Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
190

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami



mebluje-glowe



W kilka dni zarobiłem 1500 dolarów

stan-futboluKrzysztof Stanowski, pewnie trochę przewrotnie, napisał że książki pisze się albo z próżności, albo dla pieniędzy. Znam, pewnie nie tylko zresztą ja, więcej powodów dla których pisze się książki. Jerzy Górzański, znakomity poeta, twierdzi na przykład, że piszemy aby imponować dziewczynom (i mówi to całkiem poważnie) i dlatego, że nie umiemy robić niczego innego (ale to może odnosi się tylko do pisarzy, niekoniecznie do dziennikarzy).

Siedemnaście rozdziałów – każdy rozpoczynany pytaniem „dlaczego”? Pytania poważne – jeśli piłkę nożną i zawód dziennikarza uznać za poważne „Dlaczego Franciszek Smuda musiał ponieść klęskę?”, „Dlaczego piłkarze nie są wcale bogaci?” – i trochę żartobliwe: „Dlaczego Tomaszewski przypomina kobietę w ciąży?”, „Dlaczego Listkiewicz trzymał Beenhakkera za kolano?” Pytania mogą być żartobliwe, odpowiedzi niekoniecznie….

Krzysztof Stanowski, nie będę ukrywał, że od lat czytam jego teksty, to niewątpliwie sam szczyt polskiego dziennikarstwa sportowego. Rocznik 1982 i dwadzieścia lat w zawodzie. Dwadzieścia lat! Niemożliwe? Szybki rachunek: zaczynał mając lat czternaście! Znów szybki powrót do przeszłości. To nie był czas internetowych blogów, portali, etc. Więc? Czternaście lat, „Przegląd Sportowy” – nie okazjonalnie, nie od święta. Każdego dnia – szkoła, redakcja, relacje z meczów, samodzielne teksty. Zastępca kierownika, kierownik działu piłki nożnej (to ten najważniejszy, pięćdziesiąt procent gazety), wyjazd na mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2002 roku (proszę sobie samemu policzyć ile miał lat, to chyba też rekord świata wśród sprawozdawców). Nie pracował wyłącznie w gazetach, także w firmie bukmacherskiej (jak sam twierdzi to właśnie ta praca pozwoliła mu się „ustawić”), pisał książki, a może raczej był ghostwriterem, pisząc je za innych, słynnych piłkarzy – Szamotulskiego, Iwana, Króla. Stworzył może najsłynniejszy portal piłkarski – Weszło. Siedział w piłce, poznał wszystkich, wszyscy w środowisku poznali także jego. Wielu polubiło, zaprzyjaźniło się ze Stanowskim, inni znienawidzili, obiecywali obić mordę… I to jest chyba odpowiedź na pytanie po co ta książka. Po to aby podzielić się wiedzą, tym do czego przeciętny kibic albo nie ma w ogóle dostępu, albo w ograniczonym stopniu. Ale jest też w niej coś więcej. Dobre i złe strony wykonywanego przezeń zawodu. Przenikanie się sportu z dziennikarstwem. No i przede wszystkim ludzie. To oni przecież są najważniejsi, bez nich nie ma ani sportu, ani dziennikarstwa. Sporo pysznych anegdot

Na przykład taka. Marek Jóźwiak, były piłkarz Legii, potem menadżer piłkarski:

„Nie wiedzieć czemu dostałem powołanie do reprezentacji Polski. Rok 1992, tournee po Ameryce Południowej. […] Na miejscu zameldowaliśmy się w hotelu, przy recepcji kręcą się przepiękne dziewczyny. Chłopaki od nas – niby już światowcy, ale całkiem nieśmiali. Języka w gębie zapomnieli. Ja mimo że w sumie prosty chłop z Raciąża, to jednak prosty chłop z biglem. Idę do tych dziewczyn i pytam, nie znając żadnego języka, ale machając rękoma i pokazując różne gesty: Ile za numerek? One na to, że pięćdziesiąt dolarów. Wracam do chłopaków i mówię: Dogadałem się. Jak ktoś chce, to daje mi stówę, pokazuje, o którą chodzi, i ja załatwiam temat. No i w kilka dni zarobiłem 1500 dolarów!”

Albo taka o dziennikarzu Jacku Kmieciku: „W pewnym sensie był terrorystą, ale dało się do tego przywyknąć. I ciągle, ciągle chciał mieć czołówkę lepszą niż wszyscy. Wpadał na pomysły wręcz nie z tej ziemi. Wołał Marcina Harasimowicza i mówił:

– Dzisiaj ląduje reprezentacja Szwecji.

– No tak.

– No i tam jest taki piłkarz, Ibrahimović.

– Jest.

– No i on jest rozrywkowy. Ostatnio w wywiadzie powiedział, że podobają mu się polskie dziewczyny.

– Tak.

– No więc, «Harry», pójdź do niego i namów go, że razem pójdziecie do burdelu.

– Ale jak?

– Normalnie, powiedz mu: cześć Zlatan, chodź na dupy.

– I co dalej?

– Jezu… Co dalej… Co dalej… Później to opiszesz. Że Ibrahimović to kurwiarz. Aha, weź fakturę…”

A gdzie powaga? Choćby kiedy Stanowski pisze o tym, dlaczego szanuje Zbigniewa Bońka… Nie, nie za dokonania piłkarskie. Za to, że uczynił sekretarzem generalnym Macieja Sawickiego (pamiętałem go z boiska, to nie był zły napastnik). Także w rozdziale o „Fryzjerze”, czyli o powszechnej korupcji w polskiej piłce nożnej. Albo o wywalaniu z redakcji… Roman Kołtoń… czy trzeba coś więcej mówić (nasłuchałem się od mego kumpla, Jurka Chromika)… No dobra… Roman Kołtoń w spocie reklamowym… Sami pomyślcie… To nie żart…

Drobny wtręt osobisty. Gdzieś na początku lat siedemdziesiątych siedziałem z mamą i pokazałem jej kto z kim będzie grał w ostatniej czy przedostatniej kolejce ligowej. Zapisałem kto wygra, kto przegra, kto zremisuje. Wszystkie wyniki się zgadzały. To nie było trudne dla nikogo, kto pasjonował się piłką (należę do tej grupy wariatów). Stanowski urodził się kilka lat później. Za korupcję zabrano się (?) trzydzieści pięć lat po mojej rozmowie z mamą.

Poważnie rozprawia się też Stanowski ze swoim zawodem, z lenistwem wchodzących w zawód dziennikarzy (bez Internetu, bez przepisywania tekstów z zagranicznych pism nie istnieją)

„Stan futbolu” przy wielu, bardzo wielu zaletach – ta najważniejsza to ta, że to się po prostu czyta… –  ma też w moim odczuciu mielizny albo przynajmniej dosyć banalne tezy. Jak choćby ta, że wybitni piłkarze rodzą się albo w bardzo biednych społeczeństwach, albo w bardzo bogatych. I dla poparcia tej tezy opisuje blokowiska bez boisk i komputery zamiast ruchu. Dokładnie te same tezy czytałem w czasach mojej młodości (wtedy był telewizor zamiast komputera).

Stanowski uciekł od kibicowania polskim drużynom. Twierdzi, że za dużo zobaczył, że za bardzo wsiąkł w system, że dziś potrafi kibicować tylko konkretnym ludziom, że Legia mu zobojętniała (pracował w redakcji tygodnika „Nasza Legia”). Że kibicuje tylko Barcelonie, bo tam…

No dobra. Nie wierzę. Jak można nie kibicować Legii? Wiem, wiem, to pytanie retoryczne i wielu z czytających ten tekst wzruszy ramionami… Dla mnie po pół wieku to dalej nie do przyjęcia. Dobrze, że z przejęciem obaj możemy gapić się na Barcelonę.

 

Krzysztof Stanowski – Stan futbolu, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2016, str. 407.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko