Krystyna Tylkowska – Niezwykłe misterium zwyczajności

0
92

Krystyna Tylkowska



Niezwykłe misterium zwyczajności

O Zwykłych rzeczach Marzeny Brody

 


tylkowska-10-03-15 Najnowszy tomik Marzeny Brody należy do  książek wymagających kilkakrotnej lektury. Niby nic nowego. Każdy tomik tej poetki zmusza czytelnika do kontemplacji, refleksji i jakiegoś, pełnego wyciszenia wczytywania się w te wiersze, smakowania ich, no i oglądania świata przez pryzmat tej poezji, czyli z różnych, często zaskakujących stron.

 Tutaj nic się nie zmienia, a jednak…Zwykłe rzeczy, mimo iż są zbiorem mocno naznaczonym osobowością autorki, mimo iż trudno nie zauważyć w nim pewnych charakterystycznych dla niej cech, wydają się propozycją całkiem nową, odrębną na tle poprzednich tomików.

  Niby to samo zakotwiczenie w świecie przyrody, zatrzymywanie jej w kadrze, jak gdyby łapanie na gorącym uczynku, a jednak czytelnik ma wrażenie, że w poetyckim świecie Marzeny Brody coś się zmieniło. Brak tu wyrafinowanych metafor obecnych w poprzednich tomikach poetki. Język ostatniego zbiorku stał się prostszy, bardziej zwyczajny i zdecydowanie bliższy prozie, niż poezji.

 

                     Ułożyłam drewno prędzej, niż się spodziewałam,

                     I zamknęłam szopę. Dzień już przygasał.

                     Wiatr szamotał liśćmi, niosąc zapach deszczu.

                     Gdyby nagle lunęło, rzeka wezbrałaby,

                     Płynąc wzdłuż drogi, podtopiłaby podwórko.

                     Jednak do ulewy było daleko.

 

  Również świat przedstawiony uległ zmianie. Nie jest piękny, nie próbuje tego nawet. Często jest to rzeczywistość po jakiejś katastrofie, albo narzucająca skojarzenie z niedawną katastrofą.  Często powraca motyw powodzi, świata nią spustoszonego, albo motyw huraganu. Chyba między innymi to sprawia, że po pierwszej lekturze tomiku pozostaje w czytelniku jakieś wrażenie niepokoju.

                   

                       Deszcz nie spływa do studzienek kanalizacyjnych,

                      Tylko tworzy kałuże. Przyglądam się im w milczeniu,

                      Pogłębionym uderzeniami ulewy o dachy i myślę

                      O dniach, gdy patrzyłam na płynące z prądem ciała

                      Ptaków i owiec, gałęzie i drzewa nagle wyrwane

                      Z głównego nurtu w dziesiątki bocznych wirów,

                      O sile nie mniejszej niż prąd na środku rzeki,

                      Gdzie unosiły się przez jakiś czas na wodzie,

                     A później szły na dno, głębiej, coraz głębiej do ziemi.

 

  Początkowo wrażenie to wydaje się bezzasadne. Ot, znane już scenki rodzajowe,  strzępy urywanego monologu wewnętrznego. Czasami nawet można mieć wrażenie, że poznajemy jakieś przypadkowe fragmenty,  trochę tak, jakby ktoś nagle oświetlił przypadkowo jakiś skrawek, element rzeczywistości i wysnuł refleksję na jego temat, albo zatrzymał w kadrze obiektywu tak jak ptaka w jednym z wierszy.(…) nie mogę oderwać oka od celownika aparatu,/ Jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

 Nie jest to jednak odkrywanie świata, raczej pokazywanie rzeczywistości, którą podmiot liryczny dobrze zna,  opisywanie świata, który stał się zwyczajny, przestał zadziwiać, fascynować, ale jednocześnie ciągle pozostał ważny, ciągle zmusza do refleksji. I co najciekawsze wciąż jest jakiś obcy, nieoswojony. Przytłacza swoim ogromem, swą brzydotą i potęgą połączoną z brakiem litości.  Mamy tu jakiś podskórny katastrofizm, przeczucie kolejnej klęski, które może stać się udziałem tylko kogoś bardzo wrażliwego.

 

W posępne południe,

Gdzie kończy się podwórko,

A zaczynają pola,

Kury grzebały w fałdach śniegu.

 

Przez około godzinę,

By przedłużyć trwanie,

Wydziobywały pod siwym

Niebem stęchłą trawę.

 

 W pozornym braku emocji można wyczuć mnóstwo niewypowiedzianych uczuć. Podmiot liryczny nie jest biernym obserwatorem świata, raczej jego cząstką. Porusza się w nim, istnieje i w jakiś sposób nie tylko go komentuje, opisuje (dostrzegając więcej i przefiltrowując swe spostrzeżenia przez siebie), ale też  współtworzy. Odprawia swoje misterium codzienności, znajdując w tym głębszy sens.

 Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wszystkie proste czynności i całe to pisanie o nich są rodzajem autoterapii, zapominaniem, ucieczką przed mówieniem o czymś innym. Może o prywatnej katastrofie, o której należy jeszcze milczeć? Ta poezja wydaje się jakąś formą milczenia, przypowieści. Nie można jednakże powiedzieć, że przyroda jest tutaj ilustracją, sugeruje stany wewnętrzne podmiotu lirycznego. Niby owe stany wpływają na postrzeganie świata, na kontemplowanie tych, a nie innych jego fragmentów, jednak Marzena Broda, jak na klasyka przystało jest niezwykle tajemnicza. Coś niekiedy sugeruje, żeby za chwilę zmylić trop. Wprawdzie świat stał się ziemią jałową, jednak podmiot liryczny  nie zamierza naśladować świata, jednak obserwowanie owej ziemi jałowej, funkcjonowanie na niej w dużej mierze przynosi mu ulgę.

  Mimo tych różnic w porównaniu z wcześniejszymi wypowiedziami poetyckimi, można zauważyć pewne stałe cechy tej poezji. Piękna fraza, migotliwość zatrzymana w kadrze, duże walory estetyczne (widoczne nawet przy opisywaniu brzydoty),  wreszcie nieoczekiwane skojarzenia, tym bardziej zaskakujące, uderzające przy braku wcześniejszych wyszukanych metafor i przy prostocie języka, pełnego kolokwializmów. 

  Naznaczony przyrodą świat poetycki Marzeny Brody wypełniony jest elementami, znanymi z poprzednich tomików. Dużo tu najróżniejszych ptaków, owadów, rzek i wiatrów o różnych natężeniach. Personifikacja wiatru, nadanie mu imienia pozwala go oswoić.  Na równych prawach (trochę tak, jakby były częścią przyrody współistnieją w tej poezji samochody, domy. Kraków z kilku końcowych wierszy postrzegany jest w ten sam sposób, niby niezmierzona przestrzeń, poddana obserwacji, fascynująca i nieco katastroficzna. Dziewięć wierszy krakowskich nazwanych zostało appendix. Trudno więc powiedzieć,  czy za zamknięcie   tomiku należy uznać ostatni z wierszy Celofanowa noc, czy tez ostatni przed cyklem krakowskim Poszukiwaczka kamieni.  Co ciekawe, koniec pierwszego ze wspomnianych wierszy i początek drugiego, przekazują ten sam, istotny komunikat:

 

    Jestem zmęczona i większość życia upłynęła mi w czasach,

    Których nie chcę pamiętać, więc to, co powiem, nie zrobi dużej

                                                                                         różnicy

              

a także

    Jakie to dziwne uczucie mówić do kogoś, kto nie odpowie.

 

 Te wiersze nie stawiają sobie za zadanie zmiany świata, nie oczekują na reakcję czytelnika. A jednak bardzo trudno przejść obok nich obojętnie. Już po pierwszej lekturze odbiorca czuje się nimi wzbogacony, przez ich pryzmat postrzega rzeczywistość. To niezwykły tomik, opowiadający o pozornie zwykłych rzeczach.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko