Andrzej Walter – Autostrada do piekła

0
254

Andrzej Walter

 

Autostrada do piekła

 

 


zag-walt1   Właściwie Adam Zagajewski najpełniej dziś ukazuje nam, czym jest we spółczesnym świecie poezja. Jego ostatni tom „Asymetria”, to bodaj najciekawszy zbiór wierszy, jaki ostatnimi czasy czytałem (i rozważałem). Przyczyną tego stanu jest, między innymi, doskonale uchwycona … asymetryczność … naszego położenia względem świata i czasu. Toczymy, bowiem, nierówną walkę o ideały. Świat zanurza nas w swej perfekcyjnie narzucającej się maszynerii, zanikają wszelkie wyważenia, dystanse osądu, jak i tracą sens, jakiekolwiek pojęcia złotego środka. Mamy swój bagaż, który kiedyś tam zabraliśmy ze sobą w podróż – coraz w nim puściej, a jednocześnie, coraz pełniej. Te paradoksy również są mało symetryczne. Są pokraczne, będąc zarazem dojmująco obciążającymi po jednej ze stron. To nasza wciąż żywa dusza. Przybita, przygnieciona, ledwie żywa. To strona coraz bardziej miałkiej cywilizacji cieni. To najcodzienniejszy – dzień nigdzie.

 

   Hyde Park zniewolonej wolności. Zniewolonego /inaczej?/ umysłu? Zapomniany skąd jesteśmy, po co tu przyszliśmy i dokąd zmierzamy. Dylematy Pana Cogito zatarły się, zbladły, straciły rację bytu i punkty odniesień. I tylko śmierć wydaje się pozostawać taką samą. Nawet nasze osierocenie /od Boga i śmierci/ staje się jakby groteską w teatrze złudzeń, teatrze absurdu, którym karmi nas współczesność. Dzień jest bezbrzeżnie zdumiony naszą obecnością i toczy się … właściwie nigdzie. Dzień jest, jak poniedziałek (?) … czyli nigdzie

 

bez charakteru, tchórzliwy,

bez formy, dzień bez natchnienia, nigdzie, nawet żal

nie przybiera radykalnej postaci (…)

 

Jedno wiedziałem (pisze Autor): także nocy nie trzeba

uzasadniać, ani bólu, nigdzie.

 

   Na ile ludzie to usłyszą? Czy są jeszcze w stanie? Na ile dotrze do nich, w jakim miejscu się znaleźli? Na ile zrozumieją, że chyba nie ma już odwrotu od naszego permanentnego nigdzie? Cóż począć bez poetów? A sami poeci? Kim są, jacy są, gdzie … są?

 

Poeci to presokratycy. Nic nie rozumieją. (…) Chodzą na spacery (…). Droga nie ma końca. (…) Długo milczą, potem śpiewają i śpiewają, aż pęknie gardło. (…)

 

   aż gardło pęknie ! Lecz ono nie pęka. Jedynie brak słów. Słowa jakby umarły, w gardle stanęły. Dławią i pulsują zarazem. Stają się klatką codzienności. Wokoło, bardziej realnym bytem wydają się … miasta. Przestrzeń przytłaczająca. Nasze miejsca, w których rodzimy się i umieramy, które symbolizują zagubienie, anonimowość, samotność, gorycz i niemożność wyrwania się z kleszczy degradacji, czy wyzwolenia się z chaosu i zgiełku świata. Świata zanurzonego w błocie i w kurzu. Świata niezawinionej asymetrii. Asymetrii istnienia.

 

   Czym jest ta demoniczna asymetria? Przemijaniem? Dumą? Pokorą? Czy może utratą wpływu na cokolwiek? Staliśmy się turystami. Z plastikowym pieniądzem, poobijanym kufrem, zdemotywowanym sumieniem i głową pełną wspomnień. Wspomnienia Adama Zagajewskiego przechodzą przez bliskie mi Gliwice. I chcę pójść w tym tekście do moich Gliwic. Kino Grażyna, ulica Zimnej Wody, ulica Radiowa… autostrada Hitlera. Moje liceum, szpital, w którym pracował mój Ojciec (przy ulicy Radiowej). To tak cholernie ważne, ale już jakby nieważne zarazem, ale to tylko detale. Bezimienne detale z lamusa istnienia. Oddajcie mi moje dzieciństwo

 

   Teraz już wiedziałbym na pewno. Tylko co? Co bym wiedział? Jak przejść tymi ulicami, jak nie spotkać ludzi, których się spotyka i którzy mówią o niczym, albo czmychają gdzie pieprz rośnie, aby nie spojrzeć sobie w twarz i nie zrozumieć, nie wzniecić ziarna wątpliwości, nie uszczknąć nic ze złudzenia, nie zbliżyć się … do prawdy o życiu na kredyt, o życiu na przekór, o życiu pod pozorem. O nicości …

 

i jak ta asymetria, ta silna asymetria,

przez wiele lat, nawet dziesięcioleci,

nie pozwala mi jej zobaczyć,

w ostrym świetle prawdy,

ostrym i złożonym,

złożonym i sprawiedliwym,

sprawiedliwym i nieosiągalnym,

nieosiągalnym i wspaniałym (…)

 

Wielokropek we fragmencie tego wiersza – wiersza Studniówka dodałem już od siebie. Autor bowiem pisze o Matce. Pisze o Niej tak, że … zapiera dech w piersiach.

Czyżby ta asymetria kładła się cieniem na wszystko? Na naszą wszelką relację z drugim człowiekiem, na rozpoznaniu przeznaczenia i na samym przeznaczeniu?

 

Wiersz O mojej matce jest piękny. Jest po prostu piękny. Nie potrafię ująć tego inaczej. I wiem, że pięknym jest wiersz o każdej matce. I w tym tomie jest bardzo dużo Matki, ojca … wspomnień, nostalgii, wyciszenia. Do takich wierszy nie trzeba dorastać, ani też, nie trzeba odczuwać tragedii asymetrii. Takie wiersze trzeba bowiem przeżyć.

 

(…) i jak wszystko mi wybaczyła

i jak ja to pamiętam, i jak leciałem z Houston

na jej pogrzeb i w samolocie wyświetlano

komedię i jak płakałem ze śmiechu

i z żalu, i jak nic nie umiałem powiedzieć,

i wciąż nie umiem.

 

 

zag-walt2   Tom „Asymetria” Adama Zagajewskiego jest ogromny. Przeogromny. Opowiedzieć go nie sposób. Uchwycić? Nie da się. Muszę się przyznać, że czytałem go w drodze z Poznania do Gliwic, przez całe pięć godzin, przy swojej muzyce i … przeżywałem go. Czytałem wiersze, czytałem kolejne, odwracałem strony, patrzyłem za okno, wracałem do wierszy, które już raz przeczytałem i czytałem je ponownie. To był uczta. Prawdziwa uczta poezji, wspomnień, refleksji, myśli, ocen, perspektyw spojrzeń i pryzmatów widzenia. Teraz, obecnie, wracam do tego tomu wielokrotnie. Zagajewski rozjaśnił mi drogę. Oświetlił ją. Otworzył oto i moją Walizkę, mój stary, zniszczony, mało znaczący … kufer.

 

Jestem tylko turystą w widzialnym świecie,

jednym z tysiąca cieni, które

snują się w ogromnych halach lotnisk –

 

a za mną jak wierny pies jedzie na małych kółkach

moja zielona walizka.

 

Jestem tylko nieuważnym turystą,

ale kocham światło.

 

Słowa poety w tym tomie są tak bardzo prawdziwe, tak realne, namacalne, jakby wypowiadane nie własnymi ustami, lecz wypowiadane metafizycznie, składnie, sensownie, ułożone w ciąg logiczny, przyczynowo-skutkowy. Wnikające w byt i w myśli. Układające świat. Rozdzierający go – asymetrycznie.

 

(…) każdy wiersz musi mówić

o całości świata; niestety, nie jesteśmy

dość  uważni, nasze usta są

wąskie i cedzą obrazy, tak

jak skąpiec u Moliera.

 

   I znów powrócę do Gliwic. Choć nie muszę wracać, gdyż wciąż tu jestem. Do wiersza Autostrada. Nikt i nigdy nie zrozumie (odczuje) tego wiersza tak, jak mieszkaniec Gliwic, choć nie o Gliwice w nim idzie …

 

Autostrada

 

Miałem może dwanaście lat.

W złomowisku pod wiaduktem autostrady zbudowanej

przez Hitlera szukałem śladów tamtej wojny, śladów

epoki żelaza, bagnetów i hełmów obojętnie której

armii, marzyłem o wielkich odkryciach –

zupełnie jak niegdyś Henryk Schliemann

szukający Hektora i Achillesa w Azji Mniejszej,

ale nigdy nie znalazłem ani bagnetu,

ani złota, wszędzie była tylko rdza,

brązowa nienawiść rdzy; bałem się,

że wejdzie do mojego serca.

 

   Niech pozostanie tajemnicą – Tadeusza Różewicza i Adama Zagajewskiego dlaczego Gliwice potrafią wzbudzić w człowieku … to Coś. Bo Gliwice, to wyjątkowe miejsce. To … prowincjonalne miasto … i też miasto mojego dzieciństwa. ja również – kiedy tak się rozglądam, patrzę na świat, na ludzi i na ich współczesne relacje, patrzę na dawnych przyjaciół, na środowisko literackie i wszelkie inne środowiska (na przykład lekarskie, prawnicze, ekonomistów i tak dalej) – obawiam się. Obawiam się  rozprzestrzeniania brązowej /nienawiści/ rdzy. Boję się, że stanie się normą, zwyczajem, codziennością i symbolem tej dzisiejszej deformacji.

 

   Autostrady z wiersza Adama Zagajewskiego już nie ma. Kiedy jadę drogą, nową „autostradą”, która powstała na miejscu tamtej, starej, też szukam śladów dawnej wojny, szukam epoki złudzeń i kontrastów, szukam  … szukam wspomnień dzieciństwa, które mi zabraliście, ale widzę rdzę. Wszechwładną, niepokojącą i pożerającą wszystko – rdzę.

 

   Kocham /jednak/ światło…

 

Obudź się, moja duszo.

Nie wiem, gdzie jesteś,

gdzie się ukryłaś,

ale proszę cię, obudź się,

jeszcze jesteśmy razem,

jeszcze droga przed nami,

naszą gwiazdą będzie

jasny rąbek świtu.

 

asymetria   Asymetria tego świata powoduje, że została nam rola Prometeusza. To Prometeusz genetycznie zmodyfikowany. Jego los, łańcuchy i niegojące się rany nieuchronnie kierują go do naszych miast. Bowiem jesteśmy ludem Północy, ludem smaganym wichurą dziejów, zziębniętym ludem pustych kalek odłożonej do lamusa nieśmiertelności. Ludem przykutym do swoich ograniczeń, na które już chyba nie mamy nawet wpływu. Nadchodzi kolejny poniedziałek. Kołowrót zaczyna od początku. Od świtu do nocy. Po kres. Nic już nie wyznacza … krainy nigdy. Ale wciąż ona znaczy, jakże wiele …

 

Andrzej Walter

 

 

 

Adam Zagajewski, „Asymetria”. Wydawnictwo A5. Kraków, 2014. Stron 86.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko