jakość.

Nie sądzę, żeby te osoby (które już przecież mają powody, by mieć poczucie spełnienia i robienia dobrej roboty, bo laury zdobywają i o ich pracy media wyrażają się w superlatywach) miały pewność, iż piszą dobrą poezję. Skłonny jestem raczej przypuszczać, że to między innymi o nich pisał Miłosz:

“Biedni chłopcy, pozbawieni tego powodu do dumy, jakim jest wiara, że się pisze poezję przez wielkie P”.

Smutne to dla mnie, a dla nich zapewne frustrujące, choć jest jakiś dreszczyk emocji w tej niepewności: “sztuka, czy bezwartościowa grafomania?” Może więc o ten dreszczyk chodzi osobom, które we własnym zajęciu go nie znajdują? To raczej pytanie retoryczne, bo psycholog amerykański G. W. Allport już kilkadziesiąt lat temu określił dwanaście powodów sięgania po pióro (nie głównych powodów, ale wszelakich powodów), wymieniałem je wszystkie onegdaj w felietonie “Cukierek”, powyżej kilka zasygnalizowałem. Przy czym w czasach konsumpcjonizmu i wszechobecnej makdonaldyzacji – wydaje się słuszne uzupełnienie spisu Allporta o powód trzynasty, którego nie było w latach 60-tych ubiegłego wieku; Rola poezji w pogłębianiu duchowości człowieka. Zatem można się jedynie zastanawiać w tym kontekście, czy powstające jak grzyby po deszczu tomiki, antologie, strony www o tematyce poetyckiej, nie są zwykłym i prostym sposobem ratowania własnej duchowości. Gdy w koło wszystko obliczone jest na bezrefleksyjne przyjmowanie gotowych wniosków (na zasadzie: “idź z postępem – kup telewizor 47 cali!” lub “weź pożyczkę i jedź tam, gdzie twoi sąsiedzi jeszcze nie byli!”) część z nas wsłuchuje się w głosy, dobiegające z własnego wnętrza – o ile to nie jest burczenie w brzuchu, jak nas uczy Abraham Maslov[3] – ba! Trenują oni ową omiejętność, czytając i pisząc wiersze.

             Ktoś może zarzucić, że część początkowa tych rozważań (piętnująca VIP-ów piszących wiersze) ma się nijak do treści, które teraz czytamy, ale pomyślmy przez chwilę; artyści, którzy potwierdzili już własną wartość także są narażeni na “uwiąd duchowości”, na automatyzm myślenia.

Zatem i oni powinni (a może zwłaszcza oni) dbać, by nie nastąpił w nich ten marazm, który skutkuje brakiem empatii.

Czy w świetle tego wszyscy nie powinni zacząć pisać wierszy, by się  ustawicznie wprawiać w spoglądanie we własne wnętrza? Wszak – jeśli nawet nie powstanie wiekopomne dzieło – ćwiczenie jest przednie i wyjdzie nam na dobre!

Mówi się, że nie wszystko złoto, co się świeci, ale przecież tombak także ma swoją wartość…

 

 

 

[3]  Nie wszystko złoto, co się świeci (łac.)

E. Lipska, Przesłanie, (z:) Piąty zbiór wierszy (1978)

3 Abraham Harold Maslow (ur. 1908 w Nowym Jorku, zm. 1970) – amerykański psycholog, autor teorii hierarchii potrzeb, w której potrzeby ludzkie mają swoje priorytety I stopnie w hierarchii (na dole, jako potrzeby niezbędne, konieczne są fizjologiczne, na górze – potrzeba samorealizacji, która budzi się, gdy wszystkie inne są zaspokojone). Jeden z najważniejszych przedstawicieli nurtu psychologii humanistycznej. 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko