Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
184

Wacław Holewiński


Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe



Rodzina? Romans? Historia? Europa!!!

 

frassatiZnaczenie rzeczownika „romans” według Słownika Języka Polskiego: „1. związek miłosny osób nie będących parą małżeńską; 2. gatunek literacki; 3. miłosna pieśń liryczna”. Pisząc o książce Kalinowskiej i Moskwy chyba należałoby wykluczyć pierwsze ze znaczeń. Bo bohaterowie tej książki związki miłosne układali jak Pan Bóg przykazał (choć nie zawsze w tak samo przykładny sposób je kończyli). Ale trzeba koniecznie dodać także inne znaczenie: wzajemne przenikanie miłości, sentymentu, nostalgii do obcego kraju. Kraju małżonka, dzieci, wnuków wreszcie. Ten wielopokoleniowy romans, trwający ponad dziewięćdziesiąt lat, wciąż i wciąż odnajduje w głowach Frassatich-Gawrońskich nowe koryta, koleiny, czasami leniwe strumyki, innym razem rwące potoki.


Zacznijmy od początku. Frassati. Nazwisko wymawiane we Włoszech z szacunkiem. Nie, nie od pokoleń, nie od setek lat. Nazwisko, któremu szczególny rys sto dwadzieścia lat temu nadał Alfred Frassati, założyciel jednego z najważniejszych, najbardziej opiniotwórczych dzienników włoskich, ambasador, dożywotni senator. Jest ważną postacią tej książki. On, jego córka, wcześnie zmarły syn, wnuki, prawnuki…


Gawrońscy. Tu historia, polska historia, sięga głębiej, w najbardziej utytułowane rody: Lubomirskich, Radziwiłłów… Gawrońscy nie tak wysoko, ale koligacje szalenie ważne. W tej opowieści najważniejszy jest Jan, to on żeniąc się z Lucianą dał asumpt do tego romansu…


Nie, nie, to Luciana, córka Alfreda, wychodząc za mąż za Jana…

Mieli szóstkę dzieci… Dzieci miały swoje dzieci…


Niekończąca się opowieść. Kalinowska i Moskwa wymyślili, że opowiedzą na pięciuset stronach historię dwóch rodzin połączonych w jedną. Rodzin, których dokonania polityczne, wojenne, literackie, filozoficzne, muzyczne, towarzyskie kazałyby raczej dla kilkunastu bohaterów tej książki tworzyć oddzielne tomy. Kazałyby przepytywać kolejnych świadków, szperać w kolejnych archiwach, wykonać setki następnych wizyt, przepuścić przez różne filtry to, co wiadomo i to, czego można się tylko domyślać.


Tak się nie da, to oczywiste.


On, świetnie wykształcony, dyplomata, człowiek, który miał swój udział w ważnych, a czasami bardzo ważnych dokonaniach polskiej polityki przed wojną, człowiek, który spotykał się z głowami państw, rozmawiał z Hitlerem, którego kochano za jego kulturę, maniery, encyklopedyczną wiedzę. Miał felery? Bez wątpienia. Bo do biznesu się nie nadawał.


Ona? Piękna, odważna, zaprzyjaźniona z Toscaninim, rozmawiająca z Mussolinim i Einsteinem. Wykonująca w czasie wojny zadziwiające misje w Niemczech i okupowanej Polsce, które za każdym razem mogły się kończyć szubienicą albo szafotem. Ale też podejrzeniami o kolaborację z… No właśnie. Z kim? Z czyim wywiadem?


Tak, ta książka nie rozwikłuje wielu zagadek tyczących Jana i Luciany. Pewnie nigdy nie zostaną rozwikłane. Może to i dobrze. Każdy romans musi mieć swoje tajemnice.


Nella, Wanda, Giovanna, Maria Grazia, Alf i Jaś. Szóstka dzieci. Najbardziej znany ten ostatni, najmłodszy, dziennikarz o trudnych do podważenia dokonaniach, polityk, w jakimś stopniu celebryta. Może najbardziej podobny do ojca? Zaraz, zaraz, a Alf? Filozof ze sporym dorobkiem. A Maria Grazia, księżna Salvati, a Wanda, której zdjęcia zamieszczały największe magazyny całego świata, która jako jedyna „wkręciła się” do prywatnej daczy Chruszczowa?


Mieli łatwiej niż ich rówieśnicy? Może tak. Z drugiej strony, jest coś niezwykłego w sposobie wychowywania tej szóstki. Rodzice nie poświęcali im za dużo czasu, mieli swoja ukochaną polską nianię Jaju. Ale to nie był cieplarniany wychów. O, nie! To czasami naprawdę była cierniowa droga. Tak, matka i ojciec byli wtedy, gdy była taka konieczność. Czasami myślę, że to, co dostajemy od rodziców w postaci wykształcenia, kontaktów, wpojonych norm moralnych, trwałych zasad, obycia jest ważniejsze od pieniędzy, wpływów, urody…


Wróć… Wanda porobiła siostrom zdjęcia. Były piękne. Mogły w mężczyznach przebierać. Ładnym jest w życiu łatwiej. Stara prawda.


Wróć, na zdjęciu syn Nelli, Sebastian O’Meara, oprowadza brytyjską Królową Matkę po Cortonie. Wielu drżałyby łydki… Chyba nie w tym wypadku…


Wróć… Polowanie w Hiszpanii, generał Franco…


Wróć… Pier Giorgio, brat Luciany, syn Alfreda, szwagier Jana. Wyniesiony na ołtarze przez Jana Pawła II. Gdy zmarł miał ledwie dwadzieścia cztery lata. Roześmiany święty…


Kim byli? Kim są? Polakami? Włochami? Wychowali się w Polsce, Turcji, Austrii, we Włoszech, w Anglii. Wracali do Polski, jakoś się z nią utożsamiali, Alf w niej, podobnie jak ojciec, zamieszkał po wojnie. Nie da się ich wcisnąć do żadnej szuflady.


Ważna książka. Ważna z wielu powodów. Także dla dziwnych PRL-owskich niuansów, podejrzeń o szpiegostwo, trwających jeszcze od przedwojennych czasów przyjaźni z Bolesławem Piaseckim, bliskości Jana Pawła II…


Tak, mam też zastrzeżenia. Kalinowska i Moskwa wyśmiewają niektóre z zapisów Służby Bezpieczeństwa, zwłaszcza, gdy idzie o Alfa. Wystarczy, że ich bohater powie, że takie zdarzenie nie miało miejsca. Zaraz jednak odnajduję passus o jego zanikach pamięci. Może było tak, jak mówi Alf, pewnie tak. Ale na coś trzeba się zdecydować. Bo jednak dalej te wątpliwe zapisy służą za świadectwo prawdzie. Albo taki zapis: „Wielu spośród tych młodych ludzi, słuchających w kościele o.o. Dominikanów natchnionych słów kardynała Wojtyły, już kilka tygodni później, w pierwszej połowie maja 1977 roku, znajdzie się w szeregach Studenckiego Komitetu Solidarności…”. Wielu? Naprawdę? Kto? I z którego SKS-u, bo było ich, prócz krakowskiego, pięć? Ja wiem, ze chodzi o ten pierwszy, ale warto to było dopisać.


Myślę też sobie, że wersja książki, którą dostaliśmy jest wyraźnie pisana pod obcego, zagranicznego czytelnika (bo pewnie jest już albo będzie niebawem przełożona przynajmniej na włoski), wiele tu opisów dla Polaków absolutnie zrozumiałych bez potrzeby tłumaczenia. Ale książka ta zajmie, nie mam najmniejszych wątpliwości, ważne miejsce nie tylko w sercach Gawrońskich Frassatich. Ważna będzie w każdym domu, w którym dzieje tej części Europy są czymś więcej niż tylko epizodem, który można zauważyć, ale też pominąć bez jakiejkolwiek szkody. Trzeba ją czytać, trafiać w epokę, w konkretnych ludzi, zdarzenia. Gdy tak na nią spojrzymy, ten polsko-włoski „romans” okaże się czymś szczególnym w naszej historii. Niezależnie od dalszych losów kolejnych pokoleń ma tu swoje trwałe miejsce.

 

Krystyna Kalinowska, Jacek Moskwa – Frassati Gawrońscy włosko-polski romans, Świat Książki, Warszawa 2015, str. 528.


· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · R E K L A M A · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

{loadposition reklama_art}


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko