Jan St. Kiczor – Prześwietlanie mroku wg Leszka Żulińskiego

0
214

Jan St. Kiczor


 

Prześwietlanie mroku wg Leszka Żulińskiego

 

 

pani puszczalskaPrzeczytałem gdzieś fragment rozważań krytycznych Kazimierza Orłosia pod znaczącym tytułem: „Najpierw żyj, później pisz”. Skrócić by je można do słów: „Młodzi autorzy krótko terminowali w życiu, słabo znają ludzkie sprawy. Ale talentu im nie brak i piszą jedną powieść za drugą (albo wiersze). Powierzchowne i nadmuchane nadmiarem słów”.

Skojarzyło mi się to dlatego, że ostatnio otrzymałem z rąk Leszka Żulińskiego (z życzliwą dedykacją), Jego najnowszy tomik wierszy „Pani Puszczalska”. Co tam czytelnik (przed przeczytaniem), na podstawie tytułu, sobie wyobrazi, czego się będzie spodziewał, to jego.

Wracając do rozważań Orłosia, Leszek Żuliński jest akurat przykładem poety, który pisze coraz lepiej, bo żyje już dość długo, by wiedzieć, że ascetyzm słowa jest lepszy niż jego „nadmuchiwanie”, a rzeczy, o których pisze, nie poznał z łamów prasy, internetu, a z pełnej w życiu obecności, własnych spostrzeżeń, przeżyć, upadków i wzlotów.

W rozmowie, nazwał Autor ów tomik – poezją funeralną. Coś w tym jest, choć jednak nie do końca. Fakt, że są to wiersze mające w tle ową nieuchronną ostateczność, ale nie jawi się ona jakimś fatum, jakąś niedorzecznością, a po prostu kolejnym „zjawiskiem”, przed którym czy to buntować się, czy bluźnić, nie ma najmniejszego sensu. Ot, przywyknąć pora. Choć i bez zbytniego poddaństwa:

 

Orzech goryczy

 

właśnie zasypiałem

a tu nagle widzę mały biały obłoczek,

wyrywa mi się z ust i powoli szybuje pod sufit

 

pomyślałem: nic, tylko dusza.

cichaczem, niepostrzeżenie, na raty

chce się wybić na niepodległość

 

suka jedna!

 

zacisnąłem usta, ale zacząłem się krztusić

 

tak się nie da żyć!

 

jednak trzeba próbować.

mówią, że z duszą jeszcze nikt nie wygrał,

ale na mnie trafiła

i twardy do zgryzienia orzech będzie miała

 

Mam z tymi wierszami inny problem. Czy w swojej warstwie mentalnej dotrą one do młodych ludzi? Czy spowodują choć chwilową refleksję? Może się jednak mylę, bo wiek nie ma tu nic do rzeczy, a bardziej ważna jest jakaś wrażliwość, zauważalność przemijania ale i faktu jak się żyje i po co się żyje Jeżeli jednak odpowiedź będzie na tak, to za przyczyną pięknej formy, czystego słowa nie „nadmuchiwanego” żadną sztucznością, żadną rozpaczą, żadną klaustrofobią końca. Czytelnicy starsi, zauważą dystans człowieka dojrzałego, rozumiejącego nadchodzące konieczności, godzącego się z nimi.

Czy jednak tak całkiem się godzącego? Coś w nas „strzyka”, coś w nas „boli”, ale przecież ważne jest (jeśli nie najważniejsze), czy jeszcze nam się chce: coś napisać, może pokochać, a może jeszcze tylko o czymś pomarzyć. To trzeba wybrać, jakoś się „ustawić” tak, by stać się od samego siebie młodszym. E, tam… łatwo powiedzieć:

 

Eeee taaam!

 

umierać zacząłem od tamtego dnia,

kiedy zrozumiałem, że nic się już nie zdarzy

 

to znaczy: zdarzać może się wiele,

ale to przecież bez znaczenia,

a iść do sklepiku na drobne zakupy coraz trudniej

 

zaczęło się od uwiądu ambicji

 

kolejna kobieta? – niby po co?

kolejna książka? – niby po co?

kolejne marzenie? – nie sądzę…

 

dzisiaj mamy dzień 6 marca,

Andrzej Wajda obchodzi 90-lecie urodzin,

jest znacznie młodszy ode mnie

 

bo to wszystko zależy od tego,

czy jeszcze ci się chce

 

a czego ma się chcieć,

gdy chodzenie do sklepiku tak męczy,

taką udrękę sprawia

i na dodatek…

 

eee taaam!

 

Nie jest jednak tak, że cały tomik to podobne do przytoczonych – wiersze. Jest jeszcze optymizm, są jeszcze wiersze o wierszach. To cios w tych głoszących po różnych forach, nawiedzonych „krytyków”, że pisanie wierszy o wierszach jest passe. Choć zawsze passe jest złe pisanie (o czymkolwiek). W tomiku Autor pomieścił wspaniałe (moim zdaniem) wiersze: „Tabu języka”, „Słowa”, „Potęga wiersza”, „Klęska wiersza”, „Wiersz ostatni” czy „Wiersz agnostyczny” zakończony refleksją:

 

…kiedy już tylko mrok

nie pojmujemy co się stało

 

kiedy już zrozumiemy,

dalej nie rozumiemy niczego

 

Na przekór wszystkiemu, na przekór owej pozornej, przymglonej jednak funeralności, tomik otwiera wiersz „Marzenie”. Więc jednak… Cała reszta to kokieteria może? Pięknie ozdobiona wiekiem autora, więc osadzona w realiach, ale żywotna i cały czas puszczająca oko: „ nie bądź zbyt dosłowny, Czytelniku, wiadomość o mojej „starości” jest mocno przesadzona”. Bowiem mimo że:

 

… pokryłem się łuską,

zasnułem patyną, zrogowaciałem

i zaśniedziałem. rdza mnie toczy,

murszeję…

 

Mimo, że później, w innym wierszu  przeczytamy: „…kolejne marzenie? – nie sądzę…”, to jednak są marzenia, jeszcze się coś chce, ba, nie tylko spokojnie pożyć, ale i podziałać jak za „dawnych czasów”:

 

młodości, oddaj mi skrzydła

 

skrzydłami bym załopotał,

jeszcze bym odbił się od ziemi na metr,

na pół. dziewczątko jakieś zbałamucił,

napisał traktat o łuskaniu grochu,

którym rzucam w ścianę jak furiat…

 

Tu Cię mam, Autorze. Wiesz bowiem dobrze, że wiek z natury rzeczy, jeszcze o niczym nie przesądza. Można się zakochać (i znamy takie przypadki), można i „bałamucić” (też to jakąś obcością doznań nie pachnie), można zjeść i wypić, w dalszą trasę się wybrać, czymś się cieszyć, czy na coś wkurwiać.

Korciło mnie, aby tytuł tomiku tu rozszyfrować, doszedłem jednak do wniosku, że więcej przyjemności Czytelnik miał będzie, gdy sam sobie do owego momentu dojdzie, sam się zdziwi, czy ucieszy (a może zawiedzionym się poczuje?).

Cały tomik zamyka poemat agnostyczny „Śmierć sikorki”. Jak wyjaśnia nam Autor, pierwodruk tego wiersza ukazał się w zbiorze Ostatnia przeprowadzka (Zaułek Wydawniczy „Pomyłka”, Szczecin 2014). Ponad pięciostronicowy ten poemat, to rzecz poważna. Tu już nie dostrzeżemy „puszczania oka”, rzecz jest całkiem serio, bo i śmierć tytułowej sikorki jest czynnością dokonaną i służy dalszym rozważaniom Autora usiłującego zrozumieć światy przed, ale i światy po, zrozumieć wędrówkę dusz, może reinkarnację bytów, owo całe poplątanie nieskończoności z mrokiem w jaskini filozofów.

Gorąco polecam tomik. Przeczytanie go, nie zajmie więcej jak godzinę, jednak to nie jest przystawka. Do niego się wraca i powoli smakuje wiersz za wierszem. Jest w tym i danie główne i deser. Potrzebny tylko jest smakosz…

 

Leszek Żuliński „Pani Puszczalska”, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2016

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko