Andrzej Wołosewicz – Poezja MTV

0
177

Andrzej Wołosewicz



Poezja  MTV


 

Filip WrocławskiPonieważ chodzę po tym ziemskim padole sześćdziesiąt lat bez mała, naczytałem się wierszy już dość dużo. Nie idzie jednak o to, by się chwalić. Czym tu się chwalić kiedy większość znajomych uważa to za raczej niegroźne – na szczęście! – dziwactwo, a co za tym idzie – uważa także za stratę czasu. Pisząc, że się naczytałem raczej mam na myśli nie ilość przeczytanych wierszy lecz ich, że tak powiem „rozpiętość w czasie”, owe 60 lat, a właściwie nawet więcej, bo przecież szkoła obdarzyła nas lekturami od początku naszej nauki języka polskiego obejmującego przecież i literaturę sprzed polszczyzny.  Zatem myślę o całej, jak by to buńczucznie nie zabrzmiało, poezji. Nie, nie, proszę się nie bać, nie będę tu pisał jakiejś summa poetica (chociaż, przyznam, chodzi mi coś takiego po głowie, takie credo poetyckie, ale odłóżmy je tymczasem na później) ani nawet jej namiastki. Chcę jedynie zatrzymać się na jednym szczególe tej mojej wieloletniej poetyckiej penetracji. Chce powiedzieć o pewnej wyraźnej – moim zdaniem – linii demarkacyjnej między polską poezją powiedzmy do połowy lat 70 minionego wieku a tą od lat 90 tegoż wieku. Czas 1975-1990, te 15 lat, których „nie liczę”, to są lata, kiedy mnie i społeczeństwo zajmowały sprawy o niebo, o kilka nieb ważniejsze niż najważniejsza literatura, bo zajmowało nas nasze życie w historycznie i społecznie przełomowym momencie naszych dziejów. Możemy się o ten czas i o ten moment kłócić, spierać co wyszło a co nie i dlaczego, szukać „winnych” (kto bez winy niech pierwszy rzuci itd.), ale tylko głupi powie, że za komuny było lepiej biorąc pod uwagę całość życia całego społeczeństwa, owszem, bywało lepiej, niekiedy i niektórym.

Ta granica to według mnie granica czytelności poetyckiego komunikatu i poetyckiego przesłania. Oczywiście nie neguję, że i przed i po mojej granicy dość łatwo odróżnić wiersze dobre od złych, początkujących poetów od tych już sprawnie władających słowem. Myślę tu bardziej o SPOSBIE OBRAZOWANIA. Ten po granicy nazywam (mam nadzieję, że obrazowo) poezją MTV. Ktoś kto choć trochę interesuje się muzyką, nawet tę spod znaku pop i śledzi dyskusje, poważne dyskusje wokół niej, zapewne doskonale wie, że już wiele lat temu (w końcu MTV też ma już swoje lata) jej twórcy, zwolennicy i piewcy stwierdzili i nadal twierdzą, że MTV zabija muzykę, która staje się jedynie tłem (muzycznym) do obrazu i to obrazu migotliwego, szybkiego, poszatkowanego. Połączenie takiego obrazu niewiele dodaje do samej muzyki a raczej od niej odejmuje, odwodzi, zabija ją, zgodnie zresztą z ekonomią naszych zmysłów, w której przewagę i to zdecydowaną ma wzrok.

I właśnie, wracam do poezji, o takiej manierze, która na gruncie wiersza prowadzi do „zagęszczenia” wersu, „władowania” i do wersu i do wiersza wielu, zbyt wielu „jednostek znaczeniowych” tutaj mówię. Obraz goni obraz, ciągle musi być nowa sytuacja poetycka, chociaż poprzednia jeszcze nie została poetycko ani wykorzystana ani rozwiązana a czytelnik nie zdążył jej się przyjrzeć, gdy ma przed sobą nowe obrazy, metafory. Przypominam Mertona: wiersz nie może być zastąpieniem mowy bez treści metaforą. A treść musi być wysłuchana, musimy mieć na nią czas, także w wierszu. Wszyscy przecież mamy po wielokroć przećwiczone sytuacje, gdy mówi się do nas zbyt szybko, gdy mówi kilka osób na raz (w wierszu: gdy kilka metafor zachodzi na siebie), po prostu gdy dopada nas gwar słów jak na jarmarku. Heidegger miał na to dobre określenie – gadanina. Na jarmarku to nawet lubię i ma to swoje uzasadnienie, każdy chce się przebić ze swoim komunikatem. Reguła lepiej mniej ale lepiej wydaje mi się możliwa do zastosowania także w poezji. Lepiej napisać mniej wierszy, ale lepszych. Lepiej użyć w wierszu mniej środków, ale lepszych. Lepiej – w końcu – mniej powiedzieć, ale powiedzieć to lepiej. Oczywiście pisać warto dużo, bo to niezastępowalne ćwiczenie umysłowe i językowe, ale warto też pamiętać o takim wynalazku jak kosz….

Lepiej nic nie pisać , jeśli nie ma się czegoś ciekawego, fajnego, zaskakującego, starego ale w nowy sposób do powiedzenia. Lepiej poczekać, natchnienie jak ma przyjść to przyjdzie. Zawołam więc: nie zabijajmy swoich wierszy nadmiarem słów! Nie zabierajmy wierszowi jego własnego wewnętrznego oddechu (przez owo nagromadzenie, ściśnięcie słów i środków wyrazu), nie pozbawiajmy wiersza wolności. Nie pozbawiajmy go jego poetyckiej przestrzeni. Nie podam przykładów, każdy z łatwością znajdzie je podług własnego ucha.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko