Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
110

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 


Witaj Karolu Kurpiński


karol kurpinskiPrzed wielu laty oczarował mnie wspaniały, majestatyczny polonez, który po raz pierwszy usłyszałem jako tło muzyczne do telewizyjnego widowiska historycznego Grzegorza Królikiewicza „Trzeci Maja”. Od znawcy tematu uzyskałem informację o kompozytorze i o tym, że utwór nosi tytuł „Witaj królu”. Później znalazłem go pod tytułem „Cześć ci Polsko”. To, nawiasem mówiąc, prawdopodobnie refleks powikłanych historycznych polskich dróg. Być może napisał go Kurpiński na cześć koronowanego na króla Polski cara Aleksandra, w epoce złudzeń na znośną egzystencję kraju pod rosyjskim panowaniem. Stąd tytuł „Witaj królu”. Jednak tytuły w muzyce, tej sztuce w pełni asemantycznej, są przecież jedynie nic właściwie nieznaczącymi sygnaturami.


Wcześniej nazwisko Karola Kurpińskiego (1785-1857) kojarzyło mi się jedynie z nieco przykurzoną półką archiwum muzycznego, z muzyczna starzyzną. W odróżnieniu od genialnego Chopina, był jakby, choć starszy o pokolenie, jego młodszym, mniej uzdolnionym bratem. Poza tym, Chopina zawsze owiewała barwna legenda prywatna przenikająca do literatury (choćby „Lato w Nohant” Iwaszkiewicza), nawet do kultury popularnej, jego miłości i romanse, jego chorobowe męczeństwo i akcenty szaleństwa, a Kurpiński wydawał się postacią bez biografii, albo z biografią tak bezbarwną, że niegodną uwagi i znaną jedynie specjalistom. Ale tak było kiedyś, bardzo dawno temu, w czasach niedojrzałości. A przecież Karol Kurpiński, choć geniuszem nie sięgał Chopina (ale iluż kompozytorom było to tak naprawdę dane?), choć brak jest jego muzyce tej metafizycznej nuty sięgającej nieba, był przecież kompozytorem wybitnym, twórcą wczesnego romantyzmu, autorem kompozycji, które do dziś świetnie się odbiera dzięki ich kunsztowi, świeżości i dynamice. Równo rok temu byłem w warszawskiej Operze Kameralnej na „Zamku w Czorsztynie”, operze komicznej i byłem tą muzyką oczarowany. Było to oczarowanie laika w tej dziedzinie, ale ostatecznie muzyka powstaje przede wszystkim dla laików, a nie dla muzykologów.


Dlatego z przyjemnością sięgnąłem po wydany przez Editions Spotkania albumowy tom poświęcony Kurpińskiemu z dwóch okazji. Pierwszą, formalną, była przypadająca na kończący się rok 230 rocznica urodzin twórcy. Drugą, odnalezienie i zakupienie w Nowym Jorku przez szefa Editions Piotra Jeglińskiego zaginionej dotąd „Mszy” Kurpińskiego. Jej, niejako, prawykonanie odbyło się 11 listopada 2015 roku w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie. Te dwa fakty stworzyły ramę dla pracy cenionego muzykologa Marcina Gmysa, który na stu pięćdziesięciu stronach okraszonych dobrej klasy ikonografią ukazał sylwetkę Karola Kurpińskiego we wszystkich jej wymiarach, od czysto biograficznego, obejmującego między innymi działalność administracyjną w roli dyrektora warszawskiej opery, pedagogiczną, badawczą, edytorską, w roli członka lóż masońskich, po kompozytorską, przy czym ten ostatni wymiar jest oczywiście tej pracy dominantą. Jako ciekawostkę odebrałem fakt zainteresowania Kurpińskiego muzyką starożytnego Egiptu, nieco utopijny, zważywszy, że nie zachowały się żadne świadectwa pozwalające tę muzykę zrekonstruować, ale nawet ją sobie wyobrazić. Jednakowoż Kurpińskiemu udało się tego w jakimś wymiarze dokonać.


Jako kompozytor był Kurpiński twórcą nie tylko wybitnym, ale również bardzo płodnym, odznaczającym się posiadaniem bogatej i zróżnicowanej palety uprawianych gatunków kompozycji, od utworów kameralnych, pieśni, kantat, po orkiestrowe i operowe, głównie w podgatunku kameralnej opery komicznej (m.in. „Jadwiga Królowa Polski” czy „Jan Kochanowski w Czarnym Lesie” czy wspomniany już „Zamek na Czorsztynie”).


Gorąco rekomenduję lekturę tej albumowej edycji, przy czym jej walory poznawcze wzbogacone są przez estetyczną przyjemność  obcowania z tym tomem.


Marcin Gmys – „Karol Kurpiński i romantyczna Europa”, Wyd. Editions Spotkania, Warszawa 2015, str. 163, ISBN 978-83-7965-120-7

 

Pro Amor i Pro Arte


pro kontraJózef Pless, poeta i prozaik, który sporo las żył w Niemczech ma na swoim koncie tomiki poetyckie „Pół na Pół”, „Lubeckie paciorki do syna”, „Obraz wyschniętych wód’, powieści „Jaki tam ze mnie Volkswagen”, a także dwóch książek o Wojciechu Siemionie, w tym cennego zbioru wspomnień o tragicznie zmarłym artyście, „Wieża malowana”. Wspólnie ze znakomitą aktorką Joanną Kasperską przygotowali o wspaniały album monograficzny o jej zmarłym mężu, wybitnym scenografie teatralnym Andrzeju sadowskim, który przed rokiem rekomendowałem na łamach pisarze.pl


Tym razem Józef Pless opublikował prawdziwe cacko poetycko-plastyczne, bo swój zbiór wierszy wzbogacony rysunkami nieżyjącego już wspaniałego artysty, malarza i rysownika Franciszka Starowieyskiego.


W liście do autora, Ernest Bryll podziwia jego zakochanie i niemal zazdrości mu go. Bo istotnie znacząca część wierszy z tomiku „Pro i kontra” dotyczy miłości. Do kobiety i do sztuki. Kobieta, nie ma wątpliwości, ma na imię Joanna i wiem o kogo chodzi. Z ta miłością przeplata się miłość do sztuki. Są w wierszach Plessa reminiscencje z wysłuchanych koncertów, z Szuberta, Chopina, Rachmaninowa,  z obejrzanych obrazów, choćby Jacka Malczewskiego, z Tadeusza Rożewicza, Czesława Milosza, Edwarda Stachury, Guntera Grassa, ze wspaniałości dworku Wojciecha Siemiona, z podróży. Miłość, jak to prawdziwa miłość, jest staromodna, ale na moment pojawia się jeden ze znaków nowej cywilizacji – twister. Pojawia się też, bardzo uczuciowo, Ojczyzna („Ojczyzna”, „In memoriam”), Warszawa, ale także Nike starożytna i „Pani Europa”. Piękne wiersze na pięknym plastycznym tle. Piękne chwile lekturo-patrzenia.


I na koniec reminiscencja własna. W wierszu „Zachwyt” czytam: „W domysłach/Byłaś moja czarowną dziewczyną/Po filmie „Pavoncello”/Zinaidę śniłem każdej nocy” (…).


Bardzo lubię film „Pavoncello” (1967), telewizyjną ekranizację mało znanej noweli Stefana Żeromskiego, dokonaną przez Andrzeja Żuławskiego, z Joanną Kasperską w roli Zinaidy, ze Stefanem Friedmanem w roli tytułowej, także z Mieczysławem Mileckim i Michałem Pawlickim. I ja także, jako widz, podpisuję się pod tytułowym zachwytem.


Józef Pless – „Pro i kontra”, rys. Franciszek Starowieyski,  Wyd. Nowy Świat, Warszawa 2015, str. 75, 978-83-7386-590-7

 

Kto tam znów rusza lewą? Prawa


prawa strona literaturyWe wstępie odautorskim Maciej Urbanowski czyni uwagi niezbędne i w sam raz w przypadku publikacji tak sformatowanej tematycznie, jak na to wskazuje tytuł. Podjął się bowiem napisania serii szkiców o pisarzach, polskich, z dwoma wyjątkami, uczynionymi dla Francuza Maurice’a Barresa i Niemca Ernsta Jungera, których, według różnych skądinąd kryteriów i przy zastosowaniu możliwie najszerszego kwantyfikatora „prawicowości”, można zaliczyć do twórców reprezentującą prawą, w sensie ideowo-politycznym, stronę literatury. Bohaterowie szkiców są, z jednym wyjątkiem Stanisława Pieńkowskiego, zapomnianego poety i zdeklarowanego antysemity z okresu II RP, postaciami dla czytelnika będącego z literaturą za pan brat dobrze znanymi. Są wśród nich Juliusz Kaden-Bandrowski, Stanisław Piasecki, Konstanty Ildefons Gałczyński, Zdzisław Stroiński, Ferdynand Goetel, Stanisław Rembek, Jerzy Andrzejewski, Andrzej Bobkowski. Książkę uzupełnia syntetyzujący tekst o myśli antykomunistycznej w literaturze polskiej. W moim odczuciu, przy konieczności zachowania należytej ostrożności w tego rodzaju kwalifikacjach w stosunku do pisarzy i ich dzieł, dobór personalny dokonany przez Urbanowskiego jest właściwie bezbłędnie trafny. Każdy bowiem z wymienionych pisarzy, niezależnie od pewnych meandrów biograficzno-politycznych, choćby takich jakie stały się udziałem Gałczyńskiego czy Andrzejewskiego, ewidentnie odznacza się tym rodzajem wrażliwości tematycznej, światopoglądowej i estetycznej, w którym można odnaleźć rysy tej postawy, która można określić jako prawicową, oczywiście nie w partyjnym aspekcie tego zjawiska. Chodzi tu nie tylko o czysto polityczny stosunek do komunizmu czy realnego socjalizmu, jako najbardziej do tej pory radykalnej próby wprowadzenia w życie lewicowego projektu społeczeństwa, ale także o zamiłowanie do tzw. mocnych wartości, jak narodowe i konserwatywne. O ile bowiem w opozycji do komunizmu czy realnego socjalizmu prawicowcy znaleźli sojuszników po lewej stronie, wśród socjalistów, socjaldemokratów, a nawet anarchistów, a także liberałów (nie tylko zresztą w Polsce), o tyle po eliminacji wspólnego przeciwnika, stanęli po przeciwnych stronach barykady, po przeciwnych stronach ideowo-politycznego sporu.


Bardzo polecam pracę Urbanowskiego jako ciekawe kompendium pewnego nurtu w polskiej literaturze.


Maciej Urbanowski – „Prawą stroną literatury”, Wyd. LTW, Łomianki 2015, str. 407, ISBN 978-83-7565-445-5


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko