Krystyna Tylkowska – Mierząc się z przeszłością

0
195

Krystyna Tylkowska


Mierząc się z przeszłością

(O Olimpii z Gdańska z Opery Bałtyckiej w reż. Jerzego Lacha)

 

olimpia z gdanska1


  Bohaterką Olimpii z Gdańska, powstałej w ramach cyklu Opera Gedanensis jest Stanisława Przybyszewska. Utwór ten powstał na zamówienie w osiemdziesiąt lat po śmierci pisarki.

 Postać ta ciągle intryguje, jej utwory odczytywane są wciąż na nowo, a jej życiorys widziany jest w coraz to różnych kontekstach. Pisarka nadal owiana jest pewną aurą tajemnicy. Jak się mierzą z jej biografią twórcy opery?

 Nim podniesie się kurtyna słychać stukot maszyny do pisania. Trafne posunięcie w przypadku opowieści o kimś, kto czuł się przede wszystkim pisarzem, dla kogo pisanie stanowiło jedyną istotną treść życia. Po odsłonięciu sceny naszym oczom ukazuje się pokoik Stanisławy Przybyszewskiej. Mamy do czynienia z ascetyczną, quasi- realistyczną dekoracją. W tle widać wielkie schody na całą szerokość. To miejsce, gdzie rozgrywają się fantazje pisarki. Jej realna przestrzeń natomiast znajduje się pomiędzy dwojgiem drzwi z szybami. Wystrój pokoju sprowadzony jest  do prostego stolika z maszyną do pisania i krzesła. Nieco z boku można zobaczyć powiększoną wersję obu tych sprzętów. Dwa warsztaty pracy- mały i duży przemieszczają się po scenie w zależności od akcji, przy czym zawsze jeden znajduje się w centrum, drugi z boku. Funkcja tego dużego jest różna – bywa on sceną w operze, pomieszczeniem, więzieniem. Co dzieje się jednak, gdy staje się biurkiem i krzesłem pisarki? Wówczas Stanisława Przybyszewska zajmuje miejsce maszyny do pisania (na dużym stoliku jej nie ma) stając się również w dosłowny sposób nie tylko jego twórcą, ale i tworzywem.


olimpia z gdanska2


  Anna Mikołajczyk ucharakteryzowana na bardzo młodą Przybyszewską nadaje tej postaci pewną młodzieńczość, lekkość i świeżość (widoczną nawet w radzeniu sobie z trudnymi emocjami) brak w niej wyniszczenia, goryczy i bólu istnienia. Zresztą widzimy tu Stanisławę gdzieś z pogranicza jawy i narkotycznego snu, zanurzoną w wykreowanym przez siebie świecie fantazji. Nie wiemy, jak siebie w nim postrzegała.

 Piękny śpiew Mikołajczyk wywołuje niepokój, muzyka Zygmunta Krauzego potęguje wrażenie oscylowania gdzieś na granicy jawy i snu. Obcowanie ze stworzonym na nowo światem rewolucji francuskiej, a także liczne retrospekcje świetnie konweniują z nastrojem grozy stworzonym za pomocą muzyki. 

 Libretto jest oczywiście czystą fantazją, jednakże dobrze osadzoną w biografii pisarki, spełniającą wymogi prawdopodobieństwa. Oto obserwujemy na scenie ostatnie chwile pisarki. Ten niezwykle tajemniczy okres życia Przybyszewskiej nie od dziś intryguje artystów, czego przykładem może być Thermidor roku 143- spektakl plenerowy, przygotowany kilka lat temu przez Teatr Miniatura.

  Autorzy libretta ujrzeli w pisarce z tamtego czasu kobietę w pełni sił twórczych, żyjącą jednak raczej w literackim świecie przez siebie stworzonym, raczej w czasach rewolucji francuskiej, niż sobie współczesnych(co akurat było zgodne z prawdą). Równie prawdopodobna wydaje nam się przestrzeń pisarki, która wybrała samotniczy tryb życia, przestrzeń zaludniana przez jej bohaterów literackich i majaki z przeszłości.

  W małym pokoiku często gości Robespierre – bohater jej życia (jak potem się okaże,  zdegradowany). Pojawia się czasem niby upiór za jednym z małych okienek, innym razem zdaje wypełniać sobą przestrzeń (grający go Jan Monowid jest wysokiego wzrostu), zabierać oddech partnerującej mu Stanisławie. Jest bóstwem kapryśnym, wymagającym i bardzo zazdrosnym.  Wydaje mu się, że ma pełną władzę, kontrolę nad pisarką, która na nowo powołała go do życia. Kontralt upodabnia go do wodza jakobinów, którego jest pierwowzorem. Jednocześnie nadaje mu cech niemęskich, co widać między innymi w scenie homoerotycznej z Sain-Justem. 

 W mieszkanku Stanisławy pojawiają się również inne postaci z powieści, nad którą pisarka obecnie pracuje, ale także jej nieżyjący ojciec wraz ze swoją świtą wielbicieli i wyznawców. Ta gromada zmienia na chwilę nędzny pokój Stanisławy w hałaśliwą kawiarnię modernistycznej bohemy i to właśnie w takiej przestrzeni, pośród takich świadków autorka Sprawy Dantona przeżywa po raz kolejny swoje trudne relacje z ojcem, aż po krwawe, bolesne zerwanie wszelkich stosunków. Wszystko to wydaje się zgodne z naszą wiedzą i naszymi wyobrażeniami na temat Przybyszewskiej.

  Fikcyjny natomiast jest główny wątek opery. Oto Stanisława pracuje w niej nad powieścią o Olimpii de Gouges. Postać ta staje jej się bliższa, niż czczony dotąd Robespierre. Nic zresztą dziwnego. Bardzo wiele je łączy. Obie są kobietami, które wyrosły ponad swoją epokę, obie próbują żyć w zgodzie ze sobą, choć każda z nich musi to prawo wywalczyć po swojemu. Obie piszą, tworzą, jednak zanim wywalczą dla siebie miejsce w literaturze, teatrze zmuszone są do emocjonalnego pojedynku ze swoimi ojcami, również pisarzami. Scena, która rozgrywa się między Olimpią i jej ojcem markizem Pompignan (z jego strony odrzucenie nieślubnej córki, odmówienie jej talentu, ale też rzucanie gróźb pod jej adresem, natomiast z jej strony bunt, wyzwalanie się z jego wpływu nawet za cenę życia) wydaje się być symbolem tej, która musiała się często rozgrywać w podświadomości Przybyszewskiej – pomiędzy nią, a jej ojcem Stanisławem. (Nie  przypadkiem przecież ostatecznego wyboru drogi życiowej, czyli całkowitego oddania się literaturze Stanisława dokonała w roku, w którym umarł jej ojciec).


olimpia z gdanska3


  Oprócz tego obie kobiety łączy dziwna namiętność do Robespierre’a. Obie mogą czuć się przez niego odrzucone, zdradzone. W przypadku Stanisławy dopiero spojrzenie na rewolucję oczami Olimpii pozwala jej w pełni zrozumieć terror i ciemną stronę Robespierre’a,  co wiąże się z bolesnym rozwianiem złudzeń i mistyfikacji.

  Stanisława przyjmuję perspektywę kobiecą, choć, dodajmy od razu perspektywę kobiety niezwykłej. Olimpia stanowi jej alter ego, jest jej duchową siostrą z innej epoki. Wprawdzie Stanisława zdaje sobie też sprawę  z różnic między nimi,gdy w jednej z początkowych arii zastanawia się, jak napisze o kobiecie o tak odmiennym temperamencie i charakterze.

 Sporo tu uproszczeń biograficznych (dotyczących jednej i drugiej postaci), sam pomysł jednak się broni, choć początkowo może dziwić.  W twórczości dramatycznej tej pisarki mało jest kobiet. Maud z Dziewięćdziesiątego trzeciego  nie wydaje się sympatyczna, a gdy chodzi o role kobiece ze Sprawy Dantona, autorka proponowała wyrzucić pierwszym realizatorom tego dramatu. 

 Wydane niedawno opowiadania pokazują jednak co innego. Także pewne urywki listów dowodzą, że Przybyszewską w sumie mogłaby zainteresować biografia pisarki z ukochanej przez nią epoki, pisarki, która stworzyła odezwę Prawa kobiety i obywatelki.  

  Wątki obu twórczyń (Stanisławy i Olimpii) przeplatają się, współistnieją, a nawet można powiedzieć w pewien sposób się uzupełniają jako dwie różne opowieści o Stanisławie – jedna bardziej realistyczna, druga symboliczna, przebrana w maskę i kostium historii.

  Opera jest w dwóch językach. Sceny z powieści rozgrywają się w rodzimym języku Olimpii – po francusku. Sceny osobiście dotyczące Stanisławy – po polsku. Między tymi światami (czasów rewolucji i czasów współczesnych Stanisławie) przemieszcza się Robespierre. Próbuje zmusić swoją dawną wielbicielkę do wierności i posłuszeństwa, co miałoby się łączyć się z zaniechaniem przez nią pisania powieści o Olimpii. Dlaczego? Może jest zazdrosny? Ale możliwe też, że postać Olimpii stanowi jego wyrzut sumienia, jej śmierć symbolizuje wszystkie niewinne ofiary jego  terroru, więc wódz jakobinów nie chce o niej pamiętać, nie chce powieści, która będzie pisana z jej perspektywy, gdyż to pokaże niechlubną prawdę o nim samym.

  Stanisława jednak nie daje się odwieść od powziętego zamiaru. Kończy swoją powieść, rzucając Robespierowi w twarz oskarżenia. Scena ta rozgrywa się na tle gilotyny. Jest bardzo wymowna. Spadająca gilotyna kończy nie tylko życie Olimpii, ale też ucina ostatecznie fascynację Stanisławy osobą Robespierre’a i wyzwala pisarkę od własnej przeszłości, z którą ciągle musiała się mierzyć.

 Czy tylko? Zaraz potem następuje scena wieńcząca spektakl. Stanisława w czerwonej sukni (w tym samym stylu, co suknia Olimpii) stoi obok bohaterki swej powieści, a jednocześnie przecież postaci historycznej i wyśpiewuje swą radość z powodu spotkania „siostry z innej epoki”, cieszy się wstającym dniem, jest szczęśliwa i pogodzona ze światem.

 Obie kobiety stoją na schodach i patrzą z góry na skromny pokoik pisarki. Czyżby oznaczało to, że Stanisława, ukończywszy swą powieść, zakończyła swoją ziemską wędrówkę, a jednocześnie odeszła spełniona i szczęśliwa.


olimpia z gdanska4


 Prawdopodobnie. Na pewno jednak osamotniona i rozmijająca się ze wszystkimi duchowo i intelektualnie pisarka odnalazła w Olimpii przyjaciółkę, powiernicę, potrafiącą ją zrozumieć. To bardzo optymistyczna wizja. Wreszcie fabularna interpretacja losów pisarki nie jest skupiona głównie na jej „nieszczęściu”.

 Opera ta jest interesującą, oryginalną propozycją, ciekawym sposobem na przywołanie postaci niezwykłej pisarki – Stanisławy Przybyszewskiej.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko