Roman Śliwonik – Studium w szarości

0
125
Mimo że ściana jest cienka nie słyszę nocą skrzypienia łóżka w ich pokoju
kęt jadalni w którym siedzę jest pusty Nie widzę ich
z sufitu tylko zwisa pajęczyna
czasem z tamtego kąta dobiegnie szczęk łyżki
czasem dobiegnie głośniejsze siorbnięcie zupy
patrzę w tamtą stronę Widać tylko wahadłowo błyszczącą łyżkę
wychodzę na ulicę Nagle wyrastają z wypłowiałego parkanu
idę asfaltem
Dopiero po kilkudziesięciu krokach uprzytamniam sobie że ich minąłem
wchodzę do kawiarni Przesuwają się przed szpalerem oczu
wczoraj pewna kobieta zauważyła mnie przez nich
siedzę Nie trzymają się za ręce Nie patrzę na siebie
kelnerka wylewa kawę Kawa opada przez nich
Na podłodze lśni kałuża
kelnerka ściera kałużę Nie przeprasza
Ryzykuję…

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko