Krystyna Habrat-Instruktaż na wychów samotnego egoisty

0
54

Krystyna Habrat




 INSTRUKTAŻ NA WYCHÓW SAMOTNEGO EGOISTY


cybis1  Chcemy, aby nasze własne dziecko było przez wszystkich lubiane. Bardzo chcemy!.

  Niepokoi nas, kiedy nie ma kolegów, koleżanek w dzieciństwie, a później bywa nieszczęśliwy/a w miłości i siedzi samotnie w domu. Długo nie może założyć rodziny, choć ma więcej zalet, talentów, strojów, pieniędzy, ukończonych nauk, kursów i wyuczonych języków obcych, niż przeciętny rówieśnik.

  Gorzej ubrane dziewczyny jeżdżą już z wózeczkami roześmiane, oparte na ramieniu całkiem fajnego mężczyzny, a nasza śliczna siedzi w domu. Chłopak nie grający w tenisa, nie bywający z rodzicami na Majorce, nawet bez samochodu, ma większe powodzenie u dziewcząt i bywa szczęśliwy  od naszej latorośli, której już za zdaną maturę kupiliśmy sportowy samochodzik. 

 

  Martwimy się, dlaczego tak jest? Niesprawiedliwość losu? Fatum?

  A czy sami nie wychowujemy dziecko na samotne? Może nawet nieszczęśliwe?   Najpierw odsuwamy naszą pociechę od rówieśników, bo wypada zawozić go do szkoły samochodem. I przywozić.  Inne wloką się tam i z powrotem całymi grupami, a nasze nie musi się tak męczyć. Tylko one po drodze, szczególnie gdy mają dużo czasu wracając, dużo sobie opowiadają, śmieją się, nawet wygłupiają. Oglądają wystawy, czasem pograją w klasy czy chłopa na płytkach chodnika. Nasze, gdy ich mija,  patrzy  na nich z góry przez okno samochodu. Potem idzie na lekcję francuskiego, angielskiego, a latem nie jedzie z klasą na kolonie tylko z nami gdzieś do modnego miejsca za granicą, tam gdzie ostatnio wypada być, gdzie rodziców tamtych na to nie stać.

–  Opowiedziałeś w klasie o swoich wakacjach?-  Dziecko spuszcza głowę. Trudno mu przyznać się, że nikt go nie chciał słuchać. Zakrzyczeli go tacy, co nigdzie nie wyjechali.

  – Ach, oni ci zazdroszczą. To pójdziesz z nami zagrać w golfa. Pojeździć na koniu.

– Mamo, mnie się nudzi.

– A Kaśka powiedziała na mnie, że …

– Kaśka jest głupia.

Odrywamy nasze kochane dziecko od rówieśników. Potem dbamy, aby nasze było lepsze od nich wszystkich. Zapominamy, że dzieci nie lubią tych lepszych.

  – Oni ci zazdroszczą – tłumaczymy.

 Nadaremno. Nasza pociecha coraz bardziej zazdrości tamtym, co nie mają tak kosztownych ubrań, nie jeżdżą na koniu, ale razem z innymi się śmieją i grają w klasy.

  Widząc to, w złości raz i drugi rzucamy przykrą uwagę pod adresem dzieci z klasy, potem wychowawczyni, bo nie dba, by nasze wypadało we wszystkim najlepiej. Dziecko szybko zapamiętuje, że ten jest głupi, tamten źle wychowany, ów ma śmiesznie przykrótkie portki, a to znów coś tam.

  I tak krok za krokiem wychowujemy nasze dziecko na egoistę, które zawsze będzie pozostawać samo. Najpierw, żeby mu się krzywda nie stała. Potem, bo ono jest od innych lepsze. W końcu, bo nie potrafi się z grupą zintegrować. I co najgorsze, nikt go nie chce. Pozbawiamy je towarzystwa rówieśników, przyjaciół, wreszcie … miłości.

  Pozbawiamy przyjemności wspólnych zabaw w klasy, w piłkę, nożną, dwa ognie, podchody. Nikt naszego dziecka nie wybiera do wspólnych zabaw. Tym bardziej na dowódcę. Ono stoi z boku smutne. A w domu jest najmądrzejsze! Dziewczyna pięknie tańczy, bo skończyła prywatny kurs tańca, ale na  studniówce nie bardzo może się wykazać swym wdziękiem na parkiecie, bo nikt jej nie dorównuje. Niedojrzali rówieśnicy tańczą sztywno i koślawo. Wybierają dziewczyny, które  się do nich promiennie uśmiechają.

  Wraca rozżalona i my znowu, skrywając rozczarowanie, wygadujemy niemiłe rzeczy na tamtych ze szkoły. Znowu nie możemy się pohamować przed jedną czy drugą kąśliwą uwagą. Odgradzamy nasze kochane dziecko coraz wyższym murem. Stąd tylko krok do nienawiści.

  Tylko tamci o nas nie dbają. Nie czują się wcale gorsi. Dobrze się bawią we własnym gronie. Nie potrzebują tych niby lepszych, bo najlepiej się czują, gdy każdy jest równy, nikt się nie przechwala, nie wywyższa. Zresztą każdy   ma coś takiego, czy może się pochwalić.  Wojtek wybija się w sporcie, Gabryś szybko biega,  Janek wysoko skacze. Andrzej pomaga w nauce Maćkowi, który opuszcza lekcje, bo ma chorą mamę. Nieśmiała Zuzia ślicznie haftuje. Dorota jest najlepsza w matematyce,  Ania w głośnej deklamacji.

   A najgorszy w klasie łobuz z dwójami –  Antek – tańczy niezrównanie  taki taniec z wygibasami, gdzie kręci się na głowie i wywija w górę nogami.  Biją mu brawo głośno i długo. Uśmiecha się szeroko uszczęśliwiony, że i on coś potrafi i wszystkich zadziwi.

 My nawet nie wiemy, jak się ten taniec nazywa. Nasze dziecko tak nie  umie.

Ale ono mu zazdrości. Nie jest najszczęśliwsze??? Przecież robiliśmy wszystko, aby było szczęśliwe.

   Uwaga rodzice, nie przegapmy tego momentu. To ostatni dzwonek, by nie wychować dziecka na egoistę i samotnika. Żeby później nie żałować.


  Krystyna Habrat


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko