Janusz Termer – Ślad człowieka, ślad węża

0
174

Janusz Termer

Przypomnienia

Ślad człowieka, ślad węża
 

    Trochę trudno w to uwierzyć, że mówiąc czy pisząc o Romanie Samselu (1935-2003) trzeba od kilkunastu już lat używać czasu przeszłego! Tak – wydawałoby się – niedawno przecież jeszcze spotykaliśmy się z nim na różnych imprezach literackich; sesjach, spotkaniach czy pisarskich jubileuszach. Ostatnio, czyli parę miesięcy przed jego przedwczesną śmiercią (a skończyłby w czerwcu 2015 r. dopiero 80 lat), rozmawiałem z nim gdy byliśmy wspólnie w Staszowie i Kielcach na Regionalnych Targach Książki, wraz z paroma kolegami po piórze (był wśród nich m. in. Stanisław Szwarc-Bronikowski, też już nieżyjący i zapominany telewizyjny reportażysta). Byliśmy gośćmi doktora Macieja Zarębskiego i kierowanego przez niego wówczas Staszowskiego Towarzystwa Kulturalnego, które nota bene było wydawcą kilku ostatnich książek Romana Samsela.

   Kim był Roman Samsel?

   Wiadomo ze słownika pisarzy: prozaikiem, reportażystą, tłumaczem literatury iberoamerykańskiej, a nadto niespiesznym wędrowcem po Polsce i świecie, dziennikarzem radiowym, telewizyjnym i prasowym, korespondentem prasy polskiej w Meksyku i całej Ameryce Południowej, a przy tym znawcą i miłośnikiem kultury – zwłaszcza wspaniałej literatury – tego kontynentu. Ale wiadomo także, że był, jak każdy z nas zapewne po trosze, człowiekiem zagadką, postacią nie dającą się sprowadzić do lamusa oficjalnej słownikowej noty biograficznej, zamknąć w kilku wierszach pożegnalnego wspomnieniowego nekrologu… Zawsze gdzieś tam będzie wystawać jego rogata i daleka od jednoznacznej oceny dusza człowieka czynnego i uczynnego, sprawiającego wrażenie nieco zagubionego i naiwnego, solennie przy tym uczciwego i lojalnego, tak wobec siebie jak i innych, łapczywie i niekoniecznie koniunkturalnie, jak chcieli by go widzieć niektórzy z kolegów, poszukującego własnej życiowej drogi…

     Człowieka i pisarza, jak wielu, zaplątanego w meandrach politycznych i społecznych wyborów tamtego czasu przełomu, wielkich ideowych i narodowych nadziei, ale i także przecież  – o czym mało kto wtedy chciał pamiętać – nieuchronnych wielkich zasadzek, rozmaitych pułapek, rozlicznych niespodzianek  wynikających z owych gwałtownych politycznych, ideologicznych czy ekonomiczno gospodarczych przeobrażeń – czasu już niby przeszłego, ale, co widzimy to coraz wyraźniej w miarę upływu lat, i czasu teraźniejszego także – na drodze tej czyhających na wszystkich nas bez wyjątku…

     Poznaliśmy się z Romanem Samselem – już nie pamiętam gdzie i kiedy dokładnie – gdy zaczął przysyłać mi swoje książki do recenzji, czyli gdzieś zapewne w połowie lat 70. (ubiegłego stulecia!). Oczywiście, była w tym naturalna zupełnie chęć zainteresowania recenzenta literackiego (którym to wtedy bywałem pisując do kilku czasopism literackich i gazet codziennych), pokazania się innym ze swoim pisarskim dorobkiem. Lecz było w tym i coś więcej chyba: mianowicie chęć nawiązania bezpośredniego kontaktu z czytelnikiem, żywego kontaktu z odbiorcą, potrzeba rozmowy i dyskusji na temat nie tylko tej jednej konkretnej książki, która wkrótce stawała się zaledwie dalekim i rychle zapominanym punktem wyjścia w rozmowie o wszystkim innym naraz: o literaturze i polityce, historii i aktualiach czy personaliach…

     Roman Samsel interesował się rzeczywiście tym wszystkim i wszystko mocno przeżywał. Potrafił nawet, pod wpływem jakiejś myśli, impulsu czy bulwersującej go wiadomości, telefonować do znajomych i kolegów (wiem, bo zdarzało się, że i do mnie parokroć także) w porach przeznaczonych raczej na nocny odpoczynek i długo monologizować o jakiejś sprawie, niekoniecznie literackiej, pytać rozmówcę o opinię, wciągać w długą “pogaduchę“ o życiu, i takich tam do niego „dodatkach”… Mogło to być oczywiście czasami, i bywało, męczące dla interlokutora, ale znacznie częściej także inspirujące, mocno pobudzające do myślenia i zajęcia jakiegoś jasnego stanowiska! Nie zgadzaliśmy się – zwłaszcza w początkach lat 90. – w wielu kwestiach, nie zawsze rozumiałem jego ówczesne wybory i związki z postaciami takimi, jak choćby ów „charyzmatyczny’, naiwny i sprytny demagog, kandydat na prezydenta RP, który wygrał nawet z Tadeuszem Mazowieckim (dla przypomnienia co młodszych czytelnikom), ów „człowiek znikąd” Stan Tymiński, który go na koniec „ukrzyżował” (patrz jego Samselowe wyznania Dałem się ukrzyżować Stanowi Tymińskiemu, wyd. 1992). Wybory wynikające być może z głęboko przeżytego rozczarowania ówczesna sytuacją, stanami frustracji politycznej i osobistej. W czasie gdy nie miał środków do życia po zwolnieniu go z etatowej pracy w „Rzeczpospolitej”, w  epoce tamtych ustrojowych przemian i – pod ich szyldem częstokroć – środowiskowych oraz prywatnych niejednokrotnie “koleżeńskich”, zawistnie małostkowych porachunków. Acz głównie, jak myślę, bo Roman Samsel nie formułował tego, w mojej obecności przynajmniej, bezpośrednio, kierowała nim jak zawsze, tak to widzę dzisiaj, przede wszystkim  charakteryzująca go ogromna ciekawość natury czysto poznawczej, wielka wytrwała i trudna próba rozumienia mechanizmów funkcjonowania rzeczywistości, skoncentrowana uwaga kierowana na zachowania i postawy innych ludzi, świat polityki, literatury…

      Był Roman Samsel osobowością złożoną i daleką od tej opinii, czyli mówiąc po gombrowiczowsku “gęby”, jaką zrobiono mu w owym neofickim, surowym, pazernym i groźnym zapale “lustracyjnym” tamtego czasu. Mała to pociecha, że nie on jeden padł ofiarą tych procesów, choć wyjątkowo mocno wszystko to przeżywał, aczkolwiek nigdy na ten temat niczego od niego nie usłyszałem wprost, mimo iż namawiałem go na to, by to, czego wtedy doświadczył – zebrał rozproszonego uwagi i zapisał w osobnym utworze wspomnieniowym, bo mógłby to być jego “życiowy temat“. Obiecywał to swoim interlokutorom wielokrotnie, ostatnio właśnie w owym Staszowie, podczas rozmowy przy ognisku wydanym – przez wspaniałego miejscowego pana nadleśniczego – na zakończenie owych Regionalnych Targów Książki, że się zmobilizuje, że już robi notatki, i “że się za to weźmie na serio“…

Nie zdążył!

   Tytuł tego krótkiego wspomnienia o Romanie Samselu zaczerpnąłem naturalnie z jego książki, tytułu jednego z jego zbiorów opowiadań, literackiego gatunku, który najbardziej odpowiadał jego charakterowi pisarskich uzdolnień i naturze człowieka – obserwatora czułego na wszelkie odmiany rzeczywistości i ludzkich zachowań indywidualnych. Gdzieś tam w świecie, najczęściej oczywiście latynoskim, podpatrzonych i przetworzonych w krótkie, zwięzłe, żywe i barwne obrazki; pozornie dotyczące tylko spraw drobnych i niepowtarzalnych, kryjących jednak w sobie najczęściej ów tak dla nas „egzotycznie” rozedrgany świat lokalnych odprysków wielkiej gry światowych sił politycznych ówczesnych mocarstw, jak i zarazem  „umom”, jak mawiają nasi wschodni sąsiedzi, nieogarniony – przywoływany w znaczących symbolicznych obrazkach cały ten charakterystycznie kolorowy latynoski kosmos wielkich i małych spraw ludzkiej codziennej egzystencji. Ślad człowieka, ślad węża (Czytelnik, 1984) i Samotność dalekich podróży (wyd. pierwsze Czytelnik, 1985), to nie tylko najlepsze jego tytuły do pisarskiej sławy i chwały Romana Samsela, ale i – tak to dziś widzę – symboliczny skrót: autorskiego psychologicznego charakteru i zarazem jego nieobojętnej postawy wobec wszelkich faktów społecznych, przejawów życia, otaczającego go „wężowego” świata międzyludzkich relacji.

    Już tylko te dwa zbiory nowelistyczne wystarczyłyby do tego, żeby można o Romanie Samselu powiedzieć śmiało, że pozostawił on swój wyraźny i niepowtarzalny, choć nigdy nie wiadomo jak trwały – jak zawsze w takich przypadkach –  “ślad” na ziemi, chociaż “wężem” (wedle stereotypowego skojarzenia) to on, jako człowiek wyjątkowo w sprawach literackich prawy (choć może nieco po dziecięcemu nadmiernie, jak na „węża”, ufny), nigdy nie był. To przecież domyśleć się nie trudno, jak dojmująco odczuwał i przeżywał w latach ostatnich ową sygnalizowaną zwłaszcza tytułem wyboru opowiadań Samotność dalekich podróży, autentyczną samotność swych, tych owych amerykańskich, dalekich i egzotycznych oraz zarazem tych najbliższych mu – życiowych, politycznych i pisarskich – podróży…

                                                                                                                            J.T.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko