Ignacy Stanisław Fiut – Wiersze z wirtualności i pamięci

0
272

Ignacy Stanisław Fiut


Wiersze z wirtualności i pamięci

 

artefakty okladkaWiersze zamieszczone w tym tomie tworzą pewną narrację wręcz publicystyczną. Autorka stara się jakby tworzyć „szkielety wierszy”, czyli pewne artefakty artystyczne, które czytelnik może uzupełniać treściami z tzw. „bazy danych pamięci”. Dlatego za Horacym poetka może mieć nadzieję, że pomimo wszystko i tak „nie cała umrze”. Świat bowiem popycha jakby autorkę ku lunatycznej „prozie istnienia”, sytuując ją pomiędzy „jawą i snem”, którą spina w jedną całość jej podświadomość. Mowa tu o tomiku Magdaleny Węgrzynowicz-Plichty – „Artefakty”, który składa się z trzech części: „Artefakty”, „Mirabilia” i „Fakty, mity i sprostowania”

Część pierwsza tej publikacji ukazuje nasz aktualny świat przedstawiany skrupulatnie przez poetkę – nazywany „smogiem informacyjnym”. Dany jest on nam najczęściej przez interfejsy („okna komputerów”), w którym załamują się wszystkie tradycyjne porządki istnienia. Jednak pokusa chwały, a nawet wieczności w cyberprzestrzeni, staje się dla Węgrzynowicz-Plichty bardzo kusząca. Widzi pochody symulowanego bogactwa, wygody i urody, które prowadzą do zapominania o znaczeniu słów – „miseczek manny z nieba” tworzących te nowe ramy codzienności, w których nawet „chleb powszedni” staje się elementem wirtualnego istnienia. Te stany zanurzania się w wirtualności uświadamiają jej, że „Stwórca” naszego świata staje się „martwym kreatorem” bez większego znaczenia dla współczesnego człowieka. Traci swój dziejowy sens do tego stopnia, że trudno w nim odróżnić skamieliny od artefaktów. W wierszu tytułowym – „Artefakty” dowiadujemy się: „arkana wiedzy pełne są/pułapek dla niewtajemniczonych//po czym odróżnić/artefakt od skamieniałości//po odbitym śladzie człowieka/” – pyta poetka i dodaje – „(…)kładziesz na mojej dłoni/małe szklane naczynie z kolczykami//na dnie wyściełanym turkusowym/suknem spoczywa starożytny okaz//ze współczesna sygnaturą”.

             Poetka podpowiada czytelnikowi, że obecny świat przypomina „tygiel kultur” i ostrzega, że „gdzie drwa rąbią tam drzazgi lecą” i mogą każdego oślepić. Codzienność bowiem staje się naszym muzeum, które generuje przyspieszenie życie powodowane przez Internet i rozwijające się tam wirtualne życie społeczne. W wyniku takiego rozwoju niepamięci indywidualnej i zbiorowej, szaleją one i już mało kto pamięta smak „źródlanej wody życia”. Znikają ostre granice między kolorami, zapachami, smakami, dotykami, ale i między życiem i śmiercią, a w konsekwencji wszystko coraz szybciej płynie. Nawet obietnice dozgonnej wierności tracą swoją moc obowiązującą. Zacierają się granice między historią i teraźniejszością i coraz trudniej widzieć optymizm płynący z możliwej przyszłości. Wiedza o naszych dziejach nie pozostawia złudzeń. W utworze pt. „Pancerz” czytam: „(…)/(gdy ślepy guślarz myli struny czasu/los płata figle bóstwom i herosom//nieczuły na jego kapryśne odmiany)/antyartefakt drzemie w ziemi – //pustka po nagim ciele/w magmy pancerzu”. Rośnie więc przyspieszenie destrukcji znaczeń słów, a wikipedia nie jest w stanie dochować wierności wiedzy i staje się „przechowalnią rzeczy znalezionych”. Zacierają się granice między obrazem a mirażem. Życie w tyglu codzienności zaczyna przypominać „tańce św. Gwidona” – tańczymy bez wytchnienia w korowodzie życia”. Eksploduje kryzys uczucia miłości, które w tym świecie nie może być już ocalone. Coraz bliższa staje się poetce mityczna wizja świata rozciągnięta pomiędzy Olimpem i Tartarem, gdzie ludzie współżyją z bogami: jedni i drudzy walczą o życie i jego godność duchową. Świat ostatniego stulecia zanika w rytm ryku silników na coraz gęstszej sieci autostrad. Jedynie ogrodowe enklawy miast i przedmieść dają jeszcze szansę oglądu „skrawków natury”. Tam przyjaźń drzew jest bardziej stabilna od ludzkiej, bo one jeszcze mają ten czas na miłość i przyjaźń – konkluduje poetka.

Drugą część tomiku – „Mirabilia” poetka rozpoczyna rozmowę z „Wszechmogącym”, bo przepełnia ją zwątpienie co do stanu kondycji naszej współczesności. Prosi go o to, by dał jej przychylność jakiegoś „Anioła Stróża”. Ukazuje celebrację świąt w oprawie nowych technologii, ukazując ich jałowość duchową, pustkę egzystencjalną, które stara się przezwyciężyć niekontrolowanymi wybuchami wyobraźni. I wtedy odkrywa, że źródła tej sytuacji leżą w braku autentycznej miłości między ludźmi i w relacjach ze światem natury, która odradza autentyczne uczucia i samą miłość. U jej podstawy leży bowiem jakaś przedustawna harmonia natury, którą najlepiej oddaje muzyka. Jeden z jej wierszy dedykuje wspaniałemu dyrygentowi – profesorowi Tadeuszowi Strugale – widząc w jego dokonaniach właśnie źródło przywracające ów porządek budujący podstawy naturalnych emocji i uczuć człowieka w współczesnym świecie poddanym reżimom technologii. W rytm muzyki biega po mieście i nuci sobie popularne piosenki pod nosem, co podnosi jej optymistyczny nastrój. Rozkoszuje się dynamiką pór roku i każdą godziną swojego życia, a nawet zaczyna pojmować, że poezja jest nieskrepowanej „duszy śpiewem”. A wtedy w kilku wierszach nacechowanych erotyką ukazuje osobiste emocje kobiety zakochanej, choć ostatecznie miłość ta zdaje się ją przerastać i samotnie wraca do „własnego łóżka”. Budując własny autoportret, zdaje sobie sprawę, że skromność nie sprzyja dzisiaj osobistemu sukcesowi, bo zastępuje ją w życiu codziennym przysłowiowe „prawo pięści” i „prawo silniejszego”.

„Fakty, mity i sprostowania” – to trzecia część tego tomiku. Autorka próbuje w oparciu o własne doświadczenie pisarskie zakwestionować mit mówiący, że „poezja leczy rany”. Pisanie bowiem powoduje stan napięcia duchowego, zaś wspomnienia jątrzą i odświeżają wszelkie rany. W wierszu pt. „(Nie)pamięć”, nawiązując do wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, z którego zaczerpnęła mott: „Jeno wyjmij mi z tych oczu/szkło bolesne – obraz dni,/które czaszki białe toczą/przez płonące łąki krwi”, autorka, nawiązuje do rodzinnego doświadczenia wojennego tragedii dwóch wojen światowych, stwierdza, że nie „trzeba [o nich] nie myśleć – ale pamiętać trzeba”. Zdaje sobie  również sprawę, że pamięć historyczna jest zawodna, bo podlega nieustającym manipulacjom ideologicznym, a i nierzadko trudno odróżnić ludobójcę od bohatera i boleje na tym, że nie długo wymrą „Kolumbowie”, a z nimi rzetelna prawda o czasach wojny i okupacji. Opisuje najnowsze losy rodziny (dziadków, ojca, kuzynostwa), która przeżyła czasy wysiedleń, przesiedleń i emigracji. Uświadamia sobie jasno, że ta burzliwa, wojenna tradycja odciska się do dzisiaj cieniem na jej życiu osobistym. Budzi w niej również szok skala inwigilacji w najnowszej historii społeczeństw i powtarza za Szekspirem, dokonując osobistego „rozrachunku sumienia”, że „są rzeczy na niebie i na ziemi,/o których nie śniło się naszym filozofom”.

            Tomik krakowskiej poetki jest niewątpliwie silnie wpływającym na wyobraźnię „artefaktem”, w zamiarze autorki biorącym za cel kondycję współczesnego człowieka pochłanianego przez społeczeństwo sieciowe i wykorzenianego z codzienności, która staje się dla niego mało wartościową stroną jego życia. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest osamotnienie, wzrost lęków egzystencjalnych i oderwanie się od tradycji oraz przeszłości, a więc i zwątpienie w wartość przyszłości. Warto na tę książkę zwrócić uwagę, bo unaocznia poniekąd stan współczesnego świata od lat tkwiącego w kryzysie, ale także słabnącą kondycję człowieka w nim.

 

Ignacy S. Fiut

___

M. Węgrzynowicz-Plichta, „Artefakty”, Wydawnictwo SIGNO, Kraków, 2015, ss. 96. 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko