Krystyna Habrat – Stara książka z opowieściami o miłości

0
136

Krystyna Habrat

 

STARA KSIĄŻKA  Z OPOWIEŚCIAMI O MIŁOŚCI

  Czytałam ją dawno temu.

ilia maszkow h  Najpierw, mając 17 lat, jedno opowiadanie w piśmie literackim. Oczarowało mnie. Odpowiadało rezonansem na moje wówczas nieśmiałe drgnienia duszy, tęsknoty, marzenia, fascynacje poetyckie.  W szkole czytaliśmy  akurat poetów młodopolskich z ich tajemniczymi  zamgleniami, w przyrodzie, jak i w uczuciach, i Asnyka, który rozczulał, ale wydawał się naiwny. Za to mniej popularyzowany Liebert wprowadzał  nas w mistyczne niepokoje. I tak nastrojona, może rozstrojona, mając 17 lat,  przeczytałam owo opowiadanie o miłości.

   Bohaterka była zakochana i jej miłość, bardziej wyobrażona niż prawdziwa, utkana była z  mgieł liryki, ale wkradał się w to niebezpieczny zgrzyt, jakieś złe przeczucie.

 

  Szybko kupiłam cały zbiór opowiadań tej autorki. Nie został w mej pamięci żaden ślad, żeby mi się specjalnie podobały. Poza tym pierwszym,  czytanym wcześniej.

  Dlaczego ono mnie urzekło? Może był tam podobny nastrój, jaki mnie podczas czytania towarzyszył. Albo byłam w nastroju, jaki chciałam zatrzymać na dłużej. Coś w tym opowiadaniu poruszyło moją wyobraźnię, jakaś scena, emocje, coś, czego już nie pamiętam, ale zostało to we mnie na dłużej, jako tamto opowiadanie. Zapamiętałam, że mi się podoba i chcę do niego powracać. Dlatego kupiłam cały zbiór.  Jednak były to okoliczności dotyczące bardziej mnie samej niż czytanego tekstu.

  Specjaliści podobno potrafią oderwać czytaną rzecz od własnych przeżyć i ocenić ją obiektywnie. Namiętny czytelnik, jakim ja jestem, tekst przeżywa. Przeżywa samym sobą wszystko to, co przezywają postaci, o których czyta. Nadaje im rysy osób z rzeczywistości. Cieszy się z nimi, płacze, kocha ich przedmiot pożądania. Uzupełnia to własnymi doznaniami, sam tego nie dostrzegając. Przy powtórnym czytaniu, ku jego zaskoczeniu, nie odnajduje w tekście tych wydarzeń, które jemu utkwiły w pamięci. Nie znajduje, bo to uzupełniła jego wyobraźnia. Bez jego świadomości. Bez autora tekstu. Dobry taki czytelnik? Może nie, jeśli  zaburza zamiar autora. Może tak, jeśli to, że wyczuwa w tekście dużo więcej, nie jest sprzeczne z intencjami autora, który to sugeruje albo pozostawia wolność interpretacji w utworze otwartym.

  Ale czasami i namiętny czytelnik odchodzi od książki obojętny. Dopiero wtedy jest naprawdę źle. Ale nie miejsce to na rozważania: dlaczego odchodzi obojętny.

  Ja opowiem tylko, że po latach odnalazłam na półce książkę, o której zaczęłam opowiadać. Teraz zrozumiałam, dlaczego  cała książka, może poza tym jednym opowiadaniem czytanym z sentymentu, jakoś nie  mogła mnie poruszyć. Nie recenzja to, więc tego nie powiem. Nie zdradzę też tytułu ani nazwiska autorki. Zamyśliłam się tylko nad jej historia pasji twórczej.

  Wydaje mi się, że tej pasji wiele w sobie nie miała, bo nie słyszałam  więcej o niej, a  wtedy jeszcze to pilnie śledziłam.  Wydała jeszcze jakąś książkę, nawet ją czytałam acz bez głębszego śladu w pamięci, i zamilkła. Pewnie lubiła czytać, skończyła polonistykę, miała znajomych w wydawnictwie, może i w redakcji owego pisma literackiego.  Była to prosta droga, żeby coś sobie napisać i wydać. Pisała zgrabnie, jako przystało na polonistkę. Tylko  jej teksty niczym się nie wyróżniały. Były tylko poprawne. Podobne do siebie, obracające się w kręgu tej samej tematyki, ubogie treściowo, pozbawione głębszej filozofii.  Takie, co można czytać, ale się je   zapomina. Nie poruszały trzewi ani serca. Nie czytało się ich z zapartym tchem. Nie zadziwiały dziwnością. No, naprawdę nie poruszały.

  Autorka w zapomnieniu. A jednak napisała to jedno opowiadanie, które zostało we mnie na lata. Dobrze, że je napisała. To ono mnie poruszyło. Właściwie inne też były niezłe. Coś jednak przy czytaniu dały. Chociaż za mało, by utrwalić się w pamięci.

  Czyżbym w ten sposób odkryła na czym polega dobre pisanie? Nie jest to jeszcze wiedza, jak pisać, ale świadomość, czego oczekiwać.  A może uświadomienie sobie, czym powinien być utwór literacki, żeby warto było usiąść nad pustą kartką.

  O tym muszę pomyśleć.

Krystyna Habrat

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko