Jan Stanisław Kiczor – Piotr Beczała – tenor „liryczny”

0
460

Jan Stanisław Kiczor


 

Piotr Beczała – tenor „liryczny”

 

Piotr Beczała

Zdjęcie: Stano Stehlik

Zacznę od wywiadu, jakiego udzielił Piotr Beczała w 2014 roku w Wiedniu – Małgorzacie Wojcieszyńskiej: – „Od dzieciństwa marzył Pan o śpiewie?

Nie. Śpiewałem przy ognisku z gitarą, śpiewałem też w chórze w szkole podstawowej  w Czechowicach – Dziedzicach, z którego wyrzucono mnie za brak zeszytu nutowego. W szkole średniej zafascynowali mnie Kiepura i Caruso.

Co spowodowało, że został Pan śpiewakiem operowym? To kwestia spotkania osoby, która odkryje talent i zachęci do wybrania odpowiedniej drogi?

Myślę, że tak. Ucząc się w technikum w Czechowicach, trafiłem na dyrygentkę zespołu muzyki dawnej i zacząłem śpiewać w chórze szkolnym, później w chórze „Moniuszko“ i w Kameralnym Zespole Muzyki Dawnej. To właśnie ta kobieta namówiła mnie, bym rozpoczął studia w Akademii Muzycznej w Katowicach. Myślę, że najważniejszym czynnikiem jest praca. Talent oczywiście trzeba mieć i, tak jak powiedziałem, musi znaleźć się taka osoba, która go odkryje.

———-

    Jak czytelnik zapewne się zorientował, mowa o jednym z najwybitniejszych tenorów świata, Polaku – Piotrze Beczale.

    Urodził się w Czechowicach-Dziedzicach 28 grudnia 1966 roku. Tu ukończył szkołę podstawową i technikum mechaniczne z zamiarem podjęcia studiów inżynierskich. Namówiony do podjęcia studiów w Akademii Muzycznej w Katowicach, podjął je i ukończył. Swoje umiejętności doskonalił podczas kursów mistrzowskich m.in. pod kierunkiem Jana Ballarina, Pavela Lisiziana, Seny Jurinac i Dale Fundlinga.

    Bywa często porównywany z Janem Kiepurą, bo też od czasów Kiepury, to pierwszy Polak, tenor, tak sławny i pożądany na największych scenach operowych świata. Podobieństw jest więcej: obaj dorastali na Śląsku, rodziny ich obu nie miały żadnych tradycji muzycznych. W zamyśle ojca Kiepury, syn miał zostać prawnikiem, z kolei Piotr ucząc się w technikum, celował raczej w studia inżynierskie. Na tym chyba jednak podobieństwa się kończą, bo i czasy obu karier dzieli zbytnia cezura czasu (inne obyczaje, wymagania, warunki). Różni ich też popularność w Ojczyźnie. Kiepura był ulubieńcem mas, występował na scenach Polski, natomiast Piotr Beczała występuje u nas rzadziej, a w natłoku popkultury, informacje o Nim i Jego sukcesach schodzą na plan dalszy, bywają niezauważalne dla mas. Z goryczą mówi o tym mieszkanka Czechowic na jakimś forum dyskusyjnym: „Ja mieszkam w Czechowicach-Dziedzicach. Z widzenia znam ojca Pana Piotra Beczały. Myślę jednak, że większość mieszkańców zapytana o sławnego czechowiczanina odpowie raczej Stachursky niż Beczała. Niestety takie czasy.”

    O swoim podejściu do pracy Pan Piotr kiedyś w wywiadzie powiedział:  – Na starcie o karierze należy myśleć jak o dalekiej przyszłości. Tymczasem wielu młodych śpiewaków sądzi, że jeśli zabłysną na dwóch koncertach, śpiewając “O sole mio”, już mają świat u stóp.

Piotr Beczała

Piotr Beczała Foto: www.beczala.com

    Piotr Beczała doskonale zdawał sobie sprawę, że na sukces długo trzeba pracować i uzbroić się w cierpliwość, czekając na efekty tej pracy. To droga wymagająca uporu, konsekwencji pokory i wytrwałości, ale też zbiegu szczęśliwych okoliczności. A te jakoś przydarzają się tym, którzy na nie zasługują.

    Studia w Katowicach, Beczała ukończył w 1992 roku, i wtedy to (jak niesie fama) za pożyczone od dziadka 200 marek i samochód od ojca, ruszył na przesłuchania do Linzu. Jeden sprawdzian i Piotr został na pięć sezonów, solistą  w Landestheater. Uczciwie trzeba powiedzieć, że nie była to jakaś czołowa scena, raczej prowincjonalna, ale pomijając stabilizację materialną, pozwalała na naukę języków, bogatego materiału repertuarowego, ludzi itp. Gdy jednak po prawie czterech latach, przyszła propozycja nagłego zastępstwa w Zurychu, Beczała natychmiast udał się na miejsce, obejrzał na wideo spektakl i niejako z marszu, wszedł na scenę. A już nazajutrz podpisał trzyletni kontrakt. To już był „awans” znaczący. Trzeba dodać, że dziwnymi zbiegami okoliczności, takich nagłych zastępstw miewał wiele, m.in. udział na festiwalu w Salzburgu.

    Nie oznacza to w żadnej mierze, że Artysta przyjmuje wszystkie propozycje, niestety czasem musi odmawiać (co samo w sobie jest sztuką). Sam o tym mówi: – Znam mnóstwo śpiewaków, którzy nawet by nie pomyśleli, iż można komuś odmówić, zwłaszcza La Scali albo Metropolitan. Pójście na żywioł jest absolutnym nonsensem, należy myśleć o przyszłości tak, by można było śpiewać dobrze przez lata.

    Zgodnie z powyższą zasadą, Beczała, mimo iż przygotowywał się do debiutu w Nowym Jorku, kilka proponowanych ról odrzucił, a gdy już zaczął występować, zgodził się na nagłe zastępstwo: Rolando Villazon stracił (w trakcie przedstawienia) głos. Ponieważ następne przedstawienie miało być transmitowane na cały świat – zastąpił go Polak. Zrobił to tak rewelacyjnie, że z całej obsady dostał największe brawa i… stał się ogólnoświatowym gwiazdorem.  Proszę zapamiętać, to był rok 2009.

Piotr Beczała

Piotr Beczła, fot. Bettina Stoess (www.beczala.com)

    Obecnie Piotr Beczała (mimo, że przecież nie powiedział ostatniego słowa), pracuje z całym rozmachem z wieloma wybitnymi artystami, na najlepszych scenach świata, o czym szczegółowo donosi  Culture.pl (http://culture.pl/pl/tworca/piotr-beczala) Pozwalam sobie na cytat z owej strony: „…Piotr Beczała współpracuje przede wszystkim z następującymi teatrami: De Nederlandse Opera w Amsterdamie, Théâtre Royal La Monnaie w Brukseli, Opéra National de Paris, Bilbao Opera, Deutsche Oper i Staatsoper Unter den Linden w Berlinie, Bayerische Staatsoper w Monachium, Opernhaus we Frankfurcie nad Menem, Staatsoper w Wiedniu, Grand Théâtre w Genewie, Teatro Real w Madrycie, Teatro Comunale di Bologna, Teatro alla Scala w Mediolanie, Megaron w Atenach, Royal Opera House Covent Garden w Londynie, San Francisco Opera, Lyric Opera of Chicago i Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

Również regularnie gościnnie koncertuje na najważniejszych międzynarodowych festiwalach – Salzburg Festival, Vienna Festival Weeks, Vienna Klangbogen Festival, Styriarte Graz, Bad Kissingen Festival, Zurich Festival, Lucerne Festival, Montpellier Festival, Festival de Saint Denis.

Występował na estradach takich sal koncertowych, jak Berlin Philharmonic Hall, Munich Philharmonic Hall, Herkulessaal w Monachium, Musikverein i Konzerthaus w Wiedniu, Tonhalle w Zurychu, KKL Lucerne, Concertgebouw w Amsterdamie, Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie oraz Severance Hall w Cleveland…”

    Wszyscy znawcy tematu, koledzy, twierdzą, że Piotr Beczała potrafi do każdej roli przygotowywać się w sposób perfekcyjny. Gdy śpiewał w „Balu maskowym” (Berlin) krytyka uznała go za lepszego w tej partii od Luciano Pavarottiego, gdy w Dreźnie , jako Lohengrin  zadebiutował w dramatach Richarda Wagnera, krytyka orzekła, że jako pierwszy od dawien dawna, postąpił zgodnie z zasadą tego kompozytora: „śpiewać po włosku, mówiąc po niemiecku”. Jest precyzyjny we wszelkich niuansach językowych. Jak w jednym z wywiadów  udzielonych Jackowi Marczyńskiemu mówi Jego żona: „…Piotr lubi łamigłówki językowe, na przykład wnikanie w różnorodne odcienie samogłoski “e” w języku francuskim…”

   Tu należałoby wspomnieć, że żoną Piotra Beczały, jest Katarzyna Bąk-Beczała. o pięknym mezzosopranowym głosie, absolwentka klasy śpiewu w Akademii Muzycznej w Warszawie. Na studiach wygrała prestiżowy Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. G. Rossiniego dla młodych śpiewaków, stypendystka La Scali. Zresztą, zrezygnowała z premiery w La Scali, bo jej termin kolidował z datą ślubu z Piotrem. Wtedy oboje zrozumieli, że jako małżeństwo nie udźwigną dwóch karier jednocześnie i to właśnie ona za swojej postanowiła zrezygnować. Dziś jest Jego najważniejszym i najuważniejszym doradcą, a o Jego interesy często zabiega bardziej od niego. Opowieść o ich poznaniu, nadziejach i pięknych chwilach, to opowieść na inne opowiadanie, ale ciekawych odsyłam do: LINK

Piotr Beczała 


    Można zatem powiedzieć, że Piotr Beczała wstąpił na artystyczny Olimp, lecz (jak sam kiedyś wyznał), zdaje sobie sprawę, że większą sztuką jest się na nim utrzymać, niż wejść. To właśnie powoduje, że wciąż szuka nowych wyzwań, że nie zadowala się osiągnięciami, że wciąż podąża do przodu. Należy także dodać, że w wielu partiach Piotr Beczała występuje też z inną wybitną śpiewaczką  – Anną Netrepko. Ich znajomość przeniosła się na grunt przyjacielski i sam Piotr Beczała mówi o tym w wywiadzie udzielonym Annie Macioł:

Deutsche Welle: Kiedy śpiewak staję się gwiazdą opery – kiedy staje na scenie Metropolitan Opera?

Piotr Beczała: To środowisko i media traktują nas jak gwiazdy, my sami tego tak nie odczuwamy. Ciężko pracujemy nad doskonaleniem warsztatu. Najwięksi śpiewacy, z którymi zacząłem pracować jeszcze w Zurichu 15 lat temu to normalni ludzie, a nie celebryci.

Zamiast gwiazdorzyć chodzicie na przyjacielskie kolacje?

Tak! W Nowym Yorku jesteśmy sąsiadami z Anią Netrebko i nikt z nas nie przebiera sie w kreacje od Versace, by wspólnie wypić herbatę. Jesteśmy ze sobą rodzinnie zaprzyjaźnieni i wraz z moją żoną Kasią, wpadamy do siebie w kapciach. Jesteśmy normalnymi ludźmi, gwiazdorskie ekscesy nie są w branży mile widziane.

Piotr Beczała i Anna Netrebko. Jeden z najsłynniejszych duetów operowych świata. Który występ najbardziej utkwił Panu w pamięci?

Mieliśmy w Met piękną produkcję w zeszłym roku -„Manon” Messeneta. To był mój debiut w tej roli i to była fantastyczne przeżycie.

Więcej: LINK

    Ma też Piotr Beczała swoje całkiem prywatne hobby. Tak to wspomina przywoływany wcześniej Jacek Marczyński (dziennikarz, krytyk muzyczny):

   „Była ciepła sierpniowa noc w Salzburgu. Krótko przed północą zakończył się “Faust” Gounoda, w którym Piotr Beczała śpiewał główną rolę. Staliśmy przed teatrem, wymieniając wrażenia po przedstawieniu, ale rozmowa się rwała, gdyż ciągle ktoś podchodził do niego, prosząc o autograf, gratulując występu lub po prostu chcąc się przywitać. Na festiwalu w Salzburgu, największym letnim wydarzeniu muzycznym Europy, Piotr należy do gwiazd, które znają wszyscy. A recenzje z “Fausta” zaczynały się od pochwał pod adresem polskiego tenora.

     W pewnym momencie powiedział: – Coś panu pokażę, proszę poczekać kilka minut. I zniknął. Po chwili w nocny, a więc lekko wyciszony, gwar Salzburga wmieszał się warkot samochodowego silnika i na plac wjechał Piotr Beczała jaguarem, rocznik 1958, w pięknym, ciemnogranatowym kolorze, ze skórzaną, jasnobeżową tapicerką. – Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy, miał dziury w karoserii i bardzo zniszczony środek – objaśnił. – Długo to trwało, nim z pomocą fachowców z Polski i Wiednia udało mi się przywrócić mu piękny wygląd. Dziś jeżdżę nim z Krakowa do Salzburga bez problemów.

    Stare samochody i gra w golfa – to dwie pasje Piotra Beczały. I nie są to eleganckie zabawki gwiazdora. Tak odreagowuje stres i odpoczywa od życia w ciągłych podróżach artysta, którego Peter Gelb, dyrektor Metropolitan Opera w Nowym Jorku określa mianem najlepszego tenora lirycznego na świecie…”


Piotr Beczała

    Ja wracam jednak do 24 listopada 2014 roku. Teatr Wielki w Warszawie. Koncert jubileuszowy z okazji 20 lecia pracy scenicznej Piotra Beczały. Repertuar francuski i słowiański. Towarzyszenie chór i orkiestra Opery Narodowej pod dyr. Patricka Fournillier’a.

Byłem tam z małżonką, między innymi z powodu zaproszenia na ową imprezę. Wcześniej bowiem zostałem poproszony o uczczenie Mistrza jakimś wierszem. Spłodziłem zatem, co niżej:

 

Maestro

Piotrowi Beczale

”Klaskaniem mając obrzękłe prawice…” / C. K. Norwid/

***

Zacznijmy od relaksu. Gdy w zieleni pola
Łaknie piłki, powiedzmy, osiemnasty dołek,
Nie ma sensu natchnienia szukać w barkarolach,
Równie dobrze się można zachwycić kwiczołem.

Albo całkiem inaczej. Wspólnie z Katarzyną
Koło Żywca wtopieni w cienie ultramaryn,
Szczyty białym obłokiem swobodnie przepłynąć
W czasie, który odmierzą wiekowe zegary.

Można także zapragnąć włóczęgi niezgorszej,
Serpentyną wzdłuż której wabi żółcią miłek;
Jakimś fiatem, czy innym zabytkowym porsche,
W radosnej wzajemności nurzać się choć chwilę.

Wszystko dzieli się przecież na spokój i pracę.
Ileż barw do odkrycia i ile w nich znaczeń!

***

Rozszyfrowałem właśnie ten tenor liryczny
Gdy się kurtyna lasu otworzyła w złudach
I z głębi wyczarowań dla drzew okolicznych,
Płynął śpiew z „Oniegina” – arią „Kuda, kuda…”

W nawarstwieniu zachcianek, pragnień i pożądań
Wiatr swój akompaniament na ciszę zamienia.
Słychać tęskne w duecie brzmienie „Sulla tomba…”
Czy, po chwili, z nostalgią, śpiewne „Chi mi frena…”

Jaką ci publicznością, możemy być sami,
Gdyś Rudolfem, Pasterzem, lub księciem Mantui?
Dźwięk się niesie wykwintnym splotem origami,
Przenikając podnieca, wzruszając przytuli.

To nic, że gdzieś jest mroźno, zbyt sucho, czy plucha;
Pan Bóg chmury odsunął i sam się zasłuchał.

***

Świat wydaje się sceną pełną gromkich bisów
Nie ma żadnych przypadków, nawet tych szczęśliwych.
Wszystko trwa, bądź upada – z boskiego kaprysu
I Olimp na siedzibę jest miejscem właściwym.

    Wiersz został Mistrzowi wręczony i zaraz został przetłumaczony na język niemiecki (wspaniałe tłumaczenie Barbary Baldys) i na angielski. Znaczy – Mistrz się chwali…

    Niedawno Piotr Beczała zadzwonił do Opery Narodowej z informacją, że znalazł jednak wolny termin i w marcu 2017 roku wystąpi na koncercie w Warszawie.

 



Korzystałem z:

Jacek Marczyński  – Alfabet polskiej opery: B jak Beczała Piotr na szczycie

Culture.pl – Piotr Beczała

Magazyn „PANI” – Piotr Beczała i Katarzyna Bąk-Beczała: Jak grom z jasnego nieba (z serii  „znane pary”)

Jacek Marczyński – Rosjanka Anna Netrebko i Polak Piotr Beczała – para sezonu

I inne rozrzucone po Internecie wywiady i informacje


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko