Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
171

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe


Rewolucja? Ideologia, głupcze

 

moja wojna mKomunizm… Mam wrażenie, że wciąż tak mało o nim wiemy. O jego obliczach, odmianach, zbrodniach. Przez lata PRL-u mała była szansa aby zajrzeć weń głębiej, poznać świadectwa przeciwników, ale i tych, którzy zafascynowani ideologią „równości społecznej”, „wyzwolenia z ucisku”, „rewolucji permanentnej” poznali jego oblicza na własnej skórze. A teraz, po latach, w wolnej Polsce, wciąż nie jest lepiej. Może nawet gorzej, bo kogo jeszcze interesuje to, czego już nie ma? Czego nie pamiętają nawet rodzice, a i dziadkowie niewiele.

Pamiętacie Państwo „Komu bije dzwon” Hemingwaya, kultową pozycję wojny domowej w Hiszpanii? Kto z nas się nie wzruszał? Kto wiedział na ile jest skłamana, nieprawdziwa, propagandowa? Hemingway wiedział, nie ma wątpliwości. Więc czemu kłamał?

„ –  Czy wiecie dlaczego tu jesteście?

–  Aby zmiażdżyć wroga, faszystę – odpowiedział jeden z żołnierzy francuskich, wyprężony jak struna.

Na to odezwał się inny żołnierz, niepytany o nic:

 – Chętnie zniszczylibyśmy faszystów, ale czasami nie mamy czym (była to aluzja do faktu, że w owym czasie brakowało broni).

Marty pośpiesznie odwrócił się w jego stronę, spojrzał nań ostro i warknął:

 – To nie sztuka walczyć z bronią. Tak postępują faszyści, a my powinniśmy walczyć za pomocą idei.

Na to odezwał się jeszcze inny żołnierz:

– Słusznie towarzyszu Marty. Macie rację. Mamy jednak prośbę, abyście pozostali z nami i poprowadzili nas do boju.

Oblicze Martego skamieniało. Nic na to nie odpowiedział. Nie odwracając się, opuścił okopy. W kilka minut potem przybył cały oddział żandarmerii polowej, wyciągnął z tłumu francuskich snajperów, odprowadzono ich na bok i rozstrzelano.”

Ten długi cytat pokazuje inne, mniej znane oblicze wojny w Hiszpanii. I nie napisał tych słów ktoś kogo możnaby podejrzewać, że stał po drugiej stronie

Sygmunt Stein (1899-1968), bo to jego świadectwo, był ideowcem. Nie ma co do tego wątpliwości. Żydowski aktywista komunistyczny – najpierw w Polsce, potem w Czechosłowacji – uznał, że jego miejsce w trakcie tej wojny jest w Brygadach Międzynarodowych. Dociera do Paryża, potem Marsylii i drogą morską, w wielonarodowym towarzystwie do Hiszpanii. Zamiast na front, trafia jednak do „pracy wychowawczej w sztabie komisarza politycznego”. Partia mu ufa, on ufa partii. Patrzy, jest dobrym obserwatorem, i zamiast tak potrzebnej pomocy Republice widzi coś, co z czasem pozwala mu przejrzeć na oczy, Zbrodnie, tchórzostwo, okradanie rannych, rozstrzeliwanie za najmniejsze odstępstwo od ideologicznego dogmatu. Patrzy jak marnowana jest płynąca z całego świata pomoc, jak za archaiczne uzbrojenie Hiszpanie płacą sowieckiej Rosji swym majątkiem, dostrzega jak początkowy entuzjazm z czasem przeradza się w niechęć i pogardę. A potem jest już tylko zbrodnia. Nie ma sprzymierzeńców, anarchiści stają się dla moskiewskich komisarzy wrogiem gorszym od faszystów. To ich przede wszystkim trzeba zniszczyć. Barcelona… Trzeba ją spacyfikować, żadnych odstępstw.

Stein zachorował, ewakuowano go do Francji na leczenie. Ktoś mógłby pomyśleć że choć w szpitalu nie będzie mu wisiała nad głową ideologia. Nic bardziej fałszywego. Miał, jak inni, swojego „opiekuna”. Chciałoby się powiedzieć: „wstąpiłeś do piekieł”…

Wraca przez Pireneje do Hiszpanii, do żydowskiej kompanii imienia Botwina. Wraz z nią na front. Pierwsza bitwa, są kompletnie bezbronni. Prawie nikt nie ocalał…

Wojna w Hiszpanii… La Pasionaria (o niej u Steina też sporo i niekoniecznie w dobrym świetle), wzniesiona pięść, „no pasaran”… Pamiętam, jak za mojej młodości dodawano jeszcze do tego zestawu generała Świerczewskiego…Akademie ku czci… Jak mało wiemy…

„Informujemy szanownych klientów, że opłata za korzystanie z [sic] kobiety wynosi:

– dla cywilów…

– dla wojskowych…

Pod tym obwieszczeniem widniał podpis CNT (anarchistyczne związki zawodowe).

Istniały również luksusowe domy publiczne dla oficerów i komisarzy politycznych.”

Orgie dla komisarzy, ich dworu, NKWD-owskich oprawców. I z drugiej strony bezbronni ideowcy, których z gołymi rękoma wysyłano na front. Wtapiali się w ideologię, sami popełniali zbrodnie, uczyli się milczeć, cenzurować siebie i innych. Wielu traciło wiarę, chciało się z tego piekła wydobyć, uciec, ocalić w sobie człowieczeństwo.

Sygmunt Stein przejrzał na oczy, dał świadectwo ogromu zbrodni, których był świadkiem. To nie znaczy, że przestał być lewicowcem. Przejrzał na tyle, aby zrozumieć moskiewski model komunizmu. Jak wielu innych, stał się renegatem, odszczepieńcem. W gruncie rzeczy miał szczęście że nie trafił po ścianę.

Nie ma w tej książce niczego, co mogłoby budzić choć odrobinę sympatii dla Brygad Międzynarodowych. Oczywiście, druga strona miała na swoim koncie tysiące ofiar, zbrodnie, w „demokratycznym świecie” budziła wyłącznie odrazę. Pytanie, dlaczego tak niewielu zdecydowało się napisać prawdę o drugiej stronie konfliktu, czemu przy ogromie świadectw mordów Franco, przez dziesiątki lat strona „republikańska” uchodziła za bezgrzeszną ofiarę, a autorzy, którzy starali się złamać tę powszechną zmowę milczenia, ideologiczne tabu, byli okładani anatemą?

 

Sygmunt Stein – Moja wojna w Hiszpanii. Brygady międzynarodowe – koniec mitu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015, str. 347.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko