Andrzej Walter – Nie jesteśmy głodni, tam gdzie trzeba

0
186

Andrzej Walter



Nie jesteśmy głodni, tam gdzie trzeba

 

 

bardziej naga   Najpiękniejsze są światy jeszcze nieodkryte. Najpiękniejsze są góry nadal niezdobyte. Najpiękniejsze są … zapewne dni, których jeszcze nie znamy. A może najpiękniejsza jest jedynie ich subtelność, którą możemy przecież się kierować w tak przyjmowanym zachwycie – światem, ludźmi, naturą oraz pięknem, czy też wręcz samymi sobą nawzajem. Do takiego kręgu fascynacji zaprasza nas Pani Iwona Suwała, fascynująca debiutantka na tej najdokuczliwszej z ludzkich dróg, gdyż na drodze poezji.

 

   Z biegiem rzek oraz biegiem dni poznawaliśmy bardzo różne poetyki. Były to konstrukcje tak od siebie odmienne jak ogień i woda, były to słowa buntu i protestu, albo też słowa pogodzenia się ze światem oraz bojowe, zażarte dyskusje z Panem Bogiem, tudzież lamenty na trwogę albo też wiersze łagodne i ciepłe, łaknące spokojności wraz z łaskawością naszej przemijalności. Były grupy i programy, a nawet rewolucje. Ten ogromny świat zwany poezją porywał nas w zakątki najdziwniejsze z dziwnych, czy też w tak gęste od cierpień, że aż trudno było złapać oddech. Każdy poeta zdawał się zabierać nas w swój prywatny wszechświat, zamknięty jakąś swoją charakterystyką, dominantą i barwą. Jednakowoż w ostatnim czasie najbardziej daje się zaobserwować zarówno na tle historycznego całokształtu, jak i właściwości epoki, w której przyszło nam żyć, tendencję do uproszczania języka, do niwelowania gąszczu znaczeń, czy też redukcji form wyszukanych. Kontrastuje też to z innymi przypadkami wiodącymi w krainy kompletnego zagmatwania, retoryki udziwnień i tworzenia jakby sztucznego natłoku znaczeń, które są bodaj zrozumiałe dla samych autorów. Nasza debiutantka woła na tym tle silnym, mocnym i do tego własnym głosem, wpisując się tym samym jednocześnie w echa pokoleń minionych, jak i problemy naszej przedziwnej teraźniejszości. Można śmiało powiedzieć, że godzi wszystkie strony barykad metaforyką odwiecznie niezniszczalną i tak subtelną jak tylko można sobie u twórcy życzyć. Zanurzenie w tym tomiku – tomiku Iwony Suwały pod tytułem „Bardziej naga” – może stanowić czas oderwania się od świata przy jednoczesnej nad nim refleksji. Lektura wywołuje swoisty dystans do całej tej codziennej bieganiny, jak i wrażenie, że to nasze oddalenie ma wymierny sens w losach zarówno naszych, jak i świata wydarzającego się za oknem.

 

   Tak właśnie dzieje się w tym przypadku. Jest to przypadek jednoznaczny, lecz bardzo łaskawy. Przypadek metaforyki bogatej i wnikliwej, przypadek konstrukcji czystej oraz nawet jakby jaskrawej w swojej wrażliwości. A jednocześnie odczuwa się wyjątkową skromność autorki, właściwą słowu pokorę bytu w jego rozdawaniu, czy też w jego dozowaniu na przekór rzeczywistości.

 

   Iwona Suwała bowiem nie szarżuje. Trzyma się mocno znaków, drogowskazów oraz kierunków poezji, które determinują zauroczenia i kumulują treści. Prowadzi nas najdelikatniej jak się da w krainę snu zmieszanego z jawą nie wyjaśniając przy tym swoich tajemnic, kręgów znaczeń i niedopowiedzeń.

 

Woła przekornie – … Jestem z czekania na sen.

 

Prowadzi nas chyba tak jak się prowadzi dziecko za rękę po potłuczonym szkle życia, a jednocześnie w sposób wielce przejrzysty możemy odczuć ten ogrom piękna, do którego nas zaprasza.

 

Jesteśmy dziećmi czekającymi na cud,

bardziej cudowny od tego,

który właśnie się dzieje.

 

   Konwencja natłoku poezji w poezji jest klarowna. Podróżując nią czujemy się komfortowo. Jakby autorka wypowiadała nasze myśli. Jakby dyskretnie nadawała sens naszym uczuciom, jakby rozkochiwała nas od nowa w tym świecie, delikatnie, po matczynemu napominając, że

 

„Nie jesteśmy głodni tam, gdzie trzeba”

 

jak w wierszu „Chłodno”. Jednak przy tej lekturze wcale nie jest chłodno. Jest spokojnie. Wytrawnie. Wręcz cicho, jak o zmierzchu. Nawet we wzruszającym wierszu „Był taki czas” (dedykowanemu babci) dotkliwie czujemy spokój i opanowanie, a jednocześnie tak głęboką tęsknotę, za nienazwanym minionym, albo za ściśle określonym tym, co było z całym jego bogactwem oraz wiarą. Podobnie rzecz się ma w wierszu dla dziadka. Bo to zdeterminowany wyraz wiary w sens człowieczeństwa. W sens dojmującej przemijalności przy jednoczesnym pięknie możliwości jego wspominania.

 

   W zalewie wszechogarniającego kiczu taki głos brzmi bardzo donośnie.

 

   Jednak nikt nie jest doskonały, a zwłaszcza debiutant. Pewnego rodzaju dysonans pojawia się pod koniec tomu „Bardziej naga”, kiedy autorka zdecydowanie wnika w ten pewien rodzaj, nazwijmy to, kobiecej erotyki. Na szczęście jest to jednak tak samo niezauważalne jak jakakolwiek jednoznaczność w odbiorze całości tomu. Zwróciłem na to uwagę w ramach absolutnej szczerości pomny, że mogę tkwić w błędzie pojmowania koncepcji, aczkolwiek właściwie w żaden sposób nie wpłynęło to na zburzenie całej aury, jaki wytworzył ten wyjątkowy zbiór wierszy. Jeśli jednak autorka chciała w ten sposób przemycić okruch swojej historii, to w jej przypadku nie tędy droga, gdyż dostrzegam w osobie tej poetki tak ogromny potencjał możliwości i rozwoju jak już dawno u nikogo. Oszczędnie, lecz bogato (w metaforę, ulotność, delikatność). Z szacunkiem dla słowa, lecz z jaskrawym zaakcentowaniem swojej wrażliwości. Z nieśmiałością, lecz wielką wyrazistością radości do życia. I wiele jeszcze takich refleksji towarzyszyło przygodom z „Bardziej nagą”

 

   Pożyjemy, zobaczymy. Mówi się, że autora najbardziej obnaża, albo konfrontuje z istotą drugi tom wierszy, gdyż to właśnie tam odnajdujemy niezbędną kontynuację, przy jednoczesnym pokładzie kreacji. Drugi tom stanowi bowiem odpowiedź kim jest nasz poeta i dokąd zmierza. Sądzę, że Iwona Suwała zmierza w bardzo dobrym kierunku i zachwyci nas ponownie.

 

   W kończącym tom „Harmatan” autorka konkluduje „zaczepnie” –

 

„zanim wyschną usta i oczy, znajdziesz mnie,/

jeśli zechcę.”

 

   Swoją drogą arcyciekawe, czy zechce? Sądzę, że warto zechcieć. Wiersze, które tu wybrałem potwierdzają to zdecydowanie (dla mnie, ale mam nadzieję, że i dla czytelników) właściwie same za siebie. Odnajdziemy w nich ten cudowny początek, zaczyn nowego, świeżość i zaczarowany sensualizm, odnajdziemy ten ukrywający się dziś pod maskami obojętności – zachwyt, jak … i duszę odnajdziemy, i ciało i całą gamę melancholii, jakże niezbędnej do tego szczerego podziwu dla piękna świata, który zawsze daje pełnię poczucia sensu w tej naszej ciągłej walce z obłaskawianiem natury czasu.

 

   Na tym tle ta przestroga, to … w zasadzie prowokujące oskarżenie, iż – „Nie jesteśmy głodni tam, gdzie trzeba” wciąż dźwięczy mi w głowie i proponuję również Wam, Drodzy Czytelnicy, zabrać je sobie na każdy kolejny dzień głęboko do serca.

 

 

Andrzej Walter

 

 

 

Iwona Suwała „Bardziej naga”. Wydawnictwo ARKA. 2015. stron 44 ISBN 978-83-930391-3-5


.

IWONA SUWAŁA

ur. w 1978 r. w Chorzowie.
Od 2005 r. mieszka w Wielkiej Brytanii. Z wykształcenia ekonomistka, interesuje się fotografią artystyczną. Swoje
wiersze dotychczas publikowała na portalach literackich.
Kilka utworów zostało wyróżnionych drukiem w almanachach pokonkursowych takich jak Miłość niejedno ma imię (Miejski Dom Kultury Południe w Katowicach) oraz Jeszcze nie za późno (JPII Polish American Poets Academy).
Książka ta jest jej debiutem poetyckim.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko