Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
213

Wacław Holewiński


Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe


Zmierzyć się z Polską, Bogiem i teatrem

 

komu slNie czytajcie Państwo Żaka. W żadnym wypadku. Zwłaszcza, jeśli lubicie III RP, zwłaszcza jeśli lubicie współczesny polski teatr, jeśli nie przeszkadza Wam permisywizm, hipokryzja, jeśli daleko Wam do Boga, jeśli sądzicie, że nauka w polskiej szkole to jest to, czego oczekujecie, jeśli wstydzicie się „polskości”, jeśli nie chcecie się o nią bić, a w razie potrzeby za nią ginąć. Nie czytajcie, jeśli obca jest Wam tradycja, jeśli w Oświeceniu widzicie epokę postępu i wyrównywania szans. Nie czytajcie, bo Żak zakłóci Wasz dobry humor, zburzy ten racjonalny, poukładany świat, powie, że warto odnajdywać właściwe hierarchie, oddzielać ziarno od plew. I zmusi nie tylko do myślenia, także – a może przede wszystkim – do pracy nad sobą.

Zebrał w tym tomie autor swoje teksty z ostatnich dziesięciu lat, dodał dwa starsze i stworzył mieszankę wybuchową. Tak, te artykuły można będzie – boję się że tak się stanie – zamilczeć, udawać że ich nie ma, żyć w przeświadczeniu że Polska A.D. 2016 to kraj w sferze kultury, obyczajowości, polityki, wychowania, mlekiem i miodem ociekający. Ale możne też książka ta stać się zaczynem tak potrzebnej nam wszystkim dyskusji nad stanem naszego państwa, nad potrzebą zmian, nad odbudową świadomości społecznej.

Żak nie bawi się w tych felietonach, recenzjach, opiniach w uładzone formuły. Nie nadstawia drugiego policzka. Za Maxem Kolonko „mówi jak jest”. Często wali na odlew. Można powiedzieć: a cóż mu pozostało? Od trzydziestu pięciu lat funkcjonuje ze swoim niezwykłym Teatrem Nie Teraz gdzieś na obrzeżach polskiej kultury próbując siać „ziarno dobra”, mówić prawdę o Żołnierzach Wyklętych, wołyńskiej rzezi, o polskości Kresów, o ratowaniu Żydów przez Polaków i polski Kościół. Spychany na margines, bez sceny, nie daje się tam zepchnąć, edukuje, gra wszędzie, gdzie go zaproszą, wpycha się z ożywczym dla teatru, dla jego rozumienia spojrzeniem, w którym nie ma miejsca na niuanse, na szarości, na relatywizowanie prawdy. Jest „tak, tak – nie, nie”. Jest Ewangelia, jest Bóg, jest Prawda.

Mógł inaczej: przyklasnąć modom, wejść w utarte koleiny, uznać że polski teatr jest „cacy”, że jego teatr, jeden z najważniejszych teatrów alternatywnych „dojrzał” (jak słynne Ósemki), mógł jak inni zarazić się lewicowością. Nie mam wątpliwości – „grałby” wówczas na pierwszych scenach, popłynąłby strumień dotacji, pewnie by utył, miał sekretarkę i asystentów. Pewnie przestałby ganiać z aktorami po górach, pewnie wywietrzałyby mu z głowy pomysły na morderczą pracę, na szukanie „wnętrza” swoich aktorów i drugiego, trzeciego dna tekstów „przysposabianych” dla teatru. Coś za coś. Żak mówi wprost że polski teatr sprzedał się za niewielkie pieniądze (choć dla wielu to bogactwo), że zamienił się w karczmę, w której z każdego zakamarka dochodzi rechot ogłupionej publiczności, że nie ma w nim miejsca na nic, co wykracza poza lewicową retorykę.

„Problem dzisiejszych artystów polega przede wszystkim na tym, że są rozdarci pomiędzy buntem, a byciem na usługach instytucji państwowych albo tzw. rynku. Tak rozumieją sztukę i to oczywiście musi artystę doprowadzić do zdrady – albo siebie samego i swojej wrażliwości, albo do zdrady rozumianej szerzej, czyli, jako wyparcie się własnej kultury, narodowości, a w konsekwencji także wiary w Boga. Chociaż nie – jest inaczej: Boga wypierają się najpierw, bo to wpisuje się w ów »bunt« i jest jakby najłatwiejsze, a ponadto ten »artystyczny ateizm« dobrze się sprzedaje.” Tomasz Żak nie wstydzi się swojej wiary, co więcej – to Bóg jest dla niego wskazówką i wyznacznikiem pracy, to poprzez Niego odnajduje ścieżki dające artyście nadzieję i spełnienie.

Jest osobny, chciałoby się powiedzieć samoswój, ale przecież to nieprawda. Przez te wszystkie lata zbudował wokół siebie zespół, gromadę ludzi myślących podobnie, wyznających te same zasady, kierujących się prostymi prawdami. Wiem, sam to przeżyłem, nikt po jego spektaklach nie jest już taki sam.

Ale książka Żaka to przecież nie tylko teatr, to znacznie szersza rozmowa o kulturze, o jej kondycji, „spleśnieniu”, o tym „ble, ble, ble”, w którym w jednej chwili grafoman staje się gwiazdą, a człowiek utalentowany wpychany jest do przysłowiowych katakumb. To książka o rozmowie z młodymi ludźmi szukającymi swej własnej identyfikacji, wzorca godności i „podniesionej głowy”, o odzyskiwaniu zaśmieconego „interioru”, o potrzebie budowania nowej, nieskażonej ideologią Gramsciego Polski.

 „W Polsce, poddanej przez dziesiątki lat totalitarnej opresji, w tym cenzurze, bardzo łatwo »kupić« sympatię ludzi argumentem, że »ktoś czegoś zakazuje«. Tymczasem protest, nawet spektakularnie uliczny, to nie cenzura. Właśnie możliwość protestowania jest antytotalitarna; to największa »zdobycz demokracji«, której sztandarem machają wszystkie liberalne media. Jeżeli już mówić o cenzurze, to ja, z pozycji artysty teatru, mógłbym obecną sytuację w kulturze polskiej nazwać systemowym cenzurowaniem dostępu widza do treści innych, niż poprawne politycznie, czyli zgodnych z realizowaną przez rządzących ideologią. W repertuarach dziesiątków teatrów utrzymywanych z publicznych pieniędzy zdecydowanie nie znajdziemy spektakli promujących wiarę katolicką, życie w cnocie czy nauczanie Chrystusa. Natomiast w ofercie niemal każdego znajdujemy permisywizm, relatywizm, antypolskość, a także różne formy obrażania ludzi wierzących w Pana Boga. »Golgota Picnic« to tylko eksportowy przykład tej kulturowej anty-normy.”

Więc czytajcie Państwo tę książkę jeśli wartością jest dla Was Polska, ona przede wszystkim, jeśli nie wstydzicie się Państwo swojej wiary, jeśli uważacie że wszystkie te „eksperymenty” z wieszaniem genitaliów na krzyżu nie mają nic wspólnego z arcydziełem, że sztuka to coś więcej niż tylko rozrywka, że polski teatr musi być inny, że jego przesłaniem jest dobro, a nie zło. Czytajcie Państwo tę książkę jeśli lubicie chodzić własnymi ścieżkami, myśleć inaczej niż wszyscy, jeśli lubicie się buntować sami, a nie w stadzie.

 

Tomasz Żak Komu służy kultura, Wydawnictwo Capital, Warszawa 2016, str. 280.

 

Tekst jest wstępem do książki Tomasza Żaka


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko