Krystyna Tylkowska – Różne twarze Bogusławskiego

0
41

Krystyna Tylkowska



Różne twarze Bogusławskiego

(o Szalbierzu w Teatrze Dramatycznym w reżyserii Gábora Máté)


 szalbierz1

  Sztukę Gyórgya Spiró zobaczyłam po raz pierwszy na scenie dawno temu, w czasach liceum.  Właściwie niezupełnie na scenie. W teatrze telewizji.  Główny bohater – Wojciech Bogusławski zyskał wówczas dla mnie twarz Tadeusza Łomnickiego. Nieistotne były ryciny w różnych książkach z podobiznami ojca teatru polskiego. Myśląc o Bogusławskim widziałam Łomnickiego z Szalbierza. Odbierałam go poprzez tę fikcyjną, choć niepozbawioną prawdopodobieństwa opowieść z teatru telewizji.

  Wybierając się na spektakl do Teatru Dramatycznego trochę bałam się konfrontacji z własną pamięcią, z własnymi młodzieńczymi interpretacjami. Muszę jednak przyznać, że  wizja sceniczna Gábora Máté  wyszła z tej konfrontacji raczej zwycięsko.

  W tej wizji zupełnie inny Bogusławski  przybywa na gościnny spektakl do Wilna. O ile Łomnicki stworzył postać niezwykle charyzmatyczną i pełną uroku, postać, której wielkość wyczuwa się nieustannie, Witold Dębicki poszedł w swej interpretacji roli w zupełnie inną stronę. Jego Bogusławski nie przybył po to, aby prowincjonalni aktorzy ogrzali się w jego blasku, trochę się przebudzili i aby potem zastanawiali się latami nad wymową etyczną jego intrygi podczas gościnnego występu. Bogusławski Dębickiego przybył raczej po to, aby pozbawić tych miernych artystów złudzeń, naiwnych wyobrażeń, aby pokazać im ich własną małość. Końcowa intryga jest dla tych bohaterów raczej nieczytelna, zbyt subtelna, aby stanowić przedmiot sporów. Rozumie ją gubernator, częściowo Antoni Rybak, a inni? Dyrektor Każyński przede wszystkim denerwuje się, że coś poszło nie po jego myśli, nie według wytycznych gubernatora, więc mogą wyniknąć z tego problemy. Pozostali aktorzy, kiedy już się przekonają, że Rybak się znalazł, że jest bezpieczny, czekają, co powie dyrektor, aby móc wyrobić sobie zdanie na tę sprawę. 

 Bogusławski Witolda Dębickiego jest po trosze Sokratesem, po trosze cynicznym magikiem. Pokazuje każdemu niezbyt chwalebną prawdę o nim samym. Jednak nie z powodu umiłowania prawdy. Raczej dla zabawy, zmieniając każdą relację w rodzaj pojedynku. Jako wspaniały obserwator i wytrawny gracz, wreszcie utalentowany aktor, dla którego także życie jest sceną, dostosowuje za każdym razem swoje zachowanie do oczekiwań swojego partnera, rozmówcy, aby na koniec bardziej lub mniej subtelnie z niego zadrwić. Dla niektórych jest w miarę łaskawy, dla innych bezlitosny. Tu nie ma charyzmy, magicznej osobowości. Jest drwina i ciągłe przybieranie masek, które obnażają innych bohaterów.


szalbierz2


 Bogusławski na deskach Teatru Dramatycznego jest przede wszystkim człowiekiem pełnym dystansu.  Właśnie ów dystans pozwala mu na początku spektaklu zadrwić z własnej legendy, dokonać „samoodbrązowienia” na oczach innych. Gwiazda się nudzi, więc cynicznie, precyzyjnie prezentuje cały wachlarz ról, będących karykaturą, krzywym zwierciadłem ludzkich oczekiwań. Wie, czym dla każdego z tych prowincjonalnych aktorów jest występ u boku  legendy. Odziera ich jednak ze złudzeń, wkładając maskę zrezygnowanego, nieszczęśliwego człowieka, któremu zależy jedynie na pieniądzach, pozwalających spłacić długi. Nie da im nawet tego – poczucia, że obcują z geniuszem, wspomnienia, którym mogliby się karmić przez lata. Czy naprawdę jest zadłużony i rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy? Raczej, żeby nie wyjść z wprawy pogrywa sobie z tym prowincjonalnym dyrektorzyną, sprawdzając, na ile sobie może pozwolić. Po prostu, sztuka dla sztuki.  Na próbie pokazuje inną twarz. Daje się poznać jako świetny aktor, nietuzinkowy, nowoczesny reżyser, ale wszystko to chyba tylko po to, żeby dalej podroczyć się z dyrektorem i żeby zasiać zamęt wśród artystów, którzy całkowicie mu zawierzą, co będzie okazją do dalszych gierek   i dalszej zabawy. Przy gubernatorze będzie lizusem, człowiekiem, którego najlepszy czas już minął. Podczas przedstawienia dopasuje grę do gry swoich partnerów scenicznych, jeszcze bardziej ją przerysowując.  Na końcu zadrwi ze wszystkich. Kim jest? Wytrawnym graczem, kabotynem, a może mądrym człowiekiem, który daje wszystkim „takiego Bogusławskiego, na jakiego zasłużyli”?

 Po jego występie w teatrze wileńskim niewiele się zmieni. Aktorzy zapiją całe zdarzenie, wszystko będzie jak dawniej. Właściwie nikt nie ucierpiał. Antoni Rybak został trochę poturbowany, ale nie postąpił wbrew sobie, a na koniec musiał opuścić środowisko, które raczej go ogłupiało, hamowało jego rozwój. Subwencję teatrowi przyznano, nie cofnięto jej. O cóż więc chodzi? Stary wyga, aktor – kameleon miał  prawo się zabawić.        

  Spektakl Gábora Máté  jest jednak przede wszystkim opowieścią o prowincjonalnym teatrze. Reżyser bardzo wyeksponował ten wątek podkreślając wszelkie mechanizmy, relacje, zależności,  napędzające zaściankowy światek.

szalbierz3

  Jeśli chodzi o grę pozostałych aktorów (poza Dębickim) najlepiej wypadają w scenach zespołowych. Wszystko wówczas funkcjonuje z  matematyczną dokładnością. Żonglowanie stereotypami, banałami jest tak precyzyjne, że aż przestaje być prawdopodobne. W tej dosłowności zabrakło mi trochę ironii, która podniosłaby wartość przedstawienia. Z takim pomysłem na Bogusławskiego należałoby wręcz oczekiwać ironicznego mrugnięcia oka do publiczności, ale niewielu artystów grających w spektaklu podjęło wyzwanie. Większość  gra po prostu złych aktorów. Zdecydowanie bardziej typy, niż osobowości, indywidualności. Niemal wszyscy są „ zbyt serio,” przez co poza scenami zbiorowymi obraz prowincjonalnego teatru  grzęźnie w banale. Wyłamuje się z tego Każyński Sławomira Grzymkowskiego, Kamińska – prowincjonalna gwiazdka, używająca swych wdzięków do robienia kariery w wykonaniu Agnieszki Warchulskiej i zapijaczony, nieszczęśliwy aktorzyna Skibiński grany przez Mariusza Drężka. Bardziej jednak są to zgrabne etiudy, niż świadomie zbudowane postacie. W tych etiudach wymienieni aktorzy prezentują próbkę swych możliwości, niczym sceniczny Bogusławski na próbie. Bogusławski, który, jak się okazało, może mieć bardzo wiele twarzy.  

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko