Krzysztof Lubczyński rozmawia z reżyserem, Pawłem Woldanem

0
244

Krzysztof Lubczyński rozmawia z reżyserem, PAWŁEM WOLDANEM


woldan1Jest Pan reżyserem kilkudziesięciu filmów dokumentalnych, w dominującej części poświęconych wybitnym postaciom szeroko pojmowanej, głównie najnowszej historii Polski. Skąd właśnie taka tematyka?


– Głównie historii najnowszej, choć zrobiłem także filmy o Mickiewiczu i Prusie. Zacząłem robić te filmy po 1989 roku, żeby podziękować moim duchowym mistrzom, takim jak choćby Jerzy Turowicz czy Krzysztof Kieślowski.


Dlaczego zdecydował się Pan na zajęcie się filmem dokumentalnym, a nie fabularnym, mimo większego splendoru jaki spływa na reżyserów fabuły?


– Pracując w fabule nie miałbym szans na zrealizowanie takich i aż tylu tematów. Choćby z powodów czysto logistycznych i finansowych film dokumentalny jest tańszy od filmu fabularnego, nie trzeba do niego aktorów, plenerów, efektów pirotechnicznych, kostiumów i tak dalej. Poza tym bardzo cenię sobie w kinie prawdę, a mawia się, że reżyser dokumentu uważa, że rzeczywistość jest piękniejsza i ciekawsza od jego filmu, a reżyser fabularny uważa odwrotnie. W moim przekonaniu, świat najnowszej polskiej historii jest, że posłużę się tytułem głośnej niegdyś książki Adama Zagajewskiego i Juliana Kornhausera „światem nieprzedstawionym”. Poza tym podziwiałem dokonania takich mistrzów filmu dokumentalnego jak Kazimierz Karabasz, Władysław Ślesicki czy Jerzy Bossak. Podobało mi się też to, że reżyser dokumentalista nie opowiada w gruncie rzeczy o sobie, jak to często bywa w reżyserii fabularnej, ale o innych.


Co Panem powoduje, jaka dewiza, podczas realizacji filmów?


– Taka, żeby mimo podziwu, jaki żywiłem i żywię dla moich bohaterów, nie robić o nich filmów na kolanach. Kiedyś emigracyjny pisarz Tadeusz Nowakowski zapytany przez papieża Jana Pawła II co teraz pisze, powiedział: „Piszę książkę o tobie, ojcze święty”, a papież na to: „Mam nadzieję Tadziu, że nie piszesz na klęczkach”.


Zanim ukończył Pan studia reżyserskie, studiował Pan ekonomię. Czy wiedza z tego zakresu w jakimś stopniu okazała się Panu przydatna w pracy reżysera?


– Tak, dała mi poczucie realizmu, zawsze cenne, a w mojej branży, gdzie jest wiele marzeń i aspiracji, bardzo potrzebne. Stefan Kisielewski czyli popularny Kisiel, przez lata wybitny felietonista „Tygodnika Powszechnego” zwrócił mi uwagę na to, że w kwestiach ekonomicznych należy zawsze zadawać proste pytania, bo wtedy ci, którzy kłamią, gubią się.


Dlaczego nie wybrał Pan owianej legendą łódzkiej szkoły filmowej?


– Kilkakrotnie do niej zdawałem, ale bez powodzenia. W pewnym momencie postanowiłem już nie tracić czasu i zdecydowałem się na szkołę filmową w Katowicach.


Kto w szkole uczył Pana reżyserii?


– Między innymi Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Zanussi, Wojciech Marczewski,  Janusz Kijowski. Wśród wykładowców był też wybitny pisarz o wysokim autorytecie moralnym, Jan Józef Szczepański.


Kto był najważniejszym Pana mistrzem?


– Krzysztof Kieślowski.


Czego Pana nauczył?


– Czerpałem z obserwacji jego pracy. Ważne były też dla mnie jego uwagi ogólne. Kiedyś powiedział nam podczas zajęć: „Jeśli raz wejdziecie w gówno, trudno będzie z tego wyjść”. Miał na myśli wchodzenie w kompromisy. Bliska mi też była jego ówczesna przemiana duchowa i artystyczna. Trafiłem na moment jego przejścia od chłodnego realizmu do metafizyki, co zapoczątkował film „Przypadek”.


Czym powinien i może być film dokumentalny w czasach, kiedy każdy może kupić sobie kamerę i filmować?


– Jestem przekonany, że nie jest to konkurencja dla profesjonalnego filmu dokumentalnego. Ludzie mają skłonność do filmowania siebie i swojego najbliższego otoczenia, a to za mało.


W pewnym okresie zawiesił Pan dokumentalistykę, żeby zrealizować kilka spektakli Teatru Telewizji, w tym „Wierność”, poświęcony księdzu Jerzemu Popiełuszce. Co Pana do tego skłoniło?


– Tytuł wymyślił pan Janusz Kotański, natomiast mnie się bardzo spodobał. Ta sztuka jest o wierności, prawdzie, uczciwości. Chodzi po prostu o wierność zasadom i wartościom. Chyba to słowo najlepiej charakteryzuje księdza Jerzego – to jak żył, kim był, co robił i co go spotkało. On był gotowy na wszystko. Mając okazję realizacji filmu o księdzu Jerzym pomyślałem, że nie powinien być to kolejny film biograficzny, bądź ukazujący fragment z jego życia. Taki film fabularny powstał, powstały też filmy dokumentalne. Pomyślałem, że akcja powinna się dziać dzisiaj, teraz. Przyznam się, że inspiracją był dla mnie „Człowiek z marmuru” Andrzeja Wajdy.


Beata grana przez Annę Grycewicz przypomina trochę Agnieszkę, postać graną przez Krystynę Jandę właśnie w „Człowieku z marmuru”…


– Różnica jest tylko taka, że żyjemy w innej epoce. Nie mamy cenzury, a na pewno nie takiej, jaka była w czasie kiedy pan Andrzej Wajda realizował swój film. Myślę, że nie należy się wstydzić powoływania na dobre wzorce, a „Człowiek z marmuru” jest bardzo dobrym filmem. Pomyślałem, że ten spektakl powinien być skierowany przede wszystkim do ludzi młodych. Nie chodziło mi o widzów, którzy wiedzą kim jest ksiądz Jerzy, podziwiają go, znali go, żyli w tamtych czasach, tylko do tych, którzy powinni go poznać, dowiedzieć się czegoś o nim. Dlatego bohaterka jest młodą dziewczyną, która nie uczestniczyła w tamtych czasach, bo była dzieckiem, natomiast ukończyła szkołę filmową. W życiu studentów, czy absolwentów szkoły filmowej często tak się zdarza, że pierwszy film jest najważniejszy. Ją właśnie coś takiego spotyka, że ma zrealizować film o księdzu Jerzym, o którym coś słyszała, ale był dla niej obcą postacią, tym bardziej, że nie była silnie związana z Kościołem. Widowisko zostało tak budowane, żeby główna bohaterka robiąc film o księdzu Jerzym, zaczęła go dopiero poznawać poprzez to, co ją w czasie spektaklu spotyka. I w tedy zaczyna utożsamiać się z księdzem, uczy się od niego godności, honoru, ale przede wszystkim odwagi, żeby właśnie żyć odważnie i żeby w życiu nie kłamać. Z drugiej strony uczy się – może w dzisiejszych czasach pojęcia zbyt ośmieszanego – patriotyzmu, prawdziwego, autentycznego patriotyzmu. W trakcie realizacji filmu Beata przechodzi przyśpieszony kurs dojrzewania do zrozumienia kim jesteśmy, gdzie żyjemy, dla kogo, po co, jak mamy w życiu postępować. Ona się uczy od księdza Jerzego i ten spektakl jest właśnie o tym. Mam dowody statystyczne, że młodzi ludzie go obejrzeli. Nie oznacza to, że ten spektakl jest bardzo dobrze zrobiony – tam jest wiele błędów, teraz zapewne bym to poprawił, zarówno w scenariuszu, jak i realizacji. Natomiast pod przesłaniem się podpisuję i zawsze się będę podpisywał.


Znane są ograniczenia finansowe w zakresie realizacji spektakli Teatru Telewizji. Rozumiem, że ten spektakl nie był wyjątkiem pod tym wzgledem…


– Teatr Telewizji w dzisiejszych czasach mogą robić tylko wariaci. Taki spektakl jak „Wierność” jest czymś pomiędzy teatrem a filmem telewizyjnym. Realizacja jest podobna do realizacji filmu fabularnego – z tą różnicą, że filmy fabularne realizuje się w ciągu 30 dni, a taki spektakl w ciągu 8-9 dni. Tylko tyle jest funduszy. Praca trwa przez 24 godziny na dobę i jeśli nie zrobimy jakiejś sceny na czas, to jej po prostu nie będzie. Tu także nie udało się kilku scen zrealizować. Mimo to warto robić spektakle Teatru Telewizji, bo mają taką widownię, jakiej nie może zdobyć żaden film kinowy.


Cześć zdjęć realizował Pan w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, czyli tego z którym ksiądz był związany do śmierci…


– Tu trzeba oddać hołd wspaniałemu proboszczowi Zygmuntowi Malackiemu, który zmarł dwa miesiące po beatyfikacji księdza Jerzego. Ks. Malacki widział spektakl i bardzo mu się podobał. Pozwolił on nam kręcić we wszystkich miejscach. Był naszym troskliwym opiekunem, podobnie jak kardynał Kazimierz Nycz, który na tyle dopomógł, że to wariactwo udało się zrealizować.


Obok postaci fikcyjnych, w widowisku występują postacie z epoki. Mamy więc Adama Łopatkę, szefa Urzędu ds. Wyznań, generała Zygmunta Płatka, pułkownika Adama Pietruszkę, czy też majora Jerzego Karpacza, ostatniego szefa SB, który był jeszcze posłem w Sejmie kontraktowym. Czy znane są jakieś ich zarejestrowane wypowiedzi?


– Tak, istnieją książki wydane przez IPN i nie tylko. Istnieją dokumenty. Zebraliśmy również wypowiedzi z zebrania kadry MSW w Legionowie – są to opublikowane stenogramy. Tak sobie myślę, że ksiądz Jerzy był ofiarą, ale zwyciężył. Jego zabójcy też są ofiarami tego systemu. Spektakl jest też trochę o tym. Ksiądz Jerzy zawsze mówił, żeby zło dobrem zwyciężać. On tępił zło i nazywał zło, ale nigdy nie potępiał człowieka, nawet gdy był to człowiek ze Służby Bezpieczeństwa. Spektakl jest z jednej strony o patriotyzmie i godności, ale także o przebaczeniu i miłości.


Dziękuję za rozmowę.


woldan3Paweł Woldan – ur. 20 czerwca 1956 w Piotrkowie Trybunalskim – scenarzysta i reżyser filmów dokumentalnych. Ukończył Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny na Uniwersytecie Łódzkim ( 1980). W latach 1979-81 studiował filozofię na Uniwersytecie Łódzkim. W 1984 roku ukończył reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jest autorem  kilkudziesięciu filmów dokumentalnych. m.in. o polskich pisarzach: Jerzym Andrzejewskim, Stanisławie Dygacie, Adamie Zagajewskim, Janie Józefie Szczepańskim, Kornelu Filipowiczu, Tadeuszu Nowakowskim, Marku Nowakowskim, Włodzimierzu Odojewskim, Jerzym Ficowskim. Nakręcił także filmy poświęcone postaciom znanych duchownych, m.in. o kard. Stefanie Wyszyńskim, kard. Auguście Hlondzie, ks. Jerzym Popiełuszce, o. Ludwiku Wiśniewskim, o. Janie Górze, ks. Januszu Pasierbie. Bohaterami jego filmów stali się także: Karolina Lanckorońska, prof. Stanisław Świaniewicz, prof. Stefan Swieżawski, Marek Skwarnicki, Mieczysław Pszon, Adam Pawlikowski., Jan Strzelecki, Henryk Elzenberg, Jan Józef Lipski. Zrealizował także znany dokument „Marcowa prasa”. Jest również autorem siedmiu spektakli Teatru Telewizji: „Misterium św. Wojciecha”, „Zdrada”, „Alek”, „Góra Góry”, „Prymas w Komańczy”, „Złodziej w sutannie”, „Wierność”. Jest laureatem wielu nagród filmowych, m.in. JANTAR 85 – Koszalińskie Spotkania Filmowe, “Brązowy Tancerz” – Międzynarodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych – Huesca, Hiszpania, Grand Prix – Międzynarodowy Festiwal Filmów Katolickich – Niepokalanów, Nagroda specjalna na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko