Kalina Izabela Zioła – Cień liliowej Lilki

0
317

Kalina Izabela Zioła



Cień liliowej Lilki

 

mpj1

            Wiersze Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej towarzyszyły mi w życiu od najmłodszych lat. Nie pamiętam, kiedy przeczytałam pierwszy z nich, ale na pewno było to na początku szkoły podstawowej, gdy tylko nauczyłam się samodzielnie czytać.

Te liryczne, delikatne wiersze wprowadzały mnie magiczny, tajemniczy świat, pozwalały oderwać się od rzeczywistości, która nie zawsze była różowa. Sięgałam oczywiście także po książki innych poetów, szczególnie bliscy byli mi Asnyk, Tetmajer, Staff… Ale Pawlikowska – Jasnorzewska była kimś szczególnym. Jej wiersze przemawiały do mnie tak, jak gdyby to sama poetka rozmawiała ze mną. Odzwierciedlały to wszystko, co działo się w mojej głowie, w mojej duszy…  Pożyczałam ukochane wiersze wszędzie – z biblioteki szkolnej, od koleżanek, od znajomych. Początkowo nie mogłam sobie pozwolić na to,  by kupić własny egzemplarz. Później miałam (i mam do dzisiaj) wiele jej książek, choć doskonale pamiętam pierwszy „własny” tomik –  był to edytowany przez wydawnictwo Czytelnik w serii „Poeci Polscy” wybór wierszy, miniaturka 6 x 9 cm, który wyszukałam w antykwariacie. Niestety, po kilkunastu latach gdzieś mi się podczas przeprowadzki zapodział. Później kupowałam i otrzymywałam w prezencie różne wydania poezji Jasnorzewskiej, jednak z największym sentymentem wspominam właśnie ten pierwszy tomik.

            Często cytowałam wiersze poetki, gdyż tak bardzo pasowały do tego, co czułam. Na przykład gdy tęskniłam za kimś, dzwoniłam i szeptałam do słuchawki:

 

Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza!

 

mpj2Po latach, w erze telefonów komórkowych, posyłałam ten tekst SMS-em. Wydawało mi się, że on najbardziej potrafi oddać moją samotność i tęsknotę. Korzystałam też niejednokrotnie z innych jej wierszy. A przede wszystkim zachłannie je czytałam, wiele, wiele razy. To właśnie one skłoniły mnie do zainteresowania się poezją, do sięgnięcia po utwory innych poetów,  a także  zainspirowały mnie do pisania. To dzięki wierszom Jasnorzewskiej zaczęłam nieporadnie składać własne rymowanki już w okresie szkoły podstawowej. I dlatego pewnie tematyką moich wierszy jest, jak u Pawlikowskiej, przede wszystkim miłość. Chyba się „zaraziłam” tą miłosną liryką.

            Ale też nikt nie potrafił jak ona pisać o uczuciach i cudowności mijających chwil. Dostrzegała piękno w każdym spotkanym drobiazgu i umiała je ubrać w słowa tak, by lśniły jak na cudownym obrazie. Zupełnie zmieniła podejście do lirycznej poezji. Jej debiutanckie „Niebieskie migdały”, wydane w Krakowie w 1922 roku, wywołały wśród literatów i krytyków duży odzew – niektórzy zachwycali się nimi, lecz byli i tacy, którzy książkę ganili i wyśmiewali. Pewnie dlatego, że, jak napisał wiele lat później Antoni Słonimski: „pierwszy raz w poezji miłosnej dochodzi do głosu z taką mocą i czystością dźwięku nie tenor męski, ale sopran kobiecy”. Ostap Ortwin nazwał twórczość Pawlikowskiej buduarową, nikomu niepotrzebną poezją, a jej „filigranowe, pieściwe poezyjki”, te „przelotne inspiracje pstrej chwili” były dla niego tylko kunsztownym tworem, bez istotnej treści. Opinię tę podchwyciło od niego wielu krytyków. Na szczęście nie wszyscy dołączyli do chóru krytykującego błyszczące kobiece wersy. W obronie  wierszy Jasnorzewskiej stanęli Jan Lechoń, Julian Tuwim oraz Stefan Żeromski. Historia wykazała, że ta koronkowo delikatna miłosna poezja przetrwała próbę czasu i dziś zaliczana jest    do klasyki literatury polskiej. Twórczość Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, począwszy od lat 50-tych przeżywa do dziś renesans w sądach krytyki oraz odbiorze czytelniczym. Krytyczne ataki na Pawlikowską spowodowane były przede wszystkim tematem jej wierszy. Powiedziała pełnym głosem to, czego nie ośmieliły się dotąd powiedzieć kobiety, a nawet mężczyźni – że przedmiotem miłości jest ciało i tylko ciało. Kobieta Pawlikowskiej jest zalotna, kusi, kokietuje strojami i zachowaniem, ale jednocześnie tęskni za uczuciem, rozpaczliwie potrzebuje bliskości, a wszelkie uczuciowe niepowodzenie rozpatruje  w kategoriach dramatu. W jej liryce dominuje ciepło, delikatność, zmysłowość, ale nawiązuje także do języka potocznego i żartobliwych porównań. Do swych wierszy wprowadza atmosferę i realia współczesnej codzienności, jest to tzw. poezja szczegółu: bibeloty, drobiazgi, stare fotografie, kapelusze, parasolka – przedmioty otaczające autorkę odtwarzają jej świat.

            Maria Pawlikowska-Jasnorzewska rozwijała się także na niwie malarskiej, chociaż jej twórczość plastyczna była dziedziną raczej poboczną wobec literackiej. Jednakże, zwłaszcza przed 1920 r., zajmowała się malowaniem równie intensywnie jak pisaniem. Jej wczesne prace akwarelowe przedstawiały głównie baśniowe nimfy, taniec, kwiaty i motyle. Twórczość malarska Jasnorzewskiej często zawierała aluzje do dziejów jej miłości i małżeństw. Z czasu małżeństwa z Bzowskim w jej akwarelach dominował motyw kwiatów o twarzach pięknych kobiet, omdlałych i więdnących. Jana Pawlikowskiego przedstawiała jako wielkiego boga w gwieździstej todze, trzymającego na dłoni drobnego motyla-kobietę z twarzą jej samej. Ukazywała go również z kulą ziemską w ręku, na której oni oboje spleceni uściskiem lecą nocą w usłany gwiazdami wszechświat. Pod wpływem męża Pawlikowska zmuszona była zrezygnować ze sprzedaży swoich prac.

mpj3Około 1917 r. krakowska firma wydawnicza Henryka Frista wydała wybrane prace Pawlikowskiej w formie pocztówek. Były jednak mało popularne zapewne na skutek swej oryginalności. Poetka zaprojektowała także okładkę i dwubarwne ilustracje do tomu swoich wierszy Różowa magia. Brak większej popularności twórczości plastycznej poetki wiąże się ze sporadycznym udziałem w wystawach. Eksponowała swoje prace w Krakowie: w 1915 r. w Towarzystwie Numizmatycznym oraz dwie akwarele: Wędrówka duszy kobiecej na wystawie ogólnej w TPSP w 1916/17 r. Według Magdaleny Samozwaniec, artystka wystawiała także swoje prace w Krakowskiej ASP i w Zakopanem, a w latach 20-tych także w Warszawie.

 

            Maria Janina (de domo Kossak, primo voto Bzowska, secundo  Pawlikowska, tertio Jasnorzewska) urodziła się 24 listopada 1891 roku w Krakowie. Jej ojcem był Wojciech Kossak, a dziadkiem – Juliusz Kossak, słynni przedstawiciele polskiego malarstwa batalistycznego. Siostrą Marii była pisarka satyryczna Magdalena Samozwaniec, autorka znanych parodii literackich, bratem malarz Jerzy Kossak.

Ustalenie dokładnej daty urodzenia poetki stanowiło dla badaczy pewną trudność, bowiem Maria wraz z siostrą “zafałszowywały” swoje daty urodzenia chcąc się odmłodzić. Podawały więc do wszelkich publikacji daty roczne o kilka lat późniejsze, te z kolei dostały się też do encyklopedii i słowników, do książek, artykułów i stały się przyczyną sporego zamieszania. Kossakówny wymogły nawet na ojcu, aby na znanym portrecie Córki artysty na bryczce przemalował datę z 1906 na 1911 r., ponieważ obraz był malowaną metryką ich urodzenia. Ostatecznie z ksiąg kościelnych ustalono, iż data urodzin Marii przypada        na rok 1891.

            Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, nazywana przez domowników „Lilką”, nie miała łatwego życia. Zmagała się bowiem z przykrą ułomnością kręgosłupa. Kiedy w wieku 8 lat złamała prawą rękę, nauczyła się pisać i malować lewą, siedząc przy tym w skrzywionej pozycji. Efektem tego była wystająca lewa łopatka kręgosłupa, a niewłaściwe leczenie wzmagało defekt i przyczyniło się do wtłoczenia Lilki w twardy gorset-pancerz, w którym musiała chodzić przez cały dzień. Tą przykrą ułomność maskowała odzieżą, szalami i włosami, tuszowała ruchem. Nosiła suknie, szale i kapelusze najczęściej w liliowym kolorze i właściwie nie wiadomo, czy nazywano ją „Lilką” z powodu fiołkowych ubrań czy na odwrót, poetka dostosowała swój wizerunek do przydanego jej w dzieciństwie „domowego” imienia, którym zresztą nazywali ją później również przyjaciele.     Artystyczna atmosfera rodzinnego domu nazwanego Kossakówką, gdzie bywało wielu znakomitych gości ze świata sztuki, przyczyniła się do rozwoju zainteresowań Lilki. Od wczesnego dzieciństwa przejawiała talenty artystyczne: układała wierszyki, grała        na fortepianie, tańczyła balet, posiadała również zdolności malarskie. Przez kilka miesięcy była nawet wolną słuchaczką ASP w Krakowie. Zgodnie z ówczesną modą, a także ze względu na stan zdrowia, Maria nie uczęszczała do szkół (aby nie przynosić chorób   do domu), a swą znaczną kulturę umysłową zawdzięczała starannej edukacji domowej z pomocą nauczycielek i guwernantek. Pobierała też lekcje języka francuskiego, niemieckiego i angielskiego. Na jej poziom intelektualny wpływało znacznie samokształcenie i czytanie książek w zakresie przyrodoznawstwa, filozofii i literatury. Na rozwój kulturalny poetki wpływały zapewne oprócz podróży zagranicznych do Francji, Włoch, Turcji i Afryki Płn., także przyjaźnie literacko-artystyczne m.in. ze skamandrytami, rodziną Morstinów i Pawlikowskich, Stanisławem Ignacym Witkiewiczem (wspólnie z nim napisała komedię „Koniec świata”, która niestety nie dotrwała do naszych czasów), Antonim Słonimskim, Janem Lechoniem, Jarosławem Iwaszkiewiczem, Stefanem Żeromskim czy Kazimierą Iłłakowiczówną.

mpj4            Debiutowała poetycko tomem „Niebieskie migdały” w 1922 roku. Do wybuchu wojny wydała dwanaście kolejnych tomików, spośród których najbardziej znane są „Różowa magia” (1924) oraz „Pocałunki” (1926), a także „Dancing”, „Wachlarz”, „Surowy jedwab”, „Śpiąca załoga”, „Gołąb ofiarny”. Oprócz twórczości poetyckiej w jej dorobku znajdują się także dramaty, m.in. „Mrówki” (wystawione w 1936), „Baba-Dziwo” (wystawione w 1938),  z których tylko kilka ukazało się na scenie, a także proza poetycka – „Szkicownik poetycki” (1939) .

 

            Trzykrotnie wychodziła za mąż. W 1915 r. w wieku 24 lat poślubiła Władysława Janotę Bzowskiego (nazywanego przez nią “Bzunio”) – oficera armii austriackiej. Nie był to związek udany, pojawiły się konflikty i niechęć do męża, który nie rozumiał artystycznej natury Lilki. Po kilku latach nastąpiło unieważnienie ślubu kościelnego (co jak głosiła fama kosztowało Wojciecha Kossaka fortunę) i powrót poetki do Krakowa.

W 1919 r. Maria wyszła za mąż po raz drugi za Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego, zwanego “Gwasiem”, prozaika, znawcę folkloru podhalańskiego, i zamieszkała z nim w Zakopanem w willi “Pod Jedlami” na Kozińcu. To uczucie zaowocowało znakomitymi erotykami i oryginalną liryką miłosną oraz prozą jej listów do męża. Pisali do siebie bardzo często, a gdy odpowiedzi od męża długo nie nadchodziły, poetka skarżyła się:

 

Pani traci już wszelką powagę:
Czyha w bramie na listonosza!
Patrzy smutno, uśmiechem go błaga
jak ranny leżący na noszach.

Dni tej pani bez listów toną,
idą na dno w żalu bez granic…
aż się dziwi zmartwiony listonosz:
“Ja bym tam napisał do pani”…

 

Związek ten, choć zawarty z wielkiej miłości, także nie okazał się trwały. Mąż porzucił ją i wyjechał do Wiednia, wiążąc się z nastoletnią baletnicą. Po rozwodzie, który nastąpił w 1929 r. Pawlikowska wróciła do Krakowa. Nadal pisała i publikowała, zarówno w „Skamandrze”, jak i w „Bluszczu”, „Wiadomościach Literackich”, „Tygodniu Ilustrowanym”, „Świecie”, „Cyruliku Warszawskim”, „Czasie” i w „Gazecie Polskiej”. Dla Polskiego Radia pisała słuchowiska, została członkiem PEN Clubu, a w 1935 roku otrzymała nagrodę literacką miasta Krakowa.

Po raz trzeci poetka wyszła za mąż w 1931 r. za Stefana Jerzego Jasnorzewskiego zwanego “Lotkiem” – blisko o dziesięć lat młodszego od siebie oficera lotnictwa. Poznali się w szpitalu, gdzie Lotek przebywał po wypadku lotniczym i, jak twierdzili obydwoje, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Ten wybór Marii okazał się trafny – małżeństwo okazało się szczęśliwe i trwałe. Był ostatnią i największą miłością jej życia. Tak o nim pisała w „Kochance lotnika”:

 

Patrzę z ziemi ku tobie, leżąc w polnym rowie,
rozłożywszy ramiona wśród szałwii i mięty,
gdy zgrzytającym wieńcem owijasz mi głowę,
lotniku, ty przez niebo porwany mój święty.

 

Jak farys, sam z orłami w niebieskiej pustyni,
możesz mi stamtąd wrócić groźny i zmieniony.
Nadlecieć niespodzianie, z niewiadomej strony,
i nakryć mnie skrzydłami, nie wiedząc, co czynisz.

 

mpj5

Maria wyjechała ze swoim mężem do Francji, podróżowali też wspólnie po Włoszech, Turcji, po Afryce i Grecji. We wrześniu 1939 roku małżeństwo wyjechało razem do Anglii.

W 1940 roku Pawlikowska-Jasnorzewska została członkiem Rady Teatralnej w Ministerstwie Informacji Rządu RP. Gdy poetka miała pięćdziesiąt cztery lata jej stan zdrowia znacznie się pogorszył. Przez całe życie chorowała na serce, ostatnie miesiące życia spędziła w szpitalu, chora na zaawansowaną postać raka, otoczona troskliwą opieką kochającego ją męża. Zmarła w środku lata, 9 sierpnia 1945 roku w Anglii, w Manchester.

 


            Po śmierci poetki wielokrotnie wydawano jej zbiory wierszy. Do najciekawszych należą chyba „Salamandra” (wyd. Glob 1986 r.) z cudnymi, pasującymi do tekstów rysunkami Przemysława Kaleńskiego i „Tańczący koliber” (wyd. Iskry 1988 r.), a także edytowany przez Wydawnictwo Anagram w serii Poetki XX wieku tomik „Magia pocałunków”. Zawarte w nich utwory są ponadczasowe, zawsze aktualne, zawsze zrozumiałe dla tych, którzy mają wrażliwe serca i czułą duszą. Wiele utworów wykorzystano jako teksty piosenek, które śpiewali Ewa Demarczyk, Grzegorz Turnau, Czesław Niemen czy Kayah.

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska była poetką i orędowniczką miłości . Z jej utworów łatwo można odczytać, że świat bez miłości nie był dla niej nic wart. Przez całe swoje życie, poprzez kolejne małżeństwa szukała właśnie tego – drugiego, bliskiego sobie człowieka, gorącego uczucia, spełnienia. Tylko dzięki miłości żyła i pisała. Bała się upływających lat, które mogłyby oddalić ją od uczuć, od namiętności. Wyraziła te obawy    w wierszu „Tancerka”:

 

Te dwie zmarszczki przekreśliły cię skrycie

i choć tańczysz z beztroską motyla,

w twojej sukni półniebieskiej, półlila

jesteś już jak wspomnienie, nie jak życie.

Została w pamięci potomnych piękna, krucha i delikatna jak motyl. Czasem nieszczęśliwa  i targana tęsknotą, czasem odurzona rozkoszą, ale zawsze biegnąca naprzód, po nowa chwilę, po kolejny dzień, po nową miłość… Bo nie można jednak żyć bez powietrza…

 

Źródła:

Wikipedia – wolna encyklopedia

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska „Magia pocałunków” ANAGRAM 1993

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska „Salamandra” GLOB 1986

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska „Wiersze Wybrane” Czytelnik 1985

Magdalena Samozwaniec „Maria i Magdalena” Wydawnictwo Literackie 1958

Culture.pl

Kulturalna Polska





Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko