Piotr Wojciechowski – felieton z Biesiady Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

0
231

Piotr Wojciechowski



Felieton z Biesiady Stowarzyszenia Pisarzy Polskich


piotr-wojciechowskiMotto: Podziękowanie za odznaczenie GLORIA ARTIS:

Szanowny Panie Ministrze, ( Tak sobie przygotowałem, ale Ministra nie było, tylko dwaj nieśmiali i staranni Dyrektorzy, powiedziałem więc Szanowni Panowie Dyrektorzy, )Panie i Panowie, Drodzy Przyjaciele,

Tydzień temu pochyliliśmy głowy, a Kościół posypał je popiołem przypominając o potrzebie pokory. Dziś dziękuję Ministerstwu za ponowne przypomnienie tej samej cnoty.

Nie jest to najbardziej eleganckie podziękowanie, ale jest szczere. Trudno cieszyć się z odznaczenia, które dzieli mnie od znakomitych kolegów, którzy odmówili jego przyjęcia, od Tomasza Łubieńskiego, od Iwony Smolki, od Piotra Matywieckiego, od panów Kazimierza Orłosia i Grzegorza Kasdepke.  Ich argumenty to nie puste słowa.

Dlatego myślę sobie, że gdybym znalazł się na miejscu Pana Ministra – chciałbym spotkać się z każdym z nich i porozmawiać. A może zebrałbym całą piątkę i poprosił o to, aby zajęli się zorganizowaniem kolejnego Kongresu Kultury. Może potrzebny jest nam dziś taki dziedziniec dialogu i nadzieja, że stanie się on miejscem uczciwej rozmowy.


NASZE EMERYTURY OFICERSKIE


Felieton na biesiadzie literackiej 18 lutego 2016 roku, po wręczaniu Gloria Artis.

    Posypała się na literatów kaskada odznaczeń. Nie znam kulis tych decyzji, muszę więc wierzyć, że ktoś chciał dobrze. Boli jednak, że sprawa znowu nas podzieliła. Rozumiem koleżanki i kolegów, którzy odmówili przyjęcia. Szanuję ich racje.  Przyjąć – zrobi się komuś przykrość, nie przyjąć – innej osobie przykro będzie.

   Jedno jest pewnie – nie te odznaczenia są jest najpotrzebniejsze i nie o takie wsparcie dla literatury wołać należy.

    Systemy orderów i odznaczeń to część tradycji jaką dostaliśmy z czasów królewskich, dworskich, feudalnych. Podobnie jest z systemem nagród literackich – to mechanizmy, które w pewnym sensie działają ponad rynkiem i ponad demokracją. Dają pewne urozmaicenie, dają temat mediom, bywają pożyteczne gdy wskazują na wartości. Niekiedy stymulują tsunami zazdrości, niekiedy coś na kształt dżentelmeńskiego współzawodnictwa.

    Współzawodnictwo może być miłe pod dwoma warunkami – wtedy, kiedy się jest ambitnym i wtedy, kiedy się w tym współzawodnictwie wygrywa. Czasem też wtedy, kiedy się kibicuje wygrywającym.    

     Kibicuje się u nas futbolowi, żużlowi, innym sportom, powszechnie kibicuje się polityce i Kościołowi. Kibicowanie to osobliwa forma zaangażowania, ale  biernego zaangażowania. Minimalizacja działań przy maksymalizacji emocjonalnego gadania i krzyku. Jednym ze zjawisk, które ma wyjątkowo tłumną Strefę Kibica, jest płacz nad podziałem społeczeństwa na wrogie sobie obozy. Gdzie pójdę, zacni ludzie ze zbolałymi gębami opowiadają kto podziałowi winien, jakie okropne są objawy rozdarcia, jak groźne będą konsekwencje. Równie mądre i głębokie mogłyby być narzekania i protesty skierowane przeciwko obecności azotu w powietrzu. Oczywiście trudno nie przyznać racji tym, którzy twierdzą, że oddychało by się lżej, gdyby w powietrzu był sam tlen. Że wtedy – pełną piersią. Praca z mniejszym wysiłkiem, dobre samopoczucie, krzepa. Nikt ze zdrowym umysłem nie postuluje jednak usunięcia azotu z atmosfery.

   A wszyscy chcą, aby ustała wrogość, nieufność, aby zaprzestano bijatyk. Rzeczników zwalczających się stron uważa się za szkodników, albo  obcych agentów, albo oszołomów. Nawet do literackiego światka trafia echo tych sporów i podziałów.

   A przecież trzeba zobaczyć, jak nieuchronnie rodzi podziały demokratyczny model rządów, jak rozwój ekonomiczny zwiększa obszary bogactwa – ale też biedy. Rozwarstwienie przynosi te podziały, jakie najtrudniej usunąć. Płoty wokół strzeżonych osiedli co rok wyższe! Widzieć  trzeba, jak potrzeby rynku  amunicji i broni sprzyjają zaognianiu lokalnych konfliktów zbrojnych. Polska też eksportuje broń. Pokój zagraża rynkom zbytu. A dalekie wojny odbijają się echem w rodzinnych naszych domach.

    Zważmy też, jak podziały i konflikty potrzebne są  mediom. Rynek nauczył media jak handlować podziałami zamieniając je w smakowite njusy i spektakularne skandale. Rozwój technologii rejestrowania dźwięku i obrazu, technologii obróbki medialnej danych, propagowania wiadomości, autopromocji i mitologizacji mediów powoduje lawinowy wzrost podaży motywów podziału – coraz częściej ekran czy głośnik rzuca nam wiadomości, które wołają o pomstę do nieba, a co najmniej o komisję parlamentarną. Wzrost i doskonalenie mediów popędza podziały, powoduje ich globalizację i komercjalizację. Skromny, pracowity, skuteczny polityk dążący do rozumnych kompromisów, to dla mediów śmieć w obiektywie. Trzeba przetrzeć szkło i skierować rurę na krzykaczy, rozrabiaków, obrzydliwców, oszustów – oni są wytwórcami njusów! A kto inny,  jak nie te wrzaskuny, powoduje, że podziały się pogłębiają?

   Podobno  w mediach publicznych zmieni się teraz bardzo dużo. Mnie jako pisarzowi potrzebne było by to, aby było w mediach mniej Strefy Kibica, a więcej kultury. Kultury wysokiej, tej której nikt nie pomyli z rozrywką.  Kultura nie potrzebuje tego, aby jej kibicować. W rozmaitych dziedzinach kultury istnieje współzawodnictwo, w literaturze też ze sobą współzawodniczymy. Ale nawet współzawodnictwo w kulturze nie potrzebuje kibiców. Potrzeba pokazywać, przypominać, dyskutować o ocenach, rozmawiać o wartościach i kryteriach ocen. Nazywać arcydzieła arcydziełami, a to co marne nazywać marnym, hucpą, gniotem. Trzeba cytować, porównywać. Ludziom już wmówiono – to czego nie ma w mediach, to nie istnieje. Wmówiono, że tylko to, co w mediach, to ważne i prawdziwe.

     Ja się nie łudzę, że odznaczenia przysporzą czytelników tym, którzy te odznaczenia przyjęli, albo tym, którzy uznali, że odznaczeń przyjmować nie powinni. Bardzo bym chciał, aby po nasze książki sięgano szukając w nich wartości estetycznych, etycznych, poznawczych.

    Wszystko, co dotyczy literatury  jest w Polsce częścią systemu obrony narodowej. Zapaść czytelnictwa, skrzywienia w działaniu krytyki literackiej, upadek dobrego smaku w twórczości i w jej odbiorze, to wszystko zjawiska równie groźne jak zły stan techniczny pojazdów pancernych i niedobory w zapasach rakiet. Aby to pojąć, potrzeba sprawnej wyobraźni, a przecież kto nie jest czytelnikiem literatury pięknej wyobraźnie musi mieć przywiędłą. Kto ma dosyć wyobraźni, aby widzieć to, że gdy przybywa ludzi, dla których kultura jest nudna, przybywa potencjalnych dezerterów. Nie tylko dezerterów w czasie wojny, czmychających z okopów. Kto ma dosyć wyobraźni, aby widzieć, że klęska demograficzna Polski spowodowana jest dezercją z okopów ojcostwa?

  Pisarz to producent ważnej części uzbrojenia – wyobraźni. Z tego względu należałyby się pisarzom emerytury podobne do tych, jakie dostają dowódcy wojskowi. Iwona prosiła mnie, aby o emeryturach dla pisarzy przypomnieć. Ona ma dobre serce, pamięta o klepiących biedę koleżankach i kolegach z SPP. Ja nie spodziewam się cudu. Pamiętać muszę, że   zawody artystyczne są zawodami życiowego ryzyka. Pamiętam, że po przemarszu postmodernistów, po zwycięskich zagonach barbarzyńców, legły w gruzach wszystkie kryteria. I gdyby  politycy  chcieli zrobić system  emerytów dla pisarzy, beneficjentami nie byliby ci, o których martwi się Iwona.

    Jeśli nie mam racji – nasza wygrana.

    Ale to, co realne, to obecność  lub nieobecność polskiej książki w radio i telewizji, domagajmy się,  aby było więcej o nich, z lepszymi pomysłami na zachętę, premiowanie czytelnictwa, interesujące dysputy. Nie było by źle, gdyby krytyką objąć nie tylko bieżącą produkcję pisarzy i wydawców, ale także stan naszego księgarstwa i hurtu książki. Czy dochody ze śmieciowej literatury tłumaczonej z amerykańskiego nie powinny wspierać obecności polskiej klasyki na półkach księgarskich?

    W interesie narodowym jest też utrzymanie małych księgarń, powrót książki do małych miejscowości.

     Gloria Artis i inne odznaczenia należą się wszystkim, którzy dbają o obecność książki w codzienności Polaków – bibliotekarzom, organizatorom klubów czytelniczych i konkursów recytatorskich, menadżerom i wykonawcom festiwali piosenki poetyckiej, bibliofilom, ilustratorom, introligatorom także.

     Mają dostawać dodatkowe pieniądze rodziny wielodzietne. Tego mi mało. Rodziny wychowujące dzieci powinny dostawać biblioteczki, aby wychowywały obywateli, nie dzikusów. Duże i małe, wiejskie i miejskie biblioteki powinny mieć  dotacje ukierunkowane na zakup dobrych książek polskich autorów – tych  książek, które proponowaliby bibliotekom najlepsi krytycy i literaturoznawcy.

    To wszystko brzmi nierealnie. Chcę jednak, abyśmy pamiętali, że nad Bugiem, Wisłą, Wartą i Odrą nierealne staje się rzeczywistością częściej i łatwiej niż gdziekolwiek indziej. 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko