Elżbieta Musiał o tomie „ojczyzna papierowych żołnierzyków” Zdzisława Antolskiego

0
287

Elżbieta Musiał o tomie „ojczyzna papierowych żołnierzyków” Zdzisława Antolskiego 

 

 

Napięta struna poezji

 

ojczyzna papierowych zolnierzykowWystarczyło, że otworzyłam pokaźny tom poetycki Zdzisława Antolskiego, by przemówiła do mnie „ojczyzna papierowych ludzików”. Opowiedzieć swój świat z oddali, sprzed 4 i 5 dekad, gdy się było dzieckiem, i jednocześnie z samego środka nagiej dziecięcej czułości może chyba tylko poeta. Wszak chodzi o pobudzenie dawnej wrażliwość i uwzględnienie tamtej perspektywy jeszcze nienacechowanej dorosłością. Autor „ojczyzny papierowych ludzików” odszukał je w sobie, by „napisać świat od nowa” z precyzją poetyckiego dokumentu.

Znana to prawda, że wspomnienia lgną do wierszy. Język poezji jest znaczeniowo bardzo pojemny. Minimum słów i ogrom obrazu otwartego na wielowymiarowość i niedopowiedzenia.  A one szybciej przybliżają do sensów niż domykanie jakiejkolwiek przestrzeni. Wszystkie te zasady zna Zdzisław Antolski, zna i po mistrzowsku korzysta z nich. I jakby bez wysiłku kreuje światy. Tym razem jest to rekonstrukcja „podwórka” dziecka (potem młodzieńca) wraz z jego zabawkami i lękami. Ożywają wspomnienia usnute wokół szczegółów.

„Ojczyzna papierowych ludzików” poruszy każdego. Młodym czytelnikom przybliży świat ich ojców i dziadków. Starszych nakłoni do spojrzenia wstecz. Nieco pożółkłe obrazy zwykle szarpią w nas dziwne struny, jakiś sentyment i żal za utraconą cząstką naszego  życia, może „Zapomniane / szczęście / w miniaturze” (dzieciństwo). A sepia oprócz swojej barwy posiada własność dodatkową – nostalgię.

Pamiątki z raju

zanim wypędzono nas

w dorosłość

               (pudełko po butach)

 

Już na szóstej stronie „ojczyzny” Antolskiego zobaczyłam swoją. Zaczęły biec równolegle do siebie. Tornister. Mój był wielki i twardy jak tekturowe pudło zawieszone na małych plecach. Ławka szkolna. Ta, w której siadałam, była zielona i o blacie zrytym wzdłuż i w poprzek linii papilarnych drewna. Jeśli były inicjały – to niewinne jak rumieniec dziewczynki. No i proszę, coś co było codziennością, zostaje zapomniane na długie lata, by po czterdziestu mogło znów przyjść do mnie wraz z książką Antolskiego. Miał więc tornister i ławkę szkolną podobne do moich. Miał swoją wieś, trawę, bzy. Miał wiosny i zimy. I swoją wyobraźnię. Dla niego całym światem był wtedy dom rodzinny, matka, ojciec, czworonogi, jak okiem sięgnąć pejzaż Ponidzia i śnieżne zaspy – „podwórkowe himalaje”.

ale wiosną lodowe szczyty

zaczęły niebezpiecznie

maleć

 

na próżno znosiłem śnieg

z najdalszych zakątków

naszego obejścia

 

góry znikły

został tylko mokry

ślad na ziemi

jakby ktoś płakał

                 (podwórkowe himalaje)

 

Dorosłość, w którą zostaliśmy strąceni, niesie brzemię, w tym i  świadomość, że nawet pamięć nie wróci szczęsnego czasu, choćby wykonała na ocenę najwyższą „pracę domową”. Z uśmiechem spojrzy na zabawy w „niebo i piekło” i przytaknie, że już wtedy rozpoczęły się pierwsze manewry; „później oglądała mojego siusiaka / gładziła go i pieściła // a potem straszyła piekłem / jeśli powiem dorosłym”. Strach wielki jak ten na wróble. Ale tamci ONI w drodze do inicjacji „jeszcze nie wiedzą, że człowiek wytrzyma / wszystko zdradę i śmierć / i opuszczenie // popełni najgorszą / zbrodnię o jakiej teraz/ boją się pomyśleć”. Tak napisać może tylko dojrzały poeta i jak klamrą połączyć dwa czasy w jedno życie.

Kolejne utwory prowadzą nas od stoczonych bitew „pod Telewizorem” do śmierci pod kuchenną płytą prywatnej papierowej armii, od pierwszego zapalonego papierosa do pierwszej miłości. Tytułowy wiersz „śmierć żołnierzyków” jest metaforyczny, przeobrażeniowy – to opuszczenie dzieciństwa i wejście w dorosłość.

Stwierdziłem ze zdziwieniem

że są martwi a jeszcze wczoraj

biegaliśmy razem do ataku w bitwie

 

teraz zastygli w nienaturalnych

pozach jakby śmierć zaskoczyła ich

w czasie mojego snu

                                    (śmierć żołnierzyków)

 

W licznych miniaturach, które przeplatają się z nieco dłuższymi zapisami (niektóre prozą), autor potrafi zmieścić chwilę z całą jej odsłoną i konsekwencjami. Tu nawet szczegół, a może przede wszystkim on, otwiera na przestrzeń i czas. Na sumę naszych doświadczeń. Tak pracuje wielowymiarowość tej poezji. 

Wiersz przy Antolskim był chyba zawsze. Przy lekturze tego tomu ma się nieodparte wrażenie, że z nim dorastał. Że gnieździł się w nim i rozprzestrzeniał. Dawał i zabierał oddech. A on w zamian ofiarował mu swoją myśl i wrażliwość. Taka swoista symbioza, jakby żywili się sobą. Ale czytelnik zyskuje na tym najwięcej, przede wszystkim poezję czystą najwyższego lotu.

Polecam wszystkim, młodym i starszym, „ojczyznę papierowych żołnierzyków”. Znajdą w niej we wspomnieniach świat autora, w którym być może przejrzy się i ich własny.

                                                                                                 Elżbieta Musiał

…………………………………………………………………………………

Zdzisław Antolski: „ojczyzna papierowych żołnierzyków”, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2016, s. 104.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko