Andrzej Wołosewicz – Co decyduje o wartości wiersza?

0
177

Andrzej Wołosewicz

Co decyduje o wartości wiersza?


celnikier birkenau            Zacznę od przytoczenia kilku ważnych opinii. Pierwsza pochodzi sprzed stu lat bez mała od Ortegi y Gasseta: „(…) poezja bez choćby ziarna tragizmu, to jedynie figura retoryczna, to jarmarczne rymy, sztuka dla rozhisteryzowanych damulek o duszach z kruchego szkła”. Druga to słowa cytowanego już w poprzednim felietonie Andrzeja Waśkiewicza o różnicy pomiędzy wartością immanentną wiersza a jego odbiorem, wartością w odbiorze ujawnioną. Trzecia, to słowa Hebbla przytaczane już w felietonie nr 3, więc tu przypomnę w skrócie samą końcową sentencję: „Pogląd poetycki obejmuje zawsze zarazem i wyobrażenie i myśl.” Czwarty cytat z Henryka Elzenberga, który kiedyś już na naszych łamach przytaczałem, ale chętnie przypomnę: „Poezja winna być głosem jakiejś myśli o świecie.”. Za Thomasem Mertonem dodaję: „Poezja nie może być zastąpieniem mowy bez treści metaforą.” Szóste przytoczenie to słowa Stevensona: „Wiersz, akt umysłu, akt odnajdywania tego, co ma wystarczyć… może być o kobiecie czeszącej włosy.” I siódme wsparcie, to cytat z Gąsiorowskiego: „Zrozumieć wiersz to znaczy lepiej lub inaczej zrozumieć siebie po przeżyciu, po od-tworzeniu wiersza, analizy krytyczne są tylko surowcem, same niczego nie mogą odkryć.”

            Właściwie mógłbym na tych cytatach poprzestać, bo one dobrze wyjaśniają to, co myślę o poezji a co wciąż staram się przekazywać i mam je zawsze z tyłu głowy. Mógłbym więc poprzestać, gdyby nie to, że mi Bohdan zadzwoni, że tekst jest zbyt krótki, a przecież po pierwsze to wcale nie ja piszę na naszych łamach najkrótsze teksty (niektóre recenzje i eseje są naprawdę krótsze niż cykl moich felietonów) a, po drugie, Czechow powtarzał, że „umiejętność pisania to umiejętność skracania.” No dobrze, nie warto jednak zaczynać roku od sporów z Naczelnym, rozpiszę więc te cytaty na trochę dłuższe wywody.

Pierwsze przykazanie jakie wynika z tych wypowiedzi sprowadzić można do myśli, że poezja musi być poezją myślącą. Ten wymóg dominuje. Właściwie tylko Stevenson daje szansę na poezję tematycznie lżejszą. I dobrze. Trzeba jednak mieć świadomość, że dobra poezja o kobiecie czeszącej włosy musi być silna swoim wyrazem, sposobem opowiedzenia o tej banalnej skądinąd czynności, oczywiście przez Stevensona podanej przykładowo. Można to porównać do malarstwa, tym bardziej, że sam przekaz swoją obrazowością łatwo wzbudza takie skojarzenia. Powiedziałbym więc, że tak jak w malarstwie są doskonałe akwarele i nikt nie kwestionuje ich wartości (sam mam w domu kilka), to nie mają one takiej „siły rażenia” jak malarstwo olejne. Nie mają takiej siły rażenia ani w historii malarstwa, ani w historii handlu dziełami sztuki. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić, ale sądzę, że przynajmniej co do zasady, co do dominującego trendu nie mylę się. Zatem – kończąc ten wątek – jeśli temat jest błahy, to przynajmniej od wykonania oczekujemy artyzmu, który nas poruszy, zaskoczy, zaciekawi, nastroi. A to wymaga już mistrzostwa. W takich, wydawałoby się błahych tematach, łatwiej je wychwycić, tak jak łatwiej dostrzec amatorszczyznę. Tu samo wzruszenie twórcy pejzażem, jakąś czy przysłowiową martwą naturą to stanowczo za mało. Łatwe tematy łatwo wiodą poetów na pokuszenie. Naprawdę warto szczególnie tutaj, w takich tematach wziąć sobie do serca wskazanie Mertona, by nie dać się złapać na lep metafor bez treści. To dobre wskazanie do czytania wierszy w których metafora goni  metaforę i widać wielki pęd autora, by nas coraz to nowymi metaforami (albo innymi środkami artystycznymi) zaskakiwać, przytłaczać. Czasami mam wrażenie, że poezją rządzi zasada, że wers bez metafory (a najlepiej kliku) jest słaby, nieważny, właściwie nie jest wersem wiersza tylko jakimś „zwykłym zdaniem”. Jeżeli metafora ma się bronić, to w sugerowanym silnie przez Hebbla złączeniu z myślą.

Warto też pisząc własne wiersze, co do których nie mamy jasności, czy nam się udały, spróbować je napisać „ciurkiem”, tak jak prozę. Wtedy dokonujemy swoistego eksperymentu współpracy z językiem, który ma przecież swoją wewnętrzną dynamikę i spójność (chociaż my poeci pracujemy na granicy tejże spójności) i może nam coś podpowiedzieć. Może z tego wyjść proza poetycka lepsza niż słaby wiersz, może nam takie ćwiczenie podpowiedzieć, ujawnić lepszy sposób wersyfikacji niż ten, który pierwotnie wierszowi nadaliśmy, choćby zmieniając pierwotne przerzutnie. Nie polecam takich eksperymentów z wierszami nie swoimi, bo po prostu chyba nie wypada. Chcielibyście żeby z Waszymi ktoś tak postąpił? Myślę więc, że nie wypada, przynajmniej dla czczej zabawy. Ale dla sprawdzenia, gdy coś nam w takim, nawet czyimś, wierszu wyraźnie nie pasuje, dopuściłbym ten eksperyment, oczywiście laboratoryjnie tzn. w ciszy własnego fotela, na swoim biurku. Ale swoje wiersz na pewno warto tak przećwiczyć, szczególnie gdy pisze się, jak ja, dość prosto, „różewiczowsko”. Złapałem się na tym, że mam czasami dylemat, czy lepiej wygląda coś jako wiersz, czy też jako proza poetycka. To ciekawe doświadczenie. Poza tym, pomyślałem (pisząc to teraz), że taki dylemat otwiera nas na poszukiwania, o których mówił Miłosz pisząc o poszukiwaniu formy bardziej pojemnej. Może takie, dopadające mnie czasami, dylematy są przejawem owej tęsknoty? Może jest ona tęsknotą języka a nie tylko prywatną tęsknotą Noblisty?

I na koniec – wartość wiersza to (za Gąsiorowskim) wartość owego wzbogacenia nas po lekturze wiersza, lepszego lub innego zrozumienia siebie po od-tworzeniu wiersza. Krzysztof chyba słusznie podkreślił ów element twórczości w zdawałoby się na pozór tylko od-twórczym akcie czytania. Szukajmy więc owego wzbogacenia. I pamiętajmy, że w jego poszukiwaniu nie warto zbytnio polegać na krytycznoliterackich analizach będących, jak pisze Krzysztof, ledwie niczego nie odkrywającym surowcem. Po takim dictum czas najwyższy kończyć te dywagacje. Tradycyjnie zostawiam wiersz do własnych już rozważań i ocen. Wiersz oczywiście własny, mój, bo skoro tyle się namądrzyłem o wartościowaniu, to wypada najpierw samemu wystawić się pod pręgierz czytelniczych ocen.

 

Opowieść z manuskryptu znalezionego w butelce

                            na manuskrypcie nie znaleziono daty

                            wstaw ją sobie sam

 

umieszczeni przez los

pośród wartkiej rzeki życia

uporczywie zatrzymujemy wzrok

na ruinach

 

widocznych jeszcze

na brzegu

gdy prąd

znosi nas ku otchłani

 

sami tego chcieliśmy

budowaliśmy ku chwale

mamiąc się iluzją

innego przeznaczenia

 

kładliśmy podwaliny pod most

jednobrzeżnej rzeki

mimo ostrzegawczych

głosów z wody

 

lekceważyliśmy prawa

znane i nieznane

i już wydawało nam się

że jesteśmy u celu

 

że most zaprowadzi nas

na szczyt góry

za którą słońce

nie zachodzi nigdy

 

gdy jeden z nas

potknął się

i uruchomił

lawinę kamieni

 

nikt nie podał mu ręki

taki gest nie zatrzymałby lawiny

ale nas by odmienił

a może i uratował

 

a teraz tylko mogliśmy patrzeć

jak mgła zasnuwa brzegi

jak wszystko znika

w jej objęciach

 

a z wody wypiętrzają się fale

tłocząc naszą łódź

w najszybszy nurt

wbrew wytężonej pracy rąk

– – – – – – – – 

umieszczeni przez los

pośród wartkiej rzeki życia

uporczywie zatrzymujemy wzrok

na ruinach

 

widocznych jeszcze

na brzegu

gdy prąd

znosi nas ku otchłani…


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko