Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
120

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego 



Raz jeszcze Wielki Han


reszta jest monologiemSą tacy ludzie, w których śmierć jest trudniej uwierzyć niż w śmierć innych. Przez swoją witalność, dynamikę, wolę życia, czasem nawet pewna bezceremonialność czynili bowiem wrażenie swoistej nieśmiertelności. To złudne odczucie nieraz mnie dotykało między innymi w przypadku Adama Hanuszkiewicza (1924-2011). Był w polskim teatrze osobliwym enfant terrible, dokonywał odważnych i bezceremonialnych właśnie reinterpretacji klasyki polskiej i obcej, odrzucając tradycyjny, akademicki sztafaż i wprowadzając na scenę estetykę czerpiącą z rodzącej się już dynamicznie w latach siedemdziesiątych (także w Polsce) kultury masowej. Od rozmaitych awangardzistów teatralnych różnił się tym, że o ile oni, odchodząc od tradycji teatralnej szli  w stronę elitaryzmu zawężali widownię i stawali się obiektem zainteresowania głównie krytyków i badaczy teatru, o tyle Hanuszkiewicz szedł w stronę dokładnie przeciwną. Nadawał swoim inscenizacjom teatralnej klasyki kształt maksymalnie przystępny dla jak najszerszej publiczności, nie stroniąc czasem nawet od efekciarstwa i kiczu i upraszczając interpretacje, ale za to sięgał po widownię na skalę masową, jak na teatr rzecz jasna. To on zrealizował w kierowanym przez siebie przez lat 13 Teatrze Narodowym w Warszawie słynną „Balladynę” Słowackiego z „hondami”, w poetyce komiksu i to on trudną, hermetyczną poezję Norwida przybliżył masowej widowni w widowisku „Norwid”. I to on zamienił gorę Mont Blanc na drabinę w głośnej inscenizacji „Kordiana”

Jako homo faber dbający o publicity Hanuszkiewicz już kilkakrotnie sięgał po pióro, by popisać o sobie. Swojej wielkiej miłości, teatrowi poświęcił wspomnienia „Psy, hondy i drabina”, a sprawom prywatnym niewielkie książeczki „Zbyt duża różnica płci” i „Kobieto! Boski diable”. Witold Filler napisał zwięzłą monografię jego twórczości, interesującą, ale sięgającą jedynie do końca lat siedemdziesiątych („Teatr Hanuszkiewicza”). Ukazał się też piękny album fotograficzny dokumentujący niektóre przedstawienia Hanuszkiewicza.

I właśnie ukazała się najnowsza rzecz poświęcona Hanuszkiewiczowi, „Reszta jest monologiem”, będąca owocem rozmowy, jaką w jego ulubionym, nadbałtyckim Dźwirzynie przeprowadziła z nim dwójka jego interlokutorów, Renata Dymna i Janusz B. Roszkowski. Jak się okazało, był to ostatni moment na przeprowadzenie takiej rozmowy, bo gdy niedługo potem, w 2004 roku Hanuszkiewiczowi zabrano Teatr Nowy prowadzony przez niego przy ulicy Puławskiej w Warszawie, kondycja duchowa twórcy uległa radykalnemu pogorszeniu, a on sam wyłączył się z życia popadając z zgorzknienie i izolację. Hanuszkiewicz wędruje z rozmówcami przez swój teatr z właściwym sobie dynamicznym temperamentem, zadziornością, nawet momentami kłótliwością (a Hanuszkiewicz lubił się pokłócić i jako artysta i jako człowiek prywatny). Stąd „Reszta…” nie jest klasycznym wywiadem-rzeka nizanym pod rząd uregulowany niczym kanał. To nie rozmówcy kierują tą rozmową, lecz Hanuszkiewicz, dynamiczny, żywiołowy, kapryśny, kreatywny w swoich zaskakujących często opiniach, w sposób swobodny dostosowujący się do treści pytań i po chwili przeskakujący do własnych dygresji. Nie ma w tej rozmowie ani tzw. składu ani składu, wątki –  od teatralnych po najzupełniej życiowe, w tym osobiste, jest tu spora różnorodność – są pomieszane do woli, przeskoki i powroty dokonywane z artystyczną nonszalancją, co może w lekturze zirytować purystów i porządnickich, lubiących gdy wszystko idzie po sznurku wedle z góry przygotowanej tezy czy idei wywiadu, gdy wszystko jest należycie ze sobą skomponowane jak w szkolnym wypracowaniu. Do mnie akurat, jako do miłośnika form, w tym, dialogów dygresyjnych, taka formuła (może raczej brak formuły) odpowiada co z satysfakcja podkreślam rekomendując lekturę odbiorcom o podobnych gustach, ale na pewno wszystkim fanom Wielkiego Hana.

Adam Hanuszkiewicz – „Reszta jest monologiem. Adam Hanuszkiewicz w rozmowie z Renatą Dymną i Januszem B. Roszkowskim”, Wyd. Bosz, Olszanica 2016, str. 313, ISBN 978-83-7576-264-8


Niesłodka Francja


zabojcy-w-imie-republikiObecny prezydent Francji Francois Hollande nie wygląda na  wojownika. Fizjonomicznie przypomina raczej spokojnego biurokratę, a w każdym razie polityka na wskroś cywilnego. Autor książki „Zabójcy w imię Republiki” przekonuje, że to mylące pozory. Hollande (rocznik 1955), wychowany w wojowniczej, mocno militarystycznej atmosferze pierwszych dwóch dekad V Republiki, od młodości fascynował się wojną, militarnym aspektem życia społecznego i ochotniczo odbył służbę wojskową, nie szczędząc sobie podczas niej ekstremalnego wysiłku. Sam zaś, obecnie, jako prezydent nie mający sukcesów w polityce wewnętrznej kraju, bezwzględnie patronuje działaniom tajnych formacji bezpieczeństwa, które likwidują wrogów Francji pod każdą szerokością geograficzną. Takimi konstatacjami rozpoczyna się fascynująca książka Vincenta Nouzille. Autor od Hollande’a ją rozpoczyna i na Hollandzie kończy. Pomiędzy, snuje – bogatą w detale, także frapujące detale biograficzne i osobowościowe  – panoramę historii francuskich sił specjalnych (różne są ich miana i bogata struktura), w ramach których działają owi tytułowi „zabójcy w imię Republiki”, likwidujący jej wrogów, od prezydentury generała de Gaulle’a, Georgesa Pompidou, Valerego Giscarda d’Estaing, Francois Mitteranda, Jacquesa Chiraca i Nicolasa Sarkozy. O ile dla kogoś formuła, że „czyta się to jak kryminał” jest motywująca, to ją w tym przypadku można bez wątpliwości zastosować. Fascynująca lektura.


Vincent Nouzille – „Zabójcy w imię Republiki”, Wyd. Fronda, Warszawa 2016, przekład Agata Czarnacka, str. 374, ISBN 978-83-8079-036-0


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko