Katarzyna Wójcik – Pozycja na przetrwanie

0
216

Katarzyna Wójcik

 

Pozycja na przetrwanie


 

moje-krolestworutyniarz

 

Potrafiłem malować obrazy jeden za drugim, potrzebowałem tylko blejtramów. A jeśli ich nie miałem, brałem stare płótno, które uznałem za nietrafione, i zamalowywałem je. Jak w transie. Wtedy nie było mowy o alkoholu. O rodzinie też nie. W malarstwie byłem egoistą.”

 

Stworzył – jak twierdzi – jakieś sześć tysięcy obrazów i około dwudziestu pięciu tysięcy rysunków na papierze, akwareli, kolaży. Spora część to „obrazki pod klienta” – Warszawa (malował ją nawet podczas wakacji na Hawajach, dodając surferów pod Kolumną Zygmunta), miasteczka, akty. Ale też wspaniałe dzieła programowe – Sportowcy, Autostopy. Namalował Bitwę pod Grunwaldem i stworzył figurę na przetrwanie. Realizm, surrealizm, abstrakcja. Tytuły jego prac są ich istotną częścią. Jeden klient kupił od niego obraz Spalona wieś, po czym wrócił, prosząc o wymianę na inny, bo ciągle się bał, że pojawi się gdzieś ogień. Przy malowaniu obrazów niejednokrotnie, od najmłodszych lat, pomagała mu córka. Dużo obrazków po prostu rozdał – lekarzowi ze szpitala, znajomym, nawet osiedlowemu sklepikarzowi, panu Franciszkowi. W tym rozdawnictwie czasem się gubi. W sztuce ważna jest dla niego wieloplanowość, żeby nie malować „na płasko”. Zaczął rysować, kiedy miał zaledwie kilka lat. Rysował wszystko, co widział: widoki z okna, znajomych ludzi, polityków, psy, wydarzenia które go dotykały, bijatyki, zwykłe życie. Ludzie na jego obrazach są brzydcy, karykaturalni, uwypukla ich niedoskonałości. Idole? Munch, Hopper, Delacriox. No i Nikifor, którym inspirował się w malarstwie, a na studiach upodobnił się nawet do niego zewnętrznie, nosił brodę, wąsy, długie włosy, marynarkę ojca. Zamalował obrazy Sasnala, Wróblewskiego, Korolkiewicza a nawet swojej córki, robiąc z nich podkładówki do własnych prac. Przez półtora miesiąca pobytu w Paryżu podczas studiów zrobił sto osiemnaście rysunków. Wszystkie swoje prace stara się inwentaryzować. Dużą wagę przykłada do dobrych materiałów malarskich. Krytycy przypisują mu proroczą wizję czołgów na ulicach w stanie wojennym (cykl Warszawa z 1980/1981 roku). Mówi, że cokolwiek będzie się działo, nie odpuści malarstwa, że ciągle go to rajcuje i pociąga.

(„Rzeczywistość nadal domaga się przełożenia na płótno.”)

Niektórzy mówią na to „taśmociąg Dwurnika”. Dla mnie to szalenie pracowity malarz, „robotnik sztuki”, który doskonale opanował swój warsztat.

 

awanturnik

 

Został wyrzucony z liceum plastycznego za chuligaństwo, a na warszawskiej ASP studiował osiem lat (jeden rok zawalił, bo nie zaliczył przysposobienia wojskowego). Trenował boks, pił alkohol, palił papierosy. Mówią o nim, że jest bezczelny, arogancki i cham. Kiedy miał pięć lat, ukradł z przedszkola tabliczki z obrazkami, które potem sprzedał, a za uzyskane w ten sposób pieniądze kupił plastikowe gogle (tabliczki potem próbował zrobić sam, z kartoników). W szkole podstawowej robił wernisaże pod płotem sąsiada. Podglądał swoją siostrę, nieustannie wdawał się w bójki. Na komisji wojskowej dostał kategorię A i skierowano go do łodzi podwodnej. Dwa razy prawie wyleciał z akademii – raz za poprzewracanie po pijaku mokrych rzeźb w pracowni, drugi raz za kradzież ryzy ingresu z szafy na wydziale grafiki. Na landszaftach przyszłego teścia pod jego nieobecność namalował swoje obrazki. Podczas pobytu w Paryżu brał przywiezione przez znajomego z Turcji LSD. Pracował w Muzeum Lenina jako „konserwator zbiorów” – ścierał gumką ślady palców, które zostawili wycieczkowicze. Od czasów liceum zazdrości Polańskiemu zielonych spodni, które widział u niego na planie „Zezowatego szczęścia”. Niektórzy nazywają go współczesnym Witkacym. Jego życie było niezwykle kolorowe. I jak sam twierdzi, niczego w nim nie żałuje. 

 

błazen, celebryta

 

Mówi, że jedno jego oko widzi do góry nogami. Dostał czternaście zaproszeń z Europy na stanowisko profesora akademickiego. Wszystkim odmówił. Podobno nie przywiązuje się do swoich prac, ale zdarza mu się kupować te sprzed lat, znalezione w galeriach. Wypowiada się krytycznie o Polakach i Polsce pod kątem wykształcenia. Jest za zburzeniem Pałacu Kultury, bo kojarzy mu się z bandyckimi powojennymi czasami. Jeździ Porsche i Mercedesem AMG (powiedział kiedyś w radio, że ten Mercedes jest na prąd, czym wywołał niemałe zainteresowanie mediów). Chodzi na solarium, czyta metki na ubraniach (tych z Chin nie kupuje). Ubiera się w garnitury od Zaremby. Olewa środowisko artystyczne. Jego nazwisko nie figuruje w kilku większych publikacjach o sztuce PRL-u. Choć nigdy nie angażował się w politykę, ślady związanych z nią wydarzeń są często tematem jego obrazów. W 1980 roku zrobił wystawę w Galerii MDM, którą po trzech dniach zamknęła cenzura. Rok później dostał za nią nagrodę im. Cypriana Kamila Norwida. W 1982 roku złamał bojkot oficjalnych wystaw i zorganizował wystawę w Szczecinie. Była to forma haraczu, który musiał władzom zapłacić za paszport, umożliwiający mu wyjazd na prestiżową wystawę documenta 7 w Kassel. W 1983 roku, za proroczą wizję stanu wojennego, otrzymał Nagrodę Kulturalną Solidarności, co spotkało się z ogromnym sprzeciwem części środowiska artystycznego. Na jednej z jego wystaw we Wrocławiu w latach 80. ludzie zapalali w galerii świeczki i składali kwiaty (z powodu tej wystawy miejscowy cenzor stracił pracę). Za udział w X Prezentacjach Malarzy Krajów Socjalistycznych w Szczecinie w 1984 roku trafił na listę kolaborantów (razem z Szajną i Dudą-Graczem). Chodził na nieoficjalne przesłuchania do Cafe Mozaika, jednemu z przesłuchujących sprzedał swoje obrazy. Okazało się później, że ich kolekcjonerem był Kiszczak. Miał łatkę pupila władz. Dzisiaj nosi łatkę pupila mediów, artysty-celebryty.

 

 („To jest moja zasłona dymna, ucieczka. Łatwiej wejść w rolę celebryty, błazna, niż opowiadać o życiowych wątpliwościach albo serio o pracy.”)

 

***

 

Pozycja na przetrwanie jest trudna i dziwna. Łatwiej utrzymać się na nogach niż na rękach. Ale jak widać na przykładzie Dwurnika – odmienność jest właśnie tym, co gwarantuje przetrwanie. Zwłaszcza w takim środowisku, jak artystyczne.

 

Małgorzata Czyńska, Moje królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wyd. Czarne, Wołowiec 2016.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko