Lech Śliwonik-O likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego (ciąg dalszy)

0
72

Lech Śliwonik



O likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego
(ciąg dalszy)
 

sterta-ks1

            „Popierają nas setki profesorów, politycy, dyplomaci, pisarze, tłumacze, artyści (…) podpisują nasz apel o zaprzestanie skandalicznej i nieuzasadnionej ekonomicznie, a także społecznie już znienawidzonej likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego” –  takie zdania skierował  do polskiej inteligencji Społeczny Komitet Ratowania PIW, apelując o udział w debacie przeciw unicestwieniu jednej z najbardziej zasłużonych instytucji kultury polskiej. Wcześniej pod przygotowaną przez Komitet petycją #ratujPIW złożono prawie 5000 podpisów.

Budząca powszechne oburzenie i protesty sprawa ma już prawie 20-letnią historię. Minister kultury   w 1997 roku oddał zadłużone (8 mln złotych) wydawnictwo – także kilka innych instytucji kultury – ministrowi skarbu państwa W 2005 roku dyrektorem PIW został Rafał Skąpski, po wygraniu konkursu do którego stanęło 33 kandydatów. Gdy zdołał otrząsnąć się z przerażenia po poznaniu faktycznej sytuacji PIW, zabrał się do roboty. Zahamował  narastanie długu, uporządkował kwestie pracownicze, przywrócił własność kamienicy (ul. Foksal – centrum stolicy; wartość 14 mln zł), co otworzyło możliwość sprzedaży zbędnych lokali, a zatem pozwoliło myśleć o uregulowaniu pozostałej części zobowiązań. Oficyna regularnie  wydaje książki, ma dochody, ma bogaty magazyn opublikowanych książek (wartość 1,5 mln), które są stale sprzedawane, ma wreszcie ogromne bogactwo, jakim są wydawnicze prawa autorskie. I jeszcze cos ważnego – dług został zmniejszony o 80 procent.

Okazuje  się, że to nie są dla rządu argumenty wystarczające do próby ratowania – w lutym 2012 roku minister skarbu Mikołaj Budzanowski podpisał zarządzenie o wszczęciu likwidacji. On jednak miał pewną klasę: zaprosił Skąpskiego i jemu powierzył funkcję likwidatora, ze słowami nadziei, że zlikwiduje dług, nie firmę.  Na paranoję zakrawa fakt, że wkrótce potem (w czasie targów książki) premier Donald Tusk podpisał apel – do własnego, ale już nowego,  ministra – o ratowanie oficyny. Razem z nim zrobili to  jego ministrowie – Bogdan Zdrojewski i Michał Boni. Zdrojewski – jako kierownik resortu kultury  – składał też kolejne zapewnienia: że ministerstwo ma pieniądze na ratowanie PIW, że będzie powołana narodowa instytucja kultury –  może nowa Akademia Literatury, że pracuje nad ustawą, która pozwoli wyjść z błędnego koła. Jaka wartość tych deklaracji? Słowa, słowa, słowa… Obecna minister Małgorzata Omilanowska i jej „sztab” każdą wypowiedzią budzą zdziwienie. Pani minister oznajmia, że PIW jest bankrutem; jej przedstawiciel publicznie informuje, że do kamienicy przy ul. Foksal są roszczenia właścicieli, choć sąd oddalił je przed pięciu laty.

Na apel Społecznego Komitetu 7 maja zebrało się ponad sto osób – pisarze, naukowcy, publicyści, wydawcy, wreszcie czytelnicy. Dyskusja była żywa, ale przebieg do przewidzenia: oprócz słów goryczy, żalu i złości, wypowiadano znane prawdy, powtarzano znane fakty. Jednak przyszedł – jak się zdawało – moment zwrotny. W całej sprawie brakuje ze strony władzy woli politycznej. Dlaczego można było oddłużyć Teatr Polski we Wrocławiu i zdecydować o przyznaniu mu stałej dotacji, a w tej sprawie nic nie można zrobić? – to była pierwsza jasna konstatacja. PIW jest dobrem kultury – zaczął wywód kolejny mówca – więc powinien nim zajmować się minister kultury, ale on na to nie ma ochoty. Zajmuje się natomiast ten, który na kulturze się nie zna – minister skarbu. Skoro jeden nie chce, drugi traktuje kulturę jako pozycję w rejestrze finansowym – zostaje tylko jedna droga. Do premier Ewy Kopacz. Ona może i powinna nakazać obu dostojnikom: albo się dogadacie, bo taka jest wola społeczna, albo… Tu odezwał się kolejny uczestnik debaty: zacznijmy od ministra skarbu, który może zmienić kalekie rozporządzenie, a jeśli nie będzie skutku, to do szefa rządu. Ja postaram się o dojście do ministra, to nie jest problem.  Mówił z taką pewnością siebie, że zebrani uwierzyli. No i zgromadzenie się rozeszło. Autor propozycji zaczął starania. Starał się, starał się starał, aż …odwołano ministra. Czyli – cała para w gwizdek. Likwidacja trwa.

Z tym rządem już  niczego się nie załatwi:  partyjny kociokwik po przegranej Bronisława Komorowskiego, wymiana ministrów, za kilka miesięcy wybory – nikt nie zajmie się takim drobiazgiem jak społeczny ruch w obronie kultury. Czy PIW może na coś liczyć? Czy jest jakaś  nadzieja? Z kłopotu wybawia gramatyka – na pytania retoryczne odpowiadać nie trzeba.

PS. W tym kontekście nie sposób nie odnotować jeszcze jednego sukcesu polskiej kultury, a zwłaszcza skuteczności władzy: sprzedano – firmie ze Stanów Zjednoczonych! -przedsiębiorstwo Polskie Nagrania. 40 tysięcy nagrań za 8 milionów złotych. 200 złotych za utwór! Za dwie stówy wiejska kapela gra na weselu jednego oberka.

Lech Śliwonik

Warszawa, 30 czerwca 2015 r

*

            Tę datę dopisałem dzisiaj. Przed dwoma dniami zadzwoniłem do dyr. Skąpskiego – czy  zaszły jakieś zmiany w sytuacji. Ależ tak! – usłyszałem – właśnie idę do PIW prosić o zgodę na wzięcie swego prywatnego notesu z  szuflady w moim biurku.  Okazało się, że w Wydawnictwie, bez jakiejkolwiek zapowiedzi,  pojawił się 7 lipca człowiek, który oznajmił: jestem mianowanym przez ministra nowym likwidatorem. Media doniosły, że domagał się podania stanu kont, zażądał opuszczenia gmachu przez pracowników. Trudno uwierzyć, ale tak było: to on wyjął z teczki odwołanie dla Skąpskiego! Ani minister skarbu, ani żaden z jego zastępców, ani któryś z licznych dyrektorów departamentów – nikt nie znalazł choć paru minut dla człowieka, który walczył o ratowanie instytucji przez 10 lat.  

Warszawa, dnia 9 lipca 2015 r.     L. Ś.

 

 

Uzupełnienie:

Apel #ratujPIW podpisali: Julia  Hartwig, Maja Komorowska, Józef  Hen, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Bralczyk, Andrzej Z. Makowiecki, Ewa Lipska, Andrzej Mencwel, Antoni Libera, Jacek Głomb, Wojciech Zabłocki, Edward Krasiński.

*

W ciągu 25 lat, to jest od rozpoczęcia edycji Dzieł zebranych Witkacego, współpracowałem z kilkoma dyrektorami PIW-u. Żaden z nich nie dorasta do pięt Rafałowi Skąpskiemu i żaden nie zrobił dla PIW-u tyle, co on. Dorobek wydawniczy za jego dziesięcioletniej kadencji jest imponujący i to powinno się przede wszystkim liczyć w ocenie pracy. Postąpiono z nim w sposób urągający wszelkiej przyzwoitości i na dodatek postawiono zarzuty, które są paskudną manipulacją i kłamstwem. Kolejny dowód urzędniczej buty i arogancji.

(List Prof. Janusza Deglera do autora tekstu)

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko