Z lotu Marka Jastrzębia – Pseudo problemy

0
134

Z lotu Marka Jastrzębia

Był sobie most, a na nim słoń i mrówka. Mrówka mówi do słonia: ale tupiemy!

 


Pseudo problemy



jastrzab-marek

Patrzę na reklamy i myślę o obecnych czasach, toteż zapadam w sen i sen mam taki: jeżeli przez dłuższy czas pokazywać coś wyjątkowej ohydy, powiedzmy, ostatnie  słowo ekologicznej myśli – kłonicę toaletową, to dam sobie  uciąć co tam mam, że nasz przykładowy drąg zrobi wkrótce oszałamiającą karierę.    


Najsampierw pojawi się w dziennikowym paśmie. Lecz spece od reklam już po paru dniach intensywnych medytacji stwierdzą, że prezentowany w bezpośrednim sąsiedztwie WIADOMOŚCI, może kojarzyć się fatalnie. Więc wykoncypują, że jak puszczać go z dala od nich, popularność kija podskoczy ze dwieście procent, a do redakcji TV zaczną nadchodzić tiry wypełnione listami z wyrazami uwielbienia i czołobitności.

 

Dziennikarze uwijać się będą wokół  rosnących krzywych i wyśrubowanych słupków. Stwierdzą, że już nie mają do czynienia z byle patykiem, o nie! Jest  to obecnie wynik ciężkiej pracy całego zespołu, drąg charyzmatyczny, wyjątkowo medialny, markowy i należy odnosić się do niego z szacunkiem.

Sprawa kłonicy nabierze tak wielkiego znaczenia, że postanowi się utworzyć specjalną audycję poświęconą temu zagadnieniu. Na pierwszy ogień zorganizuje się Tańcujący Klub Dyskusyjny, którego zadanie będzie polegać na gruntownym omówieniu ewolucji toj toja na przestrzeni wieków.

W tym celu powoła się profesora Nudziarza, Przewodniczącego Zarządu Sanitariatów Leśnych. Niech wreszcie coś robi. Raz w tygodniu o ustalonej godzinie wygłosi pogadankę omaszczoną przezroczami o gotyckich ustroniach. Prelekcje będą cieszyć się takim wzięciem, że zostaną przeniesione do większej sali; choć w pierwotnej wersji miały być dwa, góra trzy pogaduchowe odcinki, to z uwagi na społeczne zapotrzebowanie, rozrosną się w  pop-naukowy serial o żerdziach.

Wśród dziennikarzy zapanuje niekontrolowana euforia. Uznają, że promowanie kija, to główna część kulturotwórczej misji telewizji. Do ich rąk trafią figlarne buziaczki od nastolatek, a do profesora Nudziarza zaczną nadchodzić błagalne prośby o kontrwywiady z wynalazcami drąga i pytania, jak żyć.


Kolonizacja świata


Razem z odkryciem, że tworzymy system naczyń połączonych, kosmos odrębnych państw nazywany globalną wiochą, zaczęliśmy odczuwać swoisty dyskomfort: miast pielęgnować kulturalną niezależność, wpajać ludziom, że każdą z nich należy szanować po równi i nie powinniśmy ich zmieniać, zachciało się nam niszczyć je, deprecjonować, wykazywać wyższość jednej nad drugą i narzucać WŁAŚCIWĄ; rozpoczęliśmy (z powodu pyszałkowatości) europejską ekspansję po krajach niedemokratycznych i dzisiaj zbieramy owoce tego podboju.


Udało się nam zapomnieć, że każda kultura jest cząstką lokalnej obyczajowości, wypadkową rodzimych przesądów i tradycji, jest regulowana religią, historią spisywaną przez warunki geograficzne, że nawet banalny klimat, mróz, upał, nieznośne operacje słoneczne, wszystkie te zjawiska miały i wciąż mają ogromny wpływ na kształtowanie się ludzkiej mentalności, na sposób odczuwania biegnącego czasu, leniwego czy przyspieszonego trybu życia mieszkańców kolonizowanych ziem.


Wreszcie padło słowo kolonizacja. Są jeszcze inne sformułowana: zabór, aneksja, przyłączenie przemocą. Dorzuciłbym do tego krucjatę, ale nie dorzucę, bo dbam o resztę uzębienia.


Czytam książki pana Ryszarda Kapuścińskiego i wiele z nich mówi na temat kulturowej przyszłości powstającego świata. Obszarów podzielonych na nowe strefy wpływu. Wbrew utopistom, idealistom i pozostałym czarnowidzom uważam, iż sądzę, że świat będzie podzielony: naturą człowieka jest posiadanie, wojowanie, radość z grabieży, więc łupiestwo, rabunkowa eksploatacja surowców i ziemskich bogactw, traktowanie podbijanych, skłócanych ze sobą krajów jak folwarki, dalsze zaszczepianie  i tworzenie społecznych dysproporcji. Sądzę, że uważam, iż nędza będzie kwitła nadal, będzie to jednak nędza w stylu amerykańskim, humanitarna, demokratyczna, połączona z dozbrajaniem, korupcyjną dystrybucją żywności, budowaniem obozów dla uchodźców. Godnie zastąpi europejską, jawnie arogancką kulturę zawłaszczania. Nie prymitywnym orężem, nie starodawnymi krucjatami rozwali to, co jeszcze tym krajom pozostało, lecz dorżnie ją w sposób subtelny: ekonomią.


Wcześniej pisałem o książkach pana Ryszarda, toteż nie będę się powtarzać. Powiem tylko, iż  dotyczą Afryki, Azji, obu Ameryk. Obok lektury Cesarza, Szachinszacha, Podróży z Herodotem, Imperium, pięciu tomów Lapidarium czy Wojny futbolowej, poleciłbym Rwący nurt historii, pozycję wydaną po jego śmierci, moim zdaniem najlepszą, wizjonerską, będącą podsumowaniem jego przemyśleń, książkę szczególnie ważną dla studentów kulturoznawstwa i politologii.


Obczyzna, polszczyzna


Zamorskie języki z powodzeniem zagnieździły się w umysłach Polaków i dopadły nas makaronizmy, germanizmy, rusycyzmy, francuskie tony i wszelkie inne zapożyczenia, które stały się integralną częścią nas, które, wchodząc w generalny mózg, rzutują na kaleczną poetykę naszych wypowiedzi.


Dzisiaj na całym świecie pojawiła się moda na anglojęzyczne łamańce i wszystkie nacje zaakceptowały ją bez oporu: razem z całym dobrodziejstwem inwentarza, pogodziły się, że jest to język międzynarodowy, uniwersalny i wspólny jak zatrute powietrze. Afryka, Europa, nawet Stany Zjednoczone uległy owej manierze i nie ma przed nią ratunku. Czy w Chinach, czy na wyspach Olaboga, można pogadać w tym narzeczu, bo to doskonale powszechny sposób porozumiewania, bo w byle zakątku planety znajdzie się  Zulus z Grenlandii szwargoczący jak Obama.


Nie tylko myśmy epigoni. Nie tylko my jesteśmy pawianem narodów, jak mawiał Słowacki. Odnaleźliśmy się w doborowym towarzystwie i co na Zachodzie padło na demokratyczny pysk, to wcielamy w życie. Już nie jesteśmy sami; z lubością delektujemy się taplaniem w zapożyczeniach, powielamy zagraniczne błędy nie oglądając się na skutki; wdrażamy te, co jak prowizorki trwają od wieków i te, od których bardziej rozwinięte kraje odstępują od dawna. Np. wycofują się z plastikowych butelek i foliowych toreb na zakupy; świadome zagrożeń, przechodzą na ekologiczne szkło lub papier. Np. rezygnując z bicia pokłonów i leżenia plackiem przed dziewiętnastowiecznym kapitalizmem, szukają strawniejszych metod pozyskiwania mamony, podczas gdy my nadal fundujemy sobie cyniczny kapitalizm bez twarzy; jak zacofane Ćwieczki, furt go wdrażamy, entuzjastycznie obwieszczając skołowanym ziomkom, że jest to nasza jedyna droga do dobrobytu.


Samodzielność


Rankingi, ankiety, sondaże, oto, bez czego nie umiesz poruszać się po życiu; kiedy nie można cię wyguglować i nie umieszczono cię w pudelkowej bazie danych, gdy na twój temat milczą rejestry dłużników, jeśli nie figurujesz gdziekolwiek, choćby jako fizjonomia z listu gończego albo przedwczesna klepsydra na płocie, to, brachu lub siostro, jesteś, a jakoby  Cię nie było, mówiąc za poetą.


Dokument, to podstawa i od niego zależy decyzja o twoim losie. Zajmujesz się więc mierzeniem, obliczaniem, porównywaniem długości z szerokością, spekulowaniem, jak daleko masz do dna, po czemu wypada wolność, gdzie zainstalować kamerkę i wszczepić chipa, byś był pod kontrolą; ważna jest każda wieść. Bez niej przestajesz się liczyć i jesteś nieważny/a jak pogryziony i wypluty dowód osobisty.


Podpowiedz sobie: zostałeś skazany na auto-inwigilację, a zamiast życia prowadzisz buchalterię, wywijasz zaświadczeniami i stale tłumaczysz się z istnienia; jesteś na niezłej drodze, by, dla własnego dobra, założyć sobie teczkę i napisać na siebie donos.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko