Wiesław Łuka – Pontifex z końca świata

0
148

Wiesław Łuka



Pontifex  z  końca  świata


franciszek-zycieTo papież wymarzony. Wszyscy na takiego czekali… – Elisabetta Pique’, argentyńska autorka biografii krajana, papieża Franciszka *, przytacza opinię młodej Peruwianki, muzyczki, która na każdy widok biskupa Rzymu zalewa się łzami. Akapit wcześniej biografistyka kolejny raz na stronach swej książki uzasadnia to marzenie milionów: …Błogosławi, przytula, dotyka, obejmuje wszystkich; dzieci, starszych, chorych. Ku przerażeniu wielu europejskich watykanistów – mogą go otruć! – pije mate (mocny, herbatopodoby napój, specjalność Argentyńczyków; WŁ) podawane przez anonimowych rodaków z tłumu. Pozuje do zdjęć, dostaje koszulki , szaliki, wiele z nich łapie w locie, przejeżdżając  otwartym  papa mobile. Jest szybki , dynamiczny i bardziej witalny niż kiedykolwiek…


Elis Pique’, matka dwójki dorastających dzieci, wie, co mówi. Papieża zna od lat; zaprzyjaźniła się z nim, zanim został arcybiskupem Buenos Aires. Wtedy, jako dziennikarka, poznawała i opisywała problemy Kościoła nie tylko latynoamerykańskiego, ale także powszechnego, bo już od lat jest akredytowana przy Watykanie. Wiele razy słyszała głośne pytania i publicznie wyrażane rozterki  ówczesnego arcybiskupa – teraz  papieża, więc w biografii tylko powtarza jego opinie: „Być może Kościół wydaje się zbyt słaby, zbyt odległy od potrzeb wiernych, zbyt biedny, by odpowiedzieć  na ich problemy, zbyt zimny, zbyt zajęty sobą, więzień własnych sztywnych formuł. A może świat wydaje się sprawiać, że Kościół potrafi  rozmawiać z ludźmi, gdy są dziećmi, a nie z tymi, którzy osiągnęli dorosłość?”.  


Franciszek od pierwszych dni, a nawet godzin swego pontyfikatu zaskakuje prawie wszystkich tym, co mówi do … i robi dla wiernych a także agnostyków, inaczej wierzących  i  niewiernych.  Wie, że przemawia i służy ludziom  „nie w epoce zmian, lecz w czasie zmiany epoki”.  Jeżeli zmiana epoki , to także potrzeba głębokiej  „wewnętrznej odnowy Kościoła i dialogu z dzisiejszym światem”. Odnowa jest konieczna, bo o „grzechach Kościoła”, o jego „brudach” także  mówili Jan Paweł II oraz  Benedykt XVI. Tylko jego założyciel, Pantokrator – Jezus (tyleż Bóg, co i człowiek) był bez grzechu. Zatem obecny biskup Rzymu z niesłabnącą determinacją przybliża go wierzącym i wątpiącym. Powtórzmy jednak  – równocześnie nie szczędzi ostrych, samokrytycznych słów przygany wszystkiemu w świecie i Kościele, co na nią zasługuje. O tym właśnie niezwykle zajmująco pisze Elizabetta Pique’.


Niedługo już cztery lata miną, od kiedy jezuita, Jorge Bergoglio, jako arcybiskup Buenos Aires, zasiadł na Stolicy Piotrowej. Od pierwszych dni pontyfikatu  zrezygnował z bogatych apartamentów pałacu papieskiego jako swego mieszkania,  zrezygnował ze złotego łańcucha z krzyżem na piersi na rzecz srebrnego, a nawet z tradycyjnych, wiśniowych pantofli i białych spodni pod białą sutanną. Niby to symboliczne gesty, ale jakże  przemawiające do wyobraźni ponadmiliardowej rzeszy katolików i na pewno reszty świata. Już jako „szeregowy” jezuita w Argentynie, a potem pokonujący kolejne etapy awansu kapłańskiego i administracyjnego (na pewno woli słowo „awans” niż „kariera”) odznaczał się skromnością  we wszystkich przejawach i sferach życia materialnego.  Okazywał głębokie współczucie dla biedy rodaków, pokorę i wyrozumiałość  dla  ich egzystencjalnych słabości.  Natomiast zapominał o pokorze tylko wtedy, gdy  pogłębiał  teologiczną i socjologiczną wiedzę, z pasją wyznawał wiarę,  oraz niósł pomoc najbiedniejszym z brazylijskich dzielnic nędzy (faweli).


Autorka biografii przybliża cechy charakteru i te pasje bohatera książki jako znawczyni fachu reporterskiego. Opanowała w stopniu wysokim sztukę  formalną chyba wszystkich gatunków dziennikarstwa; od informacji i relacji  po publicystykę, felieton i reportaż . Elisabetta Peque’, jako rasowa dziennikarska, więc także znawczyni ludzkich serc i dusz, wie, że najwięksi nawet bohaterowie tracą na swoim wizerunku, jeśli autor/ ka opowieści o nich pławi się wyłącznie w ich sukcesach, epatuje nimi, a nie dostrzeże w biografiach potknięć, różnych słabości; ciemniejszych stron. Dostrzegła je zatem także u ojca Bergoglia, który, zanim został arcybiskupem stolicy Argentyny, bywał  skazywany na „zesłanie” w tereny rozległej ojczyzny; do kilku innych większych i mniejszych miejscowości i placówek kościelnych na różne stanowiska. Bergoglio, jako wybijający się   jezuita, dość wcześnie zaczął się narażać, popadać w konflikty ze współbraćmi. Zyskiwał wrogów w sutannach (nie przeciwników, nie oponentów, nie inaczej myślących, lecz po prostu – wrogów; tak ich określa dziennikarka).  Byli mocno aktywni,  przeszkadzali  przyszłemu papieżowi  w realizacji jego duszpasterskich planów. Szkoda, że nie odnalazłem w książce określonych expressis verbis i opisanych powodów tej wrogości. Nie wiadomo, czy autorka ich nie znała, czy też  nie chciała ujawnić. To pewna luka w obrazie bohatera książka.  Zwłaszcza, że macki  wrogów sięgnęły tak daleko, że już dalej nie mogły. Co prawda nie mogły dotrzeć do siedziby Ducha Świętego w kosmosie,  ale do Watykanu z powodzeniem dotarły i to w czasie tuż przed  decydującym konklawe w 2013 roku (ale także przed wcześniejszym, z roku 2005, kiedy Bergoglio przegrał z Jozephem Ratzingerem).


Moja koleżanka  po fachu, Elisabetta wykazała się dużą dociekliwością reportera śledczego w innym wątku biografii swego bohatera.  Chyba nie mogła zebrać więcej informacji  i opinii o roli przyszłego pontifexa (często nazywa go ojcem Jorge, boć są przyjaciółmi) w ciemnych czasach argentyńskiej dyktatury  wojskowej  generała Perona, następnie  jego małżonki Izabeli, a potem generała Jorge Videla. Do tej pory nie umilkły zarzuty, nie tylko w Argentynie,  o ówczesnej, dwuznacznej roli  ojca Jorge: wiedział o zbrodniach generałów, ale podobno milczał, a może nawet nie tylko milczał. Reporterka stara się jednak zadać kłam tym zarzutom. Odpiera je  docierając  do ludzi, którzy zapewniają, prawie przysięgają, że hierarcha osłaniał wielu duchownych i również świeckich przed zbrodniczymi wyrokami  dyktatorskich trybunałów, że skutecznie zapobiegał aresztowaniom, torturowaniu i tajemniczym zniknięciom lewicowych  przeciwników junty. Autorka pisze: „W tym ciężkim okresie  Bergoglio  nie żyje pod szklanym kloszem.  Doskonale wie, że sytuacja w kraju  jest katastrofalna, i robi wszystko , co jego mocy, żeby pomóc potrzebującym”. Oto jedna z licznych informacji o zbrodniach: „ W niedzielę 4 lipca zmasakrowano pięciu pallotynów z kościoła Santo Patrico  w dzielnicy Belgrano w Buenos Aires… 18 lipca domniemani członkowie policji federalnej porwali i zamordowali księży Gabriela Longueville i Carlosa de Dios Murias…”  Poznajemy w książce dziesiątki przykładów pomocy okazanej przez arcybiskupa; padają imiona i nazwiska ofiar,  a także pełnione przez nich funkcje. Oto jedno ze szczególnych świadectw:  „Pamiętam  sytuację, kiedy uratował pewnego człowieka, który nie mógł przekroczyć granicy. Był bardzo podobny do Jorge, więc ten mu dał swoje dokumenty i strój księdza, dzięki czemu mężczyzna wyjechał”.  Zakonnik o nazwisku Scannone podkreśla:  „On (Bergoglio – WŁ) był zadowolony, że nie stracił żadnego jezuity w okresie dyktatury” . Ale to przypadek, nie zaś wynik wybiórczego niesienia pomocy „tylko swoim” wówczas, gdy pełnił  funkcję  prowincjała zakonu. 


Opatrzność nie była łaskawa dla swego, najwyższego „funkcjonariusza” na argentyńskiej ziemi. Wybór kardynała Bergoglio na papieża  nie spowodował całkowitego wyciszenia i osłabnięcia starych oskarżeń pod adresem pontifexa maximusa. Do dziś co i rusz pojawiają się nowe głosy o jego współpracy  z generałami  junty. Obecnie pontifex z „końca świata” (to prawie oficjalna nazwa geograficzna południowej części  Patagonii i Ziemi Ognistej należącej do Argentyny i Chile) zmaga się z najbardziej konserwatywną częścią  kolegium kardynalskiego ( i biskupiego) rozsianą po kontynentach, ale szczególnie włoskiego, zasiedziałego w Watykanie i diecezjach Italii. Ci purpuraci zachowują się jako wyjątkowi hamulcowi w realizacji zamierzonych i  już ogłoszonych przez papieża reform watykańskich dykasterii oraz w Kościoła powszechnego. Ten  ma być:  „otwarty, dynamiczny, wychodzący na ulice i peryferie, szczególnie tam, gdzie największa bieda ludzi”.  


Książka  Franciszek  – życie i rewolucja kończy się  popisem reporterskim autorki, która uczestniczyła w Światowych  Dniach Młodzieży  (2013) w Rio de Janeiro. Tam papież, wówczas  z zaledwie kilkumiesięcznym stażem, „zderzył się”  z atakiem niezwykłego entuzjazmu trzymilionowej rzeszy młodzieży. Tam również przemówił do biskupów brazylijskich i  z pozostałych krajów kontynentu latynoskiego podczas obrad konferencji CELAM. Wezwał ich: „Zróbcie raban”. I nierzadko w różnych sytuacjach  powtarza soczystymi  słowami to swoje „awanturnicze” hasło. Oczywiście, nie wszystkim „książętom” Kościoła podoba się to papieskie wytykanie ( w tym jest zgodny ze swoim poprzednikiem, Benedyktem XVI), że  kostniejąca instytucja kojarzy mu się z  organizacją  pozarządową.  Zanika w niej ewangeliczna misyjność na rzecz „sprawdzalnych rezultatów i statystyki oraz  klerykalizmu”.


 Właśnie statystki nie napawają optymizmem na naszym kontynencie i latynoamerykańskim także; tam  nie do powstrzymania jest konkurencyjny trend umacniania się Kościołów protestanckich oraz rozmaitych sekt. O tym także pisze Eliz Pique’. Franciszek to widzi, czuje zagrożenia i  dlatego prosił tysiące uczestników  jednej ze środowych audiencji generalnych, by razem wznieść okrzyk: „Bóg jest potężniejszy”. Prośba została wysłucha, wierni skandowali,  zaś argentyńska autorka biografii komentuje: „Konserwatystom włos się jeży na  widok takiego zachowania. Tradycjonaliści mają inną wizję Kościoła i postawy papieża…”


Watykanistka, krajanka pontifaxa, nie tylko jest  znakomicie poinformowana o wszystkim, co się dzieje za spiżową bramą, ale również, co się mówi na Placu św. Piotra i na ulicach wiecznego miasta. Cytuje ich, zatroskanych:  „Mamy nadzieję, że zostawią go w spokoju” . Cytuje przerażonych i  wątpiących, czy:  „Da radę sam przeciwko wszystkim w tym gnieździe żmij?…Nie,  nie wytrzyma. Zjedzą go żywcem”…


 W ojczyźnie Jana Pawła II też nie brakuje konserwatystów i  klerykałów. Ale, wydaje się, że  są ostrożniejsi  w konsumpcji  „żywcem”; obserwują i co najwyżej  czasami podpowiadają, by  „Franciszek się… nawrócił”.  Eliz Pique’, uczestniczka również krakowskich Światowych Dni Młodzieży w Epilogu  poruszającej  biografii  komentuje z optymizmem, że podczas trudnej, letniej podróży do Polski Franciszkowi „udało się  przyciągnąć ludzi  pokorą i prostotą”. Wezwał młodzież z całego świata, aby „nie bała się miłosierdzia i stworzyła „nową ludzkość”.


Wiesław Łuka


Elisabetta Pique – *Franciszek – życie i rewolucja, wyd. ZNAK; Kraków, 2016


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko