Rafał Sulikowski – W świątyni dumania: poezja jest nietykalna

0
238

Rafał Sulikowski


W świątyni dumania: poezja jest nietykalna.


Stanisław WyspiańskGłos ten pozostanie na głuszy, jak wołanie wielkie na pustkowiu; minie wśród wrzawy dnia, pośród jęków nocy i huku wojennych dział na pobliskim wschodzie. Kto dziś ma czas, żeby czytać cokolwiek poza stertą powtarzających się newsów biznesowych, esemesów i ewentualnie felietonów o bieżących sprawach politycznych; kto będzie w stanie wydobyć perły spośród mrowia słów próżnych, rzucanych na wiatr nawet przed ołtarzami świata, kto jeszcze się zastanowi i zmieni choć w melodię najmarniejszą cymbałów brzęk pusty i drwiący; czy jest z nami poeta?


Wdziera się wszędzie – okrutna, bezlitosna parodia polityki, która nawet z sobą dawniejszą wspólnego nic nie może, więc nie ma. Razem z rozszczekanymi tłumami z jednej i drugiej strony barykady w dusze nasze wchodzi brzęk pusty i drwiący, zapaść liryczna i somnambulizm wsteczny, a nad tym wszystkim unosi się jak kir zakurzony pomroczność jasna i złudny blask pseudo-olśnienia strzelających quasi-sentencjami “polityków”, inżynierów społecznych, i wszelkiego autoramentu specjalistów od zbiorowych fajerwerków. Szkoła by się znowu przydała, ale kuratoria postawiły zdecydowanie na prozę i w zależności od panującego klimatu ideologicznego zmieniają w popłochu listę lektur, coraz mniej miejsca zostawiając na szlachetną esencję poezji.


Nie na darmo jednak mądrzejsi nie kwapią się do polityki, chyba, gdy naprawdę trzeba; gdy jakieś dobro jest zagrożone, gdy jakaś prawda umiera, a razem z prawdą piękno schnie i więdnie. Trzeba dziś bronić literatury, a nade wszystko – jej najmłodszej siostry, poezji.


W historii literatury nieraz okresy poetyckie przeplatały się z epickimi, nieraz poezja schodziła na dalsze plany; tak było w oświeceniu, potem w pozytywizmie, by w Polsce pozostać. Poezja trwała wtedy nurtem podziemnym, lecz rwącym niewidzialnie, gotując się do wybuchu w czas już nie tak marny, jak bywało. Poezja. Jedno słowo. Znaczeń mnóstwo, opalizujących i migoczących semantycznie, trwalszych nad marmur i spichlerze, wydobywająca z mroków hellady jakieś meliczne pieśni, piękne psalmy dawidowe, tłumaczone kunsztownie przez Staffa, i nie tylko; poezja – czystej barwy złoto, tęcza, co nigdy horyzontu nie domknie.


Gdy poeci piszą, nikt ich nie słyszy, nie czyta, nie docenia; gdy jednak żołnierze biorą w ręce karabiny, poetom pozostają pióra. Tak było u pokolenia Kolumbów, gdy Baczyński ginął za wolność, napisawszy przedtem, co miał napisać; tak bywało w XIX wieku, gdy powstawano z kolan dwukrotnie, a Mickiewicz, spóźniony, by walczyć, w Dreźnie pisał III część swych słynnych Dziadów; tak było i u Słowackiego, gdy Kordianem chociaż chciał wesprzeć polską Sprawę. Poeci jak cicha woda, brzegi rwą; jak kropla drążąca skałę, podmywająca nabrzeże powracająca fala liryki. Dziś w księgarniach króluje proza i to kiepska, głównie pseudo-fantasy i to zagraniczna; wchodzisz i widzisz pstrokaciznę okładek z dziwnymi tytułami, które zaraz wylatują z pamięci – nic nie przykuwa uwagi. Ominąć księgarnie, gdzie poezji nie uświadczysz, i wejść do antykwariatów? Tak, ale trzeba mieć swoje dojścia, wiedzieć, czego szukamy, znać prądy i nurty poetyckie, a przecież szkoła dawno i nieprawda; wejść do sieci i pośród tysięcy bazgrołów i grafomanii, znaleźć skarb, jak te na roli? Można próbować, ale konika z rządkiem temu, kto dokopie się do życiodajnej wody na tej pozbawionej oazy pustyni; na oceanie bezkresnej prozy z rzadka widać liryczne wyspy; może poszukać w piwnicy, może…


Poezja żyje nastrojem, a one w narodzie zanikły; poezję buduje atmosfera elegijności, metafizycznej nutki, przesyconej wywarem z sentymentalnych wrzosowisk i parkowych alejek ze “świątyniami dumania”; poezja nie cierpi, choć musi ścierpieć, doraźności, aktualności i bieżącej polityki społeczno-gospodarczej; poeta musi powtarzać, że jego królestwo nie jest stąd, co nie znaczy, że wariuje; poeta i poetki wiedzą, że sprawy uniwersalne i wieczne są priorytetowe, a nie wykresy kursu złota i funta. Poezja unosi swe skrzydła orle i leci wysoko, aby dać nam namiastki tego, co mógł Ikar czuć; poezji nie da się zamówić, nie pozwala się ona okiełznać krytyce, choćby najlepszej. Ileż to w nas drzemie strof i wersów, zapamiętanych mimochodem z lat, gdy – zwłaszcza starsze pokolenie – uczono się wierszy na pamięć; pewnie, że w PRL poezję rozumiano specyficznie i raczej nie-metafizycznie – były rymowanki na pochody pierwszomajowe, na akademie ku czci i tak dalej, ale między tym spamem nieraz znalazł się jakiś niezły, niepoprawny politycznie wiersz, choćby nawet pisany przez poprawnych poetów. Takie sławy, jak Herbert, Miłosz, Różewicz czy Szymborska, miały różne strategie przetrwania w komunie, ale jednak poezja ich broni się sama – czeka na ponownego odkrywcę.


Raz przyrównano poetę do mistyka, a poezję uznano w tej teorii za odpowiednik mistyki. To rzecz jasna przesada, jednak trochę prawdy w tym jest: poeta nie może być “zjadaczem chleba”, popijającym piwko przy meczu po powrocie z etatowej pracy w urzędzie; nie może być śmiertelnikiem, który co najwyżej pozostawi po sobie garstkę dzieci i gromadkę wnuków; poezja nie powstaje też dla pieniędzy, z czym coraz częściej spotykamy się w osobach poetów-celebrytów, którzy traktują poezję instrumentalnie, podobnie jak poeta to nie wychowawca narodu, ani moralista – teolog; zarówno sprowadzanie poezji do dydaktyki, jak i morałów wychowaczych, zwłaszcza natury religijnej lub krypto-religijnej, szkodzi zarówno poezji, jak i etyce oraz religii; poezja nie powstaje – ta prawdziwa, dobra – na zamówienie, ani z okazji jakichkowiek sytuacji zewnętrznych, bo jest mową serca, wnętrza. Poeta wyłącza się z codzienności, którą oddala do tła, które jest ważne w prozie; poeta to włóczęga-przechodzień na ludzkich cmentarzach i szukający ech przeszłości na mijanych nagrobkach; zatrzyma się czasem i zaduma na niejednego i niejednej losem ziemskim i pozagrobowym. Poezja nie może służyć nikomu ani niczemu, ona jest zdarzeniem unikalnym w skali niemal kosmicznej, a społecznej na pewno; poeta musi umieć wyłączyć się ze spraw praktycznych, jakimi żyją miliony; musi umieć wyostrzyć obiektyw lirycznego spojrzenia i pominąć to, co mało istotne; ejdetyczne postrzeganie charakteryzuje każdego dobrego poetę i poetki, a poezja dzieli się nie na gatunki liryczne, ważne tylko dla literaturoznawców, ale na poezję dobrą i poezję złą; nie ma nic pośrodku – są dobre wiersze i złe, koszmarne, choć przeważnie pisane we wzniosłym celu utwory poetyckie.


Poeta to człowiak, jak każdy, ale nikt poetą się nie rodzi; ze wszystkich teorii poezji warto zatrzymać się przy neoplatońskiej z ducha hipotezie “poety natchnionego”, który nie ma stałego talentu, a poetą bardziej bywa niz jest stale; talent i praca to nie wszystko, poezja to nie rzemiosło, choć i takie poetyki tworzono, uznając, że samo cyzelowanie wystarczy, żeby powstał dobry wiersz, tymczasem chodzi raczej o mało mierzalne “natchnienie” przez muzy i dobre duchy, które podszeptują co pisać; owe duchy to dobre dajmoniony, czyli wewnętrzne głosy, dyktujące czasem niemal gotowy i “czysty” tekst liryczny; oświeceniowe teorie, że poeta musi rozwijac wrodzony talent przez ciężką pracę nie opisuje wszystkiego – natchnienie może bowiem spaść nagle na kogokolwiek, jak uczucie zakochania, i w tym sensie “poezja nie wybiera”, czasem ktoś zapowiadający się na niezłego poetę, traci ducha twórczego, a znowu ktoś piszący zrazu koszmarnie zaczyna nagle doświadczać przełomu w impasie poetyckim, gdy tygodniami “nic nie przychodzi do głowy”, a poeta skarży się na uczucie pustki metafizycznej i liryczną apatię; poeta ma do dyspozycji nie tylko pióro i kartkę, ale cały zbiorowy skarbiec literackiej tradycji i mówionych obiegów w twórczości, na przykład ludowej, gdzie z pokolenia rozwijają się kolejne wersje utworów, coraz to uzupełnianych przez kolejne pokolenia, aż ktoś wybrany przez ducha zbierze wszystkie wersje razem, niczym poematy homeryckie czy biblijne i zbiorowość wzbogaca się o piękno kanonizowane przez genialnego lub chociaż wybitego “poetyckiego proroka” swoich czasów i ludzi; tak czy inaczej poezji niszczyć nie wolno.


Jeśli znany wiersz Koraba Brzozowskiego czytamy przez pryzmat ideologii, to okaże się, że zubożamy jego znaczenia:


Dusza ma, cierniem uwieńczona,

Na białym krzyżu twego ciała

Przybita pragnień mych gwoździami,

Schyliwszy głowę, z wolna kona.


Ja sam, jak Judasz Iskariota,

Za twój namiętny pocałunek,

Na dreszcz wydałem ja konania…

Ach, mnie przeraża ta Golgota!   


                                   (St. Korab Brzozowski, Ukrzyżowanie)


Czytany dosłownie rzuca w nas herezją, graniczącą z blasfemią, obraża wyobraźnię i uczucia religijne, a był pisany w czasach Młodej Polski przez wybitnego poetę; jednak tak czytać, dosłownie i ortodoksyjnie, nie wolno – poezja jest autonomiczna wobec wszystkich kryteriów pozaliterackich i niesie nowe, nieznane sposoby egzystowania; w tym sensie nie jest to wcale, mimo pozorów, wiersz areligijny czy antyreligijny – przeciwnie: wiersz świetnie rozwija tradycyjny obraz literacki i malarski ukrzyżowania, aby porównać męki miłości cielesnej do cierpienia i to najwyższych lotów. Podobnie Miłosz w znanym wierszu:


Który skrzywdziłeś człowieka prostego

            Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

            Gromadę błaznów koło siebie mając

            Na pomieszanie dobrego i złego,

           

            Choćby przed tobą wszyscy się skłonili

            Cnotę i mądrość tobie przypisując,

            Złote medale na twoją cześć kując,

            Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,


            Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta

            Możesz go zabić – narodzi się nowy.

            Spisane będą czyny i rozmowy.

            Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy

            I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.


                                               (Cz. Miłosz, Który skrzywdziłeś)


       wcale nie nawołuje do żadnego autodafe czy harakiri, on po prostu stosuje znany motyw ewangeliczny, mówiący, że dla gorszycieli maluczkich lepiej byłoby się nie narodzić, albo uwiązać kamień młyński u szyi i rzucić się w wodę; Miłosz wierzy w poezję, która ocala, ale nie w sensie dosłownym, lecz szerzej – w sensie alegorycznym ocala “ludzi i narody”, ale nie oznacza to, że można ją traktować utylitarnie i instrumentalnie, co nieraz miało i ma nadal miejsce w społecznym obiegu poezji.

       Wiersze powinny być pisane w pewnego rodzaju “odmiennym stanie” ducha, co nie znaczy, że mają być oderwane od rzeczywistości, ale urealniać ją coraz bardziej, wznosząc loty w górę, ale stąpając po realnej ziemi.

       Poezja nie cierpi traktowania jak mamy teraz, gdy produkuje się listy autorów i książek “nieprawomyślnych”, a nawet zakazanych, jak gdybyśmy się bali siły poezji, zdolnej przemieniać wnętrze ludzkie, a nie budować lepszy czy idealny świat zewnętrzny. Poezja to mowa wnętrza – poeta jest w stanie dokonać epifanii i nagłego błysku zrozumienia, uświadomienia sobie, że to najwyższy rodzaj literacki, mimo, że obecnie panuje moda na prozę, i to nie najwyższych lotów. Poezja polska począwszy od niepokojów ludzi XVII wieku przez romantyczny dorobek dwóch stuleci później, a na poezji internetowej kończąc czeka na swoje czasy – póki co w księgarniach od nadmiaru prozy, zwłaszcza eseistycznej i ideologicznej oraz metafikcyjnej uginają się półki; czasy jednak idą dla poezji dobre, bo zarówno proces tworzenia poezji, jak i odbioru są krótsze od obcowania z sagami epickimi, na które nikt już czasu nie ma; poezja polska tworzona od kilkuset lat w narodowym języku literackim wciąż czeka na swoje pola chwały. Byle była to poezja głęboka, a nie doraźnie zorientowana na potrzeby polityki czy ideologii, choćby najszczytniejszej.

       Brońmy poezji przed ideologami z każdej strony, jeśli nie my, to przydrożne kamienie w jej obronie zgodnie krzykną…


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko