Roman Soroczyński – Reżyseria poprzez odbiór

0
283

Roman Soroczyński



Reżyseria poprzez odbiór


 

tadeusz kwintaBohater wywiadu, pan Tadeusz Kwinta, jest związany z Piwnicą Pod Baranami niemal od początku i współpracuje z nią do chwili obecnej. Za kilka dni, 26 maja 2016 roku, minie 60. rocznica otwarcia Piwnicy. Chyba więc warto przeczytać to, co ma do powiedzenia jeden z najstarszych stażem spośród aktualnie występujących „Piwniczan”.

 

        Jest Pan w Piwnicy Pod Baranami niemal od pierwszych dni jej funkcjonowania. Joanna Olczak-Ronikier napisała, że pierwszym Pana programem był „recytowany jako litania”, zdjęty przez cenzurę esej Leszka Kołakowskiego pt. „Czym jest socjalizm”. Jak Pan wspomina swoje początki w Piwnicy?

Trafiłem do Piwnicy w październiku 1956 roku – jako student I roku PWST. Równocześnie zacząłem szkołę teatralną i pracę w Piwnicy. W ten sposób miałem dwie szkoły: tradycyjną – dającą wiedzę i poligon – pozwalający na ilustrację różnych działań za pomocą figur baletowych. Sprawność ruchu scenicznego była bardzo istotna. Każdy z nas był inny. Krzysio Litwin był obdarzony cudowną śmiesznością: każdy tekst mówił niby jednakowo, ale śmiesznie. Wiesiek Dymny pisał teksty w różnych formach. Tekst Kołakowskiego podrzucił mi do poczytania Krzysztof Zrałek. Skojarzyło mi się z litanią; zacząłem czytać, podśpiewując. Osoby stojące obok dodawały: – „Wybaw nas, Panie”.

        Następnym popisem Pańskich umiejętności była interpretacja przemówienia Dmitrija Szerpiłowa, która – mimo, że było ono wcześniej publikowane w prasie – uświadomiła słuchaczom jego idiotyczną treść. Czy następująco po tym interwencja cenzury sprawiła Panu dużo problemów?

Zacząłem mówić tekst z odpowiednią nutą i akcentem, wydobywając jego absurd. Wkrótce po tym Szerpiłow został wyrzucony z władz KPZR. Śmialiśmy się, że nastąpiło to z powodu naszej interpretacji. Cenzura? No cóż… Często mieliśmy z nią problemy i nauczyliśmy się ją „obchodzić”.

        W książce Piwnica Pod Baranami Joanny Olczak-Ronikier mówił Pan: „Starałem się (…) każdy numer robić inaczej, obserwując reakcje publiczności”. A publiczność była wymagająca, wyrobiona, wrażliwa. Reagowała na każdy fałsz, nagradzała oklaskami każdy dobry pomysł”. Jak jest teraz?

To jest oczywiste. W sztuce, a zwłaszcza przy bliskim kontakcie z publicznością, zawsze występuje wzajemna zależność. Pozostaje kwestia czujności, aby nie przekraczać pewnych granic. Nazywam to „reżyserią poprzez odbiór”. Sprawdzaliśmy to na żywym organizmie: kupią – nie kupią.  W ten sposób można znaleźć olbrzymią satysfakcję z rzemiosła aktorskiego.

        Jaki wpływ na Pańskie funkcjonowanie w Piwnicy miał Piotr Skrzynecki?

Ogromny, nie do przecenienia. Zaczynaliśmy kabaret z prowadzącym Krzysztofem Zrałkiem. Piotr – raz wypchnięty na scenę – jąkał i peszył się. Był to jego plus i już taki pozostał. Nie reżyserował przez wskazówki, lecz przez postawę. Był papierkiem lakmusowym.

        Jest Pan znany jako aktor filmowy i teatralny. Jak współpraca z Piwnicą Pod Baranami wpłynęła na Pańską działalność artystyczną?

Piwnica nauczyła mnie dzielić życie na część zawodową i prywatną. Nauczyłem się też stosowania różnych tricków. Nie mam wykształcenia muzycznego i nie gram na żadnym instrumencie, a prowadziłem w telewizji programy umuzykalniające dla dzieci. Dowcip polegał na tym, że – jak dostałem propozycję – napisałem „manifest”, że postać prowadzącego musi być typem niegrzecznym i będę to robił w Krakowie. Podpytywałem kolegów z orkiestry Teatru Komedia o ciekawostki dotyczące na przykład instrumentów. Przygotowywałem program w ten sposób, abym to ja zrozumiał, o co chodzi.

 

        W sobotę, 21 maja, miałem zaszczyt i przyjemność widzieć Pana występ w Piwnicy. Nadal jest Pan w znakomitej kondycji. Dziękując za rozmowę, życzę, aby jak najdłużej bawił Pan i wzruszał widzów!

 

Roman Soroczyński

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko