Irena Żukowska-Rumin – Pijanice

0
507

Irena Żukowska-Rumin



Pijanice


schulz karl



Najpierw należałoby opowiedzieć o kobietach. Te w Gródku pojawiły się dosyć późno, bo dopiero w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Wcześniejsze kroniki zupełnie nie wspominają o kobietach pijanicach. Zacznijmy więc od Tośki. Mieszkała na peryferiach, jej dom mógł nawet tonąć w cieniu pierwszych sosen i dębów puszczy. Urodziła swojemu mężowi, zwanemu Nieruszajłą od polegiwania w środku dnia, czterech synów. Jeśli zachodziło się do niej, zastawało się ją na ogół przy jakiejś pracy, a poruszała się jak błyskawica, robota paliła się jej w rękach, a zza pieca dobiegał nieustannie głos Nieruszajły:

       Tośka, przyjdź do mnie, Tośka…-

A Tośka, aby nie przychodzić i nie rodzić następnych synów, pędziła w letniej kuchni samogon, który uspokajał i unieruchamiał na jakiś czas Nieruszajłę. O ile jednak samogon nie miał większego wpływu na Nieruszajłę, o tyle zaczęto w Gródku mówić o popijającej w głębokiej tajemnicy Tośce. Zdarzyło jej się pojawić pijanej na panichidzie, a przecież to zawsze ona czytała przy takiej okazji psalmy. Ludzie przypominali też nieszczęsny los jej dzieci. Najstarszy zwany Kostusiem znikł pewnej jesieni i dopiero na wiosnę odnaleziono jego napoczęte przez leśne zwierzęta, przykryte świerkowymi gałęziami, ciało. Leoś powiesił się na swoim ślubie, gdy nieznani goście donieśli o tajemniczej dla wszystkich weselników wieści o kradzieży koni Cyganom. Trzeci zginął na zabawie w sąsiedniej miejscowości ugodzony nożem w aortę szyjną. Czwartego znaleziono martwego na szosie Gródek Miasteczko. Tośka miała więc i takie powody. Ale kiedy już jakiś czas minął i Tośka pozbierała się, tak przynajmniej myślano, po wielkich nieszczęściach, nagle pijaństwo jej wybuchło z niespotykaną siłą. Znajdowano ją na wpół rozebraną na ławeczkach albo za sklepem, czuć ją było denaturatem, a jeszcze mocniej moczem. Dzieci przechodząc obok niej chwytały się za nosy i przebiegały z piskiem. Tych, którzy ją zabierali z ulicy i nieśli albo wieźli saneczkami, aby uchronić przed zamarznięciem, oskarżała o kradzieże a to pieniędzy, a to wódki. Czasami jednak Tośka potrafiła się jeszcze ocknąć. Zakładała wówczas chusteczkę zwaną gazówką i mknęła na rowerze na nabożeństwo, gdzie wciąż dopuszczano ją do głośnego czytania. Bo trzeba przyznać, że nikt tak jak ona w całej okolicy świętych ksiąg czytać nie umiał. Niejeden mężczyzna musiał jej ustąpić pierwszeństwa. Kiedy wracała, przy furtce dybał na nią leśniczy Szwarc:

       A co Tośka, kapało, kapało i nakapało- mówił, czyniąc aluzję do sposobu pędzenia bimbru.

Ale jakoś na jesień Tośki zabrakło. I wtedy dopiero odkryto, że Tośka nie żyje.

Znaleziono ją martwą w letniej kuchni przy pękniętej aparaturze do pędzenia samogonu. Leżała tam zapewne od wielu dni. Nikt do dziś nie wie, dlaczego nie szukał jej Nieruszajło. Może nie wychodził przez ten czas z domu, a może wiedział, ale tak mu było wygodniej.

– I tak stoczyła się kobieta, która powinna była uchodzić za świętą – powiadano w Gródku.

Ale pogrzeb miała Tośka jak należy, z czuwaniem, otwartą trumną, czytaniem psalmów, procesją, śpiewem i nabożeństwem. I chociaż Nieruszajło nadal nie rusza się z domu na jej grobie jeszcze i dziś ktoś pali lampki i ustawia kwiaty, bo pijanica to uczciwy człowiek, tyle że nieszczęśliwy jako chory.

Może trzeba też byłoby opowiedzieć o Tańce. Utrzymywano, że piła z powodu niewierności męża albo z powodu koła gospodyń. Otóż w latach sześćdziesiątych, ubiegłego wieku ma się rozumieć, Tańka nie tylko zapisała się do koła gospodyń, ale jeszcze została jego przewodniczącą. Wszelkie przedsięwzięcia koła kończyły się solidnym świniobiciem i wspólnym pijaństwem panów ze straży ochotniczej i pań z koła gospodyń. Trzeba było widzieć w takich chwilach Tańkę. Wniebowziętą. Otwartą. Do każdego zagadującą. Z błyskiem w oku. Serdeczną. Ale już następnego dnia napadały ją koszmary, Tańka gasła i musiała się napić w samotności. Jeśli ją zdybano podczas takiego zajęcia, tłumaczyła:

       A bo widzisz, brzuch mi pobolewa. Jak sobie chłopnę, jak ręką odjął. –

Jakoś z czasem Tańkę zaczęto w domu przywiązywać do metalowego łóżka, aby nie włóczyła się pijana po Gródku, a ona doczołgiwała się do okna i zwisała głową w dół uwiązana w kostce, grzebiąc rękoma po ziemi. Więc ten i ów wzburzony wpadał do jej domu i robił awanturę mężowi:

       Bój się Boga człowieku, żeby tak babą poniewierać, kto to widział…

Ale ta baba spuszczona ze smyczy, awanturowała się lub obnażona biegała po Gródku plotąc, co ślina na język przyniesie. Nie, już lepiej ją uwiązać, kiedy się napije, a pije codziennie. Jeszcze inni powiadali o nadmiernej skłonności do bab jej męża Romanka, co też może było i prawdą, bo po jej śmierci żenił się jeszcze trzykrotnie i wszystkie żony grzebał obok siebie tak, że na ostatnim pogrzebie rewizor Horacjusz zażartował:

       Patrz Romanku, tu jeszcze jest miejsce dla piątej…

       A żeby cię wysztywniło – zdenerwował się Romanek, ale zaraz potem ożenił

po raz piąty. Jakoż tej ostatniej żony już nie przemógł, a umierając zastanawiał się, z którą mu przyjdzie być w niebie.

       Raj to raj – mówił rewizor Horacjusz – będziesz ze wszystkimi pięcioma, ale pamiętaj, abyś ochwatu nie dostał. Cha , cha –

Piąta żona dogląda grobu Romanka i czterech jego pierwszych żon i trzeba wiedzieć, że robi to z potrzeby serca. Nikt w całej cmentarnej okolicy nie ma takich kamiennych nagrobków ani takich wiecznie kwitnących kwiatów.

A Tańka umarła na marskość wątroby. Trzeba było widzieć jej przeogromny brzuch i skórę o fakturze starego zniszczonego żółtobrunatnego pergaminu. I nie zastanawiała się ani przez chwilę, z kim będzie w niebie. Czasami grób jej odwiedzają pijani mężczyźni z jakąś półlitrówką. Siadają na brzeżku i wylewają nieco wódki albo denaturatu, a ostatnio ruskiego spirtu, na ziemię:

       Masz Tańka, chłopnij sobie, od razu będzie ci lepiej- i resztę wypijają

 solidnie do końca sami, czyniąc wrzawę jak podczas gościny.

Skorupa należał do tych, którzy mogiłę Tańki nawiedzali regularnie, ale to się dawno skończyło. Dzisiaj Skorupa po śmierci matki, która utrzymywała go lata całe ze skromnej emerytury i traktowała z łaskawością matczynego serca, przemierza regularnie uliczki i zaułki Gródka. Idzie, stąpając stuporowato, to w jedną, to w drugą stronę, nie dostrzegając nikogo ani do nikogo nie zagadując.

       Nosi go jakaś nieczysta siła – mówi się bez nuty potępienia, gdyż każdy jest

 zajęty swoimi sprawami. – Wszystko w środku ma przepalone, tylko ta skorupa, powłoka co na zewnątrz, jeszcze pozostała – dodaje.

Czasami Skorupa zatrzymuje się, siada na ławeczce albo wprost na trawie i śpi jakiś kwadrans, ale zaraz się podnosi i rozpoczyna swoją wahadłową wędrówkę od nowa. Nawet ci, którzy zatrzymują się za sklepem dla kilku piw chrzczonych po cichu spirytusem z rzadka go wołają. Nie da się już z nim ani napić, ani  porozmawiać. Co innego z Mamonem, gdy jeszcze żył. Mamona bali się wszyscy jak ognia.

       Bo to zbój nad zbóje. Człowieka dla niego zabić, to tyle, co  raz splunąć. To

 zabijaka po więzieniach uczony – szeptano, ale w oczy to co innego – Mamon, napij się z nami, twoje zdrowie Mamon.-

Mamon, rzecz niesłychana w takich razach, nawet był żonaty. Jak żona pielęgniarka  z nim wytrzymywała, tego nikt nie wie. Mamon nigdy nie pracował, choć znał się na pracy, jak to bywa zazwyczaj z pewną kategorią pijanic. Kiedy brakowało pieniędzy, szedł naszałapudzić rodziców, a ci, żeby się go pozbyć, dawali, ile mieli i przez jakiś czas mogli odetchnąć. Ale pewnego razu znaleziono Mamona z pękniętą czaszką tuż przed domem Nieruszajły. Zmarł, nie odzyskawszy przytomności, podczas trepanacji. Śledztwo wykazało śmierć od uderzenia głową o krawężnik po pijanemu. Już w tym czasie powiadano, że wykończył go Nieruszajło w odwecie za śmierć swoich dwóch najmłodszych synów i że Mamon zanim stracił przytomność, wiele godzin umierał na chodniku przed jego domem. Ale cicho, sza. Tego nikt nie wie, a nawet jeśli wie, nikomu nie powie. Mamon pił najchętniej z Kaziukiem zwanym Głupim Felkiem albo Kuźmą. Kuźma był wziętym kowalem, a i zęby rwał, kiedy już ostatecznie dokuczały, nie dając zasnąć ni w dzień ni w nocy. U niego to zbierali się mężczyźni z zepsutymi rowerami, motorowerami, motocyklami, traktorami, lampowymi radiami, garnkami do lutowania i wszelkim innym sprzętem, który domagał się natychmiastowej naprawy. Po takiej naprawie ukręcano łeb jednej lub drugiej flaszce, przecież to nic nadzwyczajnego wśród mężczyzn i Mamon zawsze kręcił się w pobliżu, bo chytry był i lubił wypić nie za swoje. Ale z Kuźmą się skończyło, kiedy po pijanemu, założył słupołazy i wspiął się na słup elektryczny, aby naprawić światło. Zwisał zahaczony jeszcze przez jakiś czas głową w dół po tym, jak poraził go prąd i trzeba było przy transformatorze coś odłączyć, aby go zdjąć i podjąć próbę cucenia. Na nic to się jednak zdało i Mamonowi lekkie wódeczki się skończyły jak siekierą uciął. Może jeszcze przypomnijmy starego Niko z drewnianą nogą. Był czas, że Niko jeździł motocyklem villiersem, chwacko prezentując tę drewnianą odzianą w zielone bryczesy nogę. Może nawet kłusował w okolicznych lasach, bo można było u niego zamówić potajemnie skórę z sarny, jelenia, dzika, wilka, rysia czy innego częstego w tej okolicy zwierzęcia, ale z czasem Niko rozpił się i lękając się, aby kogoś nie zabić lub samemu nie zginąć, przesiadł na rower. I tak pedałując jedną nogą, szukał kompanów do wypitki. Kiedy po amputacji drugiej przesiadł się na wózek inwalidzki, pić nie przestał. Znaleziono go w sadzawce. Wózek zatrzymał się w płytkiej wodzie przy potężnym  różowym głazie granitu, gdzie, jak powiadano, kobiety za ostatniego cara, prały kijankami i gdzie stała kuźnia Goldhoffa. Pijanice, których te  przypadki nie poruszają i których wcale od tego czasu nie ubyło, zbierają się jak dawniej za sklepem albo na wygonie i marzą:

– A gdyby tak zmartwychwstali nasi kompani –. I kiedy zapijają to marzenie denaturatem albo ruskim spirtem, po którym pali i ssie następnego dnia tak, że człowiek, aby przeżyć, musi się znowu napić, zza zakrętu nadciągają Tośka z litrem samogonu, Tańka uwiązana za nogę do łóżka, Głupi Felek zwany Kuźmą, Mamon z ogoloną do trepanacji czaszką, Niko bez nóg, ale z silnymi dłońmi od pedałowania na wózku inwalidzkim. Dostrzec w tej procesji gródczańskich pijanic łatwo Bazendę ślepego na jedno oko, Franka Tuptusia, Mańka, którego zostawiła żona, ryżego Pucha, kulawego Nemkę, grubego Purcha, syna Nonki, Słomkę piegowatego jak po strzale śrutem, starą Werkę i garbatego Zienia.  Idą też inni, o których wspomnieliśmy w tej opowieści, a wszyscy w lekkiej euforii i pobudzonej nadziei na rychłą popijawę, jakiej Gródek jeszcze nie widział. Za nimi w całkowitym milczeniu i pewnej odległości, jaka przystoi, idzie żywy, a przecież umarły, Skorupa, dźwigając zewnętrzną powłokę jak dopust Boży na tym świecie.     

 

    

Irena Żukowska-Rumin


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko