Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
162

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego



 

Stachura syntezie poddany


buty-ikaraW ostatnich latach wydawnictwo „Iskry” wydało dwa tomy dzienników Edwarda Stachury, legendarnego Steda, literackiego idola młodzieży niepogodzonej, wolnej, hippisowskiej czasów PRL, patrona kontestacji, samoistności, nałogowego bieżeństwa (od „bieżeniec” – wędrowiec, włóczęga, uciekinier). Przyznam szczerze i bez bicia, że akurat w czasach, w których Stachury żył, wędrował i tworzył, co było w jego przypadku jakby jednym i tym samym aktem, który nazwano „życiopisaniem”, mnie osobiście te klimaty nie uwodziły, mimo, że rocznikowo należę do szeroko rozumianego kręgu generacyjnego czytelników Stachury.  Ja pławiłem się wtedy w klasycznej literaturze francuskiej XVIII i XIX wieku, nie tylko dlatego, że mi się wydawała lepszym sposobem „odjechania” od rzeczywistości niż czytanie mimo wszystko zanurzonego w niej Stachury. Pamiętam jednak, jakim rarytasem i bestsellerem czytelniczym okazało się wydanie „dżinsowe” (nie wiedzącym o co chodzi wyjaśniam, że grafika okładki tej kilkutomowej edycji uformowana była na podobieństwo faktury i barwy tkaniny zwanej „blue jeansem”) jego utworów zebranych, które ukazało się bodaj latem 1982 roku, w zenicie stanu wojennego, z którego klimatem kontrastowało trochę groteskowo jak Piłat z Credo. Wszakże po latach i w tym przypadku dopełniła się jedna z ważnych reguł mających wpływ na moją percepcję literatury. Gdy Stachura stał się klasykiem i na niego zwróciłem moje czytelnicze oczy. Teraz czas na pozbieranie wrażeń i myśli. Stwarza tę okazję pierwsza biografia Steda, którą napisał Marian Buchowski. Moje doznania z tej lektury wyniesione są wyśmienite. Buchowski nie tylko zgromadził ogromną wiedzę o Stachurze, ale poczuł go i zrozumiał. Piszę to z pozycji człowieka z zewnątrz stachurowego i okołostachurowego świata i mam świadomość, że być może znajomi, przyjaciele, współpracownicy, fani Stachury oraz badacze jego życia i twórczości mogą widzieć go inaczej niż biograf, i w ogóle i w szczególe, jak mówią słowa piosenki „Warszawa da się lubić”. Dla mnie jednak biografia Buchowskiego tchnie jakąś zmysłową prawdą, jakimś zapachem czasów Stachury i nie jest dla mnie aż tak istotne, czy jest ona nieskazitelna i skrupulatnie trafna w każdym szczególe. W końcu i tak nie ma i nie będzie jednej, „oficjalnej” prawdy o pisarzu tak samoistnym, samotnym, osobnym, przekornym, nieokiełznanym.


Marian Buchowski – „Buty Ikara. Biografia Edwarda Stachury”, wyd. Iskry, Warszawa 2014, str. 659, ISBN 978-83-244-0384-4

— 

 

Pyszny przekładaniec Odrowąż-Pieniążka


blagam-tylko-nie-profesorStyl bycia i powierzchowność Janusza Odrowąż-Pieniążka zawsze kojarzyły mi się z postaciami uczonych z kart literatury francuskiej. Najbardziej pasuje mi do klimatu prozy Anatola France’a. Wieloletni dyrektor Muzeum Literatury imienia Adama Mickiewicza na warszawskim Starym Mieście i niebywale uczony człowiek, rzadkiej gildii, renesansowy erudyta, dla mnie wszak był nade wszystko autorem dwóch wyśmienitych tomów opowiadań: francuskich, a dokładnie biorąc, paryskich, pomieszczonych w tomiku „Coktail u księżny Gieorgijew” i amerykańskich w tomie „Małżeństwo z Lindą Winters”. Wtedy pojąłem, że ten „uczony antykwariusz” jakby rodem także z fantastyczno-romantycznego nurtu prozy Balzaca, jest człowiekiem figlarnym, człowiekiem wysublimowanego dowcipu. Jedną ze wspaniałych cech Janusza Odrowąż-Pieniążka, a przy tym cechą w ogóle rzadka w czasach  pustego egotyzmu i „autopromocji” jest to, że on się w swoim działaniu i pisaniu nie zajmuje sobą, lecz innymi. Zamiast więc do znudzenia snuć tasiemcowe wspomnienia z własnego życia, jak to jest w powszechnym zwyczaju i zamiast powtarzać za tak przez siebie cenionym Gombrowiczem: „ja, ja, ja”, Odrowąż napisał książkę o innych. Podzielił ją na trzy części: „Ludzie, Miejsca, Sytuacje”. „Ludzie”, to pasjonujący zbiór finezyjnych, dowcipnych i zwięzłych portretów postaci najrozmaitszego autoramentu, bo w jednym zbiorze zgromadził i Jeana Cocteau, i Jozefa Cyrankiewicza, i Marie Dabrowską, i Jerzego Andrzejewskiego, i Włodzimierza Sokorskiego, i Jerzego Giedroycia, i Witolda Gombrowicza, i Edwarda Gierka. W dodatkowych wzmiankach pojawiają się inne jeszcze postacie, choćby Piotr Jaroszewicz w bardzo szczerej deklaracji. Koktajl więc to doprawdy przepyszny i paradoksalny w swych asocjacjach. Te same komplementy i cmokania czytelnicze należą się „Miejscom „ i „Sytuacjom” nie mniej pysznie opisanym. Szkoda tylko, że ten kawałek tortu czy przekładańca Odrowąż-Pieniążkowego jest tak jednak niewielki, bo bym go łyżkami jadł bez widoków na nasycenie się. Czego i Wam życzę.


Janusz Odrowąż-Pieniążek – „Błagam, tylko nie profesor. Wypominania i anegdoty”, Wyd. Iskry, Warszawa 2015, str. 295, ISBN 978-83-244-0400-1

 

Nałkowskiej portret sangwiną


nalkowska-albo-zycieJak zauważa sama autorka biografii, wybitna literaturoznawczyni Hanna Kirchner, postać Zofii Nałkowskiej i jej pisarstwo dawno już zmartwiały, przysypane kurzem czasu, atmosfera literackiej anachroniczności, staromodności i destrukcyjnym, obrzydzającym wpływem ducha i praktyki lektur szkolnych, pośród których perspektywa „przerabiania” pozycji pod tytułem „Granica” wywoływała głuchą rozpacz większości uczniów. Z tego powodu przed autorką biografii stanęło zadanie nie tylko opisania życia i twórczości Nałkowskiej, ale tchnięcia w nie nowego życia, wtłoczenia nowej krwi, owej sangwiny właśnie. I dzięki wiedzy, kompetencji naukowej oraz talentowi pisarskiemu Hanny Kirchner, tak się stało. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że „Nałkowska. Albo życie pisane” stoi w szeregu najznakomitszych dokonań polskiej biografistyki. Kirchner ujęła fenomen „Nałkowska” jako całość, w ścisłym spojeniu twórczości i życia. Jak napisał Jan Kott, biografia pisarki jest biografią współczesnej inteligencji polskiej z wszystkimi jej atrybutami.  Nałkowska była nie tylko niezrównaną kronikarką jej losu, ale także subtelną badaczką jej psychologii, choć także psychologii ludzkiej w ogólności. Dała temu wyraz nie tylko w prozie („Charaktery”, „Węzły życia”), ale także w dziennikach, które, wydane kilkanaście lat temu, okazały się prawdziwym bestsellerem wydawniczym. Bestsellerem stała się też monografia Hanny Kirchner, o czym świadczy rzadki w obecnych czasach przypadek szybkiego drugiego wydania pozycji, którą bądź co bądź trudno zaliczyć do tematyki popularnej.


Hanna Kirchner – „Nałkowska. Albo życie pisane”, Wyd. WAB, Warszawa 2012 (wyd. II), str. 896, ISBN 978-83280-2041-2


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko