Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
170

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe


Był i się rozpłynął. Sprawa generała Zagórskiego

 

sprwa generala„Sprawa” generała Zagórskiego to jedna z tych spraw, które funkcjonują (jeśli funkcjonują) głównie w legendzie. Nawet osoby które interesują się historią, nawet te, które kojarzą to nazwisko, niewiele wiedzą poza tym, że to najsłynniejszy mord polityczny II Rzeczpospolitej. Wróć, najsłynniejszym mordem II Rzeczpospolitej był oczywiście mord na prezydencie Narutowiczu. Więc najsłynniejszy mord władz sanacyjnych. To już ustawia nam „sprawę” bliżej rzeczywistości. Ale też i na tym z reguły kończy się wiedza. Kto był sprawcą, jakie było tło zabójstwa, jego data – z reguły pozostaje w sferze domniemań.

Kto był sprawcą, tym bezpośrednim, pewnie się nie dowiemy nigdy. Podobnie z datą śmierci generała. Tło natomiast, dzięki książce Ceglarskiego, wydaje się być łatwe do rozszyfrowania.

Ale po kolei. Kim był generał Włodzimierz Zagórski (1882-1927)? Zawodowy oficer armii austriackiej, w której dosłużył się stopnia majora. A w zasadzie specyficznej części tej armii – wywiadu. Podlegały mu tereny Lwowa, Krakowa, Przemyśla. To dlatego bardzo wcześnie poznał Józefa Piłsudskiego. Poznał go nie tylko osobiście, poznał także dokumenty dotyczące jego współdziałania z wywiadem i austriackiej i, jak się wydaje, także niemieckiej armii. Wiedzę skrzętnie ukrywaną przez cały okres trwania II Rzeczpospolitej. Nie miał Zagórski zbyt wysokiego mniemania o Piłsudskim jako żołnierzu – typowy konflikt zawodowca z amatorem chcącym uchodzić za zawodowca. Gdy zaczęto formować Legiony, Zagórski objął w nich funkcję szefa sztabu, ale w rzeczywistości to on nimi dowodził zamiast wiekowego generała Durskiego-Trzaski. W czasie kryzysu przysięgowego przyszły generał dowodził 3 pułkiem piechoty II Brygady Legionów. I, inaczej, niż Piłsudski w czasie kryzysu przysięgowego, stanął po stronie Niemców.

W II Rzeczpospolitej, blisko współpracując z generałem Rozwadowskim, szybko doczekał się kolejnych awansów. To on opracowywał programy dla formującej się armii powstającego państwa. Wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a po niej przez trzy lata, jako cywil, zajmował się działalnością gospodarczą. Do armii powrócił w roku 1924 obejmując szefostwo Wydziału Przemysłu Wojennego Armii. To właśnie Zagórski, wielki fan modernizacji armii, zajął się organizacją polskiego lotnictwa. I dzięki niemu, stał się postacią znaną w ówczesnej Europie. Wykonując szeroko komentowany samotny lot z Francji do Polski, zakupionym wcześniej samolotem – po drodze zatrzymując się w najważniejszych stolicach europejskich i składając wizyty głowom państw, ministrom, monarchom – musiał awaryjnie lądować na jakimś polu. Własnoręcznie naprawił silnik i ruszył w dalszą drogę. Prasa rozpisywała się o tym w wielu krajach.

18 marca 1926 roku generała zwolniono z szefostwa Departamentu IV i pozostawiono w dyspozycji szefa Administracji Armii. Powodem były oskarżenia w tak zwanej aferze Francopolu. Afera, wydaje się dęta, polegała na tym, że w czasie bycia poza armią, to w tej francuskiej firmie akcjonariuszem był Zagórski, a gdy szefował departamentowi, z którego go zwolniono, kupowano od niej samoloty i silniki lotnicze.

W czasie przewrotu majowego generał opowiedział się po stronie rządu. Objął dowództwo lotnictwa, ale nie zgodził się (o co go później oskarżano) na bombardowanie pozycji zbuntowanych jednostek w Warszawie. Po zakończeniu walk Zagórskiego, podobnie jak wielu innych (m.in. generałowie Rozwadowski, Kukiel, Jaźwiński, Prich) wysokiej rangi oficerów aresztowano i osadzono w więzieniach. Po jakimś czasie Rozwadowskiego, Jaźwińskiego i Zagórskiego przewieziono z Warszawy do Wilna i umieszczono w więzieniu na Antkolu. Przeciwko bohaterowi książki Ceglarskiego wdrożono śledztwo prokuratorskie w sprawie rzekomego bombardowania Warszawy, ale nigdy nie postawiono mu zarzutów.

Jak pisał generał Leon Berbecki „[…] generałowie Zagórski i Rozwadowski w więzieniu na Antokolu byli zastraszani, sekowani, torturowani moralnie, a nawet fizycznie. Generałowie byli głodzeni, odmawiano im wydawania książek, pisania listów, w tym pisania zażaleń do władzy wyższej. W celach utrzymywano niską temperaturę i stosowano wiele innych wyrafinowanych metod wzorowanych na carskiej ochranie”.

Śledztwo przeciwko Zagórskiemu formalnie zakończono w kwietniu 1927 roku. 6 sierpnia tegoż roku, na formalne polecenie szefa Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie pułkownika Armińskiego, generała miano zwolnić z więzienia.

Rzecz nie do pomyślenia – opuścił więzienie bez nakazu uwolnienia. Przewieziono go pociągiem do Warszawy. I w tym miejscu sprawa nabiera przyspieszenia. Ceglarski stara się odtworzyć i podróż i to, co po niej zdarzyło się w Warszawie. Negocjacje w pociągu (najpewniej chodziło o ukryte dokumenty dotyczące agenturalnej przeszłości Piłsudskiego), dwa, a może trzy samochody, zaginiony bagaż na stacji Warszawa Wileńska, rola kilku oficerów (Sendorek, Galinat, Wakre, Wenda, Kowalewski, Stawarz, Miładowski), którzy niewątpliwie brali albo udział w porwaniu generała, albo dezinformacji, kierowcy, trasy aut…

Mistyfikacja, tytuł jednego z rozdziałów książki, dobrze oddaje treść akcji porwania generała. W II Rzeczpospolitej przez długi czas próbowano wmówić opinii publicznej, że los generała jest nieznany, że zdezerterował z armii (wysłano nawet za nim list gończy), że uciekł z jakąś kobietą. Cenzura „zdejmowała” wszystkie teksty, które nie zgadzały się z oficjalną wersja zdarzeń. Generał wysiadł koło publicznej łaźni. Poczuł wielką ochotę na kąpiel. Wysiadł i zaginął. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że Zagórskiego, choć nigdy nie odnaleziono zwłok, zamordowano. Gdzie? Miejsca nie udało się zidentyfikować (Brześć?) i, co oczywiste, nie ma już na to szans.

Śledztwo? Ukręcono mu łeb. Kto stał za sprawą, kto był organizatorem, kto zacierał ślady? Ceglarski wymienia najważniejszych: Wieniawę-Długoszowskiego, Becka, Prystora, Kostka-Biernackiego.

Czy o sprawie wiedział marszałek Piłsudski? To pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Ale czy bez jego wiedzy można było ot tak „załatwić” tak ważną postać jak Zagórski?

Śledztwo po prawie dziewięćdziesięciu latach… Nazwiska, szczegóły, próba odtworzenia stanu faktycznego. Ceglarski wykonał kawał rzetelnej roboty. Czy przybliżył nas do prawdy? Pewnie tak, choć pytania pozostaną, a tajemnic w tej sprawie nie da się już rozwikłać. Można się jednak przynajmniej do nich zbliżyć.

 

Andrzej Ceglarski – Sprawa generała Zagórskiego. Zabójstwo prawie doskonałe, Bellona, Warszawa 2016, str. 252.



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko