Mirosław Prandota – Na ratunek

0
79

Mirosław Prandota

 

                       

   Od tamtej pory minęło już sporo lat, ale Czytelnik sam zauważy, że warto o tym  poczytać. Jest to historia bezinteresownej ludzkiej życzliwości. Jeżeli zatem ktoś stracił już wiarę w ludzi, ma najlepszą okazję, by tę wiarę na powrót odzyskać. Kibicowałem sprawie, która naprawdę każdego podniosłaby mocno na duchu.

 

 

NA RATUNEK


 

Izaak CelnikierNieszczęście

26 lutego 1992. Siedmioletnia Karolina Mikiewicz, mieszkanka Świnoujścia, odwiedza w restauracji swoją babcię kucharkę. Na śliskiej podłodze potyka się i wpada do kotła z gotującą się zupą. Rezultat jest makabryczny. Od połowy pleców aż do kolan dziewczynka doznaje poparzenia trzeciego stopnia. Pogotowie ratunkowe odwozi małą pacjentkę do szpitala przy ulicy Św. Wojciecha w Szczecinie.

 

Między życiem a śmiercią

27 lutego – 4 marca. Szpital szczeciński nie dysponuje specjalistycznym wyposażeniem. Tak naprawdę to żaden szpital w Polsce nie posiada specjalnych urządzeń, które można by zastosować w przypadku tak dużego poparzenia. Mimo to po trzech dniach walki o życie dziecka lekarzom udaje się odnowić funkcjonowanie nerek i żołądka. Jest to duży sukces, ale przecież sześćdziesiąt procent powierzchni skóry uległo zniszczeniu. Teoretycznie, Karolina ma niewielkie szanse przeżycia.

 

Szans coraz mniej

5–8 marca. Już wiadomo, że wysoko wyspecjalizowane centrum leczące takie oparzenia istnieje w Malmoe w Szwecji. Tamtejsi lekarze wyrażają gotowość przyjścia z pomocą dziewczynce, ale brakuje odpowiednich gwarancji finansowych ze strony polskiej. Koszty leczenia wyceniono na 50–70 tysięcy dolarów. Dziewczynka jest półsierotą, a ponadto jej matka to osoba chorowita. W zasadzie opiekę nad Karoliną sprawuje babcia, która też żyje z niewielkiej pensji.

Dziewczynka ma się coraz gorzej. Cały czas jest na środkach przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Mimo to ogromnie cierpi, a nadziei nie ma.

Apel do ludzi dobrej woli

9 marca. Burmistrz Świnoujścia, Leszek Miłosz, wystosowuje list do burmistrza Ystad, Pera Scholtza, z prośbą o pomoc. Być może znajdą się jakieś możliwości leczenia?

Niestety, pieniądze nie wchodzą w grę, bo ich po prostu nie ma. Per ma nietęgą minę, informuje o sprawie swoich kolegów. W krótkim czasie coraz więcej osób dowiaduje się o nieszczęściu polskiego dziecka.

 

Dziennikarze w akcji

10 marca. Sprawa wchodzi na łamy lokalnej gazety „Ystads Allehanda”. Opublikowany zostaje list burmistrza Świnoujścia oraz fotografia Karoliny. Gazeta wyjaśnia, że miasto mogłoby wyłożyć pieniądze na operację, ale są to przecież pieniądze podatników, więc należałoby dokonać niezbędnych regulacji prawnych, a na to nie ma czasu. Wobec tego „Ystads Allehanda” otwiera specjalne konto w banku, licząc na ofiarność społeczeństwa.

 

Decyzja

11 marca. Gmina Ystad zwołuje pospiesznie zebranie członków rady miejskiej. Radni jednogłośnie ustalają, że gmina złoży gwarancje bankowe dla szpitala w Malmoe. Dziewczynka nie może przecież czekać, bo po prostu umrze. Transplantacja skóry musi być dokonana jak najszybciej, w przeciwnym razie dojdzie do zakażenia organizmu, który jest pozbawiony naturalnej osłony, a zatem nie ma szans na przeciwstawienie się bakteriom chorobotwórczym.

Szpital w Malmoe interweniuje natychmiast po podjęciu decyzji przez gminę. Do Szczecina wyjeżdża specjalny ambulans, aby przejąć Karolinę. Polski prom wydaje oczywiście bilet bezpłatny, a „Ystads Allehanda” daje swoim czytelnikom do zrozumienia, że gmina liczy na dobroć społeczeństwa, które z własnej woli pokryłoby koszty budżetu gminy. „Wystarczy przecież, że każdy z nas zrobi zrzutkę po 15-20 koron i budżet się wyrówna” – sugerują dziennikarze.

 

Z dobrego serca

12–13 marca. Akcję pomocy dla Karoliny zapoczątkował właściciel pizzerii, Włoch Gianni Grotto ożeniony z Polką. Ogłosił on, że na specjalne konto przeznacza wszystkie pieniądze ze sprzedaży swoich wyrobów w soboty.

Efekt jest taki, że w lokalu Grotta zbierają się tłumy, a wśród ludzi są i tacy, którzy dotychczas nie spróbowali nawet, jak pizza smakuje.

Do zbiórki dołączył pułk wojskowy stacjonujący w Ystad, a następnie miejscowy związek zawodowy, klub sportowy, loteria miejska, oddział Czerwonego Krzyża i właściciele galerii obrazów.

W ciągu dwóch dni konto, które otworzyła lokalna gazeta, urosło do sumy 46 tysięcy koron (potrzeba 300-400 tysięcy).

 

„Pomóżcie Karolinie!”

14–16 marca. Po pierwszej specjalnej kąpieli w nowym szpitalu Karolina zagorączkowała do 40 stopni. Kąpiele są konieczne każdego dnia, aby oczyścić rany z bakterii i przygotować ciało do transplantacji. Dziewczynka leży na łóżku wodnym, dzięki czemu ucisk na jej ciało został mocno zminimalizowany.

Konto Karoliny urosło już do 99 tysięcy koron. Do akcji pomocy włączyło się Radio Malmoe oraz Organizacja Pomocy Indywidualnej w uniwersyteckim mieście Lund.

Z Polski płyną podziękowania do szpitala w Malmoe, do redakcji „Ystads Allehanda” oraz do społeczeństwa szwedzkiego za serdeczną pomoc.

Tymczasem do akcji włączają się okoliczne szkoły. Sześcioletnie dzieci malują afisze z napisem „Pomóżcie Karolinie!” Na sobotniej dyskotece sto sześćdziesiąt młodych Szwedów wytańczyło 2728 koron dla polskiego dziecka. Discjockey serwował wszystkie popularne melodie „za zdrowie Karoliny”.

 

Polskie echa

17 marca. Nie wiem, jak dziękować wszystkim Szwedom za pomoc ofiarowaną dla naszego dzieckapisze burmistrz Świnoujścia do burmistrza Ystad. – Takiej życzliwości nigdy nie zapomnimy. Świadczy ona, że istnieje prawdziwa przyjaźń pomiędzy Ystad aŚwinoujściem.

W kościołach Świnoujścia rozpoczęła się zbiórka pieniędzy na rzecz Karoliny.

W tym czasie konto szwedzkie urosło już do 200 tysięcy koron. A więc połowa należności za leczenie została zagwarantowana. Do „Ystads Allehanda” dzwonią banki z informacjami, że klienci przeznaczają na Karolinę swoje odsetki.

 

Operacja

18 marca. Karolina operowana! Zabieg udał się, ale organizm został zaatakowany przez gronkowce. Sprawa jest poważna, mimo to lekarze pokładają wiarę w antybiotyki.

Operatorem był chirurg docent Jan Wieslander. Siedemnaście procent oparzeń pokryto nową skórą. Po dziesięciu dniach nastąpi następna transplantacja, a tymczasem dziecko pozostaje w ścisłej izolacji, aby nie rozpowszechnić groźnych bakterii po całym szpitalu. Chorą dziewczynką opiekują się dwie pielęgniarki znające język polski oraz wiele innych osób mówiących po polsku, które angażują się w walkę o życie pacjentki.

Na oddziale znajduje się stos kartonów z prezentami dla Karoliny. Są to oczywiście zabawki. Jest ich tyle, że aby wszystko wywieźć do Polski, potrzeba sporego samochodu.

A na koncie już 321 tysięcy koron. Zrzutkę robią nie tylko mieszkańcy gminy Ystad. Na listę „udziałowców” zapisuje się niemal cała południowa Szwecja!

Przy okazji wydarzyło się nieszczęście. Rencistom z Rydsgard ktoś ukradł kwotę przeznaczoną dla Karoliny. W liście do „Ystads Allehanda” pytają: Czy może być ktoś, kto potrzebuje pieniędzy bardziej niż Karolina? Złodzieju, przyjdź do nas, a zaczniemy zbierać pieniądze również dla ciebie!

 

Wdzięczność burmistrza

19 marca. Dzisiaj konto zamknęło się sumą 400 tysięcy. Ale redaktor naczelny „Ystads Allehanda” informuje na łamach swojej gazety, że konto nie zostaje zamknięte, bo dziewczynka zapewne będzie potrzebowała pieniędzy na późniejsze leczenie w swoim kraju.

Szef gminy Ystad publikuje list, w którym gratuluje ludziom życzliwości. Jesteście po prostu wspaniali! – zapewnia mieszkańców gminy i wszystkich, którzy deklarowali pomoc.

 

Fantastyczna robota

27 marca. Wykonaliście fantastyczną robotę – powiedział ordynator oddziału, na którym leży Karolina, do czytelników gazety „Ystads Allehanda”. – Dzięki wam mogę znów wierzyć w miłość bliźniego.

Karolina ma teraz pracowite dni. Musi gimnastykować mięśnie, a za kilka dni czeka ją kolejna operacja na głębokie ubytki przy kręgosłupie.

W kościele w Simris odprawiono mszę z medytacją i śpiewami na rzecz chorej Karoliny. Zebrano 700 koron. Sprawdza się porzekadło „ziarnko do ziarnka…” Konto dobrej woli wynosi 687 tysięcy koron (ponad 100 tysięcy dolarów). Okazuje się, że i po południowej stronie morza uzbierało się niemało. W przeliczeniu na korony wyszło 50 tysięcy.

 

Sygnał z ambasady

28 marca. Gmina Ystad otrzymuje list dziękczynny od pani ambasador Barbary Tuge-Erecińskiej. Przedstawicielka dyplomatyczna Polski uważa, że pomoc, jakiej Szwedzi udzielili polskiej dziewczynce,  zasługuje na najwyższy szacunek dla społeczeństwa szwedzkiego.

 

Wizyta z Polski

1–6 kwietnia. I znowu operacja. Karolina czuje się nieźle, ale nikt nie ma pewności, kiedy opuszczą ją wreszcie uciążliwe gronkowce. Suma na koncie wynosi już 800 tysięcy koron. Karolinę odwiedziła jej klasowa wychowawczyni. Przekazała dla biblioteki w Ystad pamiątki „od przyjaciół Karoliny dla ofiarnych Szwedów”.

Są to znaczki i grafiki, którymi personel biblioteki udekorował ścianę czytelni.

 

Ostatnie gorące dni

7–15 kwietnia. Wszystkie transplantacje przyjęły się, pozostały drobiazgi. Niestety, Karolina wciąż musi być izolowana, ponieważ gronkowce nie reagują na antybiotyki. Ten rodzaj bakterii jest prawie nieznany w Szwecji, podczas gdy w Polsce jest zjawiskiem dość powszechnym. Karolina zaraziła się nimi w Szczecinie i teraz problem polega na tym, by nie rozsiać ich po szpitalu. Na szczęście gronkowce nie tkwią w całym organizmie, lecz występują jako kolonia w najgłębszej ranie.

 

* * *

Musiałem wyjechać z Malmoe, więc nie towarzyszyłem wszystkim zaangażowanym osobom do samego końca szczęśliwej kuracji. Jednak wszystko co najgorsze było już za małą pacjentką. Karolina miała spędzić jeszcze kilka tygodni na obserwacji, co nie oznaczało jednak, że po opuszczeniu szpitala skończą się jej kłopoty. Lekarze szwedzcy wyrazili przypuszczenie, że w przyszłości będzie ona musiała przejść jeszcze kilka operacji, szczególnie w czasie, gdy nastąpi okres dojrzewania płciowego, a transplantowana skóra może okazać się „za ciasna” na biodrach i na piersiach.

W każdym razie tylko dzięki spontanicznej ofiarności społeczeństwa szwedzkiego Karolina zachowała życie, natomiast o zdrowie miała zadbać, zresztą również dzięki szwedzkiej pomocy, do momentu, kiedy któryś z kolejnych przeszczepów okaże się ostatnim.

 

* * *

Aby uzmysłowić sobie wartość entuzjazmu Szwedów idących na pomoc Karolinie, dobrze będzie przytoczyć inne sumy, zebrane w odmiennych okolicznościach, na inne cele. Otóż zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce zaistniała potrzeba wsparcia osób represjonowanych lub ich rodzin. Z inicjatywą wystąpił wtedy Kongres Polaków w Szwecji. W ciągu sześciu lat zebrano wtedy 690 tysięcy koron.

W roku 1997 ta sama organizacja ogłosiła zbiórkę na polskich powodzian, którzy utracili dachy nad głowami. Po czterech miesiącach uzyskano kwotę w wysokości 270 tysięcy koron.

 

* * *

W roku 2002 miałem okazję spotkać Karolinę w szpitalu w Malmoe. Miała 17 lat oraz świadomość, że żyje tylko dzięki bezinteresownej pomocy społeczeństwa szwedzkiego.

Tak się szczęśliwie złożyło, że tego dnia był to już ostatni przeszczep skóry na sfatygowanym ciele dziewczyny. Przez dziesięć lat była zmuszona korzystać z zabiegów polegających na kolejnych uzupełnieniach tkanki skórnej.

Oczywiście Szwedzi byli bardzo usatysfakcjonowani udanymi operacjami, traktowali je wręcz jako narodowy sukces.

Co jednak nie przeszkodziło dociekliwym dziennikarzom z Malmoe policzyć koszty związane z terapią Karoliny. Wyszło prawie jeden milion dwieście tysięcy koron. Oczywiście, nikt nikomu niczego nie wymawiał, wprost przeciwnie – satysfakcja była tym większa im większe było przeświadczenie o wykonaniu wspaniałej roboty. A że przy okazji mówiło się o pieniądzach? No cóż, w tym kraju po prostu mocno stoi się na nogach!

 

* * *

Mógłbym na tym zakończyć niemal baśniową opowieść o ratownikach, dzięki którym udało się przywrócić do życia dziecko z polskiej strony morza, ale ponieważ w baśniach wszystko lub prawie wszystko kończy się szczęśliwym weselem, nie bądźmy gorsi!

Jest lipiec 2004. Karolina ma już 19 lat, jest młodą mężatką, za sobą ma piętnaście operacji polegających na poszerzeniu powierzchni skóry, która nie chce rosnąć sama. Co nowego dzieje się w Świnoujściu należącym 350 lat temu do Szwecji?

Niespodzianka. Karolina urodziła dziecko! Córka Weronika ma się dobrze, a przy okazji wychodzi na jaw, że w czasie ciąży wygoiły się prawie wszystkie ślady po klejeniach skóry. Ponadto zmiana warunków biologicznych w organizmie matki doprowadziła do tego, że nareszcie w skórze rozpoczął się proces pełnej przemiany materii.

I to by było na tyle w tej sprawie.

Mirosław Prandota


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko