Krystyna Habrat – Z tajników tworzenia

0
147

Krystyna HABRAT



Z TAJNIKÓW TWORZENIA


tomczyk2a1


Najczęściej mamy do czynienia z gotowym dziełem twórczym: wydrukowanym wierszem, książką zawierającą opowiadania, powieść czy opracowanie naukowe, ze skończonym utworem muzycznym. Kiedy takie dzieło wywoła w nas zachwyt, podziw, rozbudza wyobraźnię, zaciekawia tematycznie, zapytujemy nieraz: skąd się to wzięło? Jak zrodził się pomysł w głowie autora? Czym wyróżnia się osoba, która potrafi takie dzieło stworzyć? Jakich do tego potrzeba predyspozycji umysłowych i psychicznych? Jak tworzy? Łatwe to czy trudne?

Przy rosnącej ostatnio tendencji do wydawania dzienników twórców i nasycania ich utworów – nawet nie kamuflowaną – autobiografią, częściej mamy dostęp do sekretów  pracy twórczej.

Z „Dzienników” Marii Dąbrowskiej  można wyczytać ile trudu kosztowało ją pod koniec życia „Przygód człowieka myślącego”.

 „20 luty 1961. Jestem zniechęcona do siebie. Ocean słów i wszystko nie nie-warte. Nie mam koncepcji. Nie wiem, czy zrobić z tego trzy powieści, czy jedną? Co z tym zrobić? Od czego zacząć, na czym skończyć? To jest większa mgławica niż były >>Noce i dnie<<”  

I miesiąc później:

„Zaczęłam trzeci rozdział. Jakie to słabe i nieważne.”

A oto słowa z „Dziennika” Jerzego Zawiejskiego z połowy lat pięćdziesiątych, gdy autor miał już ponad czterdzieści lat, a za sobą kilka wydanych powieści i dramatów, począwszy od 1932r.

„Przerwa w pisaniu dramatu. Depresja przez cały dzień. Ustaliłem /…/ na czym polega tzw. cierpienie twórcze. Należy pominąć tutaj wszystko, co jest trudem warsztatu, więc walką ze słowem. Cierpienie twórcze polega na zwątpieniu i na lęku. A to niesie wszystkie straszliwe skutki i przeżycia. /…/ Może naprawdę nie umiem pisać i nie mam talentu? Jeśli po tylu latach dramat budzi zastrzeżenia, jeśli wydaje się komuś martwym, może doprawdy już dość prób, dość marnowania czasu. Opowiadanie >>Strzęp historii<<  też się Iwaszkiewiczowi nie podobało. Już nawet nie pamiętam dlaczego. Czy warto zapamiętywać dowody własnej nieudolności? Zrobiłem sobie herbaty, ukroiłem czarnego chleba i zjadłem z kawałkiem suchej kiełbasy. Masła nie było. Jadłem przez łzy – dosłownie! Straszna gorycz, mroźne uczucie pustki i samotności. Tak oto już nigdy na tym świecie nie doznam prostej radości pisania i prostej świadomości, że to co w takim trudzie robię ma sens, ma wartość.” (16.01.56r)

Dla odmiany trzeba przytoczyć coś, co podnosi na duchu i  pokazuje radość tworzenia.

„Hymn >>Święty Boże<< – opowiadał Kasprowicz – napisałem w Zaleszczykach, gdy  pojechałem tam z dziećmi w czasie pewnych, przykrych, familijnych wydarzeń. Któregoś dnia wybrałem się na mszę do kościoła… Gdy rozległy się dźwięki >>Święty Boże, Święty mocy<< – cały naród jak jeden mąż padł na kolana, bijąc się w piersi i wtórując śpiewem dźwiękom organów. Ten widok wywarł na mnie tak wstrząsające wrażenie, że po powrocie do domu zamknąłem się w swoim pokoju i pisałem bez przerwy, bez odpoczynku kilka godzin z rzędu. W ten sposób napisałem >>Święty Boże<<.  Miałem motyw ten w sobie wiele, wiele lat. Próbowałem go nieraz utrwalić, lecz nie znajdywałem wyczerpującej formy.”

Tuwim opowiadał:

„… żyje we mnie od wielu lat wiersz o Chopinie. To, co o nim pragnę powiedzieć, wychowuje się w melodii. Jakiej? Tyle już razy zdawało się, że chwytam z kłębka utajony początek przewodniej nutki, że wyciągnę wreszcie melodię wiersza. Ale ciągle jeszcze zawodzą próby.” (Życie Literackie – 1958 r.)

Poeta ten tworzył wiersze z przeróżnych fascynacji dziwacznymi zjawiskami, z zabawy słowami z różnych języków i narzeczy. Gromadził więc rozmaite słowniki, ciekawostki i o księżycu i o szczurach.

I tak o zasygnalizowania trudów, a nawet mąk twórczych przeszliśmy do  okoliczności rodzenia się pomysłów twórczych. Opowieści o tych sytuacjach bywają bardzo piękne.

Na przykład Julian Przyboś sytuację motywacyjną utworu nazywa: „zaczątem – pierwiastkową wizją”.  Opowiada o tym w Okolicy Poetów.

„Pewnego wspaniałego popołudnia letniego wracałem do domu w swojej wsi rodzinnej. Ścieżka wiła się nad brzegiem liściastego lasu. Na zakręcie, obok czarnego pnia dębu, poślizgnąłem się i upadłem twarzą w kwitnące ziemniaki. Podnosząc się, ujrzałem nagle piękno kwiatu ziemniaczanego (tu „zacząt wiersza” przyp. KH) /…/  Wiersz   „Z zakrętu drogi nagłej” dojrzewał blisko trzy miesiące, tak iż ten lekki motyli poemacik wyzwolił we mnie i skrócił wiele przeżyć, o których nie sposób opowiadać.”

Nie trzeba za dużo teoretyzować, jak powstają pomysły twórcze. Najlepiej cytować wypowiedzi samych autorów.

„Czechow zobaczył u fotografa zdjęcie archijereja tandryckiego Michała. Wywarł na nim silne wrażenie. Kupił go, często oglądał. Twarz archijereja bardzo nędzna, uduchowiona, zmizerowana, o suchym bolesnym wyrazie. Skłonił głowę ku staruszce; twarz jej przykuwała uwagę wyrazem wielkiej zgryzoty. Patrząc na matkę i syna czuło się, jak ciężkie bywa ludzkie życie i chciało się płakać.”  Czechow zaczął zbierać informacje o wielebnym Michale, bo „cóż za wspaniały materiał do opowiadania – Archijerej odprawia mszę w Wielki Czwartek. Jest chory. Cerkiew pełna ludzi. Chór śpiewa. Archijerej czyta ewangelię o męce Pańskiej, przejmując się głęboko tym, co czyta… wokół jakiś smutek…wkrótce umiera.”

Tak powstało opowiadanie Czechowa pt „Archijerej” – cyt. za „Czechow we wspomnieniach współczesnych”.

Skąd inni czerpali pomysły?

  Hemingway poszukiwał mocnych wrażeń dla swego pisarstwa na wojnie, corridzie i safari.

  Katajew – mało już pamiętany pisarz rosyjski – wierzył za radą Iwana Bunina, że aby pisać, należy życie odczuwać jak poezję, tylko przypatrzeć się uważniej. 

  Siostry Bronte wiodły monotonny żywot w ponurym krajobrazie angielskich wrzosowisk, a pomysły czerpały z własnej fantazji, która ów smętny krajobraz ubarwiała.

  I tak można by długo cytować wypowiedzi twórców o genezie ich utworów. Ale warto jeszcze dodać coś o osobowości ich samych. Praca niniejsza nie ma charakteru naukowego, więc podaruję sobie teorie i definicje osobowości, które tutaj dać by wypadało. Zatrzymam się tylko nad niektórymi cechami, przypisywanymi artystom, czy szerzej rzecz ujmując – osobom zajmującym się twórczością, a więc też naukowcom.

  Różne rodzaje twórczości wymagają właściwych sobie predyspozycji psychicznych, inaczej też wpływają na kształtowanie się osobowości. Prześledzić to można na przykładzie naukowca, pisarza oraz malarza. Oto, jakie cechy się im przypisuje.

Naukowców powinna cechować wysoka inteligencja, silna osobowość i odporność (mała wrażliwość) na przeszkody zewnętrzne.

Pisarzom przypisuje się:  wyobraźnię,  oryginalność umysłu,  umiejętność obserwacji, ale mniejszą niż u naukowców racjonalność myślenia.

  Malarzom  najbardziej potrzebna wysoka oryginalność i silniejsze dążenie do doskonałości, a  jedno i drugie pociąga za sobą większą neurotyczność.

  Ta neurotyczność wiąże się z ogólną cechą twórcy – nadwrażliwością. Dzięki niej twórca wychwytuje  z rzeczywistości bodźce niedostępne innym ludziom. Jest bardziej wyczulony na dostrzeganie interesujących go zjawisk a także wszelakich wątpliwości i zakłóceń. Z tego czerpie pomysły i rozwiązania. Niestety wzmożona nadwrażliwość prowadzi nieraz do chorobliwej neurotyczności. Najbardziej znanym przykładem jest tu van Gogh. Doprowadziło go to do szaleństwa i przedwczesnej samobójczej śmierci.

Więc nadwrażliwość jest dla twórcy korzystna, czy szkodliwa?

 Na pewno w krańcowych przypadkach, gdy prowadzi to artystę do samozagłady jest szkodliwa. Ale z drugiej strony, gdyby nie ta zwiększona wrażliwość, granicząca z neurotycznością, może nie powstałoby niejedno dzieło.

  Trochę światła na to zagadnienie rzuca Marcel Proust – sam wielki nadwrażliwiec. W trzecim tomie „W poszukiwaniu straconego czasu” wkłada w usta lekarza, który leczy babkę narratora (autora), takie słowa:

„Wszystko, co mamy wielkiego zawdzięczamy nerwowcom. To oni, a nie inni, poczęli religie i stworzyli arcydzieła. Nigdy świat się nie dowie, ile im zawdzięcza, a zwłaszcza, ile oni wycierpieli, aby to dać światu.

Sycimy się ich  boską muzyką, ich pięknymi obrazami, tysiącem subtelności, ale nie wiemy, ile one kosztowały bezsennych nocy, płaczów, spazmatycznego śmiechu, pokrzywek, astmy, epilepsji, lęku /…/ Bez nerwowej choroby nie ma wielkiego artysty; co więcej… nie ma wielkiego uczonego.”

I teraz lekarz zwraca się do babki:

„Gdybym panią uleczył z jej newrozy, przestałaby pani lubić tego pisarza (Bergotte’a). Otóż, czy ja czułbym  się w prawie zamieniania rozkoszy, jakie on przynosi, na zdrowe nerwy, niezdolne dać pani podobnych wrażeń?”

  A więc taka bywa cena, jaką płaci twórca za swe dzieło. I nie może oczekiwać za to wdzięczności ani uznania. Ostatnio – nawet pieniędzy. Musi godzić się ze świadomością, że jego z takim poświęceniem napisana książka  może być tylko czymś dla chwilowego zabicia nudy. Albo leży gdzieś zakurzona w stercie książek –  nieprzeczytana. Może z powodu zbyt małej wrażliwości u czytelników,  którą ktoś wyleczył lub jej nie wykształtował w procesie wychowania.

  Zacznijmy zatem od pielęgnowania naszej wrażliwości na sztukę, poezję, przyrodę i innych ludzi. O, gdyby tak wszyscy się tym przejęli!


Krystyna HABRAT
 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko