Michał Piętniewicz – Lilka

0
108

Michał Piętniewicz


 

Lilka

 

pawlikowskajMaria Janina z Kossaków Bzowska Pawlikowska Jasnorzewska urodziła się w Krakowie 24 XI 1891 roku. Była córką malarza Wojciecha Kossaka oraz Marii z Kisielnickich. Była wnuczką Juliusza Kossaka.
Kształciła się w domu, nie chodziła do szkoły, nie ukończyła żadnych studiów, jedynie przez krótki czas uczęszczała jako wolna słuchaczka na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Natomiast w domu nabyła bardzo dużej kultury literackiej, mnóstwo czytała, ale uczyła się również języków. Poświęcała się studiom z zakresu literatury, filozofii, przyrodoznawstwa, studia te kontynuowała przez całe swoje życie.

Po raz pierwszy wychodzi za mąż za Władysława Bzowskiego, oficera armii austriackiej w roku 1915. Było to jednak małżeństwo nieudane i prędko się rozpadło. Prawdziwie wielka miłość to był Jan Gwalbert Pawlikowski, z którym wzięła ślub w roku 1919 (tutaj można przytoczyć za Samozwaniec opisy schadzek na Bielanach, trudności w uzyskaniu rozwodu, skromne przyjęcie weselne w Kossakówce, skromna wyprawa, bowiem rodzice zrujnowali się na rozwód z Bzowskim). Jan był zapalonym taternikiem, ale również wytrawnym znawcą literatury, w późniejszych latach, jak podaje Jerzy Kwiatkowski, autor epickich utworów o góralszczyźnie.
Trzeba jeszcze dodać, jak przytacza jej siostra, pisząca pod pseudonimem, Magdalena Samozwaniec, że Jan Gwalbert, nie w otchłań górską runął, ale w otchłań innego, dziewczęcego serca. Niemniej był to związek dobry, przyjemny i miły, chodzili Maria i Jan w Tatry, ona w takich na cieniutkiej podeszwie, prawie pantofelkach, bardzo się umordowała.
Po raz trzeci i ostatni, w latach 30 tych, wyszła Pawlikowska za Stefana Jasnorzewskiego, oficera lotnictwa, który był z nią do końca, to znaczy do jej śmierci z powodu nowotworu kręgosłupa w roku 1945 w lipcu w szpitalu w Manchester. Stefan był bardzo o Marię zazdrosny. Raz, kiedy zobaczył, to było, jak podaje Samozwaniec, na jakimś przyjęciu czy imprezie w Dęblinie, w Krakowie, że któryś jego przyjaciel umizga się do Marii, zaczął rzucać w niego talerzami. Przyjaciel jego myślał że żartuje (w końcu nic złego się nie stało), ale Stefan był blady, wręcz siny z wściekłości. Był chorobliwie zazdrosny o Marię, jednak nie przeszkadzało mu to uganiać się za innymi kobietami.
Warto w tym miejscu oczywiście wspomnieć o licznych kontaktach literackich, które Lilka utrzymywała w Dwudziestoleciu. Oczywista jest tutaj znajomość z Witkacym, z którym, jak pisze Kwiatkowski, prawdopodobnie napisała dwie sztuki: Koniec świata, Ostatnia godzina Heleny Pfeifer. Z Witkacym, jego ówczesną małżonką, oraz swoją siostrą, wypoczywała zresztą przez kilka miesięcy na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Siostry wróciły do Kossakówki szczęśliwe i opalone, gdzie czekały na nich pyszne smakołyki na suto zastawionym stole. Papa ćmił papierosa i słuchał opowieści wakacyjnych swoich córek. Zresztą ten stosunek Wojciecha Kossaka do swoich pociech również jest ciekawy. On czuł się przy nich jak kochający ojciec, ale również, jak żartobliwie wspomina Samozwaniec, jak amant wśród dwóch, pięknych kobiet. Papa bardzo swoje córki kochał. Oprócz tego wymienić tutaj można Leona Chwistka, znanego filozofa, formistę, a także Leopolda Staffa, którego twórczość zaważyła w znaczny sposób na poetyce Pawlikowskiej.
Jakim była człowiekiem? Tutaj przytoczę może dwie, krótkie charakterystyki Lilki, które znajdują się w książce wspomnieniowej o poetce, autorstwa Magdaleny Samozwaniec, Zalotnica niebieska.
Pierwsza z nich, Zofii Morstinowej:

Lilka była podobna do swoich wierszy. Była jak one, czarująca i niepokojąca, eteryczna, a zarazem mocno w ziemię wrośnięta, superpoetyczna a przy tym realistka, poważna a dowcipna, smutna i wesoła, mądra i czarująco głupia. Ale naprzód uderzała jej uroda. A właściwie źle mówię: naprzód uderzała jej uprzejmość.
Lilka bowiem była, jak to wyraża francuskie słowo aventante, wychodząca naprzeciw. Naprzeciw każdego(…). Lilce wolno było jednych lubić, drugich nie lubić, ale ją musieli lubić, kochać i podziwiać wszyscy. Nie znosiła, by było inaczej.

 

I drugie, Ireny Krzywickiej, związanej przez jakiś czas z Boyem Żeleńskim długą przyjaźnią, działaczki na rzecz świadomego macierzyństwa, publicystki i krytyczki literackiej:

Kiedy ją wspominam, wciąż mi się pchają na usta słowa: wróżka, czarodziejka. Tytania. Płynie to chyba stąd, że nie było w niej absolutnie nic prozaicznego. Nawet w najbardziej pospolitych warunkach poezja szemrała koło niej nieustannie, jak blisko płynący, ciągle żywy strumyczek (…) Powstawała koło tej kobiety czarodziejska atmosfera.

Kilka wspomnień z jej domu rodzinnego, z rodzinnej Kossakówki. Na przykład taki, że od najmłodszych lat, Lilka, nie bardzo religijna, ale za to bardzo przesądna. Zdarzenie: wzięła kiedyś małą buteleczkę, flakonik po perfumach i głośno mówi: już nie będzie nieszczęść w tym domu ani pecha, będzie dostatek, szczęście i dobro i wszystkie strachy, strzygi i pechy do tej buteleczki się chowają. I rzeczywiście: w domu przez pewien czas było lepiej, do czasu, kiedy ta buteleczka się rozbiła i wszystkie strachy, strzygi, pechy i zmory, widziadła, znowu wleciały do domu i go od środka zatruły swymi wyziewami, bo znowu, wtedy w Kossakówce, nastał zły czas.
Tak przynajmniej opisuje to Magdalena Samozwaniec i jak nic przypomina to mit o puszce Pandory. Lilka oprócz tego wierzyła w duchy i brała udział w seansach spirytystycznych. Duchy zmarłych ukazywały się na przykład jej ciotkom. Oprócz tego, w trakcie jednego z seansów spirytystycznych, stół uniósł się sam w górę i zaczął walić o drzwi, dusza czyśćcowa chciała się wydostać. Tak przynajmniej opisuje to Magdalena Samozwaniec.
Lilki życie zbiegało na rozmaitych towarzyskich spotkaniach, również imprezach i tańcach, bo była świetną tancerką (tom „Dancing”), była osobą bardzo towarzyską, dowcipną, kochającą życie.
Strasznie musiał brzmieć wyrok o raku, ona do końca nie wierzyła w swoją chorobę, a kiedy wiedziała, że umrze, była pewna, że i tak przetrwa. Jak mówiłem, nie było zbytnio religijna, wierzyła chyba jednak w jakąś formę nieśmiertelnej duszy. Była zafascynowana światem przyrody, wiele wierszy poświęciła kwiatom, roślinom, drzewom, zwierzętom, uwielbiała również chodzić do Zoo i jak powiedziała sama, przyroda w swojej genialności zapewne „wymyśliła” także duszę nieśmiertelną. Na uwagę zasługuje fakt związany z jej zamiłowaniem do przyrody. Lilka kiedyś kupiła małpkę, makaka, ten makak był bardzo niedobry, gryzł, nie pogryzł nigdy tylko Lilki. Kiedyś było przyjęcie i przyszli wytworni goście. Zostawili meloniki w przedpokoju. Makak, mówiąc kolokwialnie, złośliwie do tych meloników narobił. Jeden Pan ubrał melonik na głowę wraz z zawartością, Lilka zbladła z przerażenia, Pan już nigdy na żadnym przyjęciu przez Lilkę organizowanym się nie pojawił. Makak także przegryzł żyłę jednemu oficerowi, zawieźli go do szpitala i tam lekarz, jak pisze Samozwaniec, myślał, że to Lilka tak gryzie. Po tym incydencie makak został oddany do Zoo, do Lasku Wolskiego.

Lilka kochała Kraków, w Krakowie zaś chyba najbardziej Bielany, wiele czasu spędzała w bielańskim lesie. Tam umawiała się na schadzki z Janem Pawlikowskim. Wiele też wierszy Bielanom poświęciła.

I teraz o poezji. Datą graniczną jest wojna. Jej poezję podzielił Jerzy Kwiatkowski na trzy okresy:
1).1922-1927; 2).1928-1939; 3).1939-1945

ad.1). Do pierwszego okresu  (1922-1927) należą cechy następujące: ludyczność, witalizm, pochwała życia, patronowali filozofowie tacy jak Nietzsche i Bergson (tomy takie jak „Niebieskie migdały”(1922),
„Różowa magia”(1924), oprócz tego była to poezja malarska (Lilka sama trochę malowała), impresyjna, poezja „uśmiechnięta”, żartobliwa, nieco groteskowa, humorystyczna. Świat jawił się jako mydlana bania, słowa nic nie znaczyły, były zabawą, błyskotką. Oprócz tego do cech poezji tego okresu należą paradoks, dowcip, niespodziewane skojarzenie, odkrywcza metafora. Do tego trzeba dodać pewną „dancingowość” i muzyczność, rytmiczność, czy nawet piosenkowość tych wierszy (wykonanie Turnaua wiersza Pawlikowskiej, „Kto chce, bym go kochała”). Muzyka i taniec pojęte są na modłę dionizyjską. Była to również liryka maski, larvatus prodeo, liryka roli, wiersze przeważnie o charakterze satyrycznym, ale gdzieś już wtedy, ujawniał się ukryty nurt cierpienia. Temu okresowi patronował niewątpliwie Skamander.

ad.2). 1928-1939. Tutaj należą takie tomy jak „Cisza leśna” (1928), „Paryż”(1928), „Profil białej damy”(1930), „Surowy jedwab”(1932), „Śpiąca załoga”(1933), „Balet powojów”(1935), „Krystalizacje” (1937), „Szkicownik poetycki”(1939) .

Jest to okres bogaty w problematykę filozoficzną oraz poetycko-filozoficzną. Tutaj pojawiają się echa spirytyzmu oraz mesmeryzmu, stany zawieszenia między życiem a śmiercią, motywy letargu oraz lunatyczności. Oprócz tego pojawia się motyw palingenezy, w tym palingenezy kwiatów (czyli odradzania się kwiatów). Zwrócenie uwagi na przyrodniczość, materializm przyrodniczy, psychizacja materii, motyw mrowiska, panpsychizm. Przyroda czująca, obdarzona bytem psychicznym. Motyw inteligencji kosmicznej, która przenika wszystko, w zależności od tego, czy jest się dobrym czy złym przewodnikiem energii, medium, głęboka, duchowa solidarność z przyrodą. Motyw Starożytnych Indii, traktat o palingenezie kwiatów, Kircher, magiczna księga Kirchera. Motywy buddyjskie, Nirwana, przyroda zostaje ufilozoficzniona, toczy się dialog z Naturą. Towarzyszą temu uczucia zanikania oraz rezygnacji.
Kilka słów o bardzo ciekawym „Szkicowniku poetyckim”: konwencja pamiętnika poetyckiego, poetyka szkicu, notatki, fragmentu, kompozycja szkicownika otwarta, work in progress, tutaj brakuje ostro zarysowanych granic między przyrodą a człowiekiem, pojawia się fascynacja procesami niszczenia, rozpadu, utraty, rozkładu, w tym rozkładu formy wierszowej-dialog z Awangardą, odejście od tradycji Skamandra, położenie nacisk, jak pisze Kwiatkowski, na „unowocześnienie” się tej poezji.

ad.3). 1939-1945: To oczywiście okres naznaczony traumatycznie katastrofą wojenną. Wojna to było okrucieństwo Natury, to była też, jak pisze Pawlikowska, „wojna przeciw rodzinie”. Wojna to również alienacja i katastrofa, to nie zmaganie się sił, ale szaleństwo bezosobowego gatunku biologicznego. Wojna wzmagała poczucie osamotnienia, opuszczenia, oddalenia się od rodziny, w tym czasie umiera ukochana matka Lilki. Tej tęsknocie towarzyszy poczucie wnikania w tajemnicę świata, w tym również w tajemnicę własnej psychiki. Ta silna introspekcyjność związana była zapewne również z chorobą Marii Jasnorzewskiej. Wojenne tomy „Róża i lasy płonące”, „Rubajaty wojenne”, „Gołąb ofiarny” (1941).  W wierszu „Rymy” poetka rozlicza się z pierwszym swoim okresem twórczości, opartym na grach i zabawach słownych, teraz dominuje nastrój powagi, poezja ma cel pozaestetyczny, nawet moralny. Te dwa okresy czynią z Pawlikowskiej bardziej poetkę intelektualistkę, wnikliwą obserwatorkę świata i własnej psychiki. Towarzyszy temu uczucie „kosmicznej katastrofy”, jaką jest wojna.

Jeszcze kilka słów o recepcji. Pierwsza, niepochlebna bardzo recenzja Ostapa Ortwina „Niebieskich migdałów”, który tak pisał o tym tomie: mogłyby służyć do zawijania karmelków nadziewanych marcypanami lub kręcenia papilotów przy rannej toalecie”. Wzięli poetkę w obronę Lechoń i Żeromski. Sama poetka była oburzona recenzją Ortwina i napisała do niego krótki liścik-Ortwinie, ostap mnie w spokoju. Jest dobrze odbierana również przez Iwaszkiewicza, Tuwima (wiersz „Do Marii Pawlikowskiej”). Oprócz tego warto zwrócić uwagę na pochlebne wypowiedzi krytyczne lansujące poetkę, Ireny Krzywickiej. Ponadto pochlebną recenzję z „Krystalizacji” pisze Artur Sandauer. Oprócz tego pojawiają się artykuły Stefana Napierskiego, Władysława Sebyły, Romana Kołonieckiego, warto też zwrócić uwagę na artykuł Kazimierza Błeszyńskiego, „Krystalizacje czystej poetyckości”.W latach wojny ukazuje się wnikliwy artykuł Tymona Terleckiego, „Ruina poetyckiego klasycyzmu”. W latach powojennych warto wspomnieć o artykule krytycznym z „Ostatnich utworów” Juliana Przybosia, a także pracach Michała Głowińskiego, Janusza Sławińskiego, Artura Sandauera, Piotra Kuncewicza. Warto dodać, że ważną publikację powojenną stanowią opracowane przez Pawła Kądzielę listy Pawlikowskiej, w tym listy Witkacego do poetki.

 

Kilka słów od siebie. Czytając tę poezję, miałem odczucia ambiwalentne. Z jednej strony podziw dla wirtuozerii formalnej, z drugiej poczucie pewnej pustki tych poczynań, czczej ozdobności, frywolności, za którą niewiele ciekawego stoi. Dopiero w okresie „Krystalizacji”, tych krystalizacji poetyckiego języka, który szukał wyrazu ważnych treści egzystencjalnych oraz filozoficznych, zaczynałem doświadczać tajemnicy tej poezji, która poprzez i dzięki przede wszystkim mozolnej pracy nad językiem poetyckim, chce dotrzeć do tego, co najbardziej istotne w doświadczeniu człowieka. Oprócz tego niesłychanie dla mnie istotna była lektura „Szkicownika poetyckiego”, dzieła można powiedzieć, w pewien sposób unikalnego, hybrydycznego i sylwicznego, które łączy błysk poetycki i poetycką epifanię, kontemplacyjny, filozoficzny namysł nad światem widzialnym (i niewidzialnym), a także tworzy mosty dla dialogu poezji z prozą. Jest to bowiem proza poetycka, także rodzaj dziennika, diariusza, w którym poetka zapisuje swoje przeżycia, ale zawsze w konwencji poezji, pamiętajmy jedną z głównych cech tej poezji to paradoksalna wstydliwość uczuć, zaskakująca u poetki, która tak wiele wierszy poświęciła uczuciu miłości, zbliżeniom, flirtom, pocałunkom, ale przecież zawsze w pancerzu konwencji, surowej formy, więc liryka roli, liryka maski, larvatus prodeo. Wydaje mi się, że najlepsza była Pawlikowska w dłuższych nieco formach lirycznych i prozatorskich, w których ujawniał się jej talent do lirycznej narracji.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko