Zdzisław Antolski – Moje Kielce literackie (21)

0
293

Zdzisław Antolski



MOJE KIELCE LITERACKIE (21)

WIERSZE NAJBLIŻSZE

 

1.

sienkiewicz-kielceNajwiększym poetą Ziemi Kieleckiej i Puszczy Świętokrzyskiej jest i pozostanie, Jan Gajzler z Suchedniowa (ur. w 1891, zm. 1940). Z zawodu leśnik, a więc znał doskonale wszystkie zakątki Puszczy Jodłowej, opiewanej przez Stefana Żeromskiego. Publikował w wielu przedwojennych pismach, m. In, w „Żołnierzu Polskim”, „”Gazecie Kieleckiej” oraz w miesięczniku kulturalnym „Radostowa”, którego był „nadwornym poetą”.  W wydaniu zbioru wierszy przeszkodziła mu najpierw choroba nieuleczalna żony, która potem dopadła i jego.

Przesiąknięty był duchem Młodej Polskiej i w tej poetyce osiągnął prawdziwe mistrzostwo, ale w międzywojnu, kiedy „zrzucano z ramion płaszcz Konrada” i wyśmiewano się z młodopolszczyzny – nie miał szans na szersze uznanie. A i tematycznie oraz geograficznie ograniczał się tylko do regionu, więc pozostał poetą regionalnym, choć trudno mu odmówić talentu i rzemiosła.

Czas gra na korzyść wierszy Gajzlera, kogóż dziś obchodzi czy był epigonem Młodej Polski, czy nie? Wiersze są piękne, oto jeden z nich.

 

ZIEMIA UROCZNA

Na  oczach mi się kładzie ta ziemia uroczna,
nasyca się modrością śród zmrużonych powiek, –
garbata od gór łysych, leśna i obłoczna
uśmiecha się jak stary, zamyślony człowiek

Na oczach i na czole ukojnie się kładzie
ciszą krzyżów struchlałych pośród pól z kamienia,–
surowa, jak przydrożne, krasne świątki w sadzie,
gdzie się koral jarzębin w purpurę odmienia.

…Śpią wsie szare śród września złocistej drzemoty,
czerwone od jarzębin, lniane babim latem,–
ciche Wzdoły, Leszczyny, Tarczki i Ciekoty,
ogacone pod jesień jasnożótym kwiatem…

Po rozwartych stodołach biją cepy chlebne,
zbożem pachną i słońcem zapola stodolne.
W sadach baby pasiaste lny sczesują zgrzebne,–
A dziewuchy z owocami idą w miedze polne.

Nad wsiami – świętokrzyskie, niebieskie pagóry,
odwieczna, nieodmienna tej ziemi wymowa,
kłębią się nad praborem granatowe chmury,–
surową klechdą wieków puszcza tchnie jodłowa.

 

2.

Poniższy wiersz Jana Koprowskiego opublikowany był w periodyku „Ziemia Kielecka”, jaki wychodził w Kielcach w okresie październikowej odwilży Gomułki. Pismo ukazywało się raptem dwa lata i znikło równie nagle i cicho, jak się pojawiło. Nikt nie wie, dlaczego zostało zamknięte? Było swoistym fenomenem w dziejach czasopiśmiennictwa polskiego. Pisali w nim najwięksi ówcześni pisarze, od Jarosława Iwaszkiewicza poczynając. Działo się tak za sprawą niesamowitych znajomości osobistych, jakie miał naczelny redaktor – Waldemar Babinicz.

Oprócz redaktorowania prowadził Uniwersytet Ludowy w Rożnicy, a jego gośćmi, a później autorami czasopisma, byli m. In.  – Jarosław Iwaszkiewicz, Maria Dąbrowska, Zofia Nałkowska, Władysław Broniewski, Wojciech Żukrowski, Leon Kruczkowski, Stanisław Czernik, Igor Newerly, Czesław Centkiewicz, Stefan Otwinowski, Jan Koprowski, Ernest Bryll, Bohdan Suchodolski, Stefan Żółkiewski, Władysław Grabski, Stanisław Pigoń, Jan Bolesław Ożóg, Cyprian Czernik, Józef Feldman, Franciszek Bujak, z Kielc przyjeżdżał Józef Ozga Michalski, a także małżeństwo Byrskich, tworzących oryginalny teatr. Z aktorów bywali: Wojciech Siemion i Leszek Herdegen. A to nie wszyscy, było ich znacznie więcej.

 „Ziemia Kielecka” propagowała też idee regionalizmu Aleksandra Patkowskiego z Sandomierza, zauważone już przez Żeromskiego w „Snobizmie i postępie”. Warto zauważyć, że w Kielcach działała wówczas silna grupa krajoznawców- regionalistów: Juliusz Nowak Dłużewski, Edmund Massalski, Jan Pazdur i wielu innych, pomniejszych.

 

KRAJOBRAZ ŻEROMSKIEGO

Znam ten krajobraz na pamięć. Każdą chodziłem ścieżką
do miejsc najbliższych sercu, dawno porzuconych.
Do dziś tam w starych domach dzieciństwo moje mieszka
i pełne lat młodości są wszystkie znajome strony.

To nad rzeczułką Lubrzanką i niecierpliwą Kamienną
łowiliśmy kiełbiki. Jakże te czasy daleko,
gdy wzdłuż doliny Wilkowskiej, dróżką od lat niezmienną
wracaliśmy do domu – białych wśród topól Ciekot.

Ciągle nam w tamte lata szumiały wierzby przydrożne
i chicho wzgórza Kamienia i stoki Radostowej.
Drogami do kościółków dreptały baby pobożne,
myśmy wadzili się z Bogiem i hardo wznosili głowy.

Puścić się dziś, jak ongi, znajomym traktem do Krajna,
zajrzeć do Woli Kopcowej, odpocząć w Starym Strawczynie.
Czasie, co lata pomnażasz, na chwilę młodość daj nam,
dobrze jest nieraz uwierzyć że rzeka stoi – nie płynie.

Tymi samymi drogami chodzili rokrocznie bandosi
z niewielkim tobołkiem w ręce lub z kosą na ramieniu.
Widziałem: na murawie siadali zmęczeni i bosi –
lecz utonęła ich bieda w czasu głębokim strumieniu.

Zostaje wszystko, co piękne. Ku pięknu żegluje pamięć
i zrzuca z siebie obrazy, od których sercu boleśnie.
Dniom, co przed nami, podajmy młodości drugiej ramię,
ten kraj jest z nami i nawet nas nie opuszcza we śnie.

3.

Adwokat i literat, Świętosław Krawczyński, był pasjonatem „najściślejszej ojczyzny”, jak sam często określał Kielce i Góry Świętokrzyskie. Jego gawędy na temat historii miasta i regionu były swego czasu bestsellerami. Przesiadywał często w Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego, i stąd pewnie jego zafascynowanie postacią ojca Stefana Żeromskiego.

 

WINCENTY ŻEROMSKI

Na co dzień
chodził w kapocie
od święta wkładał tużurek
o wyrudziałych połach
nicowany u jakiegoś Szmula
na Pocieszce lub na Wesołej

W Ciekotach postarzał się, przygasł
utrudzony życiem niczym pracą w żwirowni
nie śmiał już jak za młodu wygrażać pięściami
ani górom, ani Bogu, ani carowi.

Nogi mu puchły więc przysiadał
na łące zastodolnej przy krowach
by wydobrzeć w słońcu bogatym
i napaść oczy Radostową.

Niedaleko Lubrzanka
gaworzyła pośród jaskrów i piołunów
jak dziecko, a może jak szpak?
o pięknych miastach
o szkołach dla Stefanka
o pączkach u ciotki Saskiej
o szklaneczce rumu
o zegarku oddanym w zastaw
i o tym, jak dobrze by było popłynąć choćby raz wspak

 

4.

Eugeniusz Żytomirski w Kielcach mieszkał w latach 1935-1939.  Był jednym z wielu literatów PRL. Z władzami komunistycznymi zadarł po 1968 roku. Wikipedia pisze … „Za wydrukowanie w londyńskich Wiadomościach (Wiadomości Literackie) poematu “Odebrano mi Polskę” w 1966 poddany zostaje śledztwu, a w 1968 objęty zakazem druku. W lutym 1969 opuszcza Polskę, a jesienią udaje się do London, Ontario w Kanadzie jako profesor slawistyki na University of Western Ontario. Po paroletniej chorobie serca umiera w Toronto. Prochy zostały pochowane na warszawskich Powązkach.”

Sprawa poematu nie została nagłośniona w Polsce, nie czytałem także na ten temat żadnego artykułu po 1989 r. Nie znam tego poematu, a szkoda… W trzeciej RP doskonale się ma mit paryskiej „Kultury”, ale londyńskie „Wiadomości”, jako prawicowe i nacjonalistyczne,  objęte są jakąś zmową milczenia. Wielka szkoda dla pełnego obrazu kultury polskiej na emigracji.

A wiersz kielecki, Eugeniusz Żytomirskiego, jest po prostu piękny. Maszynopis otrzymałem od znakomitego polonisty, Stanisława Mijasa.

 

 

PARK W KIELCACH

(z cyklu” W mieście Żeromskiego”)

 

Jest w mieście Joasinym, w Łżawcu-Klerykowie,
Park sennie szeleszczący powieść za powieścią,
Słuchają tego szumu smutni staruszkowie
i pary, co w zmierzchu skrycie się tu pieszczą.

Rankami majowymi bladzi maturzyści,
Wsłuchani w własne szepty i drzewiaste rytmy,
Zawiłe gubią daty w kasztanowych liściach
i łzami zapijają gorzkie logarytmy.

Wstydliwie po alejach snują się Biruty
Chowając za rzęsami czuły wzrok Marcina –
I pracą syzyfową toczą się minuty,
Promieniem znad katedry spływa w park godzina.

O zmierzchu cień podąża ścieżką od Łysicy,
Strawczyńską płynie drogą, wzdłuż uliczek leci,
Nad stawem się unosi pośród dwu księżycy
I trzecim – niewidzialnym – swemu miastu świeci.

 

5.

Wiersz mojego krajana z gminy Złota, Adama Ochwanowskiego.

Chrystus pełczyski stoi na Wzgórzu Wapiennym i patrzy na starszą szkołę w Pełczyskach (w tym kościele parafialnym ochrzczony był Adolf Dygasiński z Niegosławic).

Janusz Drzewucki, poeta i redaktor „Twórczości” napisał o nim: „Liryka Ochwanowskiego zasługuje na solidne, a więc całościowe i obszerne omówienie krytycznoliterackie, które określiłoby i nazwało należne mu – wysokie, a jakże! – miejsce w hierarchii najnowszej poezji polskiej”.

Chrystus pełczyski jest jakby moim kolegą z dzieciństwa. Pod jego figurą przeżywałem pierwsze dziecięce miłości i przyjaźnie, zastanawiałem się nad światem, dlatego ten wiersz tak mi jest bliski.

 

CHRYSTUS FRASOBLIWY

Chrystusik frasobliwy z pełczyskiego wzgórza
Którego słabość nasza boli i przeraża
Co roku swoją mękę jak mantrę powtarza
Aby znów w kłamstwach naszych codziennych się nurzać

Pełczyski Chrystus znosi wichry i deszcze
Boi się rąk i myśli w rozpalonych głowach
Głupoty co się mości w pijanych rozmowach
Gdy zamiast modlitw słychać pomruki złowieszcze

Ślizga się nasza wiara jak brzytwa na pasku
Jak patyk wbity w rybę na biblijnym piasku

 

6.

I na koniec mój wierszyk, który traktuję jako notatkę w kajeciku. Ale oddaje on chyba trochę moje uczucia, które żywię do Ponidzia.

 

PONIDZIE, PONIDZIE…:

Ziemia czuła jak kobieta,
tłusta i urodzajna.

Kurhany i w fosach
Łokietkowych grodzisk
czarne figurki
pogańskich bożków.

Łąki, łąki,
chabry, maki, kaczeńce
i skowronek, który wyfrunął
Panu Bogu zza pazuchy.

Kapliczki przydrożne
i w lasach, w wąwozach,
pod paprociami, pajęczynami –
groby.

 

Zdzisław Antolski

 

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · R E K L A M A · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

{loadposition reklama_art}

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko