Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
214

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe


 

Szczęśliwy samotnik

 

sposob-zyciaZnałem i czytałem teksty Pawła Hertza za jego życia. Od kilkudziesięciu lat uważam go za wybitnego intelektualistę. Ale rozmowy Łopieńskiej z Hertzem nie znałem. A przecież powinienem. Bo to nie pierwsze wydanie tej książki.

Kilka tygodni temu minęło piętnaście lat od jego śmierci. I – nie używając wielkich słów – polska kultura poniosła wówczas stratę nie do odrobienia. On sam pewnie by się na te moje słowa uśmiechnął. Bo ani nie miał o sobie wielkiego mniemania, ani nigdy nie chciał błyszczeć, nawet nie w mediach, gdziekolwiek, ani jakoś swego dorobku nie uważał za wielki.

Samotny, zamknięty w czterech ścianach swego poddasza na Nowym Świecie, otoczony książkami, oddzielny, bardziej lubiący myśleć niż czytać, uporządkowany do bólu, słuchający muzyki z trzema przyjaciółmi: Kisielem, Mycielskim, Krzeczkowskim – co jeden, to lepszy. Intelektualnie zapładniający, zgłębiający rzeczywistość na swój sposób – najczęściej wbrew schematom, idący swoimi ścieżkami.

Kim był, jaki był? Takie książki odkrywają, co oczywiste, tylko część prawdy. Tyle ile rozmówca chce powiedzieć, tyle, ile w „wywiadowcy” determinacji, potrzeby drążenia, cierpliwości. Łopieńskiej się sporo udało.

To obraz człowieka z jednej strony niezwykle ułożonego, unikającego konfliktów, wybierającego mniejsze zło, często dla ratowania „substancji” idącego na bardzo, bardzo mocne kompromisy, z drugiej strony mającego odwagę podpisać na przykład „list 34”, rezygnować z pracy z powodu działań cenzury, stać twardo przy władzach rozwiązywanego przez Jaruzelskiego Związku Literatów Polskich (był wówczas jego wiceprezesem).

Nie miał matury. Zadziwiające. No, zdarza się, matematyki nie był w stanie się nauczyć. Pieniądze? Zawsze miałem – odpowiada. Przed wojną nie był to problem. Bogaty dom, ojciec był gotów finansować go przez lata.

Wcześnie – w 1935 roku – debiutował tomem poezji.

„Co pan robił? Chodziłem po knajpach, rozmawiałem.” Można się śmiać. Po latach wydaje się jednak, że dla wielu twórców te wczesne spotkania, dyskusje, spory, wyważanie poglądów, ścieranie ich, tak, także picie wódki z odpowiednimi ludźmi, jest najlepszą, zapładniającą szkołą.

Wojna? Wrócił do Polski na chwilę przed jej wybuchem. Nie służył w wojsku, wyjechał na wschód. Podzielił los tysięcy Polaków – więzienie, łagier, zsyłka. Z drugiej strony, pewnie gdyby został w Warszawie, podzieliłby los innych Żydów. Wrócił do Polski z armią Berlinga. „Kuźnica” – czerwona stajnia marksistów, do której nijak nie pasował. Poszedł dalej, wstąpił do PZPR-u, choć było mu do tej partii najdalej. Oportunista? Chyba nie, nie ten format człowieka. Mógł wyjechać z Polski, nie chciał.

Pisał, tłumaczył, redagował, edytował. To jemu zawdzięczamy dzieła zebrane Puszkina, Dostojewskiego, Tołstoja. Przekłady Achmatowej, Muratowa, Hofmannstahala, dziesiątków innych poetów.

Są w tej książce odpowiedzi Hertza zabawne, są takie, które każą przemyśleć nasze potrzeby, nasze dokonania życiowe, nasze spojrzenie na literaturę, a może szerzej – kulturę.

O „Ziemi obiecanej”: „Dla mnie okropny [film]. Postaci są przerysowane, rzeczy nieprawdopodobne i źle wyakcentowane. Nie lubię Wajdy, bo wykracza poza dopuszczalne normy cywilizacyjne, za dużo pcha do swoich filmów siebie i własnych wyobrażeń.”

O teatrze: „Żadna siła mnie tam nie zaciągnie, chyba że grają jakieś moje tłumaczenie i mnie zapraszają.”

O chodzeniu na wystawy: „Z życzliwości i z grzeczności, tylko wtedy, kiedy to wystawa kogoś znajomego.”

O gazetach: „Nigdy nie czytałem i nie czytam żadnych gazet.”

O czytaniu: „Od kilkudziesięciu lat nie czytam tego, co nazywa się beletrystyką.”

O książkach: „Z wyjątkiem kilku można się obyć bez książek”

Wymieńmy te, bez których obyć się według Hertza nie da, te „które mówią o rzeczywistej sytuacji człowieka”: Biblia, Boska Komedia, Iliada, Odyseja, Eneida, Pan Tadeusz.

Na pytanie czego żałuje, odpowiedział, że picia wódki. Nie, nie upijał się, wódka była potrzebna do rozmów, przede wszystkim z Henrykiem Krzeczkowskim. Stały codzienny rytuał.

Ale przecież pracował, pisał. Niezwykłe są jego rozważania o przekładach, o potrzebie „dobrego czytania utworów”, sporo o ludziach dla niego najważniejszych (literacko Iwaszkiewicz), o podróżach, życiu w komunizmie, o śmierci. „Zawsze trzeba myśleć o śmierci, bo to zwykła część naszego życia. Kiedy o niej nie myślimy, nadajemy sobie prawa nieistniejące, nierealne. Dwieście lat temu właśnie ludzie przestali myśleć o śmierci i śmierć stała się mniej godna, mniej warta, przerażająca.”

Mam wrażenie, że zawsze ograniczał swoje potrzeby. Na starość zredukował je do absolutnego minimum.

Powtórzę się: był samotny. Niezwykły, samotny człowiek. Ale przeżył życie – takie mam wrażenie – na swój sposób, tak jak chciał. I był szczęśliwy.

 

Sposób życia – Z Pawłem Hertzem rozmawia Barbara N. Łopieńska, Iskry, Warszawa 2016, str. 253.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko