Z lotu Marka Jastrzębia – Bezruch

0
218

Z Lotu Marka Jastrzębia



Bezruch


jastrzab-marekPodzielę się rewelacyjnym odkryciem: żywot starego nie jest miły; jak  mawiał Boy, wszystko w nim parszywieje. Zwłaszcza zmienia  mu się patrz: patrzy prędzej do tyłu, niż w przód, a to, co widzi, jest zamazane i wygracowane ze złudzeń. Zaczynają dominować sentymentalne wspomnienia, a refleksje z czasów sielankowej młodości – wychodzić na nocny łów. Bo przeważnie nocą, gdy wydaje mu się, że zasypia, przychodzą do niego omamy, nieważne strzępki ulotnych wrażeń. Trudne do nazwania, umiejscowienia,  emocjonalnego zlokalizowania w czasie.


I porównuje, ocenia, mierzy je z tymi, co były istotne, a nie zostały wpisane w żaden rejestr. I stwierdza, że kiedyś działo się lepiej. Nie musiał udawać młodzieniaszka, niefrasobliwca, który gdzie nie zajrzy, tam biorą go za swego. Nie musiał, bo był właśnie takim, równiachą bez nalotów dobrego wychowania, spokojniakiem w domu, a rozrabiaką i bisurmanem – na ulicy. Z kumplami spod budy łączyły go zainteresowania do leserki, wspólne popalanie petów, jakieś wypady na zieloną trawkę, jakieś erotyczne wygibasy z dziewczynami.


Dzisiaj już nawet nie pamięta szczegółów, ale że nie zapomniał tamtejszej atmosfery, ogólnego klimatu, wrażeń przyspawanych do czaszki, stwierdza, że choć pod niektórymi względami było mu lepiej, to przecież mało co się zmieniło: jak za lat Boya,  człowiek wciąż stacza się i parszywieje, a różnica jest w ilości moralnych epileptyków: ludzi naznaczonych uwiądem. Stwierdza, że jakkolwiek jesteśmy bogatsi o te parę miliardów ludzi i technicznie też idziemy do przodu, to mentalnie drepczemy wokół tych samych dylematów: to, z czym walczył przez cale swoje publicystyczne i lekarskie życie, aborcja, świadome macierzyństwo, zakłamanie, parafiańszczyzna, czy zastępy Dulskich, wciąż pęta się po naszej świadomości.

*

O ile mi wiadomo, człowiek w naszym kulturowym kręgu żyje tylko raz; po dniu wyznaczonym przez Boga czy biologię, rozpada się na poszczególne paprochowe składniki. A jako że tylko raz i od tej żelaznej nie ma odstępstw, człowiek taki powinien zastanowić się, czy jego życie było owocne w pozytywnym sensie. Czy w jakiś sposób pomogło ludzkości w rozwoju.  Czy nie okazało się stagnacyjnym życiem trutnia.


W Szwecji nie istnieje problem próchnicy; studenci tamtejszej zębologii całymi autokarami przyjeżdżają do naszego kraju, by zapoznać się z tym zjawiskiem.


Niekiedy oglądam stare westerny. Wiatr hula po prerii, na horyzoncie drewniana chałupina, a w jej środku pompa, by tamtejsza baba nie wychodziła w pluchę czy zamróz i mordowała się przynoszeniem wody ze studni (u nas, w skansenie nad Wisłą do niedawna były w użyciu koromysła).  


Postęp w sprawach technicznych jest nierównomiernie rozłożony. W Indiach, dajmy na to, lepianki z gliny sąsiadują z luksusowymi wieżowcami naszpikowanymi elektroniką. Przeciętny nomada z Arabii Saudyjskiej, legitymujący się ilorazem inteligencji nieco mniejszym od swojego wielbłąda, posiada telefon satelitarny. W Korei Północnej większość społeczeństwa opycha się trawą po to, by kilku kacyków mogło sobie pozwolić  na atomową broń.


Do jakiej dziury krytej słomą nie wejdziesz i gdzie nie zajrzysz, ludzie mają plastikowe wiadra, butelki, komórki z chipami; cała globalna wiocha zalana jest jednakowymi dekoracjami, benzynowymi stacjami, supermarketami. Jest wyposażona w identyczne metki, stroje, fryzury, kałasznikowy i makijaże.


Od Alaski po Madagaskar ciągną się bezmiary McDonaldów, nadruki na tiszertach i pepsi. Od tajnych lodowców na pustyni Gobi po niewidoczne lasy deszczowe Islandii, mamy amerykańskie ciągoty za namiastkami luksusu. Odwieczną pogoń za mirażami dobrobytu.


A równocześnie brakuje nam elementarnej wiedzy o odrębnej umysłowości mieszkańców, o złożonej  historii krajów, które chcemy tym luksusem – spacyfikować i ugnieść po swojemu. 

*

Statystycznie mówiąc, żyjemy dłużej, tyle że nie potrafimy wyzbyć się utrapień czasów Boya. Boy nie byłby mędrcem, gdyby nie powątpiewał w sens przewlekania ludzkiej egzystencji. W jednym z felietonów zapytał wprost: po co nam dłuższe trwanie, skoro ma być tak samo? By dłużej rąbać w pieluchę?


Trutniów ci u nas dostatek; żyjemy przytroczeni do smyczy złożonej z sybaryctwa. Otacza nas przepych, a samiśmy nędzarze. Tak nawykli do swojej biedy, że nawet jej nie zauważamy. Nie protestujemy przeciwko, lecz jesteśmy za nią, bo poruszamy się wśród ludzi obrosłych w sybaryctwo. Wleczonych na smyczy; z  wygody, w imię zachowania bezruchu, reagujemy zgodą na wszechobecne zło.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko