Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
173

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Czytamy dalej „Hrabiego Monte Christo”

monte2Kilka tygodni temu pisałem w mojej stacyjce o pierwszej części „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa. Właśnie ukazała się część druga, dlatego znów odświeżę sobie pamięć mojej pierwszej lektury tej powieści, a to pamięć z dzieciństwa lat późnych sześćdziesiątych. Powieść ta, to wielka klasyka powieści popularnej, a tytułowy bohater należy od grubo ponad stu lat do ikon popkultury, o czym świadczą liczne ekranizacje filmowe i telewizyjne powieści. Gdy chodzi zatem o fabułę, wspomnę tylko, że to cudownie napisana, barwna opowieść o zemście szlachetnego, skrzywdzonego człowieka na swoich prześladowcach, a jednoczenie trochę historia „kopciuszka”, dzieje człowieka, który z ubogiego marynarza przeobraził się, w skutek łaski (jednocześnie niełaski) losu w bajecznego bogacza o szumnym tytule. Powieści młodości czyta się po latach inaczej niż „dziewiczo”. Moja ponowna lektura powieści Aleksandra Dumasa nie była jednak taką samą z innego jeszcze powodu. Otóż wtedy przeczytałem wydanie „Iskier” z 1954 roku, które nie było sygnowane nazwiskiem tłumacza. A ponieważ mam je do dziś w swojej bibliotece, tym bardziej nietrudno mi było skonstatować, że objętość owego wydania jest o wiele mniejsza niż tego, które rekomenduję. Całość edycji z 1954, to nawet mniej niż połowa części pierwszej wydanej właśnie przez MG. A jako że nigdy nie miałem w dłoni jakiegokolwiek wydania francuskiego „Hrabiego”, więc tylko podejrzewam, że był to jakiś skrót przygotowany z myślą o czytelniku młodzieżowym. I że nie było to tłumaczenie Klemensa Łukasiewicza, ponieważ oba przekłady są w oczywisty sposób odmienne, nie tylko w sformułowaniach zdań, ale także w niektórych drobnych detalach (n.p. datach). Zapewne więc w przypadku obecnej edycji mamy do czynienia z tekstem pełnego przekładu, skądinąd w lekturze bardziej nowoczesnego i klarownego niż tamten. Nie wiem czy zasłużone we wspaniałym dziele przywracania klasyki polskiej i obcej na polskie półki księgarskie Wydawnictwo MG potwierdzi moje domysły, ale ważniejsze jest to, że sięgając po dwa opasłe tomy „Hrabiego Monte Christo” możemy zanurzyć się w jedną z najbardziej malowniczych opowieści w dziejach literatury. Tym którzy pierwszą jej lekturę, tak ja, mają już dawno za sobą, gorąco rekomenduję soczysty smak powtórki, a tych, którzy tej powieści nigdy nie czytali nie mniej gorąco namawiam do zanurzenia się w jej fascynujący świat.

 

Aleksander Dumas – „Hrabia Monte Christo”, przekł. Klemens Łukasiewicz, cz. II, Wyd. MG, Warszawa 2017, str. 622, ISBN 978-83-7779-330-5

 

Powrót Abramowskiego

pisma filozoficzneJego nazwisko („towarzysz Abramowski”) pojawia się w groteskowym kontekście, obok „dziewki bosej od samego pana Wyspiańskiego” i „dziarskich chłopców”, w „Szewcach” Witkacego, jako rodzaj figury uosabiającej, w tonie z lekka ironicznym, ruch socjalistyczny. Edward Abramowski (1868-1918), choć wybitny klasyk myśli psychologicznej oraz teoretyk i aktywista humanistycznego socjalizmu, nie pojawił się ani razu w kursie moich studiów psychologicznych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (1977-1982). Wtedy nie miałem tej świadomości, ba, właściwie nic mi to nazwisko nie mówiło, ale po latach zrozumiałem przyczyny tej absencji w programie studiów psychologicznych i na listach zalecanych lektur. Jako działacz II Proletariatu i współzałożyciel Polskiej Partii Socjalistycznej na słynnym zjeździe w Paryżu w 1892 roku, należał Abramowski, choć przez lata marksista, do nurtu socjalizmu humanistycznego, państwowego, nie pozbawionego akcentów anarchistycznych i anarchosyndykalistycznych, do tego samego socjalizmu humanistycznego, którego „ostatnim Mohikaninem” był zamordowany w 1988 roku w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach Jan Strzelecki. Odszedłszy od marksizmu, odszedł Abramowski od mechanicystycznego widzenia dziejów i procesów społecznych, a także od idei dyktatury proletariatu jako niosącej za sobą przemoc w celu zdobycia i utrzymania władzy. Jako myśliciel psychologiczny odszedł od marksizmu jeszcze dalej niż jako działacz społeczno-polityczny. Był antagonistą pozytywistycznych, mechanicystycznych, behawiorystycznych nurtów psychologii, zwolennikiem psychologii indywidualnej, akcentującej samoistność i unikalność jednostki ludzkiej. Badał zjawiska podświadomości i intuicji,  a także interesował się fenomenami mistycznymi i metafizycznymi. Akcentował walory duchowe i społeczne chrześcijaństwa zachowując jednocześnie antyklerykalny krytycyzm wobec religii jako instytucji. Dwa jego fundamentalne pisma filozoficzno-psychologiczne przypomniała właśnie konserwatywna Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego. To „Teoria jednostek psychicznych. Przyczynek do krytyki psychologii współczesnej” oraz „Źródła podświadomości i jej przejawy. Psychologia postrzeżenia i stanów bezimiennych”. Lojalnie uprzedzam – to lektura bardzo trudna, a dla osób bez elementarnego wyposażenia w zakresie wiedzy i znajomości terminologii filozoficznej i psychologicznej właściwie nieczytelna. A niełatwa jest także dla czytelnika z takim wyposażeniem. Jednak wysiłek przy tej lekturze sowicie się opłaci (intelektualnie). Nie na darmo wydano bowiem Abramowskiego w ramach cyklu Klasyków Polskiej Nowoczesności.

Edward Abramowski – „Pisma filozoficzno-psychologiczne”, Seria: Klasycy Polskiej Nowoczesności, wybór, przedmowa i opracowanie Anna Dziedzic, wyd. Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego (Fundacja „Kronos”), str. 358, ISBN 978-8362609-76-5

 

Gucio, Cezar i Bohdan Butenko

nienarysowaneA teraz powrót pamięcią w czasy sprzed lektury „Hrabiego Monte Christo”. Czytało się wtedy, lata sześćdziesiąte, prasę dziecięcą, „Płomyka”, „Płomyczka” i „Świerszczyka”, zazwyczaj prenumerowaną za pośrednictwem szkoły. A tam do najsłodszych czytanek/oglądanek należały odcinkowe lektury np. „pieskowego” cyklu rysunkowego „Co robi nasz Bobik?” bodajże Jerzego Flisaka, przygód Naleśnika (?), pana Maluśkiewicza, a także Gucia i Cezara czy Gapiszona spod mistrzowskiej i klasycznej już ręki Bohdana Butenko, kultowego już dziś ilustratora literatury dziecięcej i młodzieżowej. I właśnie Guciowi (hipopotam) i Cezarowi (pies) poświęcony jest tomik rysunków, opatrzony historyjkami opowiedzianymi przez rysownika, a spisanymi przez Annę Dobiecką z rozmowy telefonicznej. Te urocze historyjki dotyczą młodych lat, pracy i podróży, ale z kreską Butenki nic się równać nie może. Słodka podróż w czas dzieciństwa, cudzego i własnego. Rekomenduję nie tylko sentymentalnym.

Bohdan Butenko – „Nienarysowane historie”, wyd. Axis Mundi, Warszawa 2016, wysłuchała i spisała Anna Dobiecka, str. 94, ISBN 978-83-64980-38-1

 

Jazz w Iławie i inne wrażenia

cwana panienka z juraty 69 limerykow freewolnychNie wiem, jak kto, ale ja za limerykami przepadam. Gatunek, to jak wiadomo o bogatych tradycjach, w Irlandii podobno mający swe korzenie, bogaty w formy, odmiany, podgatunki, łączący w sobie literaturę z konkurencją zręcznościową. Do rodzimych mistrzów limeryku należała jak wiadomo Wisława Szymborska, tym bardziej, że Kraków jakoś szczególnie do tworzenia i czytania limeryków usposabia. Limeryki to jak wiadomo nie tylko rozkosze asocjacji werbalnych, ale też łatwo się do nich lepi erotyka. No i właśnie ta tytułowa „Cwana panienka z Juraty” jest dobrą patronką całego zbioru Bogumiła Paszkiewicza, bo tworzą go limeryki wyłącznie erotyczne. Na zachętę udzielam wam, dla poznania smaku, jednego limeryka, jak jedną wisienką ze straganu sprzedawca częstuje  klienta dla skosztowania. Będzie to limeryk tytułowy: „Namiętna fanka jazzu w Iławie/Bardzo lubiła figle na trawie/Więc błagała muzyka,/By w plenerze ją bzykał/Ale on miał instrument  w naprawie”. Trzeba czegoś więcej?

Bogumił Paszkiewicz – „Cwana panienka z Juraty. 69 limeryków freewolnych”, wyd. „Iskry”, Warszawa 2017, str.73, ISBN 978-244-0465-0

 

Majtki, izometria i przekształcenie ortogonalne

dowod antologicznyNajpierw kilka zdań o autorze, który mimo swoich artystycznych dokonań i związków z „kulturą warszawską”, nie jest zbyt wyraźnie widziany ze swojego Lidzbarku Warmińskiego, w którym od urodzenia (9 listopada 1964) mieszka i gdzie ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Kazimierza Jagiellończyka, po czym wybrał się na studia matematyczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pierwszy tomik wierszy jego autorstwa zatytułowany „Anonse i przepowiednie” ukazał się w 2011 roku. Jego wiersze, opowiadania i felietony publikowano w prasie literackiej m. in. w Migotaniach-Przejaśnieniach, Pograniczach, LaRiviście, Last and Found i eleWatorze. W lutym 2015 roku na deskach jednego z teatrów warszawskich wystawiono sztukę Ballo „Wszystko przez Judasza”, w reżyserii Stefana Friedmana i Piotra Szwedesa. Jako gitarzysta akompaniuje Annie Jurksztowicz, dla której napisał słowa piosenek wydanych na płycie „Poza czasem. Muzyka duszy”. Powieść „Dowód ontologiczny”, o której będzie mowa, jest jego debiutem prozatorskim. A rzecz to nietypowa i nieoczywista jak jej autor. Nie ma w niej typowej linearnej narracji fabularnej, to raczej opowieść o myślach i wrażeniach głównej postaci, licealnego matematyka Anzelma. Cytat z „Proslogionu” jego imiennika, sławnego filozofa Anzelma  z Aosty, swoisty „dowód na istnienie Boga”, rozpoczyna powieść Ballo jako obszerne motto i to nieprzypadkowo, bo wysokie strefy filozofii łączą się w niej i splatają z warstwą obyczajową, w tym erotyczną (bo główny bohater bardzo interesuje się, i to nader praktycznie, płcią piękną) , a splatają się i pikantnie i dowcipnie: „Tam jakiś głos kazał mu zdjąć Edycie majtki (…) usiadła na swoim biurku, dokładnie na dokumentach z kuratorium chwalących jej pracę dydaktyczną. Rozchyliła nogi, a Anzelm wbił się w nią zgodnie z zasadami izometrii. Nawet pomyślał o tak zwanym przekształceniu ortogonalnym. Czas na pewno teraz nie istniał. Seks to jeden z najlepszych dowodów na jego nieistnienie. Podążali we wszystkich kierunkach i przez wszystkie przestrzenie, nawet przez przestrzenie Banacha, Hilberta, przestrzenie liniowe i typologiczne. Aż nagle wszystko przestało istnieć. Eksplodowali”. Czyż to nie brawurowe połączenie tego co uczone i tego co  zmysłowe? Ale jest też i erotyzm bez wyższej matematyki: „Woźna oddaje majtki nauczycielowi. (nie swoje, lecz anzelmowe, znalezione przez nią w gabinecie wzmiankowanej dyrektorki Edyty – przyp. KL) – Nie wiem, czy pan zauważył, ale wyprałam je z sympatii do matematyki. – Dziękuję bardzo. Da mi pani swoje, to mi się zrekompensuje – rzekł do niej z uśmiechem Anzelm. (…) Zaśmiała się i odeszła korytarzem  w siną dal”. I cała taka jest ta powiastka filozoficzno-erotyczna Andrzeja Ballo. Dowcipna, mądra i pikantna. Czyta się to świetnie dlatego z prawdziwym przekonaniem rekomenduję.

Początek formularza

Dół formularza

Andrzej Ballo – „Dowód ontologiczny”, Wyd. Novae Res, Gdynia 2017, str. 360, ISBN 978-83-8083-368-5

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko