Jacek Bocheński – Arab

0
196

Jacek Bocheński

Arab

bochenskiZapoznałem się jako tako z Khailem Gidranem. 
Pisarz arabski, również malarz, urodzony w Libanie, ale jeszcze pod panowaniem tureckim w roku 1883, można powiedzieć, uchodźca, chrześcijanin, miałby drobną szansę nawet w Polsce, od dzieciństwa w Stanach Zjednoczonych. Z czasem zaczął pisać także po angielsku. W roku 1931 zmarł. 

Dalej same niespodzianki. Jest, dowiaduję się, jednym z najpoczytniejszych autorów świata, przetłumaczonym na sto języków! Nie zawdzięcza tego jednak sensacji, fantastyce, horrorowi, opisom przemocy lub seksu. Nic takiego nie znajduję w “Proroku”, nawet żywej akcji. Jest to raczej pisany podniosłą, retoryczną prozą poetycką moralitet religijny. Z chrześcijańskiego ducha, ale nie bez nawiązań do innych religii, synkretyczny w pewnym stopniu ten “Prorok” . Może dzięki uniwersalizmowi tych odniesień religijnych uzyskał tak niesłychaną popularność w różnych stronach świata i różnych czasach, pierwszy raz w latach dwudziestych zeszłego wieku. Ale czytam, że spodobał się również kontrkulturze końca lat sześćdziesiątych. A przecież dla ówczesnej młodzieży maniera stylistyczna tych przypowieści, natkana poetyzmami dziewiętnastowiecznego jeszcze typu, mogłaby się wydawać niestrawna. Zarazem czuje się tam jakieś głębsze tchnienie buntu. To prawdopodobnie urzekało kontrkulturę. Jednak czynnikiem głównym, który zapewne przesądził o niezwykłym powodzeniu tej niewielkiej książeczki, podobnej trochę do zbioru kazań, była, myślę, dominująca w nich idea miłości jako najistotniejszego dobra w ludzkim życiu. 

Khail Gidrana łączył wieloletni związek miłosny z przyjaciółką, inspiratorką jego twórczości, wielbicielką i sponsorką, Mary Haskell, nauczycielką z zawodu. W zasadzie był to związek platoniczny, choć pod tym względem niezupełnie konsekwentny. Zakochany prorok (nie ulega wątpliwości, że pod postacią proroka występuje autor) zaproponował nawet w pewnym momencie swojej ubóstwianej przyjaciółce małżeństwo, ale nie zgodziła się na nie. Zawarła inne zresztą. 

Związek arabskiego pisarza z amerykańską nauczycielką pozostawał platoniczny choćby dlatego, że mieszkali poza krótkimi wyjątkami w różnych miastach, ona w Bostonie, on w Nowym Jorku. Pisali do siebie listy. Oczywiście, na charakter ich stosunków musiała decydująco wpłynąć idealistyczna osobowość proroka. Pewne znaczenie psychologiczne mogła mieć też różnica wieku. Duchowa partnerka pisarza była o dziesięć lat od niego starsza. Mimo to przeżyła go o trzydzieści trzy. 

Zachowały się listy miłosne proroka do Mary Haskell i zostały pod takim tytułem wydane w wyborze i opracowaniu Paula Coelho.


Zmysłowość


Odetchnąłem. Nie zerwała ze mną całkowicie. Po kilku tygodniach zjawiła się niespodziewanie, a mnie zabiło serce. Jest Justyna. Ale nie na kozetce. Trochę zerka tam , podchodzi, jednak się nie kładzie. Przyszła w nienajlepszym nastroju, nieco markotna, tajemnicza, jak zwykle, za to ze zmysłowością zaplanowaną na jesień. Tak coś mówi. Nie rozumiem. A jest maj.

– Zawieszona jestem trochę między postapokalipsą a zmysłowością – od tego zaczyna.

– Też tak mogę powiedzieć – podchwytuję, choć nadal nie rozumiem, myślę tylko, że to ona podsunęła mi abstrakcyjny temat postapokalipsy i odtąd ten motyw odbija się echem po moich wpisach. – Ale postapokalipsa to śmierć – mówię – a zmysłowości potrzebujemy do życia, tęsknimy do niej.

– To następny temat, w który nierozważnie się wplątałam. Na szczęście zmysły rozbudzą się dopiero jesienią.

Skąd wie, że się rozbudzą? I wie dokładnie, kiedy. Jakie zmysły? Przecież to mówi psycholog, profesjonalistka. Dziesięć myśli naraz przelatuje mi przez głowę. Te rozbudzone zmysły to co? Wzrok, słuch i tak dalej, postrzeganie świata tylko czy eros i pożądanie? Justyna i ja, oboje wirtualni w Internecie, nie widzimy się nawet, jedynie wyobrażamy sobie siebie. Przydałyby się zmysły! Wzroku nam brakuje najbardziej i dotyku. Słyszeć – słyszymy się czasem. Ale co ona właściwie mówi mi o zmysłach, zmysłowości, trochę staroświecko, jakby czytała, nie przymierzając, “Nazona poetę” . Coś planuje, przewiduje, zachęca mnie do czegoś? Jednak bez wielkiego zapału, dopiero jesienią, “na szczęście”, jak napomknęła. Wcale się nie śpieszy do tej zmysłowości i nie informuje bliżej, co to jest. Woli niedopowiedzenie i zostawienie rzeczy w zawieszeniu, inaczej niż ja, człowiek lubiący, jak juz wiadomo, żeby wszystko było pewne i jednoznaczne. Dobrze, a może ona ma pisać o zmysłowości jakieś artykuły, referaty, robić badania na uniwersytecie? I ze mną nie ma to nic wspólnego?

Zgaduje, co myślę.

– Tak, znów chodzi o konferencję. Apokalipsa się zakończyła, choć jej skutki są jeszcze odczuwalne – mówi i zmienia zaraz temat . -Czytam “Proroka” Khalila Gidrana. Czuję, jak bardzo jest to o mnie. “Zbyt wiele cząstek mej duszy rozbiłem na bruku… – cytuje mi. – Nie potrafię – cytuje dalej – oderwać się od nich bez bólu i goryczy… Nie mogę już dłużej zwlekać… I samotnie, bez swego gniazda, lecieć musi orzeł ku słońcu”.

Nie znam tego pisarza. Muszę przeczytać, postanawiam. Tymczasem Justyna raz jeszcze zmienia temat.

– Sprawdzam Charków – zaskakuje mnie. – Według Wikipedii w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym było tam około pięć tysięcy Polaków. Teraz już pewnie mniej. Jako herb ma Charków coś w rodzaju rogu obfitości. Chyba. Sama nie wiem. Na razie jednak pakuję torbę na zupełnie inną podróż.

Jacek Bocheński blog II

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko