Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
114

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami



mebluje-glowe

 

 

tam-gdzie„Tam, gdzie nie sięga już cień” to bodaj dwunasta książka Hanny Kowalewskiej. Pisarki znanej i uznanej, autorki między innymi głośnego „Tego lata w Zawrociu” czy „Julity i huśtawki”.

Jaka to powieść? Rozbudowana! Czasami, wydaje się, ponad miarę. Jak się czyta? Dobrze. Prawdziwa? Nie zawsze. Językowo? Udana, choć miejscami mam zastrzeżenia.

O czym ta książka? O młodej, dwudziestosiedmioletniej kobiecie wezwanej telegramem do łóżka umierającej ciotki. A może o tajemnicy skrzętnie skrywanej przez rodzinę? Albo o obyczajowym tabu?

Poplątana to historia. Inka przyjeżdża do nadmorskiej Jantarni, do dożywającej ostatnich dni Berty. Ciotka, nie-ciotka, w każdym razie ta, która otoczyła ją w dzieciństwie miłością, próbuje w przebłyskach świadomości – większość czasu przesypia, bo tylko morfina może uśmierzyć ból powodowany chorobą nowotworową – rozmawiać z nią o przeszłości, o swoich wyrzutach sumienia, o tym, że nie upilnowała, nie dała rady…

Inka dawno wyjechała z Jantarni. Mieszka w Warszawie, skończyła studia w Akademii Sztuk Pięknych, pracuje w galerii. Gdzie więc ta tajemnica, splątanie? I skąd nienawiść do niej niemal wszystkich w miasteczku? I dlaczego to ciotka, przyszywana ciotka się Inką zajmowała?

Po kolei: Berta miała męża, mąż zostawił ją dla innej kobiety – malarki. Kobieta miała dziecko, choć nie miała już męża. Malarka umarła. Dziecka nikt nie chciał – żadna warszawska rodzina, ale chciał jej partner. Wziął maleńkie dziecko za rękę i wrócił do żony, do Berty. Ta przyjęła wiarołomnego męża i dziecko, które przyprowadził.

Mało? Pewnie, że mało. Bo Berta z mężem mieli starszego o pięć lat od Inki syna. Dominującego i rozpieszczonego. Razem dorastali, a Zbyszek… No, cóż… Rozkochał w sobie młodą. Rozkochał ponad miarę. Ale zanim dorosła, zanim poszli do łóżka, przespał się z inną, starszą. I jeszcze jedną, i kolejną. Wszystko bez uczucia, „zwykły seks”. Ta starsza, jak by nie było dość atrakcji, spała też z jego ojcem. Wracajmy do Inki. Ciąża, Zbyszek we Francji, „musisz usunąć”, „poczekaj aż wrócę”, a potem brak kontaktu. Było dziecko i nie ma. Była miłość, został lód. Przeprowadzka do Warszawy. Zapomnieć, zapomnieć. Przelotne romanse, nigdy na dłużej, nigdy na zawsze. Bo wciąż, gdzieś z tyłu głowy jest ten „braciszek”.

A on? Cóż, wciąż pamięta o tej swojej „zdobyczy”, wciąż jest przekonany, że może nią, jej życiem zawładnąć. Tak, jak zawładnął życiem innych kobiet. Dobry prawnik, mąż pięknej, młodej dziewczyny, świetny kochanek kilku innych kobiet, ulubieniec rodziny. Cyniczny, zimny, przekonany o swojej wartości.

Aaaa, jest jeszcze Tomek, który chodził do szkoły z Inką, a teraz jest pilotem. Jak wszyscy w tej książce z pogruchotanym życiem, który od zawsze kocha się w Ince. I chce jej nieba przychylić.

Są jeszcze dziwne postaci, siostry Berty, sąsiadki, duchy, może nie w sensie dosłownym, ale postaci, których już nie ma, ale z którymi się rozmawia.

Kowalewska buduje trochę świat matrioszek. Rozkręcasz jedną babę, w niej kolejna, ją też możesz rozkręcić, będzie następna i następna. Jedna postać przyciąga inną, przyjaciółka ze szkoły ma pretensję, że „warszawianka” nie odpowiedziała na listy, sms-y, że gdzieś się zgubiły, straciły język, którym się porozumiewały, są koledzy Tomka, też zgubieni w rzeczywistości, których marzeniem jest „przelecieć” turystkę, ale przecież sezon dawno się skończył, są obrazy matki Inki zamknięte w nieużywanym domu, do którego chodzi tylko Patykowa sprzątać, są wykorzystywane, ale i cyniczne kobiety, które nie mogą się oprzeć urokowi Zbyszka, są jakieś kaszubskie klątwy, spory majątek, są tajemnice sióstr Berty, są rysunki na plaży.

Co jest wartością tej książki? Świat małej, prowincjonalnej miejscowości dobrze przefiltrowany okiem, czy raczej językiem, zdolnej pisarki. Konflikty, namiętności, nienawiść do tych z innego, pozornie lepszego świata. I chłód uczuciowy. Zimno, lód, przezwyciężanie zaszłości, które odżywają z każda rozmową, każdym dialogiem, budowanie napięcia. To Kowalewska robi więcej niż dobrze. Bo umie pisać – bez dwu zdań.

A wady? Ciężko mi jako prawnikowi z wykształcenia przyjąć, że ot tak, można wziąć dziecko zmarłej i przenieść je do… no, przynajmniej formalnie, obcej rodziny. Tak się nie dzieje, żaden system prawny na takie cuda nie zezwala. Ktoś powie: przecież to powieść, trochę bliższa bajki niż rzeczywistości. Tam nie wszystko musi się zgadzać. Może nie musi, ale ja wolę, gdy się zgadza…

 

Hanna Kowalewska – Tam, gdzie nie sięga już cień, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2015, str. 468.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko