Jan Stanisław Smalewski – Kwiecień z głowy

0
192

Jan Stanisław Smalewski
 


 

Kwiecień z głowy

 

jan smalewskiNie, bez obaw, nie rozpocznę jak nasza telewizja od reklamy. Zresztą cóż bym mógł jako felietonista zareklamować? – Chociaż ja wiem? A nasz portal? Jest naprawdę super, ma coraz więcej odbiorców. – Czyż nie warto by było wzorem innych mediów tak postąpić?

Reklamuję zatem portal pisarze.pl. – Słuchajcie. To znaczy czytajcie drodzy Czytelnicy nasz e-tygodnik. Naprawdę warto. Znajdziecie w nim zawsze coś dla siebie. Sporą dawkę porządnej literatury, wiadomości na temat kultury z różnych regionów kraju, fachowe materiały: artykuły, felietony o historii, polityce, życiu społecznym. No i dobrą poezję. I to wszystko uaktualnione raz w tygodniu, w każdy kolejny wtorkowy wieczór. Ba, możecie poza tym czerpać z naszego bogatego archiwum. Możecie też przeczytać recenzje, wysłać do zrecenzowania swoje teksty, a nawet wydrukować u nas swoją książkę. – I uwaga!: w tle reklamy muzyka: Cztery pory roku Vivaldiego – Wiosna

 No, udało się. A jeśli chodzi o kwiecień? Ten wiosenny miesiąc zawsze jest przebogaty: przyrodniczo, historycznie i społecznie. W tym roku jakby nawet pełniej. Zwłaszcza społecznie, a wszystko przez szczyt toczącej się wyjątkowo hałaśliwie (czytaj też – zgrzytliwie) prezydenckiej kampanii wyborczej. Ale pojawiły się także nowe zjawiska. Regres rozwiązań pokojowych na wschodzie Europy zmusił Stany Zjednoczone, Europę i Polskę do kolejnych zimnowojennych posunięć. Amerykanie skorzystali z prośby władz ukraińskich i wysłali do zachodniej Ukrainy swoich szkoleniowców, a Rosjanie mimo zawartego w lutym porozumienia przerywającego wojnę rusko-ukraińską nadal dozbrajają swoich separatystów na wschodzie Ukrainy. Polska pozostaje bez wyjścia: dozbraja swoje siły zbrojne, wzmacniając przede wszystkim wschodnią flankę.

Walka z terroryzmem i afrykańskim Państwem Islamskim spowodowała niewyobrażalną falę uchodźctwa, która stanęła u drzwi południowej Europy. Po zimowym śnie, a może raczej letargu, obudził się wczoraj szef Rady Europejskiej Donald Tusk wszczynając alarm, że z tym problemem trzeba koniecznie coś zrobić.

Nasza polityka zagraniczna jest nadal słaba. Próbujemy płynąć w głównym jej nurcie, co zauważa kandydat na prezydenta Andrzej Duda, obiecując, że jeśli zostanie wybrany, spowoduje byśmy go opuścili i zaczęli płynąć oddzielnie. Swoją drogą ma on rację, konkurencja na szlaku wodnym jest zbyt duża, i w tej międzynarodowej przepychance zupełnie się nie liczymy. A jeśli coś w ogóle się liczy nadal, to tylko – wiadomo – pieniądze, czego naoczny dowód codziennie dają nam w swoich reklamach pazerne banki, no i czasami niefortunne przetargi, jak ten ostatni na śmigłowce bojowe dla naszej armii, który zniweczył nadzieję polskich firm zbrojeniowych, a nam – jak twierdzi generał Czempiński – zafundował bardzo drogą zabawkę. Śmigłowce francuskie nie mają bowiem systemów obronnych przed bronią rakietową, jaką dysponuje dzisiaj na współczesnym polu walki każdy pojedynczy żołnierz.

 

A literacko? Akurat dzisiaj, gdy to piszę, obchodzimy dzień książki. Dzień Książki – wielkimi literatami powinienem napisać. Wielkimi literami jednak dzień to dla niewielu. Dla niektórych, liczących się wydawców, mediów wspominających o nim, i… napiszę przewrotnie: aż!.. dla 40% czytelników w Polsce, którzy przeczytali przez ostatni rok chociaż jedną książkę.

W imieniu pisarzy, autorów książek, których sam w życiu napisałem już ponad 20 (a dzisiaj właśnie w dniu Jej święta ukończyłem kolejną, z którą męczyłem się przez wszystkie jesienno-zimowe miesiące; jest nią „Szkoła strachu”), wypada zatem życzyć mi Książce, by nie spadała z półek, by pozostawała medium szanowanym i kochanym przez swych nielicznych czytelników, by zdobywała ich szacunek, uznanie i popularność. I nigdy – jak to z papierem zwykle bywa – nie stawała się makulaturą przeznaczaną do produkcji wtórnej.

 

A teraz wróćmy do wiosny. No cóż – z mojej wieży obserwacyjnej widać, że wiosna jakoś w tym roku straciła na jakości. Mój sąsiad to już nawet podejrzewa, że to za sprawą ruskich wciąż wieje ze wschodu. A jak wieje z północy, to jeszcze gorzej. Bo dziadek leciwy i pamięta Sybir. Do sklepiku po bułki obchodzę go więc z południowej strony. I czekam na ciepły podmuch. W kwietniu na lina chodziłem przed laty, a teraz? Noce wciąż chłodne, nawet płoć nie bierze.

Jeszcze jak żył mój dziadek, to w domu wszyscy wiedzieli, że jak noce chłodne, to i sny wygodne; śpi się lepiej. A teraz, cholera, nawet spać człowiek dobrze nie może. Mało tego, im bliżej końca miesiąca, tym więcej mam koszmarów sennych. Trudno będzie jeszcze te kilkanaście dni do wyborów przetrwać. Nie wiem, co wam, ale mnie śnią się czasy, które lepiej żeby nie wróciły. I co ciekawe wcale na żadnej wojnie nie byłem, żeby cierpieć na psychozy wojenne.

Po nocach śnili mi się kolejni kandydaci na prezydenta. Liczyłem ich, gdy próbowałem usnąć: Komorowski, Duda, Ogórek, Mikke, Palikot. Kukiz, Kowalski… itd. A potem, jak udało się zasnąć, śniły mi się ich obietnice wyborcze. Dla mnie człowieka śledzącego politykę sprawa jest jasna: należy wybierać lidera płynącego w głównym nurcie, bo na podczepionych do okrętu i cieszących się, że też płyną, szkoda tracić czasu i głosu także. Dowodzą zresztą tego nawet sami liderzy partii, którzy kandydatów powystawiali. Niektórzy przy tym jakby nawet drwiąc swymi decyzjami z nas – wyborców. Ot na przykład Leszek Miller, który kilka dni temu zorientował się, że jego Magdalena jest pomyłką, partia na jej kampanię wyborczą nie da już ani złotówki.

Sytuacja z kandydatami, rozmywającymi główny nurt kampanii wyborczej powtarza się od początku przemian ustrojowych i należałoby wreszcie coś z tym zrobić. Dlaczego nie ograniczyć ich liczby, nie określić szczegółowszych kryteriów doboru kandydatów? Przecież to nie jest takie trudne (chyba, że dla naszych parlamentarzystów, którzy jak dotychczas pozostają głównie silni w gębie). Dlaczego kampania prezydencka nie może trwać w powadze majestatu stanowiska? Czy ci, co nią kierują, nie pozostają w jakichś dziwnych układach spiskowych, mających na celu ośmieszanie powagi demokracji w Polsce?

Panie Macierewicz: a może by tak w tej sprawie powołać komisję śledczą?

Żarty, żartami, ale całą tę mizerię wyborczą w dużej mierze powodują szefowie partii, którzy często sami nie są wyraziści. Gdyby osobiście kandydowali, byłoby niejednokrotnie jeszcze gorzej. Tak zapewne jest z szefem klubu SLD, któremu dziadkowe zauroczenie młodą kobietą minęło wcześniej, niż kampania wyborcza. Tak też jest z Palikotem. O jednym i drugim słyszałem nieprzypadkowy żart zresztą, że w razie porażki wyborczej mają zostać katechetami i udzielać korepetycji  z religii. – No cóż każdy się zmienia. Byleby jednak mówił prawdę.

Swoją drogą warto zauważyć także, że rozmyta, rozklekotana kampania wyborcza w dużej mierze szkodzi także kościołowi w Polsce. Atakuje się go za popieranie PiS-u, za wtrącanie się do polityki, niweczy wartości religijne w obrębie rozdziału kościoła od państwa.

Można ten temat wyborczy ciągnąć w nieskończoność, ale na tym powinniśmy zakończyć ten przegląd. Rozumiem, ludzie ciekawi są walki, pasjonują się nowinkami i narzekają, narzekają. A to też czemuś służy. Tylko zachodzi pytanie: czemu?

Cholera, wciąż łapię się na tym, że my Polacy ze wszystkiego co zrobimy musimy się tłumaczyć, gdy inni na świecie tylko się chwalą. Jak oni to robią, nie wiem?

 

Napisałem już, że śnili mi kandydaci na prezydenta i wybory. W czasie przeszłym, bo kwiecień dostarczał mi i innych politycznych emocji. Dzisiaj na przykład śniło mi się, że prezydent Ukrainy podpisał porozumienie z naszym Bronkiem, że my sprzedamy im wszystką broń odziedziczoną po sowietach, a oni nam za to pod Belwederem pomnik Bandery postawią.

A propos zakupów, by nie wracać do nich raz jeszcze. Nasz prezydent też nie umie kupować. Chwalił zakup kwietnia, a nawet chyba zakup roku dla naszej armii. Razem z ministrem obrony kupili sprzęt, jakiego na świecie nikt jeszcze nie miał. Nawet ci, co go nam sprzedali. No, na pewno ruscy się teraz nas wystraszą – pomyślałem w pierwszym momencie. – Grunt to polityka i że pieniądze podatnika dobrze wydali.

Gdy potem dowiedziałem się, że maszyny, to znaczy śmigłowce są do tego jeszcze w fazie konstrukcyjnej, a potem jeszcze, że to gest politycznego uniżenia wobec Francji, a potem… sami zresztą wiecie, temat jest rozwojowy, przypomniałem sobie, że Bronisław Komorowski nigdy szacunkiem wojskowych jako minister obrony się nie cieszył. Był w wielu sprawach wojska zielony jak wiosenna trawa. Pamiętam też, jak radzieccy generałowie podpytywali mnie na początku lat 90. dlaczego jako wojskowi pozwalamy, by naszą armią kierowali cywile, przecież to polityczny sabotaż. Musiało upłynąć niestety tyle lat, bym to zrozumiał, że mieli wtedy rację.

 

Kiedyś pamiętam, nie mogłem przed laty spać, gdy pisałem książki o łagrach sowieckich, Kołymie, o naszych Kresach Wschodnich, Katyniu i zmowie Stalina z Zachodem, by nas po wojnie światowej udupić jako naród. Zachód nie chciał konkurencji, a Stalinowi było to na rękę, mógł wreszcie zemścić się za przegraną wojnę polsko-ruską. Teraz nie mogę spać, jak słyszę, że korzymy się przed Ameryką, by wpłynęła na niedokształconego historycznie policjanta, żeby nas przeprosił za „niefortunną wypowiedź o Holokauście”. A za co przepraszać? – dziwi się odkrywczo mądrala FBI. Mógł co prawda nie wymienić nas z nazwy, ale przecież tajne to nie jest.

Już kiedyś nasz Piłsudski powiedział, że prawda jest jak dupa, każdy ma swoją. Jaką wiedzę o Holokauście ma szef FBI, świat już wie. Tylko, że większość ludzi na świecie tyle to obchodzi, co śnieg z minionej zimy. Tym bardziej, że wszyscy wiedzą, iż Amerykanie i Rosjanie nigdy za nic nie przepraszają. Wszyscy, oprócz nas, a nawet naszego prezydenta, który swą rzekomą dobrocią chciałby obdarzyć cały świat.

Ale ma pecha. Chciał błysnąć w kampanii wyborczej, pojechał na Ukrainę. Ogłosił oficjalnie, że ją nadal będziemy popierać w walce z Putinem, uścisnął się z Poroszenką, podpisał glejt współpracy w rzekomym imieniu naszego narodu i chybił jak kulą w płot, bo w tym samym czasie parlament ukraiński, jak na złość naszemu Bronkowi podjął uchwałę nr 2538 z 9 kwietnia 2015 r. „O prawnym statusie i gloryfikacji bojowników za niezależność Ukrainy w XX wieku” uznającą zbrodniarzy OUN-UPA za bohaterów narodu ukraińskiego.

Na poparcie procesu banderyzacji Ukrainy trwającego od 23 lat lat niepodległości mafijnej tego kraju, 16 kwietnia zamordowano opozycyjnego publicystę w Kijowie Olesia Buzinę. Nie pierwszy zresztą to mord opozycjonisty i w tej sytuacji na pewno nie ostatni.

To już, kochani, nie uprzedzenia felietonisty do nazistowskiej przeszłości sąsiadów, to fakty, którym zaprzeczyć się nie da. Co ciekawe, decyzję władz Ukrainy o uhonorowaniu UPA potępiły Węgry, a jedna z jej partii Ruch na Rzecz Lepszych Węgier wydała nawet na tę okoliczność oświadczenie w języku polskim, w którym jednocześnie domaga się autonomii dla mniejszości narodowych na Ukrainie, w tym także Polaków. – Chwyt reklamowy węgierskiej partii? Skądże. To realistyczne spojrzenie na sprawę, którego naszemu prezydentowi Komorowskiemu zabrakło. Realistyczne, gdyż można przecież łatwo sobie wyobrazić, co spowoduje w najbliższej przyszłości czczenie szowinistów i morderców typu Bandery, którzy w latach II wojny światowej dopuścili się makabrycznych rzezi na ludności polskiej. Jak będzie w najbliższym czasie wyglądać życie Polaków na tych terenach, którzy przez Jałtę, Stalina i Ukraińców odcięci od ojczyzny będą musieli tam żyć nadal? – Wśród morderców, uznawanych za bohaterów, którzy wymordowali ich rodziców i dziadów.

 

Kwiecień był w ogóle martyrologicznym miesiącem w historii dziejów polskich. O piątej rocznicy katastrofy smoleńskiej pisał nie będę, bo morze atramentu inni wylali na ten temat, ale… zauważmy nowy fakt: Rosjanie nie udostępnią swoich końcowych ustaleń ze śledztwa Polakom, bo – jak stwierdzono – godziłyby one w interesy Rosji. Drobny fakt, ale wymowa jego wcale drobną nie jest.

Gehenna, dramat i jakby tego nie określać słowami z najdramatyczniejszych określeń dotyczącymi uchodźców z Afryki, pozostaje tematem na obrzeżach naszych zainteresowań, biorąc pod uwagę to, co na co dzień dzieje się w kraju. Dobry obserwator nie może tych wydarzeń pomijać. Mają one wpływ, a przede wszystkim będą miały w najbliższej przyszłości na losy nie tylko państw dotkniętych pogromami ludności cywilnej i wojną w Afryce. Będą miały wpływ na rozwój całej naszej cywilizacji europejskiej. Będą wpływać na losy Europy, a pośrednio losy Polski także. My, Polacy, mający za swoimi granicami inne zagrożone wojną narody, narody wschodnie, w tym dużą część populacji korzeniami rodowymi związanymi z Polakami żyjącymi poza naszymi granicami, w tym uchodźcami za pracą z lat rządów partii Tuska, powinniśmy o tym szczególnie pamiętać.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko