Stanisław Grabowski – Kilka uwag do wiersza „Śpieszmy się” ks. Jana Twardowskiego

0
292

STANISŁAW GRABOWSKI


 

Kilka uwag do wiersza „Śpieszmy się”

ks. Jana Twardowskiego

 

twardowski                Każdy, kto cytuje więcej niż jeden wers z wiersza ks. Jana Śpieszmy się, nie zapomina dodać, iż jest to utwór „dedykowany Annie Kamieńskiej”, przy tej okazji pisze się o Niej także np. „wieloletnia przyjaciółka ks. Jana”, a o Nim: „ Jej powiernik”, „spowiednik”. Myślę, że należy wyjaśnić, jak to naprawdę było.

                Spieszmy się, po raz pierwszy zostało opublikowane w numerze 43 „Tygodnika Powszechnego” z 1971 roku, z kilkoma innymi wierszami Twardowskiego: Gdybyśmy sami wymyślili; Bezdzietny anioł; Mrówko, ważko, biedronko; Matka Boska staroświecka; Spotkania. 

                Ksiądz-poeta miał taki zwyczaj, że wiersze pisał w czasie letniego wypoczynku spędzanego na łonie natury, na ogół blisko Warszawy, ale w miejscach urokliwych, takich np. jak Głoskowo, Lipków, Loreto, Kamieńczyk. Twierdził, że w ciągu roku na pisanie nie miał czasu, choć sobie to i owo obmyśliwał. Twórcza wena towarzyszyła mu właśnie podczas wakacyjnego urlopu. Napisawszy kilka lub kilkanaście wierszy, wysyłał je do redakcji krakowskiego „Tygodnika Powszechnego”, na ogół jesienią, do rąk życzliwego mu red. Jerzego Turowicza.  

                W tym piśmie debiutował w 1946 roku, w 16 numerze utworami poetyckimi: Piosenka o powstaniu; Wiersz banalny; Kolumna Zygmunta; *** (Nocą klękasz i znaleźć chcesz Boga…). Druk zawdzięczał Wojciechowi Żukrowskiemu, poznanemu przed wojną w redakcji pisma licealistów – „Kuźnia Młodych”. Stanowili wówczas, chciałoby się rzec, parę przyjaciół, choć różnili się i charakterami, i poglądami na życie. Wojtek był żywiołowy, energiczny, z miejsca zdobywał sympatię otoczenia. Janek był nieśmiałym milczkiem, niepewnym swego literackiego talentu, nie wiążącym z literaturą jakichś większych nadziei. W znanym liście do Jana B. Ożoga pisał: „Niektórych wierszy swoich wstydzę się i nigdy nie napisałbym teraz podobnych, odczuwam głębokie potrzeby życia wewnętrznego, tęsknotę za świętym kapłaństwem – większość wierszy swoich zaliczam do swoich śmiesznych słabości” (Jan B. Ożóg, Jak świętych obcowanie, 1978).

                Żukrowski, w czasie wojny przebywał w Krakowie, był dowódcą plutonu specjalnego w zgrupowaniu AK „Żelbet”, miał pseudonim „Czarny”. Poznał wówczas Karola Wojtyłę, z którym pracował w zakładach chemicznych „Solvay”, wydał m.in. tom wierszy Rdza, uczestniczył także aktywnie w podziemnym życiu kulturalnym, publikował w konspiracyjnym „Miesięczniku Literackim”. Nie zerwał kontaktów z przebywającym w Warszawie Jankiem Twardowskim, odwiedzał go. Wierzył w talent kolegi, zachęcał do pisania, a po wojnie polecił Jerzemu Turowiczowi. Redaktor naczelny ufał Żukrowskiemu i dlatego publikował każdą nadesłaną przesyłkę od ks. Jana, i jak się po latach okazało była to decyzja prorocza. Ba, jak zapamiętał ks. Jan: „często byłem zdumiony, gdy odpowiadał na mój list od razu odwrotną pocztą. Nie tylko dziękował za przesłane wiersze, jego listy zawierały bardzo wnikliwe spostrzeżenia świadczące o pogłębionej lekturze”.

                Wróćmy do Śpieszmy się. Otóż w numerze 43 z 1971 roku „Tygodnika Powszechnego” pod tytułem tego wiersza nie ma dedykacji poświęconej Annie Kamieńskiej, na ogół ks. Jan rzadko dedykował komuś swoje utwory.

                Pierwsza wersja utworu, napisanego regularnym trzynastozgłoskowcem, choć nierymowana, różni się zresztą od tej, którą obecnie znamy. Wykreślono z niej dwa wersy, dziesiąty: „nawet rząd i ministrów nabija w butelkę” i dwunasty, licząc od góry: „biedna ludzka pewności – atleto bez jąder”. Pierwodruk stanowi zwartą całość, nie ma podziału na zwrotki. Autor korzysta także z interpunkcji, choć dość swobodnie, co mogło być „winą” redakcyjnej maszynistki przepisującej tekst.

                 W wersji obecnej w tomie pt. Zaufałem drodze. Wiersze zebrane 1932–2006, wydanej w 2007 roku, którą uznajmy za kanoniczną, utwór Śpieszmy się jest podzielony, pewnie nieprzypadkowo, na cztery nierówne strofy, pozbawiono go także interpunkcji, widnieją pod nim daty „1971,1980”. „Poprawianie” napisanych tekstów, zmienianie tytułów, to był stały zwyczaj ks. Jana, stosowany zresztą nie tylko przez niego. Wielu to czyniło. I czyni. Jednak czytając wiersz warto wiedzieć, że jeśli coś nas zaintryguje lub zaskoczy należy sięgnąć do źródła, do pierwodruku, przekonamy się wtedy, czy był on skracany, lub też przerabiany.  

                Nawiązując do dwóch powyższych dat (1971, 1980) należy zapytać, czy pomiędzy nimi wiersz był gdzieś przedrukowywany, i w jakim kształcie? I gdzie ukazała się w 1980 roku jego poprawiona wersja? W tymże roku opublikowano tom autorstwa Twardowskiego pt. Niebieskie okulary. Zaglądamy do nich i… odnajdujemy wersję z Zaufałem drodze.

                Jednak wcześniej, bo w 1979 roku wyszły Twardowskiego Poezje wybrane w LSW-owskiej „Bibliotece Poetów”, w których Śpieszmy się ma formę jak w tomie Zaufałem drodze. Wiersze zebrane 1932–2006. Dlaczego więc w tej książce widnieje data „1980”? Może to i błahe pytanie, ale może warto poznać na nie odpowiedź.

                Szukając odpowiedzi, kiedy po raz pierwszy wiersz został opublikowany i tak mocno związano go z Anną Kamieńską, to skoro oboje nie żyją, spójrzmy np. do Wikipedii. A tam owszem jest wzmianka o Śpieszmy się, ale takiej treści: „Niedługo przed śmiercią ks. Twardowski zadedykował jej (tzn. Annie Kamieńskiej – S.G.) swój znany wiersz Śpieszmy się. Poetka zdążyła jeszcze na ten wiersz odpowiedzieć tekstem Puste miejsca”. „Niedługo”… „Zdążyła […] odpowiedzieć”. Przecież Kamieńska zmarła w 1986 roku!

twardowski2                Zajrzyjmy zatem do jej wydanego w 1982 roku Notatnika 1965–1972.

                Pierwsza wzmianka o ks. Janie pojawia się w nim na str. 19. W informacji: „7 maja 1966 o godzinie 19.30 zmarł Stanisław Jerzy Lec […] Podobno dopominał się o księdza Twardowskiego”. Nie znaczy to jednak, iż dopiero od tego czasu zaczyna się zainteresowanie Kamieńskiej ks. Janem, jego liryką. Pisała o nim wcześniej.

            Ówczesny rektor klasztoru ss. Wizytek, namiętny pochłaniacz prasy kulturalnej, bez trudu zauważył jej artykuły o swojej poezji. Miał zewsząd sygnały o zainteresowaniu się jego liryką przez zwykłych czytelników, tym, którym udało się dostać „spod lady” reglamentowany wówczas „Tygodnik Powszechny”, zresztą tępiony na różne sposoby przez władze, najboleśniej po śmierci Stalina. Ale oto pisze o nim obecna od wielu lat w prasie literackiej profesjonalna poetka, tłumaczka i krytyk, czyli ktoś  w a ż n y,  autorka takich zbiorów krytycznych jak: Pragnąca literatura, Jeden z grzechów pięknych.

            To musiało intrygować. A że ks. Jan poznał wcześniej jej męża poetę Jana Śpiewaka… Po raz pierwszy spotkali się w trójkę w połowie lat pięćdziesiątych XX wieku. Jednak do przyjaźni i do dedykowania wierszy była daleka droga. To się stało dopiero po latach wzajemnych odwiedzin, czego dowodem u Kamieńskiej np. poetycki opis Domu pod Dobrą Nowiną, w którym poeta mieszkał przy klasztorze ss. Wizytek od 1959 roku: Ptasi domek drewniany / przylepiony do klasztornego muru / z pożaru świata ocalały / w zbroi kruchości archanielskiej […]. Zresztą, przez wiele lat nowi znajomi ks. Jana byli parą obojętnie religijną. I dopiero śmierć Jana Śpiewaka spowodowała u Kamieńskiej głęboką przemianę wewnętrzną, powrót do Kościoła, czego dowodem są m.in. jej Notatniki.

            A czy poetka znała wiersz Śpieszmy się, bo przecież miała dostęp do jego wersji rękopiśmiennej, tj. przed wysłaniem do „Tygodnika Powszechnego”, co sugerują nam słowa zamieszczone pod datą 17 września 1971 (s. 183) w jej Notatniku 1965–1972: „Nowe wiersze Jana Twardowskiego. Jego mądrość przejawia się skromnie, jakby mimochodem. Bez celebracji”. Z kolei, w Notatniku 1973–1989 pod datą 1973 na stronie 41 czytamy: „Najtrudniej jest kochać ludzi w tramwaju i przepełnionym autobusie” [sic!].

            Czyli znała, jednak nie znajduję u niej nigdzie informacji, by wiedziała, iż pierwodruk właśnie jej został zadedykowany.

            Istnieją różne opublikowane wersje na temat kontaktów Twardowskiego z poetką. Przytoczę tę, którą ks. Jan opowiedział Waldemarowi Smaszczowi: „Śpieszmy się […] zadedykowałem Annie Kamieńskiej, z którą łączyła mnie wielka przyjaźń w ostatnich latach jej życia. Jego przesłanie zmieniła niespodziewana śmierć poetki (w 1986 roku – S.G.), przyjmowany jest zwykle jak utwór poświęcony zmarłej. Było jednak inaczej. Kamieńska bardzo przeżywała śmierć swego męża […] Wszystko to powracało w naszych rozmowach, wędrówkach po cmentarzu powązkowskim, po kolejnych pogrzebach. Stąd powstał ten wiersz, który w niedługim czasie nabrał innego znaczenia. Nie mogłem myśleć o śmierci Anny Kamieńskiej, kiedy go pisałem, chciałem jej pomóc w trudnym dla niej okresie”.

            A jak zakończyła się ta poetycka przyjaźń. Są różne relacje. Sięgnijmy do wspomnienia syna Kamieńskiej, Jakuba Śpiewaka: „Nie zauważyłem, żeby się pokłócili. Coś jednak musiało się stać, kłótnia, spór czy po prostu rozstali się emocjonalnie… Mama nigdy nie zwierzała się z tego” (Blisko ziemi, blisko nieba, 2015).

            Jan Śpiewak zmarł w 1967 roku. Wiersz został opublikowany po raz pierwszy w 1971 roku. Niby coś w powyższej rozmowie się zgadza, ale nie wszystko. Bo dlaczego cztery lata po śmierci, a więc w najgorszym dla poetki okresie, nie znalazła się pod jego tytułem dedykacja jej poświęcona? Pamiętamy, co ksiądz powiedział: „chciałem jej pomóc w trudnym dla niej okresie”. Na dodatek publikacja wiersza z dedykacją w prasie byłaby na pewno szybsza od publikacji w tomiku. Więc? Ktoś tu albo czegoś nie pamięta, albo zadaje zbyt mało precyzyjne pytania.

              Mamy jednak inny ślad dotyczący dedykacji. Otóż w tomie Kamieńskiej Wpół słowa mamy, jak już wiemy, odpowiedź na Śpieszmy się, czyli utwór poetycki pt. Puste miejsce. Zaczyna się tak: Nikogo nie zdążyłam kochać / choć tak się spieszyłam / jakbym musiała kochać tylko puste miejsca / zwisające rękawy bez objęcia ramion / opuszczony przez głowę beret […].

            Tom Wpół słowa. Wiersze z lat 1979–1980 ukazał się nakładem „Czytelnika” w 1983 roku! To, zgodnie z jego podtytułem, zawęża nam poszukiwania do roku 1980. Czyli można sądzić, że właśnie w 1979 roku po raz pierwszy w wydanych w „Bibliotece Poetów” Poezjach wybranych została do Śpieszmy się dołączona dedykacja, zresztą przez następnych kilka lat „niedostrzeżona” przez czytelników. Dopiero po śmierci poetki rzeczywiście zaczęto łączyć ją z tym wierszem, czyli piętnaście lat później od pierwodruku zamieszczonego w „Tygodniku Powszechnym”. Mają swoje losy ludzie, mają i utwory poetyckie.     

                A kiedy incipit wiersza jakby oderwał się od autora, to stał się wręcz anonimowy, chętnie przytaczany odtąd setki razy i w mediach, i w rozmowach prywatnych, jest parafrazowany, obecny w tytułach pośmiertnych wspomnień, był tytułem wielkiej wystawy poświęconej księdzu-poecie, widnieje w nekrologach, na klepsydrach, nawet w krzyżówkach, a ostatnio znalazł się na pamiątkowej tablicy na domu przy ul. Koszykowej 20, gdzie Twardowski się urodził („spieszył się kochać ludzi”). Dodajmy, że to nie jedyne „skrzydlate słowa”, które cytujemy za Twardowskim (np. Można odejść daleko / by stale być blisko).

                Dr Aldona Kraus, m.in. autorka książki o ks. Janie O wszystkim i o niczym (2009) wspomniała w rozmowie ze mną, że kiedy Śpieszmy się kochać ludzi zaistniało na billboardach Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci, ksiądz kazał się wozić po Warszawie i ze zdumieniem oglądał ogromne plansze ze swoim poetyckim zdaniem. Gdyby był materialistą zarobiłby na nim miliony. Może szkoda, bo i tak na ogół honoraria przekazywał ubogim i potrzebującym, co zresztą było i pozostało jego tajemnicą.

                To największe zwycięstwo pisarza, kiedy jego słowa stają się własnością wszystkich. Poetka, Ludmiła Marjańska twierdziła, że tylko za te słowa poeta powinien otrzymać literacką nagrodę Nobla!

twardowski3                Wiersz był też wielokrotnie omawiany w prasie literackiej, „przerabiany” na licealnych lekcjach i na akademickich seminariach, deklamowany na konkursach recytatorskich, polemizowali z nim poeci i felietoniści… Dlatego zwracam tylko uwagę na paradoksy w nim zawarte, aforostyczny kunszt i zwięzłość. Konstanty Pieńkosz, analizując tropy literackie rozsiane w wierszu, stwierdził, iż jest tam „dystych który brzmi jak naśladowanie z autora Króla Popiela, wyraźnie wyodrębniający się, nawet intonacją: Nie pisz o tym zbyt często, lecz pisz raz na zawsze / a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny” (Poezja świętego luzu, „Literatura” 26 II 1981).Tak, trop Miłosza można odnaleźć nie tylko w tym dwuwierszu, a wpływy innych: Peipera, Czechowicza, Lieberta, Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej…

                I choć np. prof. Zeler pominął Śpieszmy się w swoim opracowaniu Po wiersz tak prosty że każdy zrozumie, to szczegółowo zajął się nim Andrzej Sulikowski w książce Na początku był wiersz czyli 13 nowych odczytań poezji ks. Jana Twardowskiego. Nie chciałbym powtarzać sądów prof. Sulikowskiego, ale jeden muszę, bo mi się podoba, mianowicie, kiedy pisze, iż ciekawe, że imperativus (tryb rozkazujący) zostaje tutaj w osobliwy sposób osłabiony użyciem liczby mnogiej, i to osoby pierwszej. Dzieje się tak w strofie rozpoczynającej i zamykającej wiersz. A więc przykazanie to dotyczy wszystkich, także i mówiącego. Zupełnie inną wymowę poetycką miałaby zapewne forma „śpieszcie się kochać ludzi”, wyłączająca jakby poetę poza zbiorowość. Utwór ujawnia zatem dwa przynajmniej kierunki komunikacyjne: wzywa czytelnika do czynu serca (liryka apelatywna), samemu zaś poecie nakazuje przemianę wewnętrzną (liryka refleksyjna).

                Śpieszmy się…

               

Ps.

Zaczęło się stulecie ks. Jana. I… zaczęła się fala przekręceń i przekłamań z nim związanych. Cytuję z „Rzeczpospolitej” (30–31 maja 2015): „Debiutował w 1937 roku tomem Powrót Andersena. W czasie wojny walczył w AK. W 1948 roku przyjął święcenia kapłańskie. Przez wiele lat pisał do szuflady. Wiara i poezja były wtedy ucieczką przed brutalnością otaczającego świata. Przełomem w jego poetyckim życiu stał się pierwszy wydany po wojnie zbiór wierszy Znaki ufności. Ukazał się dopiero w 1970 roku”.

Jeśli chodzi o ścisłość, to debiutował na łamach pisma „Kuźnia Młodych” w 1932 roku, w którym opublikował sporo wierszy, także opowiadania, wywiady, recenzje, tłumaczenia z francuskiego, no i przede wszystkim kapitalny Poradnik literacki, wcześniej był obecny na łamach gimnazjalnego „Promienia Szkolnego”. Czy walczył w AK? To sprawa do dziś niewyjaśniona, owszem pomagał swemu szwagrowi Truszkowskiemu, żołnierzowi AK, to pewne, ale żeby walczyć? Gdzie. W jakiej roli? Przed wojną ze względu na słaby wzrok nie przyjęto go do podchorążówki. Czy pisał tylko do szuflady? Od 1946 roku drukował dość regularnie wiersze w „Tygodniku Powszechnym”, także w „Tygodniku Warszawskim”, katowickiej „Odrze”, z rzadka w „Przewodniku Katolickim”, „Więzi”, „Znaku”, „Za i Przeciw”, „W drodze”, „Twórczości”, „Poezji”, „Literaturze”, „Osnowie”, „Piśmie”, „Kierunkach”… Pierwszy po wojnie poetycki zbiór ks. Jana pt. Wiersze ukazał się w jednej obwolucie z Niepowrotnymi godzinami ks. Pawła Heintscha w 1959 roku. Zyskał spore, acz częściowo konspiracyjne grono czytelników, także recenzje. W Bibliotece Domu Literatury zapisywano się na jego lekturę, podobnie jak na paryski miesięcznik „Kultura”.            

 

S.G.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko