Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
112

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami



mebluje-glowe


Sięgnąłem na półkę. W mojej sporej bibliotece stoją obok siebie „Róża Jerycha”, „Gramatyka miłości”, „Przeklęte dni”, „Poezje” i „Lika”. Czytane przed laty, trochę zapomniane. Ale skoro aż pięć tomów, znaczy, że pisarz dla mnie ważny.

Iwan Bunin, pierwszy rosyjski literacki noblista, pierwszy bezpaństwowiec noblista, emigrant, liryczny, subtelny pisarz…

Niby każdy, kto choć trochę interesuje się literaturą zna dwa, trzy tytuły, wie, że uciekł przed bolszewikami, ze mieszkał we Francji. Cóż więcej?

No to, po „Lodach Prowansji” wiemy więcej. Znacznie więcej. „Bunin na wygnaniu”. Z Rosji? W książce Renaty Lis raczej z Paryża. Jest rok 1940, jakimś samochodem wypełnionym po brzegi pasażerami przedziera się Bunin na Riwierę do Grasse. Tam spędzi wojnę. Nie jest młody, ma siedemdziesiątkę, zostało mu jeszcze trzynaście lat życia. Kim był? Kim jest? A może inaczej z kim był, jest, kogo toleruje, kogo odrzuca, co pisze, z kim się wiąże…

w-lodach„Lody Prowansji” to nie jest klasyczna biografia. Nie tak jest zbudowana, nie opowiada rok po roku życia autora „Przeklętych dni” – formalnie to tylko czas okupacji. Ale przecież to też osobiste refleksje autorki, czasami daleko odbiegające i od Bunina, i od jego twórczości. Może przez to ta książka jest atrakcyjna? Może to ta próba wczucia się Renaty Lis w jego życie, w życie bliskich mu kobiet, w decyzje które podejmował, w jego złe i dobre dni? Czasem bliżej tej książce do eseju niż biografii. Ale jest coś jeszcze. Bo przecież konfrontuje te swoje odczucia z żywym tekstem, którego nie da się zafałszować – a przynajmniej nie w stopniu, który podważałby zaufanie do autorki. Mamy tu prawie pięćdziesiąt stron wypisów z „Dziennika graskiego”. Niezwykłego dokumentu, gdzie obok Bunina, mówią dwie kobiety jego życia: Galina Kuzniecowa i żona Wiera. Obie kochał – tę pierwszą, znacznie młodszą, trochę jak uczennicę ale i partnerkę do intelektualnych rozmów, tę drugą… nie mógł bez niej żyć. Dziwny związek – z obiema od 1927 mieszkał pod jednym dachem, z obiema współżył. A one? Umiały z tym żyć? Godziły się? Były zazdrosne? On był. O Galinę na pewno. Zwłaszcza, gdy odeszła. Nie ot tak, odeszła z kobietą.

Kimże był ten Bunin? Paniczyk z dobrego, bardzo dobrego domu, który mówił, że jest litewsko-polskiego pochodzenia. Kim byłby, gdyby nie bolszewicka rewolucja? Największym z największych, przynajmniej w rosyjskim wymiarze?

„Opowiadania „Aloszki” Tołstoja – Jest utalentowany także w nich, ale często sadzi bzdury jak pijany.

Pierwszy tom Cichego Donu Szołochowa – Utalentowany, ale ani jednego słowa nie potrafi powiedzieć prosto. I w realizmie bardzo nieokrzesany.

Drugi tom Cichego Donu – Jednak to cham, plebej. I znów doświadczyłem nawrotu nienawiści do bolszewizmu.

Wiosenne wody Turgieniewa – Tak dużo niedobrego, że aż ciężko.

Notatniki Czechowa – Ogólnie rzecz biorąc, bardzo nieprzyjemne. Przeważnie ‘N wszyscy uważali za poważnego człowieka, a on był swołocz’ – wszystko w tym stylu.

Armia konna i Opowiadania odeskie Babla – Bardzo zdolny i zdumiewająco obrzydliwy; patologiczne upodobanie do bluźnierstwa, podłości, ostentacyjnej ohydy.

Pierwszy tom Braci Karamazow – Trzy czwarte to pełna dydaktyka, bałagan. Ale miejscami bardzo zręczny, zdumiewająco zdolny pisarzyna.

Drugi tom Braci Karamazow – Zdumiewająco mądry, zręczny – i od czasu do czasu skrajnie głupie, nieprawdopodobne brednie. Ogólnie nuda, nie porusza ani trochę.

Opowiadania Zoszczenki z 1937 roku – Złe, monotonne. Wynosisz tylko jedno – myśl, jak bardzo nieistotne i banalne jest tam życie.”.

I tak dalej, i tak dalej.

Krytykował, szydził, czasami przesadnie, czasami złośliwie.

Kogo kochał w literaturze? Flauberta i Tołstoja. Lwa Tołstoja.

Wyjeżdżał, uciekał z Rosji z mocną pozycją. Wszyscy wiedzieli, że to kawał pisarza. A on sam? Nie miał wątpliwości. Pisał, przerabiał, niszczył zapisane notatniki. Nie chciał aby pozostał najdrobniejszy ślad prób. Budował siebie i swój pomnik.

Trochę w tej książce rzeczy zabawnych. Takich, jak próba dogadania się z Buninem przez Mereżkowskiego. Dogadania się, mało dogadania, notarialnego uzgodnienia, że jeśli któryś z nich dostanie Nobla /a z przyczyn pozaliterackich wiadomo było, że raczej dostanie któryś z „białych” Rosjan/ – podzielą nagrodę na pół. Albo jakie rozbudowane „wiązanki” umiał posyłać… „Pan jest marynarzem – mówi taksówkarz. – Nie, członkiem Akademii Literatury – odpowiada Bunin”.

Trochę wstrząsających – nędza wielkiego pisarza. Siedem lat po otrzymaniu największego literackiego wyróżnienia, nic już nie było w skarbonce. Nic. Trochę żebraniny o honoraria. Wykłócanie się o kradzież zielonego pomidora z ogródka, kartoszka, którą dostawał od wielbicieli…

Trochę z archiwum KGB – te wszystkie próby stalinowskich czynowników w sprawie powrotu Bunina do ZSRR, rozpuszczane plotki, że się dogadał, że jeździ do ambasady aby negocjować, ci donosiciele wokół niego.

Trochę obyczajowych – pił. Wcale nie mało. Często myślał o alkoholu, narzekał na jego brak.

Trochę polityki w czasie wojny – rosyjscy jeńcy przywiezieni na roboty w jego domu i ani słowa wsparcia dla tych licznych antysowieckich inicjatyw pod patronatem Hitlera. Nic – ani słowa. A przecież nienawidził bolszewizmu bardziej niż czegokolwiek.

Lubię takie książki. Toczą się swoim rytmem. Niezbyt szybkim. Nie wyznacza im granic życie ich bohatera – raczej wyobraźnia piszącego. Tu pozornie nieistotna informacja, tam wtrącenie, które pokaże sposób myślenia autorki, gdzieś przemycony drobiazg, na który nikt inny nie zwrócił uwagi, dwa słowa o polskim przekładzie, który ma się nijak do oryginału… Bo to Bunin Renaty Lis. Dla mnie znacznie bardziej prawdziwy i uczciwy od suchej, pełnej przypisów biografii. Przemyślany, przestudiowany, przenicowany, ale jednak osobisty, jej własny.

 

Renata Lis – W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu, Wydawnictwo Sic!, Warszawa, 2015, str. 431.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko