Z lotu Marka Jastrzębia – Celebryta

0
270

Z lotu Marka Jastrzębia


 

CELEBRYTA


jastrzab-marekDotąd miał kalkulator zamiast serca, do tej pory był z niego człowiek zamieniony na banknot, weksel i zaciągnięty kredyt. Do teraz był ofiarą losu,tańczącym z długami, w związku z czym – bywalcem rejestru tychże. Ciągle przeliczał, obliczał, podliczał i odliczał, jak finansowy  Machiavelli, lub nowej daty filister. Stale był na dorobku, a nigdy przy kasie.
 

Aż któregoś pięknego dnia napadło go olśnienie i uroczyście oznajmił sobie, że ma dosyć biedowania, spłacania, oszczędzania, pożyczek na lichwiarski procent, że chce mu się stronić od gruszkowych obietnic. Nagle postanowił przeprofilować dotychczasowe poglądy, zamienić je na dopasowane do aktualnej rzeczywistości, czyli na perkalikowe, wzięte z sufitu lub operetek czy wodewili. Albowiem też zapragnął podłączyć się do profitów, nieprzytomnie uchlać się dobrobytem, albowiem też zachciało mu się rozbijać limuzynami, opychać bażantami, przepiórkami, robić wyniosłe grymasy, łazić na rauty, wernisaże, instalacyjne imprezy z wyszynkiem na krzywy ryj. 
 

Tak więc przywdział gajerek nakrapiany elegancją i gotowy do zadawania szyku, wszedł do pobliskiego salonu z elitą. Przykucnął na brzeżku krzesła wyściełanego namaszczeniem. Nieśmiało wtrącił swoje trzy grosze, lecz już po chwili zorientował się, że jest słuchany. Co go wzruszyło, wpędziło w anielski humor, bo gdy ten czy ów począł przyznawać mu rację, poklepywać po łopatkach i mówić do niego proszęsz kolegi,  podzielać jego zdanie, potakiwać mu, jakby rzekł coś wybitnie sensownego, zrozumiał, że trafił w dziesiątkę. Wstrzelił się w tutejszy klimat.
 

Więc już pewniej, dosadniej, większą częścią półdupka umościł się na krzesełku i raźniej zerkał w stronę kanapy, centralnego sanktuarium z wyrokami, opiniami, zdziadziałymi matronami. A gdy spojrzawszy w kierunku obiektu swoich westchnień i nieutulonych tęsknot zobaczył, jak wszystkie osoby zgromadzone na niej, przesuwają się ku sobie, ścieśniają, by zrobić mu wolne miejsce i zapraszają go, by raczył spocząć, pojął, że biorą go za swojaka, jednego z nich, kumpla, przed którym tatula i matula przestrzegali: kiedy zwróci na ciebie  uwagę, nie stój, nie czekaj, tylko zacznij się bać. Dla spokoju przelicz, co ci zostało w portfelu, sprawdź zamki, szafy, sztućce, ilość złotych plomb, złap się za kieszeń i upewnij, czy nie ma tam jego ręki. Uciekaj, bo choć jest chytrze uśmiechnięty, pogodny, wyluzowany, a z twarzy jego emanuje ciepło, to pod pretekstem, że dobrze ci życzy i oddałby ostatnie stringi, byle pomóc, ulżyć, wynagrodzić, z radością trzepnie tobą o ścianę, podłoży świnię zamiast poduszki, z szacunkiem puści cię z torbami.

 

MOTYWY DZIAŁANIA


Przez moment myślałem nieprzychylnie o pojawiających się komentarzach, zwłaszcza w pismach poważnych, zwłaszcza pod tekstami o znaczeniuwiekopomnym. Przez moment sądziłem, że ich brak lub zdawkowość świadczą, iż mało kto je czyta. Lecz że z definicji momentu wynika, iż nie trwa on wiecznie, a każda (no, powiedzmy, nie każda, ale co druga) głupota ma swój finał w refleksji, tak i ja po krzepkim zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie w tym rzecz, by podpisać listę obecności pod cudzym tekstem, dać wyraz swoim poglądom czy szarpnąć się na złośliwość pod adresem jego twórcy, ale w tym, by ów tekst przeczytać. Przetrawić pod kątem zrozumienia, o co w nim chodzi.
 

Oczywiście, autor uwielbia pławić się w zachwytach. Miło mu, gdy jest noszony w lektyce dla nieśmiertelnych. Ale trzeba, by tenże autor miał świadomość, że zachwyt może być  sztuczny, nieśmiertelność chwilowa, a lektyka – spróchniałym rekwizytem z teatru chorej wyobraźni.
 

Tu warto zacytować słowa T. Pratchetta z książki „Piekło pocztowe”: “Zawsze pamiętaj, że tłum, który oklaskuje twoją koronację, jest tym samym tłumem, który będzie oklaskiwał twoją egzekucję.”
 

Zatem pomiędzy pisarzem czytającym tylko siebie, a pisarzem czytającym również  innych, różnice są namacalne. Pierwszy oczekuje aplauzu, a gdy go oczekuje na próżno, jest zniechęcony do dalszego pisania. Drugiemu na nim nie zależy. By móc coś powiedzieć, nie musi napawać się zwarzonym entuzjazmem, bo potrafi obejść się bez lukrowanych podziwów. Motywem pisania pierwszego jest obsikanie mu tekstu przez podziw komentarzowej psinki. Motywem pisania drugiego jest… konieczność pisania.

Resumując: pierwszy jest interesowny, drugi cieszy się za darmo.

 

WOLONTARIAT


Wbrew obecnym czasom, czasom wzmożonego merkantylizmu, istnieją pisarze postępujący wobec innych pisarzy w sposób altruistyczny. Dzielą się z nimi tym, co mają, są uczynni, pomocni bez podpowiadania, a są takimi, bo tak uchodzi. Wypada przyjść z pomocą, okazać serce, nie być kutasem.
 

Postępować wbrew, na przekór, to moja niespełniona mrzonka. Pragnienie wolontariusza – literackiego altruisty: dążyć do celu nie oglądając się na prześmiewców i zohydzaczy każdej szlachetnej idei.
 

*

Nie chcę być obsadzany w roli szczyla zabłąkanego w pijanej mgle. Nie pragnę też kuśtykać po relatywnych przypuszczeniach. Nie dla mnie znojne roztrząsanie co jest, a co nie jest wolontariatem. Mam ochotę na jednoznaczne kryteria i czarnobiałe definicje.  Toteż szukam  człowieka potrafiącego mi pomóc  przejść przez obecny, niegustowny gust. Zrozumieć, dlaczego nie rozumiem…
 

Moje kłopoty zaczynają już w momencie ustalania definicji. Kto jest, a kto nie jest wolontariuszem. Najprzystępniej mówiąc, to człowiek pomagający innym w sposób dobrowolny.  Wrażliwość nie może być chwilowa. Uczucie musi być stałe, niezależne od kaprysu. Dlatego tak ważne jest odpowiedzenie sobie na pytanie o długofalowy i konsekwentny cel pomocy bliźniemu: co dla mnie, przyszłego wolontariusza, stanowi główny motyw działania, co decyduje, że chcę nim być?
 

Jeżeli miłość do drugiego człowieka, jeżeli niezłomne przekonanie, że nigdy go nie opuszczę i w każdej sytuacji będę z nim, to jestem na właściwej drodze.
 

O konieczności prowadzenia i rozwijania działalności wolontariatu przekonywać nie trzeba. Zwłaszcza – korzystających z jego pożytków. Ośmieszana praca społeczna, krzywdząco utożsamiana z komunistycznymi subotnikami i innymi kolektywnymi zrywami, ma korzenie osadzone w nieobecnej przeszłości. Tak dawnej, jak egzotyczne pojęcie logiki czy miłosierdzia.
 

Organizacje filantropijne od dawna istnieją na całym świecie. Podstawowym warunkiem przyjęcia wolontariusza, jest zaznajomienie go z kodeksem etycznego postępowania. Zapoznanie go ze spoczywającymi na nim obowiązkami wobec osoby wymagającej pomocy. Wpojenie mu zasad lojalności, punktualności, dotrzymywania obietnic, co sprawia, że człowiek uznany wolontariuszem powinien posiadać wszystkie te cechy naraz.
 

Ludźmi pracującymi społecznie, byli, między innymi, Janusz Korczak, Kazimiera Iłłakowiczówna, Piotr Skarga, Stanisław Staszic, Wacław Nałkowski, Maria Dąbrowska. To nieliczne wzory zanikających postaw. Ginących, a przecież pamiętanych przez sklerotyków takich, jak ja.
 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko