Andrzej Walter – Matrix – In nomine consumptio …

0
70

Andrzej Walter

 

 

Matrix – In nomine consumptio …

 

 

tv   Statystyczny Polak z roku na rok ogląda coraz więcej telewizji. Dwa lata temu było to średnio ponad cztery godziny dziennie. Rzecz jasna statystyka jest dziedziną fałszującą pełen obraz problemu, (ponoć statystyka jest jak bikini – pokazuje wiele, choć, co najważniejsze – zakrywa) jednak sądzę, że sprawa jest dość poważna. Ta jej powaga dotyczy biernego wpływu, jaki to medium ma na nas wszystkich.

 

   Na oglądalność telewizji w Polsce nie ma wpływu ani rosnąca liczba sprzedanych biletów do kina, ani książek. Nowa aktywność konsumenta – w dodatku ledwo zauważalna – nie musi ograniczać poprzednich. Statystyk nie zachwieje też grupa konsumentów, która w ogóle nie ogląda telewizji. To są ludzie albo niemający czasu na telewizję, albo świadomie z niej rezygnujący, ponieważ żyją we własnym, bardziej wysublimowanym świecie. Stanowią zaledwie 1 procent ogółu.

 

   Na pytanie – Jak spędzasz wolny czas?, 41 procent ludzi odpowiada – przed telewizorem. Druga, co do wielkości grupa śpi (25 procent). 17 procent siedzi w internecie, 12 procent gotuje, a 3 procent chodzi do teatru. Socjologów te statystyki nie zaskakują. Więcej na świecie telewizji oglądają dziś już tylko Amerykanie. Badacze zgodnie twierdzą, że umiłowanie telewizji wynika z naszej ubogiej kultury wypełniania wolnego czasu. Telewizja wygrywa z wyjściem do restauracji, bo generalnie jest łatwiejsza i tańsza.

 

   W zachodnich krajach jedną z najważniejszych alternatyw dla telewizji jest sport. Średnio 40 procent Europejczyków uprawia go raz w tygodniu. Polaków – 19 procent Ale uwaga – jeśli w 2003 r. 59 procent Polaków nie splamiło się żadną aktywnością fizyczną, to w 2014 ten odsetek spadł o 10 punktów.

 

   Statystyki oglądalności telewizji zawyża w Polsce wyjątkowo duża grupa emerytów, rencistów oraz bezrobotnych. Niemal 20 proc. z nich to najwytrwalsi oglądacze. Równie dużą grupę stanowią zapracowani 40- i 50-latkowie, wychowani w czasach komuny i niewidzący potrzeby wypracowania alternatywnych form spędzania wolnego czasu, charakterystycznych dla zachodniej Europy.

 

   Młodsze grupy bardziej wykształconych konsumentów zaniżają z kolei statystyki, ponieważ skupiają się na internecie. Jeśli oglądają telewizję, to tylko dokładnie wyselekcjonowane programy o konkretnej porze – innymi słowy, oglądają to, co chcą, a nie wszystko, jak leci. Większość treści i tak znajdują w sieci.

 

   Krótko zamykając te statystyki (zaczerpnąłem je z Newsweeka, Gazety Prawnej oraz danych publikowanych na bieżąco przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji – oglądaczami telewizji są miliony Polaków – i te miliony kształtowane są przez przyswajane treści. A techniki manipulacji w tej materii przekroczyły wszelkie granice.

 

   W świetle wyżej przywołanych danych wielce zainteresowała mnie książka Piotra Szumlewicza ze złowieszczym podtytułem „rzecz o polskich mediach” – zatytułowana prowokacyjnie „Wielkie pranie mózgów”.

 

   Autor w latach 2010 – 2012 pracował w Telewizji Polskiej. Jest dziennikarzem, publicystą, współprowadzącym program „Ja panu nie przerywałem” w Superstacji, jak również redaktorem kwartalnika „Bez dogmatu” i portalu lewica.pl.

 

   Poglądy na świat, życie i człowieka Pana Szumlewicza są mi diametralnie obce – różnimy się niemal wszystkim. Jego lewicowe, aby nie rzec komunistyczne postrzeganie rzeczywistości bywa w tej książce częstokroć tak nachalne, że miałem moment – kiedy doszedłem do połowy lektury – chęci odłożenia jej ad acta. Jednak … powiedzmy sobie szczerze, Pan Szumlewicz ma „lekkie pióro”, potrafi czytelnika wciągnąć i stwierdziłem, że z ciekawości tematu, dotrwam do końca. Ostatecznie, kto w młodości nie był komunistą, może być u schyłku życia … wiemy kim – i, na szczęście, nie na odwrót. Poza tym, pewne wizje komunistyczne, nie są aż tak odległe od wizji katolickich jak mogłoby się wydawać, a znam ludzi, którzy uważają Jezusa Chrystusa (z właściwym sobie przekąsem) za pierwszego socjalistę. Ta teza, jest dla mnie, co nieco naciągana, jednak nie jest mi obca chęć pochylenia się nad losem człowieka. Co innego wręcz obsesyjny atak na Kościół podlany marksistowskim propagowaniem rewolucji obyczajowej. Dźwięczą tu nuty fałszywe, błędne, aby nie rzec – pokraczne, ale każdy ma prawo do swej wizji i ja to prawo Pana Szumlewicza – wbrew pozorom – bardzo szanuję. To temat na inną dyskusję. Warto jednak pochylić się nad tym, czym jest telewizja i z kim, mamy w niej do czynienia.

 

   W opisie książki dokonanej przez wydawnictwo – czytamy:

 

W swojej nowej książce Piotr Szumlewicz, dziennikarz i publicysta, pokazuje mechanizmy rządzące polskimi mediami. „Wielkie pranie mózgów” to zbiór błyskotliwych, świetnie napisanych felietonów. Każdy dotyczy innego aspektu funkcjonowania mediów.

 

Autor odsłania pustkę świata, który szczegółowo zbadał od wewnątrz. Piętnuje brak wiedzy znanych dziennikarzy i obnaża głupotę celebrytów namaszczonych przez zaprzyjaźnione media. Przedstawia świat dziennikarski jako autorytarną, bezrefleksyjną władzę, która tępi krytyczne myślenie, wypiera z debaty publicznej kluczowe tematy, reprodukuje i umacnia najbardziej szkodliwe stereotypy. Książka z jednej strony stanowi odważną krytykę polskiego dziennikarstwa, a z drugiej jest przenikliwą analizą wpływu mediów na świadomość społeczną.

 

   To wszystko prawda i trudno się z tym nie zgodzić. Oczywiście, jak już wspominałem, rażą wycieczki polityczne, czy socjologiczne, jednak – jak to w zbiorze felietonów – możemy przepuścić je przez palce. Najgorsze jest to, jaka wizja dziennikarstwa wyłania się z relacji naocznego świadka, jakie poziomy manipulacji kreśli autor, który na własnej skórze doświadczył spotkań z szarymi eminencjami mediów oraz jak żenująco niski poziom prezentują ci ludzie. Ludzie, dodajmy, którzy wpływają na miliony.

 

   W tym kontekście książka ta jest wręcz przerażająca. Lektura wywołuje gniew, niechęć i refleksję – czy świat, w którym żyjemy ma jeszcze szanse na przetrwanie?

 

   Warto przyjrzeć się jej fragmentom opublikowanym na stronie Wydawnictwa Czarna Owca:

 

http://www.czarnaowca.pl/filozofia/wielkie_pranie_mozgow,p1323792757

 

wchodząc w zakładkę – zajrzyj do książki.

 

   A kiedy do niej zajrzysz, przeczytać możesz o rzeczach, które codziennie widzisz na własne oczy, oglądając na przykład dzienniki informacyjne czy inne programy publicystyczne (jeśli, rzecz jasna, masz choć trochę wiedzy niezależnej z lektury innych źródeł – prasy, książek, czasami publicystyki z sieci) …

 

   Jakie są, zatem, aspekty machiny medialnej? Po pierwsze nie trafia tam nikt „z zewnątrz”. Nikt bez poparcia, czy bez konkretnego celu aktualnie rządzącego guru. Po drugie nie liczą się żadne kompetencje. Wiedza otrzymujących najwyższe gaże dziennikarzy jest mniejsza niż przeciętnego maturzysty, a o montażu programu udającego fachowy decyduje specyficzna technika doboru materiału – z reguły opartego na emocjach, nie mającego wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Nikt nie sprawdza dokładnie źródeł newsa – liczą się reakcje stadne, czerpanie z wiodących źródeł informacyjnych i kompilowanie mentalnej sensacji w miejsce obiektywnego badania. Takie przedstawianie świata, ze światem realnym nie ma wiele wspólnego i w efekcie ważniejsze staje się złamanie nogi przez „znaną twarz mediów” niż, przykładowo, śmierć stu tysięcy ludzi w Rwandzie … To koszmar.

 

   Tak „robi się” dziś większość dzienników informacyjnych. Odnoszę wrażenie, że poziom takich audycji – z całym dystansem do propagandy PRL-u – był o wiele wyższy trzydzieści lat temu. Ta smutna prawda jest o tyle bardziej smutna, że trzydzieści lat temu serwowano do tego ogromną liczbę kłamstw. Dziś tamte kłamstwa zastąpiły inne kłamstwa. Do tego zaniżając znaczenie poziomu i wagi przekazywanych informacji. Kiedyś realizowano wiodącą linię postrzegania partii – ponoć zjednoczonej, ponoć robotniczej i ponoć w sojuszu z narodem bratnim. Dziś realizuje się interesy wielkiego kapitału wraz mętnymi interesami na styku polityki, władzy i rozrywki. Pikujemy w dół, choć dziś – barometr kamuflażu pokazuje wysoki stan ciśnienia. I w efekcie wydaje się, że „to tylko prawda” – w ramach wolności i demokracji. Niestety. To jedno, wielkie, oszustwo. Wielka ściema. Montaż. Świat rodem z Franza Kafki.

 

   Kim są, zatem, ludzie, którzy jeszcze w to wszystko wierzą?

I jak, oni w to wierzą? Czy całkowicie, czy, jednak, pomimo wszystko, opadły już łuski z oczu (po 25 latach „wolności”) i nadszedł uzdrawiający dystans? Tego niestety, nie wiadomo. Uważam, że nie jest możliwa całkowita obojętność, dystans obiektywny… że nie sposób mówić z czystym sumieniem – ja nie ulegam. Zasysane treści bywają przyswajane bowiem częstokroć podświadomie. I finalnie – wszyscy, po części, stajemy się omamieni, zmanipulowani, nakręceni przez te czy inne siły. Nawet ci niczego nie oglądający – a mający, siłą rzeczy, konieczność styczności z całą resztą. Taki wpływ powinien stać się przedmiotem wnikliwych badań i analiz. Jeśli coś ma nas jeszcze w tym świecie uratować. W każdym razie, trzeba uderzyć się w pierś i powiedzieć sobie jedno – jesteśmy świadomi, czym jest telewizja z drugiej dekady XXI wieku. Jest śmietnikiem. Jest maszynką sterowania emocjami, światem dobrze zaprezentowanych złudzeń, fałszywych perspektyw i dezinformacji. Bez lektury stajesz się podatnym na taki wpływ dzieckiem we mgle. Można przekonać cię do wszystkiego, można ci wszystko sprzedać i spowodować – właściwe reakcje w każdym temacie. Można ulepić cię wedle życzenia Wielkiego Brata, który rozpadł się na cząsteczki będące krwiobiegiem tego Systemu. Systemu, w którym rządzą, tylko pozornie, z kilkusettysięcznymi gażami, „fantastyczni” dziennikarze – celebryci, a tak naprawdę rządzą korporacje, albo nawet ktoś ponad nimi. Kto? To nieważne.

 

   Orwell okrzepł na naszych oczach. Nie jest taki jak w książce 1984. Jest mieszaniną absurdu ze złudzeniem normalności. Jest, póki co, sztuczną bańką, która nakręca masy w konsumpcyjnym poniżeniu. W pogardzie dla człowieka, który z człowieka stał się tylko widzem.

 

   I cała nadzieja w tych, przywołanych na początku statystykach. W fakcie, że ludzie młodzi posiłkują się – też zaśmieconą, choć wydaje się, iż nadal wolną – siecią. Ta sieć wkrótce zostanie również zawłaszczona przez „Odgórne sterowanie”. Ostatecznie technologie szpiegujące już sięgają zenitu. Jednak nadal sieć pozostanie, w pewnym sensie interaktywna – w przeciwieństwie do telewizyjnej bierności odbioru. Pytaniem jest na ile eminencje z tylnych siedzeń zdołają ową interaktywność zablokować, czy też ograniczyć. A wiemy przecież, że można to zrobić – jak w Chinach. Choć zawsze wtedy pozostaje szansa na wyrwę, na szczelinę, wąski przesmyk, przez który przejdzie światło wolności…

 

   Powracając do ‘Wielkiego prania mózgów” i samej książki, z tym iście pretensjonalnym tytułem. To książka bardzo dobrze napisana. Z jednej strony obnażająca fakt, że król jest nagi. Z drugiej bardzo słaba w tym swoim lansowaniu obyczajowej rewolucji. Z trzeciej strony – książka bardzo odważna i bardzo ważna. Chyba bowiem nadszedł czas oświecenia mas, czym jest telewizja, czym stały się współczesne media, jaka jest ich rola, i jakie są zadania i do kogo to wszystko jest adresowane. Nadszedł czas powiedzenia sobie kilka ważnych prawd – szklany ekran nie zabił kina (na szczęście, choć wieszczono…), skierowany jest, praktycznie, do barbarzyńcy, który będzie, fakt tej żenującej rozrywki, brał za dobrą monetę. Skierowany jest celem ukształtowania postaw, zjawisk, nowych faktów, stanów i okoliczności. Skierowany jest do wszystkich i do nikogo. Tak naprawdę do nakręcenia świata na modłę idiotycznie pojmowanej rzeczywistości. I trzeba w końcu wyraźnie powiedzieć – bez lektury, w takim świecie, jesteśmy najzwyczajniej – całkowicie bezbronni. Bez tej lektury ludzie wiedzą (większość ludzi), kim jest mama Madzi z Sosnowca, a nie wiedzą, kim był Zygmunt Krasiński … I rozumiem, że nie jest to adresowane do czytelników naszego portalu. Oni wiedzą – pewnie i to, i tamto. To nieszkodliwe. Jednak taki obraz Polaków dziś się wyłania z tak zwanego całokształtu …

 

   Jak to się stało, że dziennikarstwo sprostytuowało się tak mocno? Czy stało się to samoistnie? Poprzez nakręcenie świata wedle nowych technologii, wedle nowoczesności, dostępności, elektronizacji, cyfryzacji i wszelakich innych profanacji ducha stawiając w jego miejsce literalną dotykalność i świat jedynie zastany? Być może. Ale być może to nasza decyzja. Decyzja ludzkości stopniowo ograniczającej rolę człowieka i wynoszącej na piedestał rolę maszyny. Może stało się nieuchwytne? Niezauważalne. Dziennikarz przestał być poszukiwaczem, a stał się … kreatorem. Tyle, że wcześniej, chyba nic nie znalazł, a kreuje na najniższych instynktach, najprościej, najłatwiej i najprzyjemniej – licząc kasę w portfelu – te swoje trzydzieści, marnych, srebrników.

 

   Zawsze fascynowały mnie techniki manipulacji. Socjologiczne źródła postaw ludzkich. Psychika jednostki i psychika tłumu. Technologia niwelująca człowieczeństwo i zmieniająca świat. Ta fascynacja doprowadziła mnie, być może, nad przepaść prawdy. Ta prawda jest dość dobitnie pokazana w tej książce. Przestaliśmy, bowiem, żyć w realnym świecie. Masy narzucają nam mody, zapatrywania, tendencje i wizje rodem z rzeczywistości serialowej i nakłaniają do mętnej percepcji faktów, źródeł i informacji. Ktoś, kiedyś, stwierdził – informacja jest wszystkim i było to stwierdzenie odważne. Dziś, ta informacja, zdecydowanie potaniała, zmatowiała i stała się kluczem do poglądów, postaw i wiary w cokolwiek. Informacja, która jest tak wieloznaczna jak kakofonia sygnałów docierających z wielu miejsc i tworząca bezideowy tygiel zatracenia. Jesteśmy już tylko zabłąkanymi wędrowcami – wtłoczeni w proces produkcji, zamknięci w samochodowych puszkach, stojących w korkach i spędzających te kilka wolnych chwil … przed telewizorem. Książki kurzą się na półkach, dzieci wychowują się same, a miłość … ?

  

   Miłość jest sprowadzona do zaspokojeń potrzeb. Czasem do odbycia ślubu z całym jego przebogatym przemysłem, czasem do fizjologii z olbrzymią ofertą realizacji, a czasem do chemii. Tak. To obłęd. Tylko, że obłęd rozplanowany. Przewidziany i określony. Tylko, że nie każdy zdolny jest to zobaczyć. Dostrzec to w całości swej formy i postaci. W ukrytej, dobrze zakamuflowanej formie przedstawianej przez współczesne media. I nawet – jeżeli, w sposób oczywisty, demonizuję i przesadzam – jest coś na rzeczy. Coraz większa liczba ludzi zaczyna widzieć to, co do tej pory było skrzętnie ukryte pod pozorem prostej, niewinnej rozrywki. I właściwe – już dziś – jestem pewien, że ludzkość w tym obłędzie się zatrzyma. Że nasyciła się już plazmą ekranu, wybawiła fantastycznie sterowalnymi pilotami do swoich domowych centrów spędzania wolnego czasu. Do, tego czasu, nazwijmy – konsumowania, gdyż chyba takie określenie wydaje się tutaj najwłaściwsze.

 

   A czas … jest chyba czymś ważniejszym, żeby można go było tylko konsumować.

 

   Piotr Szumlewicz napisał książkę niepokojącą. Zaszkodził jej radykalnością poglądów, a jednak uchwycił w niej to, co możemy spotkać i spotkamy po drugiej stronie ekranu. I opisał też kogo możemy tam spotkać. I choć nigdy ich nie spotkamy, nigdy, być może (i oby), nie zagościmy w czeluściach tego absurdu – powinniśmy wiedzieć. Po prostu – wiedzieć. To Matrix. Matrix informacji. Matrix kreacji i matrix rozrywki. Musimy poznać jego skalę, temperaturę i objawy. Wiedzieć i znać zależności, mechanizmy – słowem – faktyczny obraz telewizji i jej roli.

 

   Być może wtedy, przestaniemy już dyskutować o jakiejkolwiek misji, gdyż jest ona nierealna do spełnienia. Przestaniemy karmić się złudzeniami w tej materii. Odłożymy warstwę tych treści – bądź pseudotreści – na właściwe jej miejsce. Będzie to warstwa śmietnika i kloaki dla najmniej odpornych.

 

   Wiem, że nikogo tu nie przekonałem do wyłączenia telewizora. Zresztą, nie to, było moim celem. Sam lubię obejrzeć czasem mecz (najbardziej rękę Thierrego Henry w meczu decydującym o awansie na Mundial – swoją drogą Irlandczycy tanio go sprzedali … za tanio), lubię obejrzeć wiadomości, czy też jakiś film. Jednak wiem – i wam również od jakiegoś czasu próbuję to uświadomić – czym jest naprawdę telewizja. Jest niewinną skrzynką do realizacji możliwej rozrywki (o której ja i tylko ja – decyduję – kiedy, ile i po co), ale jest też demonem, który potrafi wchłonąć i wpłynąć na mentalność, zwłaszcza jednostkom o słabych osobowościach oraz mentalność ową zamienić w naśladownictwo, w bezmyślne kalkowanie sztucznych światów, w neowizję bez wizji …

 

   Receptą na nią jest po prostu wolność umysłu, najczystszy zdrowy dystans. Uzupełnianie wiedzy o świecie … lekturą. Umysł otwarty na odmienne poglądy i nieufność wobec tego, co się ogląda, kiedy się to ogląda i co się wtedy widzi. Tylko tak ukształtowany człowiek nie trzaśnie drzwiami w trakcie dyskusji politycznej, nie uniesie się agresją wobec adwersarza, nie zamknie się na odmienny światopogląd. Nie zagubi się – po prostu …W przeciwnym wypadku grożą nam historie złe, historie brudne, nieprzyjemne, świat marionetek poruszanych przez nieznanych sprawców

 

   Niechaj, zatem, magia, pozostanie magią (również tego szklanego ekranu…), a człowiek, … niech pozostanie człowiekiem. Enter. A właściwie TURN OFF.

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko