Andrzej Walter – Osiem sekund.

0
141

Andrzej Walter

 

 

Osiem sekund.

 

  

walter   Podstawowe pytanie naszego świata powinno brzmieć: na ile w świecie tym: w świecie tak zagęszczonych i rozwiniętych form komunikacji i tak intensywnym, aby nie powiedzieć chaotycznym obiegu informacji oraz tak zatłoczonej przestrzeni globalnej – wizualnością i przekazem danych – na ile w takim świecie jakikolwiek człowiek (rozumiany jako jednostka wobec masy) – na ile taki człowiek może mieć, posiadać, dysponować – własnym poglądem czy, aby na sprawę spojrzeć jak najszerzej, własnymi poglądami?

 

   Zdecydowana i jasna odpowiedź powinna brzmieć, że jest to prawie niemożliwe, że jest to poza możliwością percepcji, postrzegania i wchłaniania, poza możliwością dotarcia i zbliżenia się do faktu oraz faktów, poza możliwością pełnej i prawdziwej oceny tych faktów, ich cząstek, części i czynników, ich kontekstów, znaczeń czy symboliki. Taka konkluzja doprowadzi nas do kolejnej, w której powinniśmy uczciwie przyznać, że nasz sposób widzenia świata, sposób formułowania ocen oraz sposób bytowania zależy od elementarnych decyzji, jakie medium wybieram, aby „po swojemu” (zdecydowanie po raz wtóry ubrane w cudzysłów) taki świat ujrzeć.

 

   Oczywiście musimy do tegoż wyboru dołożyć wiele innych czynników, takich jak: uwarunkowania kulturowe, cały system kształtowania od dzieciństwa naszego odrębnego „ja”, nasze przeszłe lektury, edukację, nasze obserwacje, konstrukcje przyjętych wartości, wszelkich uznawanych prawd i wyboru wierzeń. Jednak w materii poglądów – wybór medium może być, albo w zasadzie bywa – kluczowy. Jest to smutna prawda, ale też i jakaś koncepcja dążeń do uniwersalności, do zniwelowania naszej „gąbczastości i chłonności” form przekazu, form manipulacji, z formami wzbudzanych emocji na czele. I – tak przecież – nie bójmy się tego dostrzec – taki świat, świat informacyjno-komunikacyjnego chaosu – rządzi się wzbudzaniem emocji opartych właśnie na tych kilku składowych czynnikach i prowadzących nas do efektów budowanych konstrukcji. Potem już iskra wyzwala konflikt pomiędzy ludźmi (rozumianymi jako dwie jednostki), a jak wiemy konflikt – no cóż – dobrze się sprzedaje, świetnie się ogląda i generalnie, budzi ogromne zainteresowanie. Konflikt, jako spór. Konflikt pojmowany jako sprzeczność, jako dysonans, jako wreszcie motor aktywności oraz działań. To, mniej więcej, dzieje się dziś w Polsce, dzieje się na świecie i rozprzestrzenia się coraz bardziej powszechnie. Kolejnym pytaniem jest – jak temu nie ulec? Jak zachować wolność, niezależność i autonomię w tak opisanym świecie i w takim „środowisku” życia? Jak nie dać się wciągnąć w spór, jak odnajdować płaszczyzny porozumień, jak zachować dystans i wyciszenie emocji? To nieprawdopodobnie trudne dziś pytania, albo nawet wyzwania i zadania współczesnej egzystencji oraz wszelkich wizji przyszłości.

 

   Skoro już dotarliśmy do etapu zdystansowania się od własnych „wykształconych” poprzez „wybrane medium” poglądów, co dalej? Dalej są schody: uporu, zacietrzewienia, walki o pryncypia, obrony z góry upatrzonych pozycji. Prosty mechanizm, w który – uwierzmy – zostaliśmy wciągnięci i przyznajmy, nie bez naszej własnej, prywatnej winy.

 

   Taka postawa jest bodaj jedyną możliwością wybrnięcia z zagmatwania sporu i konfliktu. Jest chyba jedyną alternatywą. Cóż z tego, skoro o taką postawę jest dziś najtrudniej.

 

   Wróćmy jednak do metodologii kształtowania „poglądów”. Dzisiejsza „kultura wizualna” zmusza nas do coraz częstszego dostrzegania kontrastów. Kontrast jest wyrazisty, efektowny i … efektywny w pokazywaniu świata. Kontrast jest niepisaną zasadą ukazywania, przedstawiania, budzi emocje, koncentruje uwagę. Kontrast i szok. Metoda silnego bodźca. Metoda erupcji zaskoczeniem, metoda bezwzględnego przyciągania uwagi, metoda zwrócenia w pożądaną stronę. Brawura i łamanie: zasad, konwencji, utartych szlaków. Przebojowość, częstokroć pozbawiona podstaw i racji stanu. Ukrywająca pod blichtrem szoku miałkość treści. To właśnie obserwujemy, praktycznie, na co dzień, w każdym medium.

 

   Drogi czytelniku. Jeśli zabrnąłeś ze mną, aż dotąd, brnijmy dalej. I zadajmy sobie pytanie – jak z tego wybrnąć? Nie z toku rozumowania, lecz z matni komunikacyjno-informacyjnej tego świata. Jak zachować zdrowy rozsądek, umiar, niezbędny dystans? Może tylko poprzez wnikliwość i podważanie haseł? Może poprzez umiejętność nieustannych poszukiwań i konfrontacji? Mamy przecież takie możliwości. Możemy przecież – takimi metodami – nie dać się wciągnąć w konflikt, w spór, w eskalację emocji. Czy przestaliśmy już „umieć się dziwić”? Czy daliśmy się wciągnąć w tryby tej maszyny, która pędzi coraz szybciej i nie za bardzo wiadomo, dokąd?

 

   Przyszło nam żyć w świecie, w którym dorasta pokolenie mające trudność z zatrzymaniem uwagi na dłużej niż osiem sekund. To bardzo dziwny świat. Świat natychmiastowy, płynny i charakteryzujący się deficytem koncentracji, deficytem więzi oraz propagandą indywidualizmu. To świat jednorazowy, przeniesiony w ogromnej mierze do globalnej sieci internetowej, w którym wielozadaniowość i dostępność realizuje się w nowych technologiach: relacji, komunikacji i praktycznie każdej interakcji. Świat normalny, jaki znamy, świat zza okna, nazywany jest w tamtym świecie skrótem anglojęzycznym IRL. (In Real World) Parafrazując ów zwrot zwykło się wśród młodego pokolenia mawiać – w realu. Otóż my, tu, w realu, nie możemy się wciąż temu nadziwić, usiłujemy dostroić się niejako do tego nowego świata, próbować chociażby nakładać oba światy na siebie; pokracznie próbujemy zachować carte blanche pomiędzy tymi światami, pomiędzy pokoleniami, pomiędzy życiem a wirtualnością. Próbujemy zachować jakąś ciągłość, kontynuację i związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Tyle, że tempo zmian wyprzedza nasze starania. A przeszłość oddala się w lata świetlne i znika za horyzontem.

 

   Jaki sens ma w takim świecie literatura, do której trzeba skupienia, uwagi i koncentracji przez znacznie dłużej niż osiem sekund? Jakie znaczenie ma w takim świecie poezja, która wymyka się tym kategoryzacjom już totalnie i istnieje w jakby całkowicie innym świecie? Te pytania stawiamy sobie, tyleż retorycznie, co raczej nachalnie, aby choć spróbować odnaleźć płaszczyzny wspólne. A może płaszczyzn wspólnych po prostu nie ma. Może te płaszczyzny są najzwyczajniej w świecie bytami osobnymi, rozłącznymi i niezależnymi. Puls świata sobie, a literatura czy poezja sobie. Wydaje się, że choć w części, to uprawnione podejście. Ta część, to przestrzeń zrozumienia, w jakim świecie żyjemy i jak taki świat zobaczyć.

 

   Kiedy przybywamy w miejsca turystyczne, a coraz więcej wszelkich miejsc ma takie ambicje (to znów – dobrze się sprzedaje, a dziś wszystko się sprzedaje), ma zatem owo miejsce takie ambicje, aby nadać sobie miano miejsca turystycznego – to, kiedy przybywamy doń, widzimy rzesze, zastępy, tłumy nieomal, wszystko fotografujące, uwieczniające: aparatami, smartfonami, tabletami, kompaktami, komórkami, tylko, mam wrażenie – nie oczami. Skąd ta potrzeba uchwycenia, zatrzymania, zamrożenia i uwiecznienia – miejsc, siebie i przestrzeni? Skąd ten pęd do powstrzymania czasu, do zachowania, rejestrowania, posiadania? Czy jest w tym refleksja, namysł, analiza? Czy jest to jedynie synteza, kumulacja i kulminacja naszego postrzegania świata? Jak go oglądamy? Po co go oglądamy? Po co zatrzymujemy, zachowujemy? Czy tylko do kreacji wizerunków? Do odnalezienia siebie na mapie od przeszłości do przyszłości? Do określenia swojego miejsca, swoich doznań, swoich gromadzeń doświadczeń? I wreszcie – czy ta masowość uwiecznień służy stawianiu jakichkolwiek pytań? A na koniec dołóżmy pytanie przewrotne – jak to się ma wszystko do naszych „poglądów”, jak wypadają takie konfrontacje i porównania?

 

   Powinniśmy sobie uświadomić oraz uzmysłowić pewne liczby i statystyki. Warto sięgnąć tu do lektury książki amerykańskiego profesora Wydziału Mediów, Kultury i Komunikacji Uniwersytetu w Nowym Jorku Nicholasa Mirzoeff’a „Jak zobaczyć świat” wydanej w roku bieżącym w ramach serii Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie oraz Wydawnictwa Karakter.

 

Jedną z najważniejszych praktyk związanych z globalną siecią jest tworzenie, wysyłanie i oglądanie wszelkiego rodzaju obrazów – od fotografii po wideo, komiks, sztukę i animację. Liczby są oszałamiające: w ciągu każdej minuty w serwisie You Tube zamieszczanych jest 100 godzin nagrań wideo. Na stronie tej każdego miesiąca obejrzane zostaje sześć miliardów godzin nagrań, godzina przypada zatem na każdego mieszkańca Ziemi. Grupa wiekowa 18 – 34 ogląda więcej You Tube’a niż telewizji.”

 

   W ciągu dwóch minut ludzie robią więcej zdjęć niż wykonano w całym XIX wieku. Już w 1930 roku robiono na świecie około miliarda zdjęć rocznie. W roku 1980 liczba ta wzrasta do 25 miliardów. (zaznaczmy, że wciąż były to ujęcia na kliszy) W roku 2012 wykonaliśmy już 380 miliardów fotografii, większość techniką cyfrową. Rok temu zrobiono bilion zdjęć. Konkluzja jest prosta – obecne społeczeństwo globalne jest społeczeństwem wizualnym. Wszystkie te fotografie i filmy to nasza próba „zobaczenia świata”. Nimi go oglądamy. Nim oraz tymi wcześniej opisanymi, pożal się Boże, „poglądami” – zazwyczaj wykreowanymi medialnie. Nie słowem. Coś nas nakręca, aby stwarzać obrazy, aby widzieć i rozumieć obrazami, aby pochłaniać obrazy. Słowa pozostawiliśmy kilku dziwakom.

 

   My, twórcy, z kolei nie jesteśmy w stanie „zmieścić się” ze słowem w ośmiu sekundach. Jego obraz musi się kształtować dłużej i powstawać w wyobraźni. Cóż z tego skoro nasza wyobraźnia diametralnie się zmieniła? Warto to sobie może uświadomić, choć z ręką na sercu trudno dziś brawurowo wyciągać jakiekolwiek wnioski. A nawet delikatnie, nawet nie brawurowo, ciężko pokusić się o jakikolwiek wniosek oprócz tego, że czytanie i widzenie świata poprzez literaturę nigdy już nie wróci w minionej formie. Można też się pocieszyć – a jednak ludzie nadal książki czytają. Dlaczego?

 

   Pozostawię Was z tym pytaniem na długie lata. Sam nie znam na nie odpowiedzi. A Wy, jeśli znacie, będzie to zawsze odpowiedź niepełna. Gdyż w tak oglądanym świecie każda tego typu odpowiedź będzie niepełna. Poznawczość wyobraźnią słowa, z kart literatury, zdaje się być metodą percepcji dokładniejszą, wolniejszą, a przez to bardziej spokojną, siłą rzeczy bardziej wnikliwą, analityczną oraz niczego nie omijającą. Jednakże taka poznawczość coraz dalej odbiega od kultury wizualnej. Coraz silniej zamyka się w zaciszu bezpiecznej (oby) kryjówki i coraz mocniej różni się od możliwych reakcji na bodźce ludzi, którym taka poznawczość jest obca. Ciężko przewidzieć jak potoczy się ewolucja i przekształcanie mentalności ludzkiej w tym zakresie. Jednak trudno zaprzeczyć, że jesteśmy świadkami tego procesu.

 

    Odejdźmy na koniec od literatury i zadajmy sobie jedno, być może najtrudniejsze pytanie o przyszłość. Przyszłość rozumianą jako kształtowanie świata przez dorastające pokolenie – pokolenie „nic” – choć określeń tego pokolenia jest chaotycznie wiele. Czy można pojąć i zrozumieć świat, ba, nawet fragmentarycznie go zobaczyć i doświadczyć przez 8 sekund? Czy nawet kumulacja wielu ośmiosekundowych „doznań” coś w tej materii pomoże? Czy może jednak degradacja słownego poznania świata, tego wolniejszego, spokojniejszego, z kreacją owej innej wyobraźni nie była fatalną decyzją, której skutki są nieprzewidywalne? Ta ośmiosekundowa powierzchowność może prowadzić do barbarzyństwa. Może, ale nie musi.

 

   Zadałem tu bardzo wiele pytań. Sam sobie i Wam. Nie znam na nie odpowiedzi. Wydaje się jednak, że wszyscy spotykający się akurat przy tym tekście zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka ciąży na współczesnym człowieku – zarówno twórcy, jak i odbiorcy – w jego dążeniu do ocalenia, w narastającej fali wizualizmu, resztek kultury słowa. To być może ostatnie z wielkich wyzwań, jakie jeszcze stoi przed nami.

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko